Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Jak się robi pieniądze?

     Przed windą czeka grupa osób. Kto wchodzi pierwszy? Może rzucimy monetą? Tylko skąd ją wziąć? Kiedy pracuje się w mennicy?

     Środki ostrożności obowiązują tu na każdym kroku. Bramki i wykrywacze metalu podniosą alarm w reakcji na każdą jego odrobinę. - Do wytwórni monet przychodzimy więc bez prywatnego "wyposażenia" - żartuje Tomasz Klonowski, dyrektor działu produkcji Mennicy Polskiej SA.

     - To w którym roku powstała pierwsza polska mennica? - pada pytanie we wspomnianej windzie. Na twarzach jadących pojawia się konsternacja.

     - W 1766! - odpowiada po chwili dyrektor Klonowski - A powołana została przez Stanisława Augusta Poniatowskiego. Ale od tamtej pory sporo się zmieniło. Nawet przedwojenne maszyny dawno temu zostały przerobione na żyletki. Przed budynkiem na ulicy - nomen omen - Żelaznej stoi jedynie pamiątkowy Grimmar, prasa, która jeszcze 70 lat temu tłoczyła monety. Teraz cały proces został skomputeryzowany, chociaż przy taśmach codziennie pracuje około 200 osób. Asortyment mennicy nie kończy się bowiem na monetach, nawet tych produkowanych na zamówienie klientów zagranicznych. Wytwarzanych jest tu bowiem o wiele więcej wyrobów grawersko-medalierskich: dla kolekcjonerów i na zamówienie. Są to żetony, medale, odznaczenia, pieczęcie, godła.

     CZAS TO PIENIĄDZ

     Mennica Polska jest "tylko" wytwórnią monet. Zleceniodawcą jest emitent polskiego pieniądza, czyli Narodowy Bank Polski. To NBP dostarcza projekty opracowane przez współpracujących z bankiem artystów. W mennicy proces produkcyjny zaczyna się od modelu gipsowego zamówionego wyrobu będącego kilkakrotnym powiększeniem oryginalnego wyrobu. Jest to wizerunek wielkości dużego talerza, o średnicy około 30 cm. Trafia on do pierwszej maszyny: skanera. Tam skanowane są wizerunki odpowiednio awersu i rewersu. Po zeskanowaniu modelu powstaje narzędzie wykonywane metodą precyzyjnego grawerowania. To prototypowe narzędzie wykonane jest już we właściwej skali. Dawniej odbywało się to w maszynie redukcyjnej, która według matematycznej zasady podobieństwa trójkątów, przejeżdżała przez każdy ryt i przenosiła go na odpowiednio mniejszy krążek. Takie maszyny wciąż są w dyspozycji wydziału narzędziowego i w razie nieprzewidzianej sytuacji byłyby gotowe do pracy, ale na co dzień zastępuje je ich młodsze, skomputeryzowane pokolenie. - Mamy nawet "mercedesy" w tej klasie, ale doba to dla nas w tej chwili za długo - mówi dyrektor Klonowski - i maszyny starego typu już nie nadążają.

     - Po wykonaniu matrycy i prototypu wykonywane są stemple z wizerunkiem negatywu, tak jak na kliszy fotograficznej - tłumaczy pan Andrzej, jeden ze szlifierów. - No tak, negatywu - bo pozytyw ma być przecież na monecie. Stempel jest piaskowany, hartowany i polerowany. Proces wykonany maszynowo jest jednak niedoskonały, po każdym etapie potrzebny jest człowiek, który sprawdzi dokładnie najdrobniejszy element reliefu. Pan Andrzej przy swoim stanowisku sprawdza dotychczasowe efekty pracy. Na jego biurku stoi duży mikroskop, w prawym ręku lupa, a dookoła twórczy - zdawać by się mogło - nieład. Wiele metalowych narzędzi, piłek do metalu, grawerek i szczotek. Każde z nich ma jednak swoje, właściwe miejsce. Na rogu biurka medal w końcowej fazie - tak będzie wyglądał ten krążek, kiedy zostanie wybity w metalu - mówi pan Andrzej.

     BŁĘKIT I ZŁOTO

     Z wydziału narzędziowego, przechodzimy na emalierski. Pracownicy żartują, że ich praca w żadnym wypadku nie jest nudna, bo przecież tematy wciąż się zmieniają: teraz są orzełki, za chwilę mogą być koty albo drzewa, wszystko zależy od fantazji zlecenia. Najważniejszą sprawą jest tu jednak precyzja i cierpliwość. Każdy pracownik dostaje dzienny przydział zadań, z których rozlicza się na koniec pracy. Pan Piotr, z dziesięcioletnim stażem pracy, pochyla się dziś nad malutkimi flagami, które są elementem odznaczeń państwowych. Każdy metalowy prostokąt pokryty warstwą biało-czerwonej farby należy dziś dokładnie spiłować i wypolerować. Około 60 sztuk z lewej miski leży już w prawej - już tylko połowa i koniec na dziś - mówi ten specjalista, nie odrywając się od pracy. W następnym pomieszczeniu kilka kobiet zaabsorbowanych pracą nie zauważa nawet, jak wchodzimy. Zaglądam jednej z nich przez ramię. Na biurku kilka orzełków w niekonwencjonalnym niebieskim kolorze. - Naszym zadaniem jest maskowanie. To będzie element godła i jak każdy wie, orzełek ma złote pazury, koronę i dziób, musimy więc oddzielić pozostałe elementy. Ale proszę się nie martwić, to wszystko będzie zmyte, potem zostanie nałożona warstwa oksydowana, wybrane elementy będą pozłocone - tłumaczy pani Halina.

     Na koniec zjeżdżamy na sam dół. Wielka hala produkcyjna i jeszcze większy hałas. Przy każdej maszynie piętrzą się stosy monet o różnych nominałach. Co jakiś czas któryś z pracowników podchodzi z wózkiem, otwiera pokrywę i rzeka złocistych lub srebrzystych monet przelewa się do pojemnika. Fabryka pieniędzy, miłe uczucie. - Obieg pieniądza to nasza działka, żaden bankier nie obracał taką ilością monet jak my - żartuje pan Grzegorz.

     W przypadku monet kolekcjonerskich działa jeszcze system podawania i selekcji, gdzie odpowiedni pracownik ogląda dokładnie każdą monetę, sprawdzając, czy nie ma na niej żadnej skazy, rysy albo zmatowienia.

     Po wybiciu monety obiegowe pakowane są w plastikowe woreczki i ważone przez maszynę. Każde najdrobniejsze odchylenie od normy zawraca woreczek do powtórnego pakowania - tu nie ma mowy o błędzie.

     Z ORZEŁKIEM W TLE

     Tak naprawdę to w całym zakładzie najważniejsze są narzędzia. Jest taka anegdota, jak kilka lat temu we francuskiej mennicy rozpoczął się strajk pracowników. Wkroczyły siły porządkowe, jednak ku zdziwieniu wszystkich nie w celu pacyfikacji strajkujących, a po to, żeby zabezpieczyć narzędzia pracy. Powinny one bowiem pozostać unikalne - żartuje dyrektor produkcji.

     W historii mennicy parokrotnie zdarzały się już próby zabrania "na pamiątkę" owoców pracy, ale ochrona - jak zapewnia jej przedstawiciel - radzi sobie z tym skutecznie.

     Istotą systemu bezpieczeństwa jest to, że go nie widać. Jest kontrola osobista w krytycznych obszarach zakładu, są bramki i specjalne pozwolenia na wejście na niektóre tereny, jest również wszechobecny monitoring. Oszustwo nie wchodzi w grę, ale warto też mieć umiejętność odróżniania falsyfikatów. - Potrafi to każdy, kto siedzi w tym biznesie. Fałszywki są zwykle robione bardzo naiwnie i z tandetnych stopów, nie wytrzymują zestawienia z oryginałem. Powierzchnia jest zwykle bardziej wygładzona i płaska, może mieć drobne różnice w wizerunku godła lub znaku mennicy pod łapą orła.

     - Moneta broni się jednak sama. Jej niewielka wartość czyni falsyfikat po prostu nieopłacalnym. Materiały, prasy, skanery a przede wszystkim wprowadzenie na rynek nawet 1000 takich monet, to dość skomplikowana zabawa - mówi Tomasz Klonowski - ale i tak próby się zdarzają. Najtrudniej podrobić 2 i 5 zł, bo składają się z dwóch elementów - złotego pierścienia i srebrnego kółka - które w procesie produkcji łączy się w jedną całość. To nasze najładniejsze monety, z dumą pokazujemy je na wielu wystawach. Inne, wykonane ze stopu Nordic Gold, zyskały już uznanie w wielu środowiskach numizmatycznych na całym świecie za swą urodę i doskonałość techniczną.

     Polskie monety denominacyjne projektowały dwie panie. Rewersy wszystkich monet zostały zaprojektowane przez Ewę Tyc-Karpińską, która zaprojektowała również awersy monet 2 i 5 zł. Awersy pozostałych monet (1, 2, 5, 10, 20 i 50 gr oraz 1 zł) zaprojektowała Stanisława Wątróbska-Frindt.

     - Trochę szkoda będzie nam żegnać się z naszą poczciwą złotówką. Polacy znają ją od ponad sześciu wieków, a od ostatniej denominacji i zmiany wizerunku minęło już 14 lat. Niedługo cały proces produkcyjny zostanie zatrzymany na zawsze, a na hasło "euro", zaczniemy bić nowe unijne monety - mówi Tomasz Klonowski.


Alicja Wysocka


Tekst pochodzi z Tygodnika

22 marca 2009


Czy rozumiem liturgię Kościoła? Miniprzewodnik po znakach i symbolach w liturgii Czy rozumiem liturgię Kościoła? Miniprzewodnik po znakach i symbolach w liturgii
Ks. Zbigniew Wit
Oddajemy w ręce Czytelnika miniprzewodnik po znakach i symbolach w liturgii Kościoła. Przewodnik, napisany prostym i zrozumiałym językiem, wzbogacony zdjęciami ilustrującymi każde z omawianych haseł, ma na celu pomóc Czytelnikowi bardziej świadomie uczestniczyć w liturgii... » zobacz więcej


   




Wasze komentarze:
 aqs: 20.12.2009, 18:39
 ile mennic jest w Polsce?
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej