Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Dom na zawsze

     Antoni Michatek mimo swoich 82 lat marzy o tym, by jeszcze ruszyć w daleki świat, poznać nowych ludzi, wciąż się rozwijać. Ale przecież jest odpowiedzialny za ten dom. To dzieło nie może się zmarnować...

     Niespokojny duch z tego pana Antoniego! Jego życiorys mógłby starczyć dla kilku osób: kształcił się na kilku uczelniach, bywał za granicą, w klasie maturalnej został skazany na 10 lat za działalność... szpiegowską. Przesiedział 6, a po upadku PRL został zrehabilitowany. - Dokonując wyborów życiowych, dbałem o własny rozwój, zdobywanie wiedzy. Życie rozumiałem jako nieustanną zmianę, komunikację z ludźmi. Wybrałem drogę trudną, ale przecież to w trudzie człowiek staje się w pełni człowiekiem. A na koniec wybrałem ten dom dla dzieci i młodzieży niepełnosprawnej. Oczywiście, wpłynęły też na to okoliczności. Dostałem dom po rodzicach, w późnym wieku... - zamyśla się mój rozmówca. - Krótko mówiąc, na koniec doszedłem do tego, że trzeba coś zrobić dla innych - podsumowuje.

     - Trzeba coś po sobie zostawić? - dopytuję. - Wie pani, to co mam, dostałem, więc jestem tylko administratorem, stróżem. Pilnuję, żeby się nie zmarnowało. Moi rodzice, zwłaszcza moja mama chciała, żeby powstał tu dom opieki. Rodzeństwo pogodziło się z tym, bo dostali swoje części majątku. Ja dostałem najmniej, ale i to rozdałem. Powiem szczerze, że gdyby nie pewne głupstwo, które zrobiłem w życiu, ten dom by nie powstał. Ale dosyć tych szczegółów - uśmiecha się pogodnie Antoni Michałek. Ale ja drążę dalej: - Dlaczego dom dla dzieci niepełnosprawnych umysłowo? Przecież wiele z nich nie może okazać wdzięczności? - No właśnie, to jest cała wartość tego domu i dzieła. Te dzieci to prawdziwe perełki, Ludzie przez duże L. Ten dom powinien to przypominać.

     W 1992 r. na Andziołówce w Istebnej pan Antoni rozpoczął budowę. Pomagali mu sąsiedzi, przyjaciele i ludzie dobrej woli z całej Polski. Powołali Fundację im. św. Ojca Pio "Nasz Dom - Dzieciom Szczególnej Troski". Od kilku lat dom jest gotowy. Ma dwa piętra, dużą kuchnię i jadalnię. Dla dzieci przygotowano osiem pokoi, połączonych z pokojami dla opiekuna. Każda "dwójka" ma przestronną łazienkę. Każde dziecko ma też do dyspozycji pokoik depozytowy na strychu, gdzie może trzymać swoje skarby, pamiątki, odzież, sprzęty. W domu jest kaplica Bożego Miłosierdzia. Jej wystrój to wspólne dzieło kilku osób, ale przede wszystkim stolarzy z Koniakowa. Jeden ofiarował dębowe ławki, drugi ambonkę i ołtarz. Miejscowy proboszcz zakupił żyrandole. Pan Antoni chciał ozdobić kaplicę rodzinnym obrazem Matki Bożej Kalwaryjskiej, ale gdy mieszkająca niedaleko artystka Iwona Konarzewska przyniosła mu obraz-kopię wizerunku Jezusa Miłosiernego, postanowił "przeprosić Matkę Bożą i dać miejsce Jej Synowi". - Myślę, że nie ma mi tego za złe - mój rozmówca uśmiecha się porozumiewawczo. On sam mieszka nieopodal, w domu swoich rodziców. Dom już przyjmuje dzieci, ale głównie latem. Przyjeżdżają na ogół na dwutygodniowe turnusy. Nie ma żadnych skierowań, ale działa poczta pantoflowa. Pan Antoni nie wyznacza żadnych stawek, każdy płaci tyle, ile może. Jedni mniej, drudzy więcej. - Czy ktoś nadużył gościnności? - pytam. - No wie Pani, tego się nie uniknie, ale to nie powód, by stawiać bariery innym, tym naprawdę potrzebującym. Naszą misją jest przecież pomoc chorym dzieciom, a nie zarobek. Warunek jest jeden - nie niszczyć sprzętów i wyposażenia domu - odpowiada pan Antoni. Dom ma pełne "obłożenie" od czerwca do października. Żeby zamówić pobyt, wystarczy zadzwonić.

     Docelową ideą "Naszego Domu" jest jednak to, by stał się on miejscem rodzinnym, docelowym dla dzieci niepełnosprawnych umysłowo. Podobnie jak we wspólnocie Arki Jeana Vanier, a pan Antoni współorganizował w 1981 r. pierwszy polski domarkę w Śledziejowicach k. Wieliczki. - Są pokusy, nawet bardzo życzliwych ludzi, żeby to przejąć i poprowadzić, ale ja mam wątpliwości. Bo trudno jest im zaakceptować do końca, na serio ideę, która przyświecała powstaniu fundacji i którą uważam za nieodwołalną: to znaczy dom na całe życie dla dzieci niepełnosprawnych intelektualnie - podkreśla pan Antoni. - Wie pani, gdyby to się udało, to tu można by wybudować jeszcze jeden dom, warsztaty terapii zajęciowej, a nawet małą klinikę. Jest dużo miejsca... - zamyśla się pan Antoni.

     Kontakt: Fundacja im. Ojca Pio, Istebna 294, 43-470 Istebna, Tel. 033/855-71-38, konto:10105010961000000101087161


Jan Kotlarz


Tekst pochodzi z Tygodnika

6 września 2009


Bóg przychodzi do mnie Bóg przychodzi do mnie
Beata Kołodziej, Ewa Stadtmüller
Książka przybliża dzieciom siedem sakramentów świętych. Ta pięknie ilustrowana pozycja z pewnością pomoże wszystkim dzieciom przygotować się na przyjęcie Bożego daru, jakim jest sakrament. Do książeczki dołączony jest rachunek sumienia dla dzieci z Janem Pawłem II... » zobacz więcej


   




Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej