Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki

Z Anielą na Hel

     Kiedy tramwaj wodny dobijał do Helu, słońce pełnym blaskiem oświetlało przystań i zadbane rybackie chaty. Nawet kramy nie wydawały się tak krzykliwe. Jak to się stało - myślałam - że akurat Hel chce uczcić Anielę Salawę, błogosławioną służącą?

     Zamieszkatam niemal naprzeciw starej, zbudowanej z czerwonej cegły plebanii, która jest klasztorem o. Klaudiusza, proboszcza, i "grupy wsparcia AA", jak mówią parafianie, czyli ojców Alana i Albina. — Będziesz rozmawiać z o. Klaudiuszem? To niezwykły człowiek! Czy wiesz, że on codziennie obiega cypel na bosaka? - zapytał spotkany już w pierwszej godzinie pobytu inżynier Maciej Goetz z Warszawy, zadomowiony w Helu.

     Nie wiedziałam. Nie wiedziałam też, że znalezione w grudniu na plaży kawałki bursztynu proboszcz nazwał Adamem i Ewą j, kazał wmontować w monstrancję, że kazania mówi tak, że chce się słuchać i słuchać, że w helskim kościele wszyscy pracują za darmo. Wchodząc na plebanię nie miałam wątpliwości, że wysoki, szczupły, odziany na brązowo i spalony słońcem człowiek w sandałach to ojciec Klaudiusz. Czekał już zastawiony słodkościami stół i panie z franciszkańskiego trzeciego zakonu. Uśmiechnięte siostry Bożena i Joanna Urbanowicz oraz Hanna Redo są żywym zaprzeczeniem stereotypu tercjarek: do franciszkańskiego ruchu apostolskiego włączyły się jako nastolatki. Dziś są po ślubach wieczystych dla świeckich.

     - Ojciec tu na Helu ma chyba bardzo dobrze: świątynia w środku miasta, wszyscy się znają i pewnie nie ma rodziny, która nie chodziłaby do kościoła - zaczynam rozmowę.

     - Jakieś 15 piętnaście proc. mieszkańców chodzi do kościoła, a dzieci tylko gimnazjalne. W liceum połowa deklaruje, że nie interesuje ich religia - wyjaśnia proboszcz. - Gdyby dziś pani zapytała w liceum, kto z młodzieży stanie w obronie krzyża, to chyba tylko woźny. U nas nie ma krzyży w większości klas. Kiedy szkoła przeniosła się ze starego do nowego, większego budynku, tylko w niektórych klasach zostały krzyże. Gdyby u nas w Helu - tak jak w zeszłym roku we Wrocławiu - zaczęto domagać się usunięcia krzyży, to ja postawiłbym kosz tu, przed kościołem i napisałbym: "Kosz na krzyże". Niech wyrzucają. A kiedy już ostatni trafiłby do kosza, poświęciłbym je i ogłosił z ambony: kto chce mieć krzyż w domu - proszę, można zabrać. Dziś trzeba mieć naprawdę bardzo silną wiarę, kiedy liczne ataki bardzo nas osłabiają, media krytykują Kościół. Jaką wiarę musi mieć młody człowiek, kiedy dociera to wszystko to niego? Jak on ma iść do kościoła i słuchać moralnych nauk swojego proboszcza? Ksiądz nie ma dziś autorytetu - stwierdza o. Klaudiusz.

     - Czy w Helu proboszcz nie ma autorytetu? - zapytałam parafianek. - Tu ludzie słuchają proboszcza - odpowiedziały. - Owszem, do kościoła chodzi może 20 proc. mieszkańców, ale mają bardzo silną wiarę.

     Ojciec Klaudiusz proboszczem parafii Bożego Ciała w Helu jest od pięciu lat, wcześniej 12 lat spędził w Kazachstanie. - Po Kazachstanie - mówi - w Helu jest jak w raju. Wszystkie problemy są do ogarnięcia i znajduję tu głębokie życie duchowe. Jednak dużym problemem jest młodzież. Szczególnie kiedy jest sezon, a matki, siostry i ciotki wynajmują pokoje dla turystów - młodzi piją i biorą narkotyki. Jest tu zespół muzyczny, założony przez nauczyciela angielskiego, nazywa się Plebania. Kiedyś grali bardzo antyklerykalne, antykościelne piosenki, czym przyciągali wielu młodych. Dziś ów pan jest zafascynowany Indianami, chce żyć jak oni, jest takim szamanem - wciąga młodych chłopców w swoje fascynacje. Kiedy biegam, modlę się za nich.

     - Co wpływa na odchodzenie ludzi z kościoła na Helu, gdzie wszyscy się znają? Zwykle taka sytuacja umacnia wspólnotę? - pytam o. Klaudiusza. - W latach 80. byli tutaj rybacy, bardzo szanowani, silni wiarą - opowiada proboszcz. - Córka jednego z nich jest dziś u nas organistką. W tamtych latach jeden z braci, Piotr, przeszedł do świadków Jehowy. Chodził po ulicach, namawiał do tego innych. Dziś jehowitów jest tu około 70, mają swój dom modlitwy i przyciągają tych, którzy są poranieni, zawiedzeni, mają potrzeby duchowe, a porzucili Kościół katolicki. W jednym z bloków mieszka córka z matką, bardzo już stareńką, mającą ponad 90 lat. Matka jest katoliczką, córka w świadkach Jehowy. Kiedy przychodziłem z kolędą, nie wpuszczała do matki, która prosiła o Komunię Świętą, broniła. Wreszcie stanowczo powiedziałem, że to jest niesprawiedliwe, złe. Mówiłem jej: "Będziesz za to pokutować po śmierci!". Wpuściła mnie, a kiedy wychodziłem, wyskoczyła za mną i wtedy, na półpiętrze bloku, usłyszałem pełną bólu i żalu historię. Dowiedziałem się, że miała kiedyś pogrzeb brata, który w dramatycznych okolicznościach popełnił samobójstwo. Proboszcz nie zgodził się wprowadzić zwłok do kościoła - a ona rzuciła Kościół.

     - Ale skąd w takim razie w małym Helu pomysł na sprowadzenie relikwii błogosławionej służącej? - naciskam.

     - To pomysł naszych tercjarzy - wyjaśnia o. Klaudiusz.

     Aniela Salawa jest patronką trzeciego zakonu w Polsce. Licząca 25 osób grupa helskich tercjarzy, których przełożoną jest młoda nauczycielka z gimnazjum w Jastarni, postanowiła sprowadzić relikwie błogosławionej. Średnia wieku grupy jest tu najniższa w Polsce, wynosi 50 lat - najmłodsza tercjarka ma 23 lata, a najstarsza, Irena Kołodziej, 98 lat. Wiele osób pochodzi z rodzin wojskowych - w 1992 r. z franciszkańskiej parafii wydzielono nawet parafię wojskową. Wtedy Hel miał pięć tysięcy mieszkańców, z czego połowa to były rodziny wojskowe. Dziś zatarły się granice pomiędzy wojskową i cywilną parafią, fort jest zamknięty, zlikwidowany garnizon, panie z ewidencji w urzędzie miasta mówią, że mieszkańców jest około 3800, z czego około dwóch tysięcy to rodziny wojskowe. Kapelan korzysta z franciszkańskiej świątyni, a zakonnicy chodzą po kolędzie do wojskowej parafii.

Błogosławiona Aniela Salawa (1881 - 1922) uświęciła się wykonując w swym życiu proste prace służebne. Życie swoje związała z Krakowem. Tam złożyła ślub dozgonnej czystości i wstąpiła do Trzeciego Zakonu św. Franciszka. Jan Paweł II na zakończenie Mszy Świętej beatyfikacyjnej w Krakowie 13 sierpnia 1991 r. powiedział: "Jest to dla mnie ogromna radość, że mogłem dzisiaj w Krakowie wynieść do chwaty błogosławionych Anielę Salawę. Ile razy modliłem się przy jej relikwiach, tak głęboko zapadły mi w pamięci, w serce, jej słowa: «Panie! Żyję, bo każesz, umrę, kiedy chcesz, zbaw mnie, bo możesz»". Aniela Salawa urodziła się 9 września i w tym dniu przypada jej liturgiczne wspomnienie.
     - Wielu ludzi, jak bł. Aniela Salawa, wyjechało za pracą - mówi proboszcz - do Anglii, Szkocji, Irlandii. Kiedyś pracowali w Polskich Liniach Oceanicznych, w wojsku czy na kutrach, dziś pływają po świecie. Tu nie ma pracy: działa zaledwie kilka zakładów. Pozostają starsi. Więc myślę, że Aniela Salawa będzie patronką tych wszystkich, którzy musieli porzucić swoje domy, swoich bliskich, żeby zdobywać chleb. Ona też, jako jedenaste dziecko swoich rodziców, zaczęła pracować w wieku 13 lat, a mając 16 lat tak jak starsze siostry wyjechała do Krakowa służyć w kolejnych domach. Jest tu wiele młodych żon z małymi dziećmi, których mężowie pracują na emigracji - niech się modlą do Anieli Salawy, żeby tam, daleko od domu mężom palma nie odbiła, żeby nie rozbili rodziny, żeby żyli w czystości.

     Całą uroczystość sprowadzenia relikwii przygotowała grupa świeckich: zebrali pieniądze na relikwiarz, zaczęli modlić się przez pośrednictwo błogosławionej, sprowadzili obrazki z modlitwą, zaprosili rekolekcjonistę o. Stanisława Sikorę, który poprowadzi czuwanie. - To jest wzór dla wszystkich - mówi Joanna Urbanowicz, młoda nauczycielka w helskim przedszkolu. - Dla mnie ważne, że ona była służącą, my właściwie cały czas służymy ludziom: i w domu, i w swojej pracy. Nosi w torebce obrazek bł. Anieli. Podobnie Hanna Redo, z "wojskowej rodziny", której mąż, żołnierz na wczesnej emeryturze, jest kościelnym.

     - Ta święta służąca, która nigdy nie chciała nic dla siebie - podkreśla proboszcz - naprawdę jest wzorem dla naszych tercjarzy. Wszystko w parafii robią bezinteresownie. Jeden od 18 lat wozi księdza do chorych swoim samochodem - nigdy nie prosił o grosz na paliwo. Inni myją co tydzień kościół, przynoszą kwiaty, wymieniają obrusy. Kiedy zaproponowałem mężowi pani Hanny, panu Krzysztofowi, żeby został kościelnym - zgodził się. Od początku powiedział: zgoda, ale nie wezmę za nic ani grosza.

     Kiedy w Wigilię zeszłego roku o. Klaudiusz biegał nad morzem, znalazł bursztyn. Piękny, ciemny, w kształcie serca. Nazwał go Adamem. Podniósł go i biegł dalej - znalazł drugą bryłkę, jaśniejszą. Nazwał ją Ewą. Przyniósł oba bursztyny do kościoła i czasie kazania podawał parafianom, mówiąc: - Popatrz, całe piękno bursztynu widać dopiero, kiedy przeniknie go światło. Tak też jest z duszą człowieka - staje się piękna, kiedy przenika ją łaska Boża.

     Obydwa bursztyny zdobią dziś monstrancję. Już niedługo, 10 października, bł. Aniela Salawa, która podczas swojego niedługiego życia pozwoliła, aby łaska Boża przeniknęła ją całkowicie, oficjalnie podejmie opiekę nad parafią i mieszkańcami pięknego Helu.


Elżbieta Ruman


Tekst pochodzi z Tygodnika

5 września 2010


Bóg przychodzi do mnie Bóg przychodzi do mnie
Beata Kołodziej, Ewa Stadtmüller
Książka przybliża dzieciom siedem sakramentów świętych. Ta pięknie ilustrowana pozycja z pewnością pomoże wszystkim dzieciom przygotować się na przyjęcie Bożego daru, jakim jest sakrament. Do książeczki dołączony jest rachunek sumienia dla dzieci z Janem Pawłem II... » zobacz więcej


   




Wasze komentarze:
 wiesiek: 12.02.2012, 10:42
 a za wszystko tym biednym zakonnikom płaci MON,Tego juz tu nie podano.Bo na Helu dalej "parafia wojskowa"
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej