Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Cud w trójwymiarze

     Borys Szyć jako plutonowy Andrzej i Natasza Urbańska jako jego świeżo poślubiona żona Ola kroczą radośnie w szpalerze szwoleżerów. Skrzyżowane nad głowami szable błyszczą w słońcu. Trwają zdjęcia do "Bitwy Warszawskiej".

     W oczekiwaniu na ślub przed kościołem św. Anny Ewa Wiśniewska jako frywolna ciotka Ada pozwala się zabawiać Wieniawie-Długoszowskiemu, którego gra Bogusław Linda. Ślub błogosławił oczywiście ksiądz Ignacy Skorupka, czyli Łukasz Garlicki, który za chwilę - razem z głównym bohaterem - uda się na front. Ale te sceny będą kręcone już w innym terminie.

     Tematu bitwy warszawskiej 1920 roku jeszcze w polskim kinie nie podejmowano. To pierwsze podejście. Gwarancją jakości przedsięwzięcia jest reżyser Jerzy Hoffman. To przecież twórca sfilmowanej "Trylogii", którą po dziś dzień kocha publiczność. Także i tym razem nie zamierza nakręcić nudnego podręcznika historii.

     Film ma się podobać młodej publiczności. Dlatego będzie romantyczna miłość ułana i aktorki kabaretowej oraz nowa stereoskopowa technologia 3D i widowiskowe sekwencje batalistyczne. Do współpracy zaproszono Sławomira Idziaka, jednego z najbardziej cenionych w Hollywood polskich operatorów.

     Przy całym rozmachu budżet filmu wyniesie raptem 20 milionów złotych. Tyle kosztowało "Przedwiośnie". Zaś "Quo vadis" prawie cztery razy mniej. Na ostateczne efekty tego przedsięwzięcia jednak poczekamy, bo premierę filmu zaplanowano na 19 września przyszłego roku.

     BACZNOŚĆ!

     Pierwszy klaps padł na terenie twierdzy Modlin 29 czerwca w godzinach porannych. Kolejne sceny były nagrywane w Lublinie, Piotrkowie Trybunalskim, Komarowie koło Zamościa i oczywiście w Warszawie.

     Tygodnik "Idziemy", został gościnnie przyjęty przez ekipę filmową podczas kręcenia ujęć do jednej z głównych scen z życia bohaterów, ich ślubu. Zdjęcia miaty miejsce we wnętrzach kościoła św. Anny przy Krakowskim Przedmieściu. Rozstawianie kamer, wozów i namiotów rozpoczęło się już na kilka godzin przed przybyciem aktorów na plan. Turyści z zaciekawieniem przyglądali się grupkom statystów, ubranych w stroje z epoki. Kobiety w różnym wieku, w długich sukniach, kapeluszach z szerokim rondem i z ustami w kolorze głębokiej czerwieni. Pod murami kościoła młodzi mężczyźni z I Pułku Szwoleżerów Marszałka Józefa Piłsudskiego, ubrani w mundury z legionową przeszłością. Tak wyglądali ułani przed 90 laty. Dziśgrają ich żołnierze ze Szwadronu Reprezentacyjnego Wojska Polskiego i członkowie ochotniczej kawalerii z całej Polski.

     W sumie w filmie występuje kilka tysięcy statystów i kilkaset koni. To i tak za mało, aby odwzorować realia. Pozostałą część żołnierzy "dorabia" się więc w komputerze. - To jest tzw. multiplikacja, która polega na spotęgowaniu dowolnej liczby żołnierzy. Brzmi prosto, ale w technice 3D mocno komplikuje sprawę - tłumaczy Andrzej Szenajch, lat 80, specjalista od kostiumów militarnych. - Przy tej technice nie raa drugiego czy trzeciego planu, wszystko jest na pierwszym, który może być tutaj nawet w odległości 60 metrów od kamery. To oznacza, że równocześnie muszę ubrać 400 osób! Każdy musi mieć odpowiednio dopasowany mundur, karabin, buty z gwoździami w podeszwie, bo w filmie widać wszystko, a zwłaszcza to, czego nie dopatrzyliśmy.

     Do kościoła wkracza grupa kilkunastu ułanów prowadzona przez kierownika planu. W ciągu kilku minut kostiumolog poprawia mundur każdego statysty i przestrzega: "nie odpinać mi się pod szyją. Głowa do góry, sylwetka wyprostowana. Czapka w lewej ręce, bo prawa służy do żegnania. Macie wyglądać jak ułani!"

     - Przygotowałem już 600 mundurów, ale trzeba będzie zdobyć więcej na bitwę w Komarowie - Andrzej Szenajch wraca do rozmowy. - Głównie są to nasze kostiumy, ale korzystamy też ze zbiorów Wytwórni Łódzkiej i Wytwórni Braci Kłoskowskich. Reszta należy do statystów-ułanów, którzy przychodzą w swoich mundurach, a my je ewentualnie uzupełniamy, bo większość ma wyposażenie na wrzesień 1939.

     - Buty moje, ostrogi moje, lanca i przede wszystkim rząd koński mój - mówi, nie schodząc z konia, Tadeusz Kowalski z Honorowego Szwadronu 3 Pułku Szwoleżerów Mazowieckich. W scenie ślubu jest plutonowym szwoleżerów.

     CISZA NA PLANIE!

     Na planie zobaczymy wciąż sprawne francuskie czołgi - Renault FT-17 - w które wyposażona była armia generała Hallera, a także samoloty oraz broń z epoki, karabiny mauser i mosin, wszystko wplecione w oryginalną scenografię.

     - Najbardziej charakterystyczne miejsca bitwy warszawskiej już nie istnieją - mówi Andrzej Haliński, scenograf. - Część planu nagrywaliśmy więc w Piotrkowie Trybunalskim, który jest nietknięty przez wojnę i obecnie powstaje tam wiele filmów. Mieliśmy na przykład takie szczęście, że mogliśmy palić duże kamienice żywym ogniem, a z tyłu widać było dwie wieże kościelne podobne nieco do autentycznych.

     Na ulicach Piotrkowa realizowane są bowiem sceny ataku bolszewików na Radzymin. Huk wystrzałów, sztuczny dym i krzyki grających statystów rozlegały się przez całe popołudnie w rejonie ulic Farnej, Grodzkiej oraz Starowarszawskiej. - To był bardzo męczący dzień, godziny czekania w prażącym słońcu i niespełna minuta samej akcji. Do tego wiele prób, dubli i okrzyków: "Uwaga! Akcja!" - wspomina Adam, jeden ze statystów po stronie bolszewickiej. - Oczywiście każdy chciał grać Polaka, ale na planie sytuacja się odwróciła. Chyba nikt z nas nie zdawał sobie sprawy, jak gorąco może być w sukiennym mundurze z płócienną koszulą pod spodem i owijaczach sięgających od kostki po kolano. A strój większości "ruskich" składał się z samej koszuli i dziurawych spodni. Przy 36 st. C. miało to duże znaczenie.

     - Przygotowania trwały prawie od początku roku - mówi Andrzej Haliński. - Wspomagamy się komputerami przy usuwaniu anten satelitarnych na planie czy zmianie sklepowych szyldów. Kręcenie filmów historycznych jest trudne, zwłaszcza w Warszawie. Proszę zobaczyć, na czym stoimy. Takiego podłoża nie było 90 lat temu na Krakowskim Przedmieściu. W Piotrkowie w takich sytuacjach zasypaliśmy ulice gruzopiaskiem, ale musi .być też pokazany kawałek wielkiego miasta, dlatego wylądowaliśmy w stolicy.

     AKCJA!

     Dookoła kościoła św. Anny szeroka taśma z napisem "Bitwa Warszawska 1920" odgradza aktorów od gapiów. Wielu chce sobie zrobić zdjęcia chociażby ze statystami.

     Wnętrza kościoła zamienione na plan filmowy są nie do poznania. Plątanina kabli, drabiny, konstrukcje z kamerami, wielkie snopy światła padające na ołtarz i w końcu gęsty dym wypełniający szczelnie cały kościół.

     W pewnym momencie do środka wchodzi Natasza Urbańska, ubrana w skromną suknię ślubną i zaraz znika w tłumie statystów. Po chwili wszyscy znajdują się już na swoich miejscach. Na końcu wchodzi reżyser: - szanowni państwo, wszyscy opuszczają kościół poza ekipami - oświadcza tubalnym głosem. Dwie próby, po których następuje wniesienie filmowych klapsów i włączenie kamer. Nagranie kilku ujęć przysięgi małżeńskiej będzie trwało aż do przerwy obiadowej.

     - Atmosfera jest wspaniała, chociaż film i teatr to dwa różne światy. Praca w filmie polega głównie na czekaniu, uczę się więc cierpliwości. Godzinę trwa sam make-up, którego nawet nie zauważam potem w lustrze. Przygotowując się do tej roli, przejrzałam liczne książki historyczne, żeby trochę poczuć klimat tamtych lat. Resztę dopełnia kostium, który bardzo pomaga. Dzięki niemu inaczej się zachowujesz, stoisz, mówisz - opowiada w przerwie pomiędzy scenami Natasza Urbańska.

     Wśród ekipy filmowej dostrzegam dwóch chłopców w komżach, którzy jeszcze przed chwilą stali w świetle jupiterów. - Pierwszy raz gram w filmie. Wczoraj poszedłem na casting i zostałem wybrany. Nie wiedziałem, co będę robić, a dziś taka pani powiedziała mi, że razem z moim kolegą będę grał ministranta i podawał obrączki podczas ślubu głównych bohaterów - mówi ośmioletni Mateusz Perkowski. - Fajnie jest grać z takimi znanymi aktorami, tylko ciągle trzeba powtarzać te same ruchy albo zdania, gdy ktoś się pomyli.

     Na koniec udaje mi się dotrzeć do przebranego w ornat Łukasza Garlickiego. - Ksiądz Skorupka jest postacią historyczną, jestem więc tak ucharakteryzowany, żebym był w miarę podobny. Mam specjalne uczesanie i oczywiście kostium. Ale ta rola jest dla mnie szczególnym wyzwaniem. Musiałem nauczyć się całego ceremoniału ślubnego i dużej części liturgii.

     Tu nie ma miejsca na improwizację - mówi Łukasz Garlicki. - Reszta dzieje się już na planie. Reżyser ciągle mnie upomina, żebym nie był aż tak poważny, bo ksiądz Skorupka to był młody chłopak i miał w sobie dużo radości życia - śmieje się aktor. - Najcięższy moment jeszcze przede mną. Wielka scena batalistyczna, gdy ks. Skorupka ginie wraz z innymi żołnierzami, których mimo zwątpienia porwał za sobą do walki. Sam jestem ciekawy, jak się uda ten film w trójwymiarze. Podobno świetnie to wygląda, ale dopóki patrzę w kamerę, nie czuję różnicy. Tyle że każde z ujęć powtarzane jest przynajmniej po kilka razy, a scena jest filmowana z kilku lub nawet kilkunastu kamer jednocześnie.

     Bitwa warszawska 1920 roku jest jedyną od XVII wieku zwycięską bitwą stoczoną samodzielnie przez Polaków, decydującą o wygranej wojnie. To ona zatrzymała bolszewicki marsz na Zachód. Film Jerzego Hoffmana będzie o niej przypominał Polsce i światu.


Marta Troszczyńska


Tekst pochodzi z Tygodnika

15 sierpnia 2010


Siedem darów Bożych. Jan Paweł II o siedmiu sakramentach świętych Siedem darów Bożych. Jan Paweł II o siedmiu sakramentach świętych
Jan Paweł II
Jest ich siedem. Są widzialnymi znakami niewidzialnej łaski: SAKRAMENTY. Są jak dotyk Pana Boga. W sakramencie chrztu dotyk Boga-Ojca. W sakramencie bierzmowania dotyk namaszczenia na apostoła. W sakramencie Eucharystii dotyk Jezusa-Miłości, która nie zna miary... » zobacz więcej


   




Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej