Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Ekożywność czy ekomoda?

     Odkąd sprzedawcy jaj dowiedzieli się, że dostarczają one złego cholesterolu, zachwalają część produktów na stoisku jako bezcholesterolowe. Nie dajmy się fapać w ekopułapki.

     Produkt gospodarstwa ekologicznego postrzegany jest jako zdrowszy i bardziej odżywczy. Ma podobno więcej witamin, białek, cukrów, składników mineralnych, jest smaczniejszy i bardziej aromatyczny. Mówi się, że zawiera mniej azotanów, azotynów, pozostałości pestycydów. - Jego definicja dotyczy kategorii warunków, w jakich został wyprodukowany, a nie kategorii jakości - Artur Siedlarek, dyrektor Biura Rolnictwa Ekologicznego i Produktów Regionalnych w Głównym Inspektoracie Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych, rozwiewa mity. O produkcie ekologicznym możemy mówić, jeżeli co najmniej 95% masy jego składników pochodzenia rolniczego stanowią składniki ekologiczne. Pozostałe 5% mogą stanowić składniki nieekologiczne, np. kakao, kokos, oliwki, żelatyna. Produkty ekologiczne mają obowiązkowe oznaczenia, które muszą znaleźć się na etykiecie. Są to: numer identyfikacyjny jednostki certyfikującej (w Polsce jest ich 11), wspólnotowe logo rolnictwa ekologicznego (od lipca 2010, na razie jest w fazie projektowania), mogą być także stosowane takie terminy, jak: "bio", "eko", "ekologiczny", "organiczny". Ponadto na etykiecie powinna się znaleźć nazwa i adres producenta, umożliwiające jego identyfikację. Niektóre jednostki certyfikujące umieszczają na swojej stronie internetowej wykaz wydanych certyfikatów, co ułatwia konsumentom sprawdzenie, czy dany produkt jest ekologiczny. Sprzedawcy produktów ekologicznych sprzedawanych luzem - sklepy detaliczne i rolnicy - powinni legitymować się aktualnym certyfikatem. Tyle teoria.

     EKOUCZCIWOSC

     A teraz praktyka. Znajomy rolnik, u którego kupowałam eko-warzywa i ekoowoce, nawrócił się na uczciwość, jak zobaczył moją ośmiomiesięczną córeczkę. - To dla niej te marchewki? - spytał raz. - To ja pani przywiozę takie ze swojego ogródka, takie już naprawdę bez chemii. - Czyli te, co dotąd kupowałam jako eko, jednak jakąś chemię miały? - zapytałam. - Wie pani, żeby ten biznes się opłacał, trzeba trochę popryskać, inaczej połowa plonów byłaby do wyrzucenia - puścił oko. Znany jest przypadek rolnika, który sprzedawał jaja od kur z wolnego wybiegu, czyli najlepsze. Tyle że na tym wolnym wybiegu był żwir i ani źdźbła trawy. Wanda Hryc, która w Sokołach prowadzi gospodarstwo ekoturystyczne, przestała kupować u gospodarza, który przyznał jej się, że troszkę ponawozić to by można, bo wtedy i smaczniejsze, i ładniejsze, i większe rośnie...

     Czy rzeczywiście nie da się uniknąć chemii? Warto sobie uświadomić, że jeśli chodzi np. o ekowędlinę, to rzecz nie sprowadza się tylko do braku konserwantów i wody, zwiększającej jej masę. Chodzi raczej o to, co jadło zwierzę, z którego jest ta wędlina, i czy rośliny, które jadło, rosły w glebie, która nie była sztucznie nawożona, a pole, na którym rosła, nie leży przy szosie E-7. - Podstawowym celem rolnictwa ekologicznego jest ochrona bioróżnorodności i środowiska naturalnego oraz uzyskiwanie żywności o jak najwyższej jakości - mówi dr Teresa Ropelewska-Rodak z jednostki certyfikującej Agro Bio Test. - W uprawie roślin wolno stosować tylko nawozy gospodarskie: obornik, komposty, nawozy zielone, torf, trociny, popiół drzewny. Ważny jest odpowiednio dobrany i urozmaicony płodozmian oraz stosowanie takich technik, które obniżą zanieczyszczenie środowiska. Pielenie zamiast środków na chwasty i ogólnie: zapobieganie zamiast zwalczania, czyli np. dobór gatunków i odmian mniej podatnych na choroby.

     W hodowli zwierząt chodzi głównie o to, by była zgodna z naturą: chów pastwiskowy, zapewniony dostęp do wybiegów odpowiednia ilość miejsca w budynku, naturalna ściółka. Wreszcie żywienie: oparte głównie na paszach własnych gospodarstwa, stały dostęp do wody. Także leczenie powinno opierać się na lekach naturalnych. Profilaktyczne podawanie antybiotyków jest zakazane - dodaje Ropelewska. Te wszystkie metody upraw roślin i chowu zwierząt są niestety dużo mniej skuteczne od zakazanych w ekorolnictwie i dużo droższe, dlatego wielu rolników wyłamuje się z przepisów. - Są nieuczciwi - podsumowuje dr Ropelewska-Rodak i zapewnia, że rolnictwo całkowicie wyzbyte chemii jest możliwe.

     EKOPANACEUM?

     Doktor hab. Małgorzata Kozłowska-Wojciechowska, szefowa Rady Promocji Zdrowego Żywienia Człowieka Uniwersytetu Medycznego w Warszawie, nie pozostawia złudzeń: - To, czego używamy przy uprawie roślin, to jedno; a to, co daje ziemia, to inna sprawa. Niestety, podstawowa. Nie da się oddzielić miedzą gleby do uprawy ekologicznej i do uprawy konwencjonalnej. A nie mamy wpływu na jej jakość. Gleba uprawiana metodami ekologicznymi zawiera trochę mniej chemii, ale nie jest jej pozbawiona. Takiej gleby należałoby szukać w dziewiczych terenach, ale czy w Polsce mamy takie jeszcze? - pyta retorycznie. Chemia może się przedostać do żywności ekologicznej także z wody i powietrza.

     Coraz powszechniejsze jest myślenie, że mimo wyższej ceny, ekożywność stanowi najtańszy i najskuteczniejszy sposób profilaktyki zdrowotnej, ponieważ jest wolna od chemii - przyczyny wielu chorób: gastrycznych, nowotworowych oraz alergii. - Bzdura! Żadna żywność nie jest lekarstwem, a tym bardziej nie determinuje tego jej pochodzenie, w tym przypadku ekologiczne - twierdzi dr Kozłowska-Wojciechowska. - Poza tym każda żywność wpuszczana na rynek ma być zdrowa. Istnieją badania, które usiłują dowieść, że np. ekojabłka mają więcej witaminy C, ale większość publikacji przekonuje, że nawet jeśli, to różnice w wartościach odżywczych żywności eko i konwencjonalnej są na tyle małe, że bez znaczenia dla zdrowia. Nie dajmy się zwariować! Problem polega na tym, jak komponujemy dietę i ile jemy, a nie z jakiej uprawy pochodzi żywność - przestrzega Kozłowska. - Nie łudźmy się, że ekomarchewka ma więcej mikroelementów i betakarotenu niż marchew konwencjonalna; ekologia to nie manipulacja genetyczna - dodaje Artur Siedlarek.

     EKOŹDZIERSTWO

     Zapowiedziana kontrola ekogospodarstw odbywa się co najmniej raz w roku. W gospodarstwach o podwyższonym ryzyku zdarzają się "naloty". Choć Artur Siedlarek przekonuje o skuteczności kontroli, podane przeze mnie przykłady łamania prawa przez zachłannych eko-rolników idą w drugą stronę. W 2008 r. GIJHARS odnotował blisko 15 proc. przypadków producentów konwencjonalnych, którzy swoje produkty sprzedawali jako eko.

     - Jeśli chcemy mieć pewność, należy zawsze prosić o certyfikat - tłumaczy Stanisław Kowalczyk, Główny Inspektor JHARS. - Znam jednak realia: kiedy w sklepie w Galerii Mokotów spytałem sprzedawczynię o nazwę producenta ekowędliny, obruszyła się: "A czemu to pana interesuje?". Po kilku minutach dyskusji przyznała, że to producent "gdzieś z Zakopanego", dopiero jej kierownik wpadł na to, żeby sprawdzić na fakturze - mówi. Gorzej z "panią z bazarku", u której żywność nie jest zapakowana i podpisana. - Mówię z całą stanowczością: nie sprawdzimy sprzedawców z bazarów - przekonuje Artur Siedlarek. - Ich może skontrolować co najwyżej Inspekcja Handlowa, ale na pewno nie pod kątem ekologiczności produktów, które sprzedają. Konsument musi wiedzieć, że gwarancję dają tylko sklepy. Na bazarku można co najwyżej zaufać. Ja niestety sam byłem świadkiem, jak panie tworzyły swój wiejski wizerunek, a warzywa kupowały w hurtowni - dodaje. A jeśli sprzedawca zapewnia, że to "jabłuszka z jego działeczki, najlepsze dla dziecka", to warto się upewnić, czy ta działeczka nie leży czasem przy Żwirki i Wigury.

     Mamy prawo wymagać gwarancji, bo za ekożywność płacimy czasem horrendalne sumy. Z czego one wynikają? - Owszem, rolnik ekologiczny dostaje lepszą cenę niż w skupach konwencjonalnych, ale nie jest to aż tak wiele - przyznaje Grzegorz Machecki, który razem z rodzicami od sześciu lat prowadzi eko-gospodarstwo w Cisowie w województwie świętokrzyskim. - Wbrew pozorom koszt uprawy w zgodzie z naturą jest wyższy od kosztu uprawy konwencjonalnej:'W eko-uprawie nie wolno pryskać: my 2 ha truskawek, malin i rabarbaru plewimy ręcznie. Samemu się nie da, dochodzą więc koszty najmu ludzi do pracy - podkreśla. W dodatku ekoplony są dużo mniejsze, także mniejsze zagęszczenie zwierząt (zgodnie z zapisem o humanitarnym chowie) prowadzi do wyższych kosztów produkcji. Dochodzą opłaty związane z niesprzedanymi produktami i stratami, a także z kontrolami i certyfikacją. Mimo wszystko Wanda Hryc, która je to, co wyprodukuje, zdziwiła się, gdy w sklepie w Warszawie zobaczyła cenę sera koziego. - 120 zł za kilogram?! - krzyknęła. - Ja taki sprzedaję turystom za 50 zł! - Najwięcej klienci płacą pośrednikom, czasem nawet 100 proc. więcej! - ujawnia Machocki. - Cena to również wynik mody - nie ukrywa dr Kozłowska-Wojciechowska. - Producenci żerują na haśle, że eko rówrra się zdrowsze. A w czasach troski o ciało za zdrowie zapłacimy każdą cenę. Producenci wykorzystują naszą naiwność.


Monika Odrobińska


Tekst pochodzi z Tygodnika
Warszawsko-Praskiego "Idziemy"

6 grudnia 2009


Siedem darów Bożych. Jan Paweł II o siedmiu sakramentach świętych Siedem darów Bożych. Jan Paweł II o siedmiu sakramentach świętych
Jan Paweł II
Jest ich siedem. Są widzialnymi znakami niewidzialnej łaski: SAKRAMENTY. Są jak dotyk Pana Boga. W sakramencie chrztu dotyk Boga-Ojca. W sakramencie bierzmowania dotyk namaszczenia na apostoła. W sakramencie Eucharystii dotyk Jezusa-Miłości, która nie zna miary... » zobacz więcej


   




Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej