Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Rakieta z krzyżykiem

     Jest najwyżej notowaną Polką w historii kobiecego tenisa. Ale kariera nie zawróciła jej w głowie.

     Pierwszy wielkoszlemowy turniej otwierający nowy rok jest dla Agnieszki Radwańskiej nie lada wyzwaniem, po przebytej w listopadzie operacji prawej ręki. - Każdy mecz staram się zagrać jak najlepiej. Nie snuję planów, w którym z turniejów mam wystąpić, a w którym nie - mówiła nam Agnieszka przed wylotem do Australii.

     Dziadek Władysław Radwański podkreśla dobrą technikę uderzeń wnuczki, urozmaiconą grę w walce o każdą piłkę i każdy gem. Sama Agnieszka nie na kompleksów, kiedy staje na korcie, żeby zmierzyć się z pierwszą rakietą świata Sereną Williams czy kolejnymi w rankingu WTA: Dinara Safiną, Świetlaną Kuzniecową, Jeleną Dementiewą, Karoliną Woźniacką.

     Od dwóch lat, odkąd weszła do pierwszej dziesiątki WTA, wszystkie dzielą wspólną szatnię. Tam panują stosunki koleżeńskie. Z Sereną Williams rozmawiają o wspólnej pasji - malowaniu paznokci. Willims żartuje, że kiedy skończy sportową karierę, otworzy salon kosmetyczny. Z Karoliną Woźniacką, Dunką polskiego pochodzenia, Agnieszka i jej siostra Urszula, również tenisistka, spędzały tegoroczne wakacje na Mauritiusie. Przeciwniczkami stają się dopiero na korcie. Agnieszka na kort wychodzi zawsze z krzyżykiem na szyi. - Traktuję to jako normalność - mówi.

     SPORT W GENACH

     Sportową karierę ma niemal zaszczepioną w genach. Dziadek Władysław Radwański był zawodnikiem Cracovii w hokeju na lodzie. Ojciec i trener Robert Piotr Radwański to były tenisista KS Nadwiślan i łyżwiarz figurowy.

     Agnieszka urodziła się w 1989 r. w Krakowie. Dzieciństwo spędziła w Niemczech, gdzie za pracą wyemigrowali jej rodzice. Ojciec zatrudnił się tam jako trener tenisa. Rodzice od początku postawili na sportową karierę Agnieszki i młodszej o rok Uli. Rakiety tenisowe otrzymały już jako 2-3-latki.

     - Rakiety były mniejsze. Najpierw grałyśmy balonikami a dopiero potem piłeczkami z gąbki - opowiada Agnieszka. Prawdziwą grę na korcie zaczęła jako 5-latka, a już w wieku 6 lat wygrała swój pierwszy dziecięcy turniej. Jej czteroletnia wówczas siostra zajęła 4. miejsce. Kolejne lata to regularne treningi pod okiem ojca i wyjazdy na juniorskie zawody krajowe i zagraniczne.

     Po 7-letniej emigracji Radwańscy wrócili do Krakowa. - Najwięcej turniejów grałyśmy wtedy w Czechach i na Słowacji, gdzie z Krakowa było blisko, a rozgrywki stały na wysokim poziomie. Jeździłyśmy na nie, dopóki nie osiągnęłam 12. roku życia - opowiada Agnieszka. Każdy występ okupiony był ciężką pracą. - Kiedy koleżanki szły się bawić, ja miałam treningi - opowiada bez żalu Agnieszka.

     Przełomowy okazał się rok 2006. Wtedy Agnieszka zabłysnęła jako młodziutka tenisistka, debiutując w cyklu rozgrywek WTA Tour. W tym czasie z 309. miejsca weszła na 12 lokatę. W czerwcu 2006 r. wygrała French Open juniorek, odnosząc drugie wielkoszlemowe zwycięstwo w karierze. W dwóch najpoważniejszych turniejach wielkoszlemowych Australian Open 2008 i Wimbledon 2008 dotarła do ćwierćfinału. Z Polek udało się to wcześniej tylko Jadwidze Jędrzejowskiej, w latach 30. ubiegłego wieku. W światowych rankingach tenisistów doszła tak wysoko jak Wojciech Fibak w 1977 r.

     KOSSAK DLA WNUCZKI

     - Gram 4,5 godziny dziennie przez 6 dni w tygodniu, mam jeszcze trening ogólnorozwojowy - mówi Agnieszka Radwańska. Piotr Radwański ocenia, że istotny wpływ na jej sukces ma także atmosfera w rodzinie. - Od lat obserwuję jak zawodniczki, które miały problemy w domu, ponosiły porażki na korcie - zauważa. Wielopokoleniowa rodzina Radwańskich pomaga sobie, jak.może. W okresie najtrudniejszej sytuacji finansowej w rodzinie dziadek Agnieszki sprzedał część obrazów ze swojej kolekcji, żeby Isia, jak nazywają Agnieszkę w domu, mogła rozwijać sportowy talent. Rodzice bowiem nią chcieli skorzystać z pomocy sponsorów, którzy w zamian oczekiwali uzależnienia od swoich planów sportowej kariery Agnieszki i Uli.

     - Za największy sukces Agnieszki uważam połączenie tego wszystkiego, co w karierze sportowców rzadko idzie w parze: sportu zawodowego, nauki i dobrego wychowania. Agnieszka i Ula to skromne dziewczyny, które widzą, gdzie jest dobro, a gdzie zło i potrafią je odróżnić - ocenia Piotr Radwański. Agnieszka z dumą mówi o rozpoczętych w październiku zaocznych studiach na kierunku turystyka na krakowskiej AWF. - Wolne chwile poświęcam na naukę. Uczę się w czasie przelotów samolotem albo kiedy ćwiczę na rowerku. Odpocznę chyba w grobie - żartuje. Na zajęcia chodzi razem z siostrą Urszulą i podobnie jak kiedyś w szkole podstawowej i średniej mają indywidualny tok nauczania. Pierwsza sesja zakończyła się dla obu sukcesem.

     W domu Radwańskich zawsze ważna była mieszczańska krakowska kindersztuba, w której ważne miejsce zajmuje wychowanie dzieci przez sport. - Nie muszą przy tym być mistrzami świata w uprawianych je wyjeżdżają z rodzicami. Mama zajmuje się rezerwacją biletów i hoteli. Kiedy córki są na korcie, ogląda wszystkie mecze. Czasem z mężem muszą dzielić się zadaniami, kiedy córki grają w różnych turniejach.

     Po 10 miesiącach poza granicami z przyjemnością wracają do mieszkania w Krakowie. - Nasze wspólne zajęcia? Najchętniej wtedy śpimy - żartuje Piotr Radwański. - Można jeszcze nas razem spotkać w drodze do kościoła - dodaje. - Tak naprawdę przez te dwa miesiące czasu jest niewiele. Ostatnio nie zdążyłem nawet odebrać przesyłki od konduktora w pociągu i mój prezent z Gdańska przepadł - dodaje.

     - Popularność ich nie zmieniła - mówią o Radwańskich znajomi. Od lat spotykają się w gronie tych samych przyjaciół. Unikają medialnego rozgłosu. - Na pewno nie chcemy udzielać wywiadów do prasy bulwarowej. Nie pojedziemy też do Warszawy na kilkuminutowy występ Agnieszki w telewizji. To nie wpłynie na jakość jej gry - zaznacza Piotr Radwański. Z rezerwą patrzą też na propozycje udziału w reklamie. - Lepiej zarobić mniej. Agnieszka nie będzie reklamować pił tarczowych - mówi.

     CO POWIE TATA

     Od początku sam kieruje karierą sportową córek. Agnieszka jest jedyną tenisistką w dziesiątce WTA, która nie ma sponsora ani kontraktu na stroje. - Nie chcemy wchodzić w chore układy. Pomiędzy sponsorem a zainteresowaną osobą jest zbyt wielu pośredników, którzy chcą zarobić tylko na tym, że kogoś znają - mówi Piotr Radwański. Pośrednicy to agencje, z którymi kontrakt jest jak cyrograf.

     Załatwią umowy i pieniądze, ale od tego momentu zawodniczka jest do ich dyspozycji. Musi grać tam, gdzie każą. Agencje mają też wpływ na obsadę sztabu szkoleniowego. Mogą zmienić trenera. Radwańscy nie zgadzają się na takie warunki. Chcą sami decydować, jak trenować, gdzie grać i z kim się przyjaźnić.

     Tylko nieliczni tenisiści zdecydowali się na podobny styl funkcjonowania. Przez całą sportową karierę z żadną agencją nie związała się Kim Clijsters. Jej menedżerem i trenerem był ojciec. W końcu reklamodawcy, bez pośredników, przyszli do niej sami. Roger Federer związał się z IMG w wieku 24 lat, kiedy był już numerem jeden na świecie i to on mógł dyktować warunki kontraktu.

     Agnieszka jest na początku sportowej kariery, która w tenisie trwa zwykle do około 30. roku życia. Mówi się, że ma na swoim koncie już około 3 milionów dolarów. Kupiła w Krakowie 200-metrowe mieszkanie, do którego przeprowadziła się cała rodzina.

     Piotr Radwański ucina jednak dywagacje o wysokości ich zarobków, zasłaniając się gentlemańską zasadą, że o pieniądzach się nie mówi. Rodzina myśli o trwałych inwestycjach w Krakowie. - Chcemy dobrze zainwestować pieniądze, na które przecież ciężko pracujemy, żeby ich nie stracić, ale pomnożyć i wspomóc polski sport - mówi. W bliskiej przyszłości planują otwarcie klubu sportowego. - Staramy się pomagać innym. Proszę wejść na stronę internetową i zobaczyć, w ilu akcjach charytatywnych braliśmy udział. Jedna z ostatnich to "Szlachetna Paczka". Uczymy córki, że my dziś nie potrzebujemy pomocy, ale mamy możliwości, by pomagać tym, którzy jej właśnie potrzebują.


Irena Świerdzewska


Tekst pochodzi z Tygodnika

31 stycznia 2010


Zrozumieć sakramenty Zrozumieć sakramenty
Albert Rouet
Sakramenty są dla nas czymś tak oczywistym, że rzadko zastanawiamy się, jakim są skarbem. Popadamy w rutynę i przyjęcia ich nie przeżywamy jako osobistego spotkania z Jezusem... » zobacz więcej


   




Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej