Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki

Katolicy na ulicy

     Śpiewają na Starym Mieście, tańczą, chodzą na szczudłach i przede wszystkim rozmawiają. A wszystko po to, by pokazać ludziom Boga.

     W salce klasztoru ojców paulinów przy ul. Długiej trwa próba śpiewu. Wszyscy są pełni entuzjazmu, chociaż za oknem pada deszcz i jeszcze nie wiadomo, czy w ogóle wyjdą na ulicę. W taką pogodę chyba żaden spacerowicz się nie zatrzyma... - zastanawiają się. Ks. Andrzej Grefkowicz, znany warszawski duszpasterz i organizator ewangelizacji, rozpoczyna spotkanie modlitwą do Ducha Świętego. Wreszcie podejmuje decyzję: - No dobrze, to może spróbujmy.

     IMPULS DO PRZEMIANY

     Grupa muzyczna ustawia się pod kościołem Świętego Ducha. Parasole nie są już potrzebne - właśnie przestało padać. Ewangelizatorzy, którzy będą głosić ke-rygmat - podstawowe prawdy Ewangelii - podczas rozmów z przechodniami dobierają się w pary. - Każda para ma swojego "aniołka", czyli osobę, która przez cały czas modli się za nich wstawienniczo - wyjaśnia pani Anna, 69-letnia członkini wspólnoty Maranatha przy kościele św. Marcina, która sama posługuje jako "aniołek". - Czasem przychodzą tu nawet panie po osiemdziesiątce. Ale ważne, że jesteśmy młode sercem - uśmiecha się. Natomiast większość ewangelizujących to młodzież pochodząca ze wspólnot Odnowy w Duchu Świętym z Warszawy i okolic. Na Starówce gromadzą się raz w miesiącu, od maja do października.

     Zaczyna się radosny śpiew, w ruch idą gitary i bębenek. Energiczne piosenki z klaskaniem i tańcem są przerywane pantomimami z udziałem szczudlarzy.

     - To wszystko przyciąga ludzi. Zatrzymują się i wtedy możemy z nimi porozmawiać. To jest najważniejsze. - podkreśla ks. Andrzej Grefkowicz. - Nawet jeśli ktoś tylko przejdzie obok, posłucha, zobaczy transparent ze słowami Jana Pawła II: "Otwórzcie drzwi Chrystusowi", to już jest sporo. A bywają też osoby, które pod wpływem ewangelizacji przyjmują Jezusa i naprawdę zmieniają swoje życie.

     WCALE NIE NOWOŚĆ

     Przez Starówkę przechodzi zagraniczna wycieczka. Zespół muzyczny szybko zmienia repertuar na "Open the eyes of my heart, Lord", a turyści wyciągają aparaty fotograficzne i z zapałem robią zdjęcia. Wielu spacerowiczów przystaje na kilka minut i słucha w zamyśleniu. Jakiś pijany mężczyzna zaczyna obrzucać śpiewających wyzwiskami. - Nie trzeba zwracać uwagi na coś takiego! - głośno komentuje Marianna Krasicka ze Słupska, która przysiadła na krawężniku razem z nastoletnimi wnuczkami. - Bardzo mi się tu podoba, widać u tej młodzieży radość ze spotkania z Bogiem. To na pewno porusza ludzi - ocenia. Stojąca obok Olga Wa-siak wypowiada się bardziej ostrożnie: -Jestem katoliczką, ale przypatruję się ze zdziwieniem i zainteresowaniem, bo nigdy wcześniej nie spotkałam się z czymś takim. Tymczasem ewangelizacja uliczna wcale nie jest nowością. W krajach Europy Zachodniej zaczęła się odbywać już w latach 70. XX wieku. Gdy ks. Andrzej Grefkowicz przebywał we Francji, miał do czynienia m.in. z ewangelizacją prowadzoną przez wspólnotę Emmanuel. Jej członkowie po godzinnej modlitwie wychodzili na ulicę, żeby śpiewać i rozmawiać z ludźmi, którzy się zatrzymali. Ks. Andrzej próbował przenieść te doświadczenia na polski grunt, jednak w ustroju komunistycznym nie było to łatwe. Pierwsze próby miały miejsce w Warszawie na początku lat 80., a regularne ewangelizacje rozpoczęły się w roku 1995, gdy ks. Grefkowicz odbył w Rzymie "Kurs Pawła" - podstawowe szkolenie dla głoszących kerygmat.

     Jedna z ewangelizujących par, Zbyszek Kowalski i Basia Dżułyńska, właśnie zaczepiają młodą dziewczynę. - I'm not Polish, I'm from Brasil - słyszą w odpowiedzi. Na szczęście mają przy sobie Biblię po angielsku i w tym języku próbują głosić kerygmat Brazylijce.

     DUCH ŚWIĘTY DZIAŁA

     Pełna ewangelizacja trwa ponad pół godziny i opiera się przede wszystkim na Piśmie Świętym. - Czasem ktoś zaczyna dyskutować na "dyżurne" tematy i narzeka na księży. To najczęściej znaczy, że chce uciec od tematu Chrystusa, jest to dla niego niewygodne - mówi Zbyszek Kowalski, lider wspólnoty Woda Żywa z Mławy. - Ewangelizacja ma doprowadzić do osobistego spotkania z Bogiem, do pragnienia głębokiej relacji z Nim. Ci ludzie często mają wiarę, ale raczej zewnętrzną, płytką.

     Po rozmowie Brazylijka uznaje Chrystusa jako swojego Pana i Zbawiciela, i pozwala, żeby się nad nią pomodlić. - To właśnie jest cel ewangelizacji - wyjaśnia Zbyszek Kowalski. - Dziesięć lat temu, kiedy byłem tu po raz pierwszy, żadna z napotkanych osób nie zdecydowała się na powierzenie życia Jezusowi. Oczywiście najważniejsze jest działanie Ducha Świętego, ale liczy się też umiejętność głoszenia Słowa. Ja nauczyłem się tego dopiero na "Kursie Pawła". Teraz spośród osób, które zgadzają się na rozmowę, około 60-70 procent uznaje Jezusa za swojego Pana.

     Z kolei Maria Wilk i jej towarzyszka Ewa właśnie skończyły głosić Dobrą Nowinę... muzułmaninowi. - To była trudna rozmowa, ale udało nam się dojść do punktu, że wierzymy w jednego Boga - relacjonuje Maria, która od dwóch lat razem z mężem bierze udział w ewangelizacjach. - Przechodnie zwykle są życzliwi, tylko raz trafił mi się nieprzyjemny człowiek. Krzyczał: "Ja mam dosyć takich bab, co za mną ganiają!". Odpowiedziałam, że wcale za nim nie ganiamy, bo rozmawiamy tylko z tymi, którzy wyrażą zgodę.

     BÓG DAJE SKRZYDŁA

     Śpiew milknie, ciszę przerywają tylko nastrojowe odgłosy bębna i grzechotki, zaczyna się pantomima. Przechodnie w napięciu patrzą na trzy wyraźnie smutne osoby, które z trudem się poruszają, ich nogi i plecy krępuje jakiś ciężar. Ponuro krążą po ulicy, nie widząc wysokiej jasnej postaci, która stoi obok. Dopiero kiedy ją dostrzegają, wszystko się zmienia. Ona okrywa ich swoim płaszczem, uwalnia od ciężarów i zakłada im białe szaty... ze skrzydłami z baloników. Aktorzy podskakują z radości i biegną do widzów, żeby też podarować im dmuchane skrzydełka. Przy każdym baloniku kartka z cytatem: "Nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś oddaje życie za przyjaciół swoich (J 15,13)". Po chwili na środek wychodzi Agnieszka, liderka grupy śpiewającej. -Chciałabym wam coś opowiedzieć. Kiedyś nie wiedziałam, po co żyję. Pustka była tak ogromna, że popadłam w depresję - zaczyna głosić świadectwo. Mówi o tym, jak zaczęła chodzić na spotkania grupy modlitewnej, ale nie do końca wierzyła w to, co tam słyszała. Podczas pobytu na rekolekcjach powiedziała do Boga, że chce Go wreszcie doświadczyć.

     Wtedy usłyszała w sercu słowa: "Jesteś prześlicznym klejnotem, który zdobi moją koronę". - Doświadczyłam ogromnej miłości, tego, że dla Boga jestem skarbem, że chce być ze mną blisko. Od tej pory w moim życiu zmieniło się wszystko, chociaż wróciłam do tych samych problemów. Ale teraz już wiem, po co żyję. I wierzę, że Pan Bóg też ma dla mnie przygotowane skrzydła - kończy Agnieszka, zerkając na białe baloniki.

     Świadectwu przysłuchuje się młody chłopak, Tomek z Krynicy Zdroju. - Zaciekawiły mnie te słowa o nowym życiu - przyznaje. - Większość ludzi nie zwraca na takie rzeczy uwagi. Podoba mi się ten sposób przekazywania wiary, można poczuć zjednoczenie z drugim człowiekiem.

     ZASIALI ZIARNO

     Grupa muzyczna właśnie wyszła na środek ulicy i zaprasza do wspólnego tańca. - Raduje się dusza ma, wielbi Pana swego - śpiewają, obracając się dookoła i podnosząc ręce. Większość przechodniów woli stać z boku, ale niektórzy przyłączają się do kółka tańczących. Na koniec uczestnicy modlą się wspólnie za wszystkich, którzy w to niedzielne popołudnie przechodzili przez Stare Miasto. Przypominają, że następna taka akcja odbędzie się 15 sierpnia.

     Jakie mają wrażenia? Ewa ze wspólnoty charyzmatycznej przy parafii Świętej Rodziny dziś pierwszy raz miała okazję głosić kerygmat. - Bardzo się bałam zagadywania do obcych ludzi i ich reakcji - zwierza się. - Ale jestem pozytywnie zaskoczona, bo wszyscy chętnie rozmawiali. Nie każdego dało się przekonać, ale na pewno coś w nich zostało.

     Maria Wilk też jest zadowolona. - Dzisiejsze rozmowy były głębokie, ludzie reagowali na nasze słowa z prawdziwą radością. To sprawia, że warto tu być. Jak się doświadczy miłości Bożej, to nie można o tym nie mówić.

     Mariusz Madej, odpowiedzialny za oprawę muzyczną, cieszy się z dobrej pogody. - Kiedy padał deszcz, mówiłem: "Panie Boże, jeśli Ty z tym czegoś nie zrobisz, to nic się tutaj nie stanie." I Pan Bóg nam pomógł, widać, że to Jego dzieło.


Hanna Dębska

Tekst pochodzi z Tygodnika

21 sierpnia 2011


Zrozumieć sakramenty Zrozumieć sakramenty
Albert Rouet
Sakramenty są dla nas czymś tak oczywistym, że rzadko zastanawiamy się, jakim są skarbem. Popadamy w rutynę i przyjęcia ich nie przeżywamy jako osobistego spotkania z Jezusem... » zobacz więcej


   




Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej