Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Integracja na kajaku

     Gdy nad głową wielka chmura, tata ze mną w łodzi jest... - śpiewa zmienione słowa znanej piosenki mały kajakarz. Sześciolatek wcale nie zraża się ulewą, tylko raz po raz zanurza dumnie wiosła w nurcie Świdra. - Mama to by już nam kazała nie płynąć, ale wiadomo: mama to nie jest to samo co tato! - mówi.

     Męskość jest przekazywana z ojca na syna - pisał w "Dzikim sercu" John Eldredge. Prawdę tę coraz poważniej traktują panowie, którzy mimo że zapracowani, znajdują czas, by wraz ze swoimi latoroślami wyruszyć na męską wyprawę we dwóch lub w zorganizowanej grupie ojców i synów. I nie trzeba wcale wielkich nakładów finansowych ani specjalnej sprawności fizycznej - najważniejszy jest pomysł. Można wspólnie wędrować, jeździć konno lub wspinać się po skałkach, jednak najpopularniejszą obecnie, najbardziej przystępną i szybką w realizacji formą ojcowsko-synowskich przygód są spływy kajakowe.

     Wagę takich spływów już dawno docenili autorzy inicjatywy Tato.Net - programu powstałego, by inspirować mężczyzn do stawania się coraz bardziej zaangażowanymi ojcami. - Ojcostwo jest wyzwaniem, ale jest także przygodą, pasją, może wiązać się z wielką satysfakcją. Takie chwile i miejsca szczególne, w które ojciec wprowadza swojego syna, to jedna z piękniejszych stron ojcostwa. Zapisują się one w pamięci i ojców, i synów - tłumaczy pomysłodawca i koordynator Tato.Net Dariusz Cupiał.

     W ramach programu od 2005 r. organizowane są kilkudniowe spływy po Bugu, Sanie i Dnie-strze. Na spływy z Tato.Net może popłynąć każdy duży i mały mężczyzna. Liczy się kolejność zgłoszeń, dlatego na dwie lipcowe eskapady już dawno nie ma miejsc. - Organizowany jest jeszcze trzeci spływ w sierpniu - pociesza Dariusz Cupiał. Na in-ternetowych stronach www.tato.net można znaleźć spływowe wspomnienia tych, którzy brali w nich udział. Ojcowsko-synowskie eskapady organizowane są coraz częściej przez różne ruchy, stowarzyszenia i wspólnoty pracujących wspólnie ojców oraz rodziców dzieci ze szkół katolickich. Znakomitym przykładem tych ostatnich są całodzienne eskapady organizowane od kilku lat przez ojców, których synowie uczą się w "Żaglach" - szkole Stowarzyszenia "Sternik".

     - Po wspólnych wyprawach po zamkach i lasach w tym roku nasz wybór padł na spływ kajakowy. Wybraliśmy przepływający po sąsiedzku Świder. I dał nam szkołę! Kamienie, zwalone pnie, zdradzieckie prądy, a wszystko to od pierwszych minut spływu. Do tego doszedł deszcz. Wspólnie z synami przeciągaliśmy kajaki pod opuszczonymi nad lustro wody konarami starych drzew, wspólnie spychaliśmy je z mielizn. To była naprawdę męska przygoda - wspomina czas spędzony z synem Maciej Marchewicz, prezes Stowarzyszenia Rodziców Szkoły Żagle. - Po wyjściu z wody jeszcze tylko ognisko, i możemy wracać do naszych pań. Z tarczą. Z dumą i satysfakcją - dodaje. -To był naprawdę wyjątkowy rejs - komentuje jeden z organizatorów spływu Andrzej Zawiślak. - Wypłynęło 39 załóg: tata i syn. To byli sześcio-i siedmiolatkowie z dwóch klas szkolnych. Ale trudne warunki niemal wszyscy znieśli wspaniale. Dla mojego Franka to było duże przeżycie. Po pół godzinie był praktycznie cały przemoczony, ale nie chciał rezygnować. Zamiast tego więcej wiosłował, żeby mu było ciepło - dodaje tata Andrzej. - Kiedy jesteśmy sami i w dodatku są jakieś trudności, to dopiero wychodzi charakter Kuby. Po raz kolejny przekonałem się, że jest pogodny i ma optymistyczne podejście do życia. Leje deszcz, a on przemoczony wiosłuje i wesoło śpiewa! Po prostu mam niezłomnego syna! - chwali swojego załoganta tata Robert Wlazło. - Pierwszy raz byłem na spływie. To była pierwsza od dawna okazja, by spędzić dużo czasu z Michałem. Odkryłem go w innej niż zazwyczaj sytuacji. Kiedy zaczęło padać, popłakał się. Zrozumiałem, że kiedy jestem z nim, powinienem dawać mu więcej ciepła - przyznaje z kolei tata Paweł Kowalczyk.

     A sami chłopcy? - Franek był obserwatorem wypatrującym przeszkód, na które mógłby wpłynąć kajak. Czuł się dumny i potrzebny - wspomina tata Andrzej. - Było bardzo fajnie, tylko żeby następnym razem nie padało - mówi wyraźnie zadowolony Kuba, syn Roberta. - Mam dzielnego syna! - ogłasza tata Maciej, a chwalony chłopiec ripostuje: - A wie pan, tata potrafi pływać w ubraniu! - Cel wyprawy ojców z synami osiągnięty! Przyłączysz się do nas? -zachęcają zgodnym chórem.


Radek Molenda


Tekst pochodzi z Tygodnika

7 czerwca 2009


Kiedy dziecko i jego rodzice potrzebują pomocy Kiedy dziecko i jego rodzice potrzebują pomocy
Martin Herbert
Wszystkie dzieci, których zdrowie bądź rozwój z różnych przyczyn są zagrożone oraz dzieci niepełnosprawne wymagają ze strony dorosłych szczególnej pomocy. Jeśli rodzice nie mogą bądź nie umieją swych dzieci otoczyć właściwą troską, obowiązki te przejmują powołani do tego specjaliści.... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej