Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki

Zakaz palenia w miejscach publicznych

     Kontrowersje wokół palenia papierosów na przystanku sprowadzają się do... braku definicji przystanku. Ustawa antynikotynowa jest dziurawa, a my nadal wdychamy dym w miejscach publicznych.

     Zakaz palenia w miejscach publicznych w Polsce popiera prawie trzy czwarte niepalących i ponad połowa palących. W latach 2005-2009 ponad dwukrotnie - z 5 do 11 proc. -wzrósł odsetek Polaków unikających zadymionych miejsc publicznych.

     Wielu palaczy uznało ustawę antynikotynową za próbę pozbawienia ich wolności. Jednak polska konstytucja gwarantuje prawo do "ochrony zdrowia" (art. 68 ust. 10) oraz "do bezpiecznych i higienicznych warunków pracy" (art. 66 ust. 1). W tym przypadku dotyczy ochrona dotyczy głównie pracowników lokali gastronomicznych i rozrywkowych.

     NIE TAKI ZAKAZ STRASZNY

     Co zmienił zakaz palenia w miejscach publicznych, zbadał Krzysztof Przewoźniak, socjolog medycyny, przewodniczący Obywatelskiej Koalicji "Tytoń albo zdrowie". - Co ciekawe, zakaz palenia w pubach i restauracjach w większym stopniu popierają palący (45 proc), niż niepalący (22 proc). Ustawodawca nie wykorzystał jednak tego potencjału i zakaz jest wciąż ograniczony - uważa socjolog. - Przed nami nadal dużo pracy na polu edukacyjnym, bo aż 30 proc. Polaków nie wierzy, że bierne palenie w miejscu pracy powoduje raka płuc.

     Przed wejściem w życie ustawy antynikotynowej wielu właścicieli i pracowników lokali gastronomicznych i rozrywkowych obawiało się zmniejszenia dochodów. W Nowym Jorku, gdzie taki zakaz funkcjonuje od dawna, paragony podatkowe z barów i restauracji wskazują na wzrost dochodów o 8,7 proc, a zatrudnienie wzrosło tam o 10 600 nowych miejsc pracy. - Przeprowadziliśmy badania w 400 lokalach gastronomicznych przed wejściem w życie ustawy i po - mówi Magdalena Petryniak ze Stowarzyszenia Manko, koordynatorka programu Lokal bez papierosa.pl. -W marcu 2010 roku połowa pracowników popierała zakaz, 34 proc. było mu przeciwnych; w lutym 2011 roku zwolenników jest już 80 proc. Połowa pracowników uważa, że zakaz wpłynął na polepszenie ich zdrowia i samopoczucia, rzadziej chorują na choroby układu oddechowego, rzadziej biorą zwolnienia.

Złamanie zakazu palenia w miejscu publicznym grozi mandatem od 50 do 500 zł. Kara za niezamieszczenie tabliczki informującej o zakazie palenia w lokalu czy pojeździe wynosi od 150 do 2 tys. zł.
     Klienci, którzy unikali miejsc zadymionych, dziś odwiedzają je jako objęte zakazem palenia (proporcja 6 do 10 proc). Jakkolwiek sytuacja w lokalach poprawiła się diametralnie, daleka jest od ideału. - Zmierzyłem poziom zadymienia przed wejściem zakazu i po w tych samych 40 lokalach - mówi dr farmacji Maciej Goniewicz ze Śląskiego Uniwersytetu Medycznego. - Aż w 40 proc. z nich powietrze nie było wolne od dymu, w jakimś stopniu więc naruszane tam są wytyczne ustawy: brak pomieszczeń dla palących, palarni czy wentylacji.

     CO TO JEST PRZYSTANEK?

     Zdecydowanie gorzej jest na przystankach komunikacji publicznej. Od 15 listopada 2010 roku, kiedy w życie wszedł zakaz palenia w miejscach publicznych, warszawska Straż Miejska wystawiła 102 mandaty i udzieliła 206 pouczeń. - W większości przypadków są to interwencje własne, bo nawet jeśli pasażer wezwie służby porządkowe, strażnik musi być świadkiem wykroczenia. Czas dojazdu trwa kilkanaście do kilkudziesięciu minut, więc palacz zdąży zgasić papierosa i wsiąść do tramwaju - przyznaje Monika Niżniak, rzeczniczka prasowa Straży Miejskiej. Co więc robić, gdy ktoś przy nas łamie zakaz palenia? - Wezwać straż miejską, policję lub sanepid, zostać na miejscu, wskazać palacza i liczyć się z zeznawaniem w sądzie - radzi rzeczniczka Straży Miejskiej. Ciekawe, jak przekonać delikwenta, żeby raczył poczekać, aż straż przyjedzie i wręczy mu mandat? Jeszcze gorzej jest, gdy ktoś puszcza dymka w autobusie. - Od listopada odnotowaliśmy 19 takich wykroczeń. Jest problem z winowajcami przemieszczającymi się, bo zanim dogonimy pojazd, oni zdążą z niego wysiąść - mówi Monika Niżniak.

     Pod wiatami i na słupach przystankowych wiszą plakietki informujące o zakazie palenia. Tylko na jakim obszarze on obowiązuje? - Definicję przystanku określa kodeks drogowy: jest to "odległość 15 metrów od słupka lub tablicy oznaczającej przystanek, a na przystanku z zatoką - cała jej długość". Tam też obowiązuje zakaz palenia - twierdzi Igor Krajnow, rzecznik prasowy ZTM. Straż Miejska ma inne stanowisko w tej sprawie: - Ustawodawca nie określił precyzyjnie obszaru przystanku. Kodeks drogowy nie przekłada się na ustawę antynikotynową. Straż Miejska nie podejmie interwencji wobec palacza, który pali poza wiatą - stwierdza Monika Niżniak. W Szczecinie strefę wolną od dymu na przystanku wyznaczają dwie białe linie na chodniku, prostopadłe do jezdni - i wszystko jasne. W Warszawie "się nie da".

     DZIURAWA USTAWA

     Ustawa antynikotynowa jest dziurawa jak płuca palacza. Trudności z jej interpretacją przekładają się na egzekwowanie jej przepisów. - W ustawie jest wiele niedopowiedzeń. Mieliśmy mnóstwo pytań, czy wolno palić na ulicy. Ludzie myśleli, że całkowicie zdelegalizowano palenie - mówi Monika Niżniak.

     Kolejnym niedociągnięciem jest brak odpowiedzialności właściciela lokalu, w którym dochodzi do złamania zakazu. - Może on zostać obłożony karą do 2 tys. zł za nieumieszczenie oznakowania o zakazie palenia na terenie lokalu. Jeśli jednak zezwala klientom na palenie, nie poniesie konsekwencji. Skandalicznym tego przykładem jest pub Spencer z Katowic. Kiedy po bezskutecznych prośbach klientek o zgaszenie papierosa - zarówno w stosunku do palących klientów, jak i menedżer-ki lokalu - wezwały one policję, me-nedżerka wyprosiła je, zakazując ponownego pojawiania się tam - mówi Dominika Kawalec ze Stowarzyszenia Manko.

     - Ustawa zakazuje palenia w lokalu, w związku z czym palacze tłumnie palą przed drzwiami. Dym przedostaje się do środka, zaraz po otwarciu drzwi, poza tym przejście koło takiego lokalu to też niezły haust nikotyny. Podobnie jest przy szkole, koło której codziennie przechodzę: rodzice i chyba nauczyciele stadnie palą pod jej furtką. Owszem, to jeszcze nie teren szkoły, ale przecież przez tę furtkę dzieci muszą przejść do budynku, i przy okazji wdychają dym. To samo na placu zabaw: na placu nikt nie pali, ale mamy stoją jak najbliżej ogrodzenia, żeby mieć oko na swoje pociechy, i w efekcie dym leci na plac zabaw - relacjonuje mieszkanka centrum Warszawy. -Myślę, że problem zacznie się rozwiązywać, kiedy ceny papierosów zaczną rosnąć. Ważną także kwestią, oprócz zaostrzania przepisów, jest zmiana świadomości osób palących - mówi Dominika Kawalec, a Monika Niżniak dodaje: - Cóż, rodzicom palącym przed szkolną furtką czy mamom zadymiającym plac zabaw spoza jego terenu można tylko zwrócić uwagę. Pokazuje to palaczom, że niepalącym nie chodzi ukaranie ich, ale o respektowanie prawa innych do zdrowego powietrza.

     - Dlatego ważne są kampanie społeczne - podkreśla Dominika Kawalec. - Osoby niepalące nie powinny bać się zwracać uwagę palaczom, czy to na przystankach, czy w lokalach gastronomicznych i rozrywkowych. Jeśli prośby nie wystarczą, zachęcamy do zgłoszenia interwencji na naszej stronie: http://lokalbezpapierosa.pl/index.php/zglos-interwencje/. Od czterech miesięcy wpłynęło już kilkadziesiąt zgłoszeń przypadków łamania zakazu palenia w miejscach publicznych. Jeśli zaczniemy mocno walczyć o swoje prawa, odniesiemy sukces. Pamiętajmy, że stanowimy większość: około 70 proc. Polaków nie pali!
     Całkowity zakaz palenia w myśl znowelizowanych przepisów obowiązuje:
  • na terenie zakładów opieki zdrowotnej i w pomieszczeniach innych obiektów, w których są udzielane świadczenia zdrowotne;
  • na terenie jednostek organizacyjnych systemu oświaty i pomocy społecznej;
  • na terenie uczelni;
  • w pomieszczeniach zakładów pracy;
  • w pomieszczeniach obiektów kultury i wypoczynku do użytku publicznego;
  • w lokalach gastronomiczno-rozrywko-wych;
  • w środkach pasażerskiego transportu publicznego i w obiektach służących obsłudze podróżnych;
  • na przystankach komunikacji miejskiej;
  • w pomieszczeniach obiektów sportowych;
  • w ogólnodostępnych miejscach przeznaczonych do zabaw dzieci.
Palenie jest dopuszczalne, jeśli właściciel lub zarządzający obiektem wyznaczy palarnię w domach pomocy społecznej, w hotelach, w obiektach służących podróżnym, na terenie uczelni, w pomieszczeniach zakładów pracy, w lokalach gastronomicznych. W tych ostatnich, mających co najmniej dwa pomieszczenia, jedno może być przeznaczone dla palących, pod warunkiem, że jest zamykane i wyposażone w wentylację. Właściciele lub zarządzający obiektem oraz środkami transportu zbiorowego są zobowiązani do umieszczenia informacji o zakazie palenia.



Monika Odrobińska

Tekst pochodzi z Tygodnika

3 kwietnia 2011


Sakramenty. I co z tego? Sakramenty. I co z tego?
o. Leon Knabit OSB
Zapis rozmów ojca Leona Knabita OSB z młodymi zbuntowanymi, opornymi, niewierzącymi i tym podobnymi - na temat sakramentów, Kościoła, życia... » zobacz więcej


   




Wasze komentarze:
 andrzej: 13.09.2012, 22:08
 Szary obywatel nie powinien przestwać walczyć o swoje ale polski rząd musi podjąć nowe kroki. Czemu na przykład papierosy są na półkach sklepowych jak tyle się mówiło i pisało że mają zniknąć z półek i miały być nie widoczne dla potencjalnych klientów. Czemu nadal papierosy mają logo firmy jak miało być inaczej. Czemu nie zawierają drastycznych obrazków pokazujących skutki palenia. Palących papierosy przez osoby niepełnoletnie , młode i nowych które zaczynają można było by powstrzymać przed tym wprowadzajac ustawe która działa już w Islandii gdzie papierosy sprzedawane są w aptece na receptę po stwierdzenu że dana osoba jest w nałogu.
 Smutny Ziutek: 11.04.2011, 10:36
 POpieram palic nie wolno za nic za moich czasów takiego czegos nie bylo
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej