Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Z kolędą w akademiku

     Modlitwa wśród sterty notatek i zalegających w zlewie talerzy. Święcenie komputerów i nart. Kolęda w akademikach jest jedyna w swoim rodzaju.

     Stojące w centrum miasta dwa wielkie akademiki Politechniki Warszawskiej nie gaszą świateł może nawet do rana. Toteż i kolęda z kościoła Najświętszego Zbawiciela zaczyna się tam później niż ta tradycyjna w domach i kończy po północy. Do trybu życia studentów ksiądz musi się dostosować. Puka od drzwi do drzwi i wchodzi po prostu w to, co jest życiem mieszkających tam osób:

    - Odpowiedź studentów jest bardzo pozytywna - mówi ks. Jarosław Ko-tula z tej parafii, kolędujący w "Mikrusie" i "Rivierze". - Jesteśmy zapraszani do większości pokojów i spotykamy się z wielką życzliwością. To pokazuje, że młodzi ludzie oprócz zainteresowań związanych ze studiami i pracą, wbrew stereotypom znajdują w życiu miejsce dla Boga.

     - Kiedy widzę, że u kogoś stoi gitara czy leżą hantle, to wiem już, od czego zacząć rozmowę. Bo to pokazuje, czym oni żyją, jakie mają zainteresowania - mówi o. Piotr Kropisz SJ, duszpasterz akademicki od sześciu lat kolędujący w "Sabinkach", "Żaczku", "Żwirku" i "Muchomorku". - Czasem z takich neutralnych zmatow jak sport czy podróże wywiązuje się ciekawe dyskusje.

     Odwiedzając studenckie pokoje kapłan musi być przygotowany na niejedno. Tu rzadko kto ma świece czy krzyżyk, nie mówiąc już o tym, że tylko nielicznym chce się posprzątać przed kolędą albo chociaż zdjąć ze ściany nieprzyzwoite plakaty. Za to atmosfera bywa luźniejsza niż w przypadku tradycyjnej kolędy.

     KOLĘDOWY POTENCJAŁ

     Choć wśród części społeczeństwa dom studencki ma nie najlepszą sławę i kojarzy się raczej z huczjją zabawą do białego rana niż z miejscem modlitwy, kolędujący księża zdążyli już sobie wyrobić inne zdanie. W zależności od akademika odsetek pokoi przyjmujących kapłana waha się od 50 do 70 proc.

     - Co ciekawe, przyjmują nas nie tylko ludzie związani z Kościołem i nie tylko wyznania rzymskokatolickiego - podkreśla ks. Kotula. - Zdarza się, że ksiądz katolicki zachęca osobę innego wyznania do tego, żeby jeszcze lepiej praktykowała swoją wiarę i zorientowała się, gdzie w Warszawie może wziąć udział w nabożeństwie.

     Co ważne, tutejsza kolęda nigdy nie jest czystą formalnością. Tu nie ma rodziców, którzy pilnują, by syn czy córka przyjęli księdza. Ani sąsiadów, którzy spojrzą krzywo na zamknięte przed kapłanem drzwi. Nikt niczego nie musi. A jednak procent przyjmujących jest wysoki i z roku na rok wzrasta. I niekoniecznie pokrywa się z liczbą członków duszpasterstwa akademickiego, które w Zbawicielu ma już dwie niedzielne Msze Święte.

     Sami studenci przyznają, że widzą w kolędzie szansę fia to, żeby w ich życiu zadziało się coś dobrego. Kolęda jest okazją, często jedną z niewielu, by o różne rzeczy zapytać. Nie tylko o te związane z wiarą. Dla pierwszorocznych, którzy próbują odnaleźć swoje miejsce w wielkim mieście, wizyta duszpasterska bywa dobrym momentem, by zapytać o działające w parafii duszpasterstwa akademickie lub inne wspólnoty. A tym, co pomaga się otworzyć i jak najwięcej z takiej wizyty skorzystać, jest postawa kapłana.

     KSIĄDZ TEŻ CZŁOWIEK

     - Na takiej kolędzie ksiądz jest bardziej przystępny niż taki widziany w niedzielę w prezbiterium - przyznaje Maciek Żakiewicz, student politechniki. - Wiele osób spodziewa się, że ksiądz wejdzie i od progu zacznie rozliczać z tego, kiedy ostatnio było się u spowiedzi. Taka postawa mogłaby z miejsca zaprzepaścić porozumienie. Ale kiedy się zobaczy, że to jest normalny człowiek, z którym da się pogadać o muzyce i sporcie, łatwiej będzie później przyjść, umówić się na indywidualną rozmowę.

     Dla o. Piotra kolęda pełni czasem rolę swoistego "oswajacza" studenta z księdzem i odwrotnie. - Nawet jeśli w wielu pokojach kończy się na porozmawianiu na tematy bardzo ogólne, mam ogromne poczucie sensu - twierdzi jezuita. - Ważne jest choćby to, że studenci doświadczają osobistego kontaktu z księdzem, który przychodzi specjalnie do nich.

     - Dla mnie najważniejsze jest osobiste świadectwo księdza - mówi Grzesiek Konka, student pierwszego roku matematyki na UW - kiedy widzę, że to, co dany kapłan próbuje mi o Bogu przekazać, to nie wyuczone formułki, ale żywe doświadczenie.

     Zazwyczaj wizyta nie trwa długo. Wspólna modlitwa, poświęcenie pokoju, krótka rozmowa. Ale bywają też takie, które na długo zapadają w pamięć kapłana i studenta. - Nigdy nie zapomnę rozmowy, która zaczęła się za piętnaście dwunasta, a skończyła przed drugą w nocy - wspomina ks. Kotula. - Chłopak zasypał mnie pytaniami związanymi z wiarą. Stawiał ważne pytania o życie, o sens, o przyszłość. Choćby dla takiej chwili warto przejść cały akademik.


Iwona Świerżewska

Tekst pochodzi z Tygodnika

22 stycznia 2012


Bóg przychodzi do mnie Bóg przychodzi do mnie
Beata Kołodziej, Ewa Stadtmüller
Książka przybliża dzieciom siedem sakramentów świętych. Ta pięknie ilustrowana pozycja z pewnością pomoże wszystkim dzieciom przygotować się na przyjęcie Bożego daru, jakim jest sakrament. Do książeczki dołączony jest rachunek sumienia dla dzieci z Janem Pawłem II... » zobacz więcej


   




Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej