Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Dzieciństwo w blasku jupiterów

     Wiek XX jednocześnie przyniósł dzieciom dzieciństwo i je odebrał. Po odstawieniu "od cyca" nie są już gonione do pracy w polu, ale często robią karierę w show-biznesie.

     Na witrynach internetowych dziecięcych agencji aktorskich na porządku dziennym są wpisy: "Chciałabym dać syna na casting, ma 14 miesięcy". Nic dziwnego, w tym wieku zarobić można już tysiąc zł za jeden dzień zdjęciowy, jak bliźniaki Eryk i Igor Lipińscy, grający w serialu "Hela w opałach". "Gwiazdy" wyciągają nawet 3-4 tys. zł dziennie, co daje ok. 40 tys. miesięcznie, jak w przypadku Julii Wróblewskiej, która zadebiutowała w filmie "Tylko mnie kochaj", a teraz gra w serialu "M jak miłość".

     ŚWIEŻE MIĘSO

     Najokrutniejszą chyba rolą, w jaką wepchnąć można dziecko, jest rola modelki - wciąż jeszcze częściej niż modela. Tylko ludziom z zewnątrz życie, jakie wiodą, kojarzy się ze wspaniałymi ciuchami, egzotycznymi podróżami i nieustającą zabawą. To pociąga ledwo podrosłe panienki, które do tego światka przyjmowane są niezwykle chętnie. Na wybiegu najlepiej prezentują się bowiem dziewczyny o wydłużonych sylwetkach, z długimi palcami, szyjami i nogami, z wystającymi kośćmi policzkowymi, bez biustów. Te kryteria najlepiej spełniają nastolatki. Ich skóra jest świeża, wygląda dobrze nawet po kilkunastu godzinach pracy, jak mówi Calvin Klein, znany projektant. Jeśli więc dziewczyna chce odnieść sukces w modelingu, musi zacząć bardzo wcześnie. Ale są i mroczne strony tego zawodu: kilkunastoletnia modelka z Urugwaju podczas Tygodnia Mody w Montevideo zmarła z wycieńczenia na wybiegu. Znany jest też przypadek Rusłany Korszunowej, którą strach, ból i zmęczenie pchnęły do samobójstwa w wieku 20 lat. Świat mody to bezwzględny świat interesu, gdzie liczy się zysk, a nie samopoczucie modelek. Jak świeże mięso potraktowani też zostali bohaterowie obsypanego Oscarami filmu "Slumdog. Milioner z ulicy". Utalentowanym dzieciom wyciągniętym z indyjskich ulic twórcy superprodukcji płacili grosze. Po przygodzie w filmie dzieci wróciły do slumsów.

     Kariera nie musi źle wpłynąć na życie dziecka. Wymaga to jednak określonej postawy rodziców. - Wychowanie to wybór między dyspozycją dziecka a oczekiwaniami rodziców - mówi prof. Barbara Smolińska-Theiss, pedagog społeczny z Akademii Pedagogiki Specjalnej w Warszawie. - I to oni najczęściej decydują o drodze życiowej dziecka. Dziś obserwujemy wiele tzw. karier, które są błyskiem w świecie show-biznesu. Rodzi to u dzieci ogromny stres, a rodzice są usatysfakcjonowani, bo spełnili w ten sposób własne aspiracje. Szczęśliwie, jeśli genialny trener, nauczyciel czy mama potrafi połączyć zabawę z wysiłkiem, wtedy ich dziecko cieszy się pracą nad sobą i rozwojem. Te dzieci pracują na swój sukces dłużej, ale i on sam trwa dłużej - dodaje.

     PLAC ZABAW POD FORTEPIANEM

     Stanisław Drzewiecki, 22-letni laureat międzynarodowych konkursów pianistycznych, rozpoczął grę na fortepianie w wieku czterech lat, a dwa lata później pojechał na tournee koncertowe do Japonii z orkiestrą Sinfonia Varsovia. - Staś wychowywał się pod fortepianem - mówi jego tata, Jarosław, także pianista, podobnie jak jego żona Tatiana Szebanowa, laureatka Konkursu Chopinowskiego, mama i nauczycielka Stanisława. - Tam osłuchiwał się z repertuarem, chłonął atmosferę. Zwykle beztroskie dzieciństwo kojarzy się z piaskownicą i huśtawką, a Staś spotykał wielu ciekawych ludzi, odwiedzał fantastyczne miejsca. W wieku, w którym zaczynał przygodę z muzyką, dziecko chłonie wiedzę. Im więcej bodźców, tym więcej rodzi się zainteresowań. Nie uważam, by dziecko należało molestować wiedzą. Wiele można nauczyć zabawą. Dla Stasia w klawiaturze zaklęte były niezliczone historie, każda fraza z czymś mu się kojarzyła: z szumem liści, ze stąpaniem słonia. W ten sposób rozwijał wyobraźnię i potrzebę tworzenia, które są równie ważne jak techniczne opanowanie instrumentu - podkreśla Jarosław Drzewiecki. Należy troszczyć się, by dziecko rozwijało się wielotorowo. - Jeśli działa na wielu polach, nigdy nie pozostanie bierne, nie grozi mu bezczynność ani bezrobocie - przyznaje prof. Smolińska-Theiss. Potwierdza to Stanisław - już nie Staś! - Drzewiecki, który nie dość, że dla muzyki nie musiał z niczego rezygnować, to jeszcze znajduje czas na realizowanie kolejnych pasji. - Jeżeli coś mnie zainteresuje, czuję chęć do pracy nad sobą - mówi. - Nie traktuję tego jak mękę, ale jak pasję. W szkole zawsze starałem się zainteresować daną dziedziną, a nie tylko "odbębniać" lekcje - zaznacza. W ten sposób zrobił licencję nurka, nauczył się latania, opracował projekt wirtualnego miasta na wyspie u wybrzeży Antarktydy: z pełną infrastrukturą, lotniskiem i działającą komunikacją, wykonał projekt samolotu pasażerskiego o napędzie hybrydowym, w programie komputerowym robi symulatory lotów, które kupują od niego firmy lotnicze, ma zainteresowania malarskie, nie da się go zagiąć na literaturze, a ostatnio Agustin Egurolla odkrył w nim talent tancerza. - Stanisław wszechstronnie rozwijał swoje zainteresowania, co procentuje - tłumaczy jego tata. - Nawet odpoczywa intensywnie: grając w tenisa, pływając na desce windsurfingowej, jeżdżąc na nartach, na rowerze czy ostatnio często - samotnie medytując w górach.

     Także w sporcie obniża się wiek, w którym osiąga się wysokie wyniki. Na 365 dni w roku Zosia Klepacka - reprezentantka Polski w windsurfingu - spędzała 220 na wyjazdach. Treningi zaczęła w wieku 10 lat. A zaczęło się od przypadku - brat potrzebował załoganta do dwuosobowej łódki na zawody. Podczas zawodów zobaczyła ludzi pływających na desce i do łódki już nie wróciła. Sukcesów w tak młodym wieku mogłaby jej pozazdrościć niejedna doświadczona zawodniczka, dla niej samej jednak to przede wszystkim fantastyczna zabawa. - Także przygoda - przyznaje Zosia. - Na Mistrzostwach Świata Juniorów w La Tranche-sur-Mer przed startem z fal wypłynął gigantyczny żółw. Miałam 10 lat, a on wydał mi się taki niezwykły, że w jednej chwili zapomniałam o zawodach i zaczęłam się z nim bawić. Dzięki zawodom zwiedziłam kawał świata. Prywatnie mam sentyment do Argentyny, skąd pochodzi mój mąż Lucio. Przede wszystkim jednak windsurfing to wolność i zgoda z naturą: owiewa cię wiatr, opala słońce, obmywa woda - dodaje. Przyznaje, że sport uczy także dyscypliny i walki. Nie zawęża się jednak do jednej dziedziny: - Staram się robić różne rzeczy: od kolarstwa górskiego, snowboardu, windsurfingu na lodzie, piłki nożnej, judo i boksu po fundację "Hey, Przygodo" i eventy dla dzieciaków. Ma także za sobą prowadzenie młodzieżowego programu katolickiego "Raj". Ostatnio jednak musiała nieco zwolnić, bo za trzy miesiące zostanie mamą. - Małego windsurfingowca urodzę w grudniu, a w marcu wybieram się na Mistrzostwa Świata - mówi. - Nie zamierzam zrezygnować ze sportu. Kiedy nie będę mogła uczestniczyć w zawodach, zostanę trenerem, otworzę własną szkółkę. Kocham sport - dzięki niemu się rozwijam. I Zosia Klepacka, i Stanisław Drzewiecki wciąż dążą do doskonałości. Ponieważ wiedzą, że jej osiągnięcie jest niemożliwe, ich celem jest samo dążenie i ciągłe samodoskonalenie.

     NA DWÓCH ETATACH

     Na wytężoną pracę gotowe są także przyszłe tancerki i przyszli tancerze. - Przyjmujemy 10-letnie dzieci, które są mało odporne na stres, a przecież poddawane są mu codziennie - mówi Bożena Jurkiewicz, dyrektorka Ogólnokształcącej Szkoły Baletowej przy ul. Moliera w Warszawie. - Przychodząc tu, myślą, że od razu będą tańczyć, a spotykają się z ciężką pracą fizyczną i dyscypliną. Wiedzą, że na karierę solisty może liczyć tylko garstka, dlatego rywalizują ze sobą już od pierwszej klasy. To świetne przygotowanie do dorosłego życia - mówi pani dyrektor. Dzieci ze szkoły baletowej zdają sobie sprawę, że ich kariera nie będzie trwała długo, dlatego pracują ze zdwojoną siłą. - Sama skończyłam szkołę baletową, niestety zdrowie nie pozwoliło mi czynnie tańczyć. Na szczęście jednocześnie skończyłam romanistykę na UW, co zapewniło mi miękkie lądowanie. Nasi uczniowie oprócz przedmiotów artystycznych, uczą się wszystkich przedmiotów ogólnokształcących. Są świetni - jedna z uczennic na maturze uzyskała 98%, dostała się na slawistykę, inna - na ekonomię. W dodatku bardzo dobrze tańczą. Szkoła baletowa wyrabia taką samodyscyplinę, że uczniowie w krótkim czasie potrafią przerobić dużo materiału.

     Karolina Jaskółowska przez 2,5 roku grała w spektaklu "Akademia Pana Kleksa" w Teatrze Roma. Śpiewu, tańca i obycia aktorskiego uczy się od małego. Dziś, w wieku 12 lat, nie wyobraża sobie bez nich życia. Mimo że zagrała w blisko 100 przedstawieniach, każde było inne. - Każde potknięcie było motywacją do pracy i jeszcze lepszego występu następnym razem - mówi. Występy w teatrze nauczyły ją obowiązkowości i organizacji czasu. Było jej przykro, kiedy rodzice i siostra wyjeżdżali na ferie albo na piknik, a ona zostawała w Warszawie, bo miała przedstawienie. Mogła jechać z nimi, ale wiązałoby się to z rezygnacją z grania. Zostawała więc. Grała nawet z gorączką - nauczyła się, że jak do czegoś się zobowiązała, trzer ba się z tego wywiązać. W szkole także nie daje sobie forów, zresztą nie ma takiej potrzeby - zawsze dobrze się uczyła. - Choć w czasach, kiedy co drugi dzień grałam w przedstawieniu, bywało ciężko - wspomina. - Wtedy także rodzice działali na wysokich obrotach: dowozili mnie do teatru, podrzucali ciepły obiad, a wieczorami mama czytała mi podręcznik przez sen. - Kiedyś, gdy między lekcjami a próbą Karolina jadła obiad na ławeczce w parku, powiedziała: "O, rany, jakie ja mam ciekawe życie!". Miała wtedy osiem lat i mimo że w "Akademii Pana Kleksa" już nie gra, bo "wyrosła", nie zwolniła tempa - uwielbia, jak się coś dzieje, kocha życie w biegu - mówi mama Joanna. - Uczy się trzech języków, śpiewa w chórku kościelnym, razem chodzimy na zajęcia z florystyki i collage'u, uczy się gry na keyboardzie, ma zacięcie malarskie i także zamierza je wykorzystać - wylicza dumna mama. - A gdy ogłoszono casting do "Nędzników" w Romie, nie zastanawiała się ani chwili - dodaje.

     - W przeciwieństwie do kariery-błysku, która potrafi zniszczyć dalszą biografię dziecka, kariera wypracowana pozwala dziecku cieszyć się sukcesem, na który zasłużyło własnym wysiłkiem - podsumowuje prof. Barbara Smolińska-Theiss. - Jeśli dziecko poświęca się rozwojowi wyłącznie w jednej dziedzinie, może pozbawić się perspektyw. Tak się stało z zaprzepaszczonym talentem Henryka Gołębiewskiego, aktora naturszczyka znanego z filmu "Podróż za jeden uśmiech". On akurat nie zrozumiał, że za błyskiem powinna iść praca.

     GENIALNI NIETYKALNI?

     Joanna i Tomasz Jaskółowscy starannie kierują karierą córki. - Karolina występowała w "Przebojowych dzieciach", śpiewała w chórku w filmie "Dzwoneczek", jako czterolatka wystąpiła w reklamie Vibo-vitu - mówi pani Joanna. - Nigdy nie pozwolilibyśmy wystąpić jej w roli, do której nie dorosła - podkreśla. Zgodnie z prawem, dzieci nie mogą występować w scenach, których nie rozumieją. Kiedy ogląda się seriale czy filmy długometrażowe widać, że scenarzyści balansują na granicy tego prawa. Jeśli jednak nawet do dziecka dociera znaczenie sceny, w której gra, niekoniecznie wpływa to na rozwój jego osobowości. Pedagodzy podkreślają dydaktyczno-terapeutyczną rolę przedstawień teatralnych. Dotyczy to tych adresowanych do dziecięcych odbiorców. Dziecko grając kogoś, kim nie jest, i odtwarzając wymyślone zdarzenia, lepiej rozumie rzeczywistość, a wcielając się w różnorodne postacie, poznaje perspektywy własnego przyszłego życia. W teatrze dziecięcym dzieci odgrywają swoje role twórczo, mają szansę wyrazić siebie. Inaczej jest z rolą narzuconą.

     W karierze dziecięcej ważne jest, by z genialnego nie zrobić nietykalnego. W jednym z renomowanych liceów warszawskich uczniowie są laureatami konkursów ogólnopolskich i międzynarodowych. Niestety, geniusz nie zawsze idzie w parze z poprawnym funkcjonowaniem społecznym. - Tych utalentowanych młodych często widywało się na lekcjach pod wpływem alkoholu - mówi jedna z pracujących tam nauczycielek. - Zgodnie z regulaminem uczeń taki powinien być ze szkoły wydalony; tu kończyło się na podpisaniu glejtu, w którym zobowiązywał się do lepszego zachowania. Cóż z tego, że na półrocze ocenę ze sprawowania miał obniżoną do poprawnej, skoro na koniec roku otrzymywał wzorową? Po to, by on otrzymał stypendium, a szkoła mogła się pochwalić wysokim odsetkiem stypendystów - komentuje. Dyrekcja kryje aroganckich geniuszy, ponieważ nagrodami, które zdobywają, gwarantują szkole obecność na czele rankingu. Zdarzyło się, że nagrodzeni uczniowie zrobili awanturę nauczycielce, która także otrzymała nagrodę - za przygotowanie ich do konkursu. Twierdzili, że jej się nie należy, bo przygotowali się sami. - Wydaje się, że w życiu nikt nie przytrze im nosa. Większość z nich już ma propozycję podjęcia studiów na uczelniach i w instytutach o światowej renomie, np. Columbia Universiry - mówi nauczycielka. Eksperyment na geniuszach, którzy w wieku 16 lat zrobili maturę, a w wieku 20 kończyli studia, przeprowadzony na wydziale psychologii UW w latach 70. pokazał, że 10 lat później - mimo wysokiego ilorazu inteligencji - nie zrobili oni błyskotliwych karier. - W ich rozwoju postawiono wyłącznie na intelekt. Nie pracowano natomiast nad ich relacjami społecznymi, które były zaburzone. Rozwój jest pełny, jeśli obie te dziedziny idą w parze - tłumaczy prof. Barbara Smolińska-Theiss.

      W karierze dziecięcej ważne jest, by nie niszczyła ona relacji między dzieckiem a rodzicami. Planując ją, ci ostatni nie powinni leczyć własnych kompleksów. - Często rodzice, którzy przeszli awans społeczny, w karierze dziecka szukają jego legitymizacji - ostrzega prof. Smolińska-Theiss. Bożena Jurkiewicz spotyka się nierzadko z sytuacją, kiedy rodzice upierają się przy zostawieniu dziecka w szkole baletowej, choć nie wykazuje ono żadnych predyspozycji w kierunku tańca. - Wspólnie z psychologiem szkolnym tłumaczymy im, że dla takiego dziecka wytężony wysiłek fizyczny może skończyć się kalectwem - tłumaczy. To nie dziecko ma podążać za wyznaczoną mu karierą, ale ona musi być "uszyta" na jego miarę.

     Są też rodzice, którzy zwalniają się z pracy i biegają z dzieckiem z castingu na casting. - To spore obciążenie dla psychiki dziecka, które nie jest gotowe utrzymywać rodziny - tłumaczy prof. Barbara Smolińska-Theiss. - Współczesne dzieciństwo się skomercjalizowało - rodzice usiłują z dzieci uczynić towar na sprzedaż. A dzieciństwo jest niezwykle ważnym okresem w życiu człowieka, okresem terminowania do dorosłości. Kariera ma sens wyłącznie, jeśli kształtuje biografię dziecka, a nie daje mu płonną nadzieję na szybki i spektakularny sukces, i wyłącznie wówczas, gdy jest wynikiem pracy dziecka.


Monika Odrobińska


Tekst pochodzi z Tygodnika

20 września 2009


Siedem darów Bożych. Jan Paweł II o siedmiu sakramentach świętych Siedem darów Bożych. Jan Paweł II o siedmiu sakramentach świętych
Jan Paweł II
Jest ich siedem. Są widzialnymi znakami niewidzialnej łaski: SAKRAMENTY. Są jak dotyk Pana Boga. W sakramencie chrztu dotyk Boga-Ojca. W sakramencie bierzmowania dotyk namaszczenia na apostoła. W sakramencie Eucharystii dotyk Jezusa-Miłości, która nie zna miary... » zobacz więcej


   




Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej