Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Dzieciom z praskich podwórek

     Byli więźniowie współtworzą fundację "Wybieram wolność". Dzieciom z praskich podwórek - zamiast papierosów, piwa i narkotyków - proponują sport, kino, naukę obsługi komputera. Czy fundacja otrzyma wsparcie władz Warszawy?

     "Wybieram wolność" działa od 2005 r. We wrześniu ubiegłego roku koncert "Credo" w bazylice przy ul. Kawęczyńskiej zainaugurował program "Uniwersytet ulicy". Honorowy patronat nad koncertem objęli abp Kazimierz Nycz oraz prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz. Prezydent Warszawy objęła też patronat nad całym projektem. Powstał on z myślą o "trudnej młodzieży" Warszawy. Praca wychowawcza odbywa się poprzez zajęcia sportowe, kulturę i sztukę. Nie jest łatwo zachęcić do niej młodzież - mówią streetworkerzy z fundacji. - W godzinach 16-20 odwiedzamy praskie podwórka, pustostany, parki. Zwykle w 2-4 osobowych patrolach - mówi Roman Zięba, terapeuta. - Wiele zależy od kilku pierwszych sekund: czy zostaniemy przyjęci przez grupę młodzieży czy odrzuceni. Musimy tak zaprezentować się dzieciom, by nie przywołać negatywnych dla nich schematów, np. że jesteśmy strażą miejską czy policją. Kilka niefachowych słów w rodzaju: "Dlaczego pijecie alkohol?", powoduje agresję i odrzucenie. I można wtedy usłyszeć: "Co ty, dziadu, będziesz nam tu prawił morały". Ale kiedy podchodzi do nich osoba z więziennym tatutażem i mówi: "Dla was to tylko picie, ale nie warto tego robić", przyjmowana jest inaczej - mówi Roman Zięba. - W tej pracy potrzebna jest cierpliwość i serce - kontynuuje. - Zostawiamy swój numer telefonu i adres. Mówimy: "Zadzwoń, przyjdź". Za trzecim, czwartym razem, kiedy ich spotykamy, rozmowa zaczyna się kleić. Powoli mówią o sobie - opowiada terapeuta. Zwykle są to 13-17-latkowie, z domów, w których zabrakło miłości. W jednej rodzinie ojciec i matka piją, w innej ojciec siedzi w więzieniu. Oni pomagają matce utrzymać rodzeństwo. Złodziejstwo jest dla nich zawodem jak inne, np. praca na poczcie. - Te dzieci nie potrafią marzyć. Uważają, że świat jest zły i nie będzie inny. "Mama nie ma szkoły, to i ja nie będę miał" - myślą w takich kategoriach. Ich świat zamknięty jest do ulic ich dzielnicy. Kiedy byliśmy pod Pałacem Kultury i Nauki i zapytałem, gdzie jesteśmy, odpowiedzieli: "Na Starówce". Tracą rezon, kiedy znajdą się w innej dzielnicy - mówi Roman Zięba. W fundacji odkrywają, że życie może wyglądać inaczej.

     JESTEŚMY SPORTOWCAMI

     Marek Ksieniewicz, założyciel fundacji, opowiada: - Stworzyliśmy dwie drużyny piłkarskie: Fenix Praga i WW Praga. Chłopaki z Brzeskiej dostali stroje piłkarskie. Byli dumni, kiedy wygrali puchar prezydenta Warszawy. W turnieju, który odbył się w listopadzie 2007 r., w 18 drużynach piłkarskich grało ok. 200 osób. Otworzył się przed nimi inny świat. Chcą być sportowcami. Przed meczem nie idą na dyskotekę, nie palą, nie piją, żeby mieć lepszą kondycję. - Uczą się, że nie należy używać brzydkich słów. Kiedy w trakcie meczu z emocji wymknie się im takie, mają dwie minuty wykluczenia z gry. Zabieramy ich na mecze Legii, do kina - opowiada Marek Ksieniewicz.

     Ksieniewicz wie, jak trafić do tzw. trudnej młodzieży, 15 lat spędził w więzieniu. Od 5 lat jest na wolności. Zdał maturę. Rozpoczął studia, jako 40-kilkuletni człowiek jest na czwartym roku psychologii na UKSW. - Bardzo pozytywnie zmienił się pod wpływem doświadczeń więziennych. Jednym z owoców tej przemiany jest założenie fundacji "Wybieram wolność" - mówi ks. Wojtas, członek zarządu fundacji i naczelny kapelan więziennictwa.

     - Przyglądałem się pracy Marka Ksieniewicza. Zarówno on, jak i pracujący z nim ludzie mają za sobą doświadczenie życia więziennego, którego nie ma żaden z psychologów i pedagogów. Umiejętność rozumienia drugiego człowieka, docierania do niego w sposób emocjonalny i psychologiczny stanowi o nadzwyczajności jego pracy - mówi Wojciech Jodko, pedagog sprawujący nadzór nad zakładami dla nieletnich z ramienia Ministerstwa Sprawiedliwości. Kiedy dzwonię, żeby umówić się na spotkanie z Markiem Ksieniewiczem, natychmiast znajduje czas, choć kalendarz ma bardzo napięty. Następnego dnia wyjeżdża na rekolekcje. Znany jest nie tylko w środowisku warszawskim. Zapraszają go na rekolekcje do parafii, na prelekcje do szkół, konferencje na temat pracy z "trudną młodzieżą". Jeździ do poprawczaków i więzień.

      Ponad 100-metrowy lokal przy ul. Płockiej 43 w Warszawie fundacja otrzymała od władz dzielnicy Wola. Pracownicy razem z podopiecznymi zrobili gruntowny remont. - Ód jednej z firm dostaliśmy komputery. Chcemy stworzyć dla dzieciaków pracownię, żeby mogły spędzać tutaj czas, nie na ulicy - cieszy się pan Marek. Z zapałem opowiada, że mieli zabrać dzieci na rejs jachtem. Obok programu "Uniwersytet ulicy" fundacja prowadzi dwa inne: "Odnaleźć siebie" i "Spinaker". Na ten ostatni dostała pieniądze od norweskiej organizacji.

     CO Z NAMI BĘDZIE

     Do grudnia 2007 r. fundacja miała podpisaną z Urzędem Miasta Warszawa umowę na dofinansowanie działalności. Razem z innymi organizacjami działającymi w stolicy startowała w konkursie o dofinansowanie działalności na kolejne miesiące 2008 r. Nie przeszła przez sito.

     - Funduszy wystarczy nam może do połowy marca - ubolewa Marek Ksieniewicz.

     - Szkoda tych dzieci, które zdecydowały się komuś zaufać i po raz kolejny zostaną zostawione same sobie - mówi. - Pamiętam, jak mnie kiedyś przekreślono słowami "Nic z niego nie będzie, zdechnie pod płotem". Ktoś podał mi pomocną dłoń - wspomina. - I ja teraz chcę pomagać innym. O młodzieży z praskich podwórek mówi: - Jeśli teraz nikt im nie pomoże, za 6-7 lat połowa trafi do poprawczaków i więzień. - Mamy opracowane programy, wykwalifikowaną kadrę: dwie osoby po resocjalizacji, jedna w trakcie studiów - wylicza pan Marek. Roman Zięba pokazuje szczegółowe raporty z pracy fundacji, które trafiły do Urzędu Miasta. Jest tu też lista 41 osób z Pragi Północ, które do fundacji trafiły przez streetworkerów. Zadeklarowały, że chcą uczestniczyć w zajęciach.

     W Urzędzie Miasta zapytaliśmy o losy projektu fundacji "Wybieram wolność". - Fundacja nie otrzymała w konkursie dotacji z przyczyn formalnych. Wniosek złożony został na nieodpowiednim druku oraz brakowało w nim niektórych niezbędnych informacji - mówi Marcin Wojdat, pełnomocnik prezydenta Warszawy ds. współpracy z organizacjami pozarządowymi.

     - Fundacja może złożyć ponownie wniosek w trybie artykułu 12 Ustawy o pożytku publicznym do miejskiego Biura Polityki Społecznej - mówi Wojdat. - Miasto ma 60 dni na uznanie zasadności, że realizacja projektu fundacji będzie przydatna dla mieszkańców Warszawy. Jeżeli decyzja będzie pozytywna, prezydent Warszawy ogłasza konkurs na realizację tego zadania. Wniosek wówczas rozpatrywany jest w trybie konkursu obok wniosków, które zostaną zgłoszone przez inne organizacje pozarządowe. To niestety trochę będzie trwało. Musimy jednak stosować się do ustaw i rozporządzeń ministra pracy i polityki społecznej - ocenia Wojdat. Jak twierdzi, fundacja może zwrócić się też o dofinansowanie działalności do dzielnic, na których terenie działa.

     Praca fundacji "Wybieram wolność" jest znana i ceniona na Woli. - Wiążemy z nią bardzo duże nadzieje. - Ma nietuznikowy sposób działania, największe doświadczenie w pracy streetworkerskiej z młodzieżą. Chce stworzyć "Klub gimnazjalisty". Jesteśmy otwarci na współpracę. Fundacja otrzymała od nas lokal. Niestety jako dzielnica nie mamy prawnych możliwości finansowania fundacji. Tylko na szczeblu miasta może uzyskać ona pomoc - mówi Mirosław Starzyński, naczelnik Wydziału Spraw Społecznych i Zdrowia. Opinię potwierdza Elżbieta Guzikiewicz, naczelnik Wydziału Spraw Społecznych i Zdrowia z dzielnicy Praga Północ. - Tylko na poziomie miasta może być finansowana tego rodzaju działalność. Pojawia się pytanie o priorytety i kierunki polityki władz Warszawy. Homoseksualne stowarzyszenie "Lambda" otrzymało od miasta w ubiegłym roku 600 tys. dofinansowania, w bieżącym 200 tys. zł. A fundacja "Wybieram wolność"? Czy miasto doceni jej działalność po złożeniu kolejnych dokumentów?


Irena Swierdzewska


Tekst pochodzi z Tygodnika

2 marca 2008


Czy rozumiem liturgię Kościoła? Miniprzewodnik po znakach i symbolach w liturgii Czy rozumiem liturgię Kościoła? Miniprzewodnik po znakach i symbolach w liturgii
Ks. Zbigniew Wit
Oddajemy w ręce Czytelnika miniprzewodnik po znakach i symbolach w liturgii Kościoła. Przewodnik, napisany prostym i zrozumiałym językiem, wzbogacony zdjęciami ilustrującymi każde z omawianych haseł, ma na celu pomóc Czytelnikowi bardziej świadomie uczestniczyć w liturgii... » zobacz więcej


   




Wasze komentarze:
 Znajoma: 02.01.2017, 17:04
 Przypadkiem tu weszlam i oczom nie wierze co ludzie piszą o Panu Marku .Chyba jakis zawód milosny ktos tu przeżył ha ha . Dzialacz do wlasnej kieszeni no smiac mi sie chcę bo sama bylam swiadkiem jak z wlasnej kieszeni wykladal kase dla dzieciakow z Plockiej .Przywozil wlasne meble i komputery do fundacji dla dzieci .Ludzie mu zazdroszczą tego co osiągnął.Mi bardzo pomogl i pokierowal dzieki temu cxlowiekowi stanelam na nogi .Dziekuje mu za wszystko i zycze zeby nigdy sie nie poddawał.A cichych wrogow to wiadomo co sie robi.
 znajomy: 01.04.2011, 18:44
 to prawda-niewspomne o KOBIETACH JAKI PAN MAREK MA DO NICH-PSYCHOLOG WIEZIENNY-NA CWANIACTWIE ZROBIL MAGISTRA-JEGO WIEDZA TO ZERO-I ON JEST ZERO
 BYLY WIEZIEN: 12.11.2010, 13:50
 i bardzo dobrze-przyjzyjcie sie na PANA MARKA BLIZEJ-WIELKI DZIALACZ DO WLASNEJ KIESZENI-DZIECI NA SAMYM KONCU-MYSLI JAK WYRWAC KASE.CO ZROBIL Z PLOCKA-DLACZEGO NIE DZIALA-TYLE DZIECI TAM PRZYCHODZILO.
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej