Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Pałacowa Kronika Informacji Nieznanych

     Przez cała lata traktowany jak wrzód na ciele stolicy, Pałac Kultury dorobił się takiej dyskusji jak żaden inny budynek w Warszawie. Przerobić na centrum handlowe? Spakować i wywieźć do Ameryki? Pomalować na tęczowe kolory? A może zburzyć? Pomysłów było wiele. Aż w końcu "Pekin" stał się zabytkiem.

     Zgodnie ze zwyczajem wprowadzonym podobno przez Nikitę Chruszczowa każdy ważny gość powinien zacząć zwiedzanie pałacu od Tarasu Widokowego. Wiezie nas złota winda. W środku tajemnicza pani windziarka wykonuje swoje monotonne obowiązki. Wciska guzik z numerem 30, drzwi zasuwają się, delikatne drgnięcie i ruszamy w górę. Uwaga, z prędkością 6 metrów na sekundę! Wzrost ciśnienia odczuwa się najbardziej w uszach. Przez te 20 sekund nie udaje się nawiązać żadnej rozmowy. Dowiaduję się tylko, że jazda wertykalna nie powoduje u pani windziarki skutków ubocznych w postaci choroby lokomocyjnej.

     Na górze wita turystów przejmujący wiatr wszak jesteśmy na wysokości 114 m. Ostre słońce przebija się przez metalowe kraty zamontowane na każdym oknie widokowym. Za drobną opłatą można jeszcze śledzić życie mieszkańców Pragi, za pomocą małej lunety. - Bierut wiedział, co robi, wybierając taką lokalizację. Kosztowała zburzenie całych kwartałów kamienic, które cudem przetrwały wojnę, ale już nie pomysły naszych radzieckich braci. Fakt jest jednak niepodważalny. Nigdzie w Warszawie nie ma takich widoków, bo tylko na XXX piętrze nie widać Pałacu Kultury - śmieje się Hanna Szczubełek, pałacowa kronikarka.

     NA GÓRZE SOKOŁY, NA DOLE KOTY

     Z "jej" okna na XV piętrze również widać całą panoramę Warszawy aż po horyzont. Wielu pracowników "przyziemnych" biur może pozazdrościć takiej przestrzeni i czystszego powietrza. - Czasem przy większym wietrze drewniane okno gruchnie o futrynę albo jakiś ptak zabłądzi na trasie - mówi Hanna Szczubełek. Nie słychać tu jednak miejskiego szumu, mimo że znajdujemy się w samym sercu Warszawy. - Lubię te widoki i choć patrzę już na nie prawie pół wieku, codziennie dostrzegam jakieś zmiany. Jedynie w stanie wojennym czas w Warszawie zatrzymał się. Okno nie było wtedy najlepszym pomysłem na oderwanie wzroku od kroniki. Pisało się więc o gatunkach mchów i porostów rosnących na ścianach pałacu. Dziś na stałe, tuż pod iglicą, na 45 piętrze zamieszkuje para sokołów wędrownych. Niżej mieszkają pustułki. Na najniższych piętrach zakładają gniazda gołębie, kawki i jerzyki. W piwnicach zaś "stacjonuje" w porywach do 30 kotów. Obecnie mają już oficjalne potwierdzenie pobytu, opiekuna i pełne michy jedzenia - opowiada kronikarka. - Wprowadziły się do piwnic w latach 50. i za nic w świecie nie chciały ich opuścić, zamiast więc z nimi walczyć, zaprzyjaźniliśmy się.

     Najciekawsze jest jednak to, że przez wszystkie te lata, kronika pałacowa nigdy nie była cenzurowana, czasem więc jak coś mnie trafiło, to pozwalałam sobie na własny wpis, ale nigdy nie używałam żadnych ozdóbek i zbędnych przymiotników. Teraz pewnie ta funkcja przestanie istnieć, bo kto inny chciałby to robić? Ja sobie założyłam, że do pięćdziesięciolecia dociągnę, a co potem? - mówi Hanna Szczubełek. Jest najstarszym stażem pracownikiem Pałacu Kultury.

     Kronikarka w swoim gabinecie nierzadko popada w zamyślenie. Z roku na rok "sen pijanego cukiernika" - jak nazywano kiedyś pałac ze względu na wygląd podobny do tortu - coraz mniej pasuje do szklanych wieżowców. - Nie wyobrażam sobie pracy w takim miejscu. Ludzie zamknięci w swoich wielkich klimatyzowanych apartamentach może i mają optymalną temperaturę, ale nie mogą sobie tak po prostu otworzyć okna. Ciekawe, co robią, kiedy jest upal i wysiądzie klimatyzacja - śmieje się Hanna Szczubełek. - Nasz radziecki dar ma przynajmniej drewniane okna i parapety, podłogi i parkiet. A konstruktorzy pomyśleli nawet o wentylacji, skoro zostawili małe szparki pomiędzy oknami a ścianami.

     SABOTAŻ I BRODA LENINA

     Wszystko zaczęto się na V Międzynarodowym Festiwalu Młodzieży i Studentów. Było lato, rok 1955. Tydzień po oficjalnym otwarciu "stalingotyckiej" bryły. - Poszłam tam z ciekawości. Pamiętam kolorowe korowody na ulicach i zielonego chińskiego smoka. Wtedy po raz pierwszy zobaczyłam Murzyna i Chińczyka, a pośród tej wesołej kompanii dumnie piął się w górę 240-metrowy nowiutki pałac. Nigdy bym nie uwierzyła, że już za pięć lat stanie się on moim drugim domem - opowiada Hanna Szczubełek.

     Wtedy bowiem ukończyła kurs maszynopisania i stenografowania, a jako wyróżniająca się uczestniczka została nagrodzona stanowiskiem w pałacowej administracji. Zgodziła się, bo praca była blisko domu. Z czasem, kiedy poznano się na jej talencie pisarskim, została kronikarką. Nazbierało się już kilka opasłych tomów historii, o których nikt by już nie pamiętał.

     - Dziś jest jakiś koncert zespołu rockowego w Sali Kongresowej, ale o tym nie będziemy raczej pisać - tłumaczy - bo kto za 50 lat będzie wiedział, co to za zespół? - A tu, proszę, wiosna 1981 r.: na jednym z pałacowych cokołów zamieszkały pustułki.

     Gruba księga prawie półmetrowej długości, w ciemnej skórzanej oprawie. Pofalowane kartki, a w środku maty druczek. Gdzieniegdzie powklejane widoczki, wycinanki, zdjęcia i pamiątki z tamtych czasów. Dla charyzmatycznej kronikarki pałac nie jest żadną tajemnicą - zwiedziła wszystkie niedostępne miejsca od piwnic aż po iglicę. Poznała przywódców najmniejszych państewek. Była przewodnikiem dla prezydentów, premierów, królów i szachów. Do dziś potrafi zrobić wokół siebie sporo szumu, chociaż to i tak nic w porównaniu z dawnymi opowieściami o jej "partyzanckich" wybrykach.

     - Wieszali tu nam na oknach tyle plakatów, ale jeden zapamiętałam najbardziej: wielki portret Lenina na czerwonym tle. Umieszczony z okazji 22 lipca wisiał i wisiał jeszcze długo po uroczystościach, odbierając nam prawo do słońca, świeżego powietrza i zasłaniając całą panoramę. Ale człowiek byt wtedy młody i głupi - śmieje się Hanna Szczubełek. - Pewnego dnia zdenerwowałam się i postanowiłam zrobić z tym porządek. Wzięłam kuchenny nóż, wdrapałam się na parapet, odcięłam Leninowi brodę w taki sposób, że wielka ptachta materiału opadła w dół - opowiada kronikarka.

     Nie musiała długo zwisać. Partyjni urzędnicy szybko dotarli na XV piętro w poszukiwaniu sprawcy tej profanacji. Parę przesłuchań, "dobrych rad" i sprawa przygasła. Kronikarka ze względu na nieskalaną opinię z harcerstwa i wstawiennictwo nie straciła pracy, ale długo jeszcze pracownicy pałacu opowiadali sobie historię o sabotażu wobec brody Lenina.

     Teraz Hanna Szczubełek jest emerytowaną atrakcją dla dziennikarzy. Do pracy przychodzi dwa razy w tygodniu, a jej grafik szczelnie wypełniony jest terminami spotkań. "Idziemy" trafia na lukę pomiędzy ekipą telewizyjną a przerwą na lunch. - Skąd on się w ogóle wziął? - pytam. Chodzi oczywiście o pałac. - Józef Sigalin, ówczesny naczelny architekt stolicy - opowiada Hanna Szczubełek - oprowadzał kiedyś po mieście ministra spraw zagranicznych ZSRR Wiaczesława Mołotowa, gdy ten zapytał: "A jak byście widzieli w Warszawie taki wieżowiec jak u nas?" Polecenie, które architekt usłyszał chwile wcześniej, brzmiało: "ustosunkować się pozytywnie i nie wdawać w szczegóły". I tak zostało.

     - Najczęściej - śmieje się "żywa kronika" - odpowiadam teraz na pytania, czy pałac zostanie zburzony oraz czy wciąż nosi imię Józefa Stalina? Setki razy powtarzałam, że nie ma u nas żadnych schronów przeciwatomowych i że żaden z budowniczych pałacu nie został przypadkowo zamurowany w ścianie. Ale i tak na szczycie rankingu pytań znajdują się koty z III piętra. Ludzie mają bogatą wyobraźnię i czuję, że jeszcze wiele lat trzeba będzie dementować ich "kosmiczne" pomysły.

     W końcu kto, jak nie ona, ma odpowiadać na te pytania. Zdaje się, że nie mu tu drugiego tak "wiernego" pracownika. Ostatnio zaniosła do ZUS-u swoje świadectwo pracy, na którym znajdowała się tylko jedna nazwa zakładu. "Zboczenie zawodowe" - mruknęła tylko urzędniczka.


Marta Troszczyńska


Tekst pochodzi z Tygodnika

17 maja 2009


Czy rozumiem liturgię Kościoła? Miniprzewodnik po znakach i symbolach w liturgii Czy rozumiem liturgię Kościoła? Miniprzewodnik po znakach i symbolach w liturgii
Ks. Zbigniew Wit
Oddajemy w ręce Czytelnika miniprzewodnik po znakach i symbolach w liturgii Kościoła. Przewodnik, napisany prostym i zrozumiałym językiem, wzbogacony zdjęciami ilustrującymi każde z omawianych haseł, ma na celu pomóc Czytelnikowi bardziej świadomie uczestniczyć w liturgii... » zobacz więcej


   




Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej