Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Anioł doda ci skrzydeł

     Aniof Stróż rozkłada nad dziećmi skrzydła. Dzięki nim wydostaną się z życiowego dołka. To uskrzydla.

     W Polsce jest blisko 450 domów dziecka, w których mieszka 300 tys. podopiecznych. W województwie mazowieckim działa 60 takich placówek. We wszystkich żyje więcej dzieci, niż ustalają to limity. - Domy dziecka zaspokajają podstawowe potrzeby wychowanków - przyznaje Wioletta Krawczyk, dyrektorką - Powiatowego Zespołu Placówek Opiekuńczo-Wychowawczych w Konstancinie-Jeziornie - ale luki emocjonalnej nie zapełnią nigdy. To może stać się tylko w rodzinie.

     NAJWAŻNIEJSZE NIEWIDOCZNE

     W lutym tego roku Fundacja Bene Vobis wystartowała z programem "Anioł Stróż", wspierającym rodziny zaprzyjaźnione z dziećmi przebywającymi w domach dziecka. - Odzew był olbrzymi - mówi Joanna Kulpińska, koordynatorka programu. - Ale kandydatów przesiewamy przez gęste sito. Sprawdzamy, czy nie mają ograniczonych praw rodzicielskich i czy jeśli mają taki obowiązek, płacą alimenty. Od pierwszego spotkania stawiamy sprawę jasno: dzieci potrzebują nie litości, ale stuprocentowej konsekwencji. Czy zaakceptujesz dziecko, które coś ci ukradnie? Czy dasz radę uczyć dziesięciolatka siedzenia przy stole podczas posiłku, regularnego mycia zębów, higieny osobistej? Czy nie będziesz potępiać dziecka za jego rodziców - w 90 proc. przypadków alkoholików, czy nie będziesz o nich mówić źle? - I rzecz najważniejsza: czy weźmiesz dziecko pod swoje skrzydła na kilka lat, będziesz uczestniczyć w jego dojrzewaniu, czasem w trudnych chwilach jego życia? - dodaje Wioletta Krawczyk. - Kandydaci do bycia rodziną zaprzyjaźnioną mają często mylne wyobrażenie o dzieciach z placówki: że to smutne biedactwa wyczekujące w oknie i wyciągające rączki do każdego. Tymczasem, mimo traumy, jaką przeżyły w rodzinnych domach, są to często uśmiechnięte, żywe dzieci, ale nieraz też nieufne - trzeba dużo czasu i cierpliwości, by się otworzyły.

     Dyrektorka placówki w Konstancinie-Jeziornie podkreśla, że nawet jeśli po jakimś czasie kontakt między dzieckiem a jego rodziną zaprzyjaźnioną się urwie, to i tak warto było go nawiązać. - Dzieci mają się później do czego odwołać: do ciepłej relacji z dorosłym, do poczucia bezpieczeństwa, stałości i przewidywalności, do bycia w centrum uwagi. Jednak żeby to w dziecku wywołać, trzeba co najmniej rocznego kontaktu. Jeśli rodzina zaprzyjaźniona rozmyśli się po miesiącu, da tylko dziecku nadzieję, której nie wypełni - ono po raz kolejny poczuje się nieważne i odrzucone. - Dlatego na początku "straszymy", żeby ktoś, kto nie jest jeszcze gotów podjąć wyzwania, nie rozczarował ani dziecka, ani siebie - tłumaczy Wioletta Krawczyk.

     Ważne jest także wyraźne określenie granic. Dzieci dorastające w placówkach chcą być zabrane stamtąd na zawsze. Zdarza się, że rodzina, nie potrafiąc dać odporu takim oczekiwaniom, wycofuje się. Albo zbytnio się angażuje i sama już nie wie, kim jest dla dziecka: rodziną zaprzyjaźnioną czy czymś w rodzaju rodziny zastępczej. - Bycie rodziną zaprzyjaźnioną to pozornie prosta rzecz: co najmniej raz na tydzień odwiedzić dziecko, zabrać je do kina albo na noc. Ale podskórnie dzieją się rzeczy bardzo trudne emocjonalnie dla obu stron - podkreśla Wioletta Krawczyk.

     JUŻ NIE JEST MI ZIMNO

     Rodzina zaprzyjaźniona to nic nowego. Nowością programu "Anioł Stróż" jest zaoferowanie jej pomocy - od przygotowania na trudności związane z wyzwaniem po grupę wsparcia w czasie jego realizowania.

     Wszystko zaczęto się od tego, że Joanna Kulpińska z mężem sami od kilku lat są rodziną zaprzyjaźnioną dla 21-letniej dziś Weroniki. Weronika trafiła do domu dziecka w wieku 13 lat, miała zawalony rok w szkole i niechęć do kontynuowania nauki. - Kiedy powiedzieliśmy jej, że nam dwojgu bardzo zależy, żeby się uczyła, wzrosła jej motywacja. Wychowawczynie w placówce powtarzają to codziennie całej grupie, słowa działają jednak inaczej, kiedy mówi je "ciocia" - przyznaje pani Joanna.

     Z mnóstwa kandydatów na rodziny zaprzyjaźnione została po szkoleniach i rozmowach indywidualnych garstka. Większość zrezygnowała sama, co świadczy także o ich odpowiedzialności. Części trzeba było podziękować - jak np. pani, która zarzekała się, że zrobi wszystko, żeby dziecko nie kontaktowało się ze swoją "pijacką" rodziną. Wspólną cechą tych rodzin jest to, że mają w domu psy lub koty. Mają też pasje: taniec, aktorstwo, podróże, kino - którymi zarażają "swoje" dzieci. Wśród "Aniołowych" rodzin zaprzyjaźnionych jest jedna babcia - choć patrząc, z jaką werwą się porusza i jak pozytywnie patrzy na świat, nikt by jej tak nie nazwał. - Nie kieruje nimi postawa "będę taki dobry, że zrobię coś dla dzieci z domu dziecka". Program "Anioł Stróż" to spotkanie potrzeb i szczerych chęci "Aniołów" z oczekiwaniami dzieci. Z tych kontaktów czerpią obie strony - mówi Joanna Kulpińska.

     - Po pierwszych wizytach w domu dziecka wracałam zmęczona i było mi okropnie zimno - przyznaje Marta, studentka pedagogiki resocjalizacyjnej, która wraz z mamą stała się rodziną zaprzyjaźnioną dla 10-letniej Ewelinki. - Po kilku miesiącach wracam zmęczona, ale zadowolona. Już nie jest mi zimno. Na razie są wakacje i jestem u dzieciaków codziennie, ale jak zacznę studia, pozostaną mi weekendy. Strasznie za dziećmi tęsknię - dodaje Marta.

     - Na co dzień mam mnóstwo zajęć zawodowych, ale w weekendy będę jeździć do dzieci i tam uczyć ich tańca, a Ewelinkę zabierać do siebie " - mówi mama Marty, Małgorzata Viresco-Trzcińska, zawodowa tancerka.

     - A kiedy czas dla siebie? - pytam. - To jest właśnie czas dla mnie! - odpowiadają obie.

     CZUJĄ SIĘ WYRÓŻNIONE

     Kiedy wchodzi się do domu dziecka, ma się poczucie, jakby to były kolonie: tu grupka młodzieży się przepycha, tam inna przesiaduje w świetlicy, tu podchodzi maluch stęskniony ciepła, mówi: "Cześć, ciociu!" i się przytula. - On tak do każdego - mówi o siedmioletnim Adrianie Ewelinka. Z tych kolonii dzieci nie wracają do domów ze świeżo upieczonym ciastem, w ramiona mamy i taty.

     - A pani zna moją ciocię Małgosię? - na chwilę w oku Ewelinki pojawia się błysk, ale tematu nie ciągnie. Dzieci strzegą swoich "cioć" i "wujków" jak największej intymności - tak boją się ich stracić, że nawet o nich nie rozmawiają. I nie pozwalają się do nich przytulać nikomu innemu. - To moja ciocia! Ja się do twojej nie przytulam! - krzyczy Ewelinka, jak tylko ktoś zbliży się do "cioci" Małgosi - jej Anioła Stróża. Ewelinka popisuje się krokami tanecznymi, których nauczyła ją ciocia na obozie tanecznym.

     - Ewelinka ma nie tylko talent taneczny, ale i wokalny, i plastyczny, to taka kobitka! - pokazuje gestem "ciocia" Małgosia. - Owszem, na początku był bunt, ale konsekwencją potrafiliśmy mu przeciwdziałać. To bardzo otwarta, towarzyska dziewczynka, zaradna i uczynna. - Mąż się śmieje, że gdzie tam do niej dzieciom z tzw. dobrych domów - przyznaje pani Małgosia. - Jak jedna z takich właśnie dziewczynek krzyknęła do niej w złości: "A ty to się w kiblu urodziłaś!" - Ewelinka spokojnie i stanowczo odpowiedziała: "A co ty myślisz, że w domu dziecka są nienormalne dzieci?". Zachowała się bardzo dorośle! Na obozie tanecznym jako jedyna miała nienaganny porządek i sama sprzątała innym dziewczynkom. - A jak "ciocia" Małgosia zrobiła Ewelince w szafie porządek, to dziewczynka utrzymuje go już parę tygodni - mówi Marta.

     W domu dziecka rzuca siew oczy jeszcze jedno: przepychanki, szturchańce, agresja i lecące z kątów "wiązanki". - W opiece nad tymi dziećmi potrzebna jest siła psychiczna i konsekwencja - tłumaczy Małgorzata Viresco-Trzcińska. - W żadnym wypadku nie należy okazywać litości. Kiedy próbują wyłudzać pieniądze, wystarczy jedno stanowcze "nie", żeby więcej tego nie robiły, bo już znalazły granicę, której szukały. Choć z Ewelinka nie było łatwo: chciała sama o sobie decydować, trudno było jej zaakceptować, że ktoś czegoś od niej wymaga. Ale pod tą naszą konsekwencją i siłą kryją się ogromne uczucia - mówi pani Małgosia.

     Program trwa od lutego, a dopiero w maju rodziny zaprzyjaźnione "weszły" do domu dziecka. Zbyt mało czasu upłynęło do dziś od tamtej chwili, by w dzieciach dokonały się większe zmiany. - Widać przede wszystkim, że dzieci czekają - zauważa Wioletta Krawczyk. - Czują się wyróżnione, kiedy ktoś do nich przyjeżdża, na kontaktach tych budują poczucie wartości. Niezwykle ważne jest przebywanie dzieci w domach, gdzie jest radość bez alkoholu i gdzie mężczyzna zwraca się do kobiety bez wulgaryzmów. - Widzimy, że Ewelinka już nie przeklina, jest mniej agresywna, świetnie dopasowuje się do reguł naszego domu. Wychowawcy z domu dziecka także dostrzegają zmiany. Ewelinka po prostu zobaczyła dla siebie szansę na życie inne niż to, które obserwowała w swoim domu.

     Fundacja Bene Vobis planuje kolejną edycję "Anioła Stróża". Zgłosiło się do niej już 19 osób, nie tylko z Warszawy. Program obejmie którąś z warszawskich placówek. Warto, bo nierzadko zdarza się tak, jak w Konstancinie-Jeziornie, kiedy pewna pani zaczynała od wolontariatu, potem była rodziną zaprzyjaźnioną i zastępczą, a teraz czeka na prawo do adopcji. Nie tylko zresztą ona.


Monika Odrobińska


Tekst pochodzi z Tygodnika

3 października 2010


Czy rozumiem liturgię Kościoła? Miniprzewodnik po znakach i symbolach w liturgii Czy rozumiem liturgię Kościoła? Miniprzewodnik po znakach i symbolach w liturgii
Ks. Zbigniew Wit
Oddajemy w ręce Czytelnika miniprzewodnik po znakach i symbolach w liturgii Kościoła. Przewodnik, napisany prostym i zrozumiałym językiem, wzbogacony zdjęciami ilustrującymi każde z omawianych haseł, ma na celu pomóc Czytelnikowi bardziej świadomie uczestniczyć w liturgii... » zobacz więcej


   




Wasze komentarze:
 Andre: 05.10.2010, 20:10
  Jezus do Św. Faustyny: Jestem święty po trzykroć i brzydzę się najmniejszym grzechem. Nie mogę kochać duszy, którą plami grzech, ale kiedy żałuje, to nie ma granicy dla Mojej hojności, jaką mam ku niej. Miłosierdzie Moje ogarnia ją i usprawiedliwia. Miłosierdziem Swoim ścigam grzeszników na wszystkich drogach ich i raduje się Serce Moje, gdy oni wracają do Mnie. Zapominam o goryczach, którymi poili Serce Moje, a cieszę się z ich powrotu. Powiedz grzesznikom, że żaden nie ujdzie ręki Mojej. Jeżeli uciekają przed miłosiernym Sercem Moim, wpadną w sprawiedliwe ręce Moje. Powiedz grzesznikom, że zawsze czekam na nich, wsłuchuję [się] w tętno ich serca, kiedy uderzy dla Mnie. Napisz, że przemawiam do nich przez wyrzuty sumienia, przez niepowodzenie i cierpienia, przez burze i pioruny, przemawiam przez głos Kościoła, a jeżeli udaremnią wszystkie łaski Moje, poczynam się gniewać na nich, zostawiając ich samym sobie i daję im czego pragną.(Dz 1728)
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej