Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Misje w Czechach

     Tu na szkolną katechezę uczęszczały dzieci, które ani razu nie były na Mszy św., a o tym, jak wygląda ornat i kielich, dowiadywały się z przyniesionych przez księdza zdjęć. Teplice nad Metują, mimo że leżą zaledwie 10 km od polskiej granicy, są terenem misyjnym.

     Od pięciu lat pracuje tu ks. Krzysztof Bzdyrek, Polak z Kalisza. Na 4 750 osób, mieszkających w czterech obsługiwanych przez niego parafiach, tylko 70 jest wierzących. W ubiegłym roku nie udzielił ani jednego chrztu, nie pobłogosławił żadnego małżeństwa, nie odprawił ani jednego pogrzebu. Pierwszą Komunię św. organizował tylko raz, cztery lata temu. Przystąpiło do niej sześcioro dzieci z klas od trzeciej do ósmej. W tym roku na katechezę nie uczęszcza żaden z uczniów.

     WIELKIE MILCZENIE

     Gdy ks. Krzysztof przyszedł do jednego z urzędów w koszuli z koloratką, jedna zptacownic zapytała, gdzie ją kupił. Chciała podobną dla męża...

     - W Czechach przez wszystkie lata komunizmu przekonywano, że katolicy to sekta, która umrze śmiercią naturalną - wyjaśnia kapłan. - Zamykano kościoły, walczono z religią, a ludzie się przed tym nie bronili.

     - Czesi nie rozmawiają o Bogu - wyjaśnia Polka, która wyszła za Czecha i od kilkunastu lat mieszka w Teplicach nad Metują. - Bardzo często, gdy w rozmowie przyznawałam się do wiary, słyszałam różnego rodzaju zarzuty - jakbyśmy my, katolicy, mieli odpowiadać za całe zło tego świata. Moja córka nie chciała iść do Pierwszej Komunii w białej sukni, żeby nie widziały jej koleżanki. Sama czuję lęk przed zaproszeniem kogokolwiek do domu, by nie zobaczył wiszącego na ścianie krzyża - bo wtedy plotkom nie będzie końca.

     - Rozwody są tu na porządku dziennym - dodaje ksiądz. - Czescy nastolatkowe śmiali się z chłopaka z normalnej rodziny, że jest biedny, ponieważ przez to, że ma jednego ojca i jedną matkę, dostaje mniej prezentów. Dla tych dzieciaków jest normalne, że rodzice rozwodzą się przy pierwszej kłótni.

     BYŁEM PRZERAŻONY

     - Gdy przyjechałem do Teplic, parafianie powiedzieli mi, że mnie sobie wymodlili - wspomina ks. Bzdyrek. - Prawie 15 lat nie mieli tu na stałe kapłana. Na własnej skórze przeżyli to, o czym ja i większość Polaków nie mamy pojęcia: co to znaczy nie móc uczestniczyć we Mszy św., odczuwać głód sakramentów.

     Oni się cieszyli, ja byłem przerażony, ponieważ mało kto się spowiadał, a jeśli już przychodził do kratek konfesjonału, nie bardzo wiedział, jak to czynić. Rozpocząłem katechezy o sakramencie pokuty. Pomogło!

     SAMOWYSTARCZALNOŚĆ

     Ksiądz Krzysztof podkreśla, że jednym z najpiękniejszych dla niego doświadczeń jest przygotowywanie do chrztu dorosłych. Widok czterdziestoletniego mężczyzny, który ze łzami w oczach pyta: "Czy mogę stać się wierzącym?". Kobiety, na której twarzy pojawia się uśmiech dopiero po zapewnieniu przez księdza, że zostanie ochrzczona, choćby miał ze swojego rodzinnego domu przywieźć kogoś, kto zostanie jej chrzestnym. - Gdy widzi się zaangażowanie tych ludzi, ich pragnienie Boga, serce rośnie - mówi polski kapłan. - Uświadamiam sobie wówczas, jak bardzo powinienem dziękować Stwórcy za to, że jestem ochrzczony.

     - Niestety, obok wciąż mieszkają ludzie, którzy umierają bez sakramentów - podkreśla ks. Krzysztof. - I to nie daje mi spokoju. Wciąż zastanawiam się, co zrobić, by zachęcić ich do pojednania z Bogiem.

     - Mam też w pamięci obraz Polek, które zakochały się w Czechach, wyszły za mąż i tu zostały - dodaje. - Z rozrzewnieniem wspominają, jak kiedyś mocno wierzyły, chodziły na majowe, stroiły ołtarze przed Bożym Ciałem. Później uległy tutejszemu sposobowi życia: ich dzieci są nieochrzczone, nie praktykują, a one nie potrafią się pozbierać. Do gorliwej wiary, którą się zagubiło, trudniej się wraca. Tutaj żyje się tak, jakby Pan Bóg był niepotrzebny: ludzie zajmują się swoimi sprawami, dbają o ładny wygląd, dom i ogródek. Chętnie jeżdżą na rodzinne wycieczki, wspólnie uprawiają sport. Ale śluby biorą w Wielki Piątek, w Wielkanoc naprawiają dach garażu, a na pogrzebach, gdy ksiądz powie: "Pan z wami", powinien obiec ołtarz i odpowiedzieć sobie: "I z duchem twoim".

     - Podczas Pasterki w Czechach pierwszy raz w życiu chciało mi się płakać. Bynajmniej nie ze wzruszenia - wspomina ksiądz. - Tu na bożonarodzeniową Mszę przychodzą wszyscy, ale nie potrafią się zachować. Gdy podnosiłem Pana Jezusa, śmiali się, a ja nie wiedziałem, co mam zrobić. Dziś zmyłbym im głowę, ale to była moja pierwsza Pasterka tutaj...

     Kościoły - podobnie jak ludzie - z zewnątrz zazwyczaj ładne, bo odnowione przez państwo, często kryją w środku ruiny.

     POLACY ZADZIWIAJĄ

     Tysiąc lat temu przyjęliśmy chrzest za pośrednictwem Czechów, dziś możemy im się odwdzięczyć. Jak podkreślał poprzedni prymas Czech, kard. Miloslav Vlk, teraz oni potrzebują reewangelizacji. A głoszenie Jezusa tym, którzy byli kiedyś schrystianizowani, jest trudniejsze niż przekazywanie jej poganom. Są bardziej zamknięci, bo wyrobili już sobie na temat religii własne, negatywne zdanie.

     - Czesi potrzebują nie moralizatorstwa, ale pokazania tego, co mamy w sobie: że wiara jest częścią naszego życia - podkreśla ks. Krzysztof. - Jestem szczęśliwy, gdy przyjeżdżają Polacy. Nie kryją się ze znakiem krzyża, pieśni przy gitarze traktują jako coś oczywistego - dodaje. - W Polsce mamy pielgrzymki, zjazdy młodzieży - choćby Lednicę, katechezy, koncerty katolickie, gros informacji religijnych w Internecie, chrześcijańskie książki. Czesi - prawie nic.

     By im pokazać, jak inni żyją wiarą, ks. Bzdyrek organizuje polsko-czeskie pikniki, spotkania dla młodzieży. Podkreśla, że często ważne jest po prostu bycie razem - bariera języka nie jest dużą przeszkodą.

     - Dla Czechów wyjście z wiarą poza mury kościoła jest aktem odwagi - wyjaśnia. - Wiele stereotypów łamiemy przez wspólne mecze. Tubylcy są zaskoczeni, że gram w piłkę - bo w oczach przeciętnego mieszkańca republiki, ksiądz powinien spędzać wieczory przy lampie naftowej, paść kozę, chodzić w birecie i mieszkać na plebanii pełnej pajęczyn. Czesi ze zdziwieniem patrzą na polskiego biznesmena, który kreśli synowi na czole znak krzyża, czy na grupę, która sama, bez księżowskiego napomnienia, rozpoczyna modlitwę przed jedzeniem, śpiewa pieśni religijne przy ognisku.

     Goście z Polski zawstydzają miejscowych, pomagając przy remontach, dostarczając do nich materiały. "Przecież to nie ich parafia, a tak ochoczo biorą się do pracy" - dziwią się tubylcy.

     Wspólne spotkania tych dwóch narodów uświadamiają wiele także Polakom.

     Na przykład to, że mogą i powinni przekazać poczucie wartości oraz dumę z tego, że są wierzący. Uczą się doceniać to, co mają. A nic tak nie przemawia, jak pusty, zaniedbany kościół, rozwalający się cmentarz i życie na co dzień bez Pana Boga.

     GOŚCIE - MILE WIDZIANI

     Ksiądz Bzdyrek od lat prowadzi przy kościele remonty. Odnowił już kilka pokoi gościnnych, w tym roku będą kolejne - każdy z łazienką i prysznicem. Plebania to także dobre miejsce do wyciszenia, np. na kilkudniowe indywidualne rekolekcje.

     - Zapraszam do odwiedzin zarówno tych, którzy są blisko Kościoła, jak i tych, którzy są od niego daleko, bo zostali w jakiś sposób skrzywdzeni - mówi kapłan, który jest kierownikiem duchowym, pomaga osobom wychodzącym z sekt.

    Z noclegów w kilkuosobowych pokojach na plebanii chętnie korzysta młodzież i rodziny, przyjeżdżające do Skalnego Miasta położonego 6 km od Teplic. Trwa organizacja Centrum Ewangelizacyjnego. Co dwa tygodnie spotyka się tu polsko-czeska grupa charyzmatyczna, na jesień planowany jest sacrosong.

     Dzięki współpracy Polaków i Czechów kościół w przygranicznych Teplicach ożył. Wciąż jednak na terenie parafii jest wiele osób, które żyją z dala od Boga. Często pochodzą z rozbitych rodzin, są osamotnione, mają zamknięty dostęp do sakramentów - co nie rokuje dobrze na przyszłość, ponieważ wiarę przekazuje się przede wszystkim w zdrowej rodzinie.

     Informacje o noclegach w schronisku na plebanii: tel. 00420491424773, tel. komórkowy +420731402306, e-mail: farnost.teplice@sezam.cz, adres: Horni 11, 54957 Teplice nad Metuji

     Msze św. w kościele pw. św. Wawrzyńca w Teplicach - dni powszednie - godz. 18, niedziela - godz. 8.30.


Dorota Niedźwiecka


Tekst pochodzi z Tygodnika

21 marca 2010


Bóg przychodzi do mnie Bóg przychodzi do mnie
Beata Kołodziej, Ewa Stadtmüller
Książka przybliża dzieciom siedem sakramentów świętych. Ta pięknie ilustrowana pozycja z pewnością pomoże wszystkim dzieciom przygotować się na przyjęcie Bożego daru, jakim jest sakrament. Do książeczki dołączony jest rachunek sumienia dla dzieci z Janem Pawłem II... » zobacz więcej


   




Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej