Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Z tatą pod żaglami

     Pływa po morzu mój dzielny tata, mama się martwi, gdzie teraz jest. Wywiało w morze mojego brata i moja siostra ruszyła w rejs - podśpiewuje wesoło słowa szanty „Gdy będę duży" przyszły wilk morski. Jeszcze trochę podrośnie i zabiorą go ze sobą na prawdziwy rejs.

     Wszystko zaczęło się, gdy czterech zaprzyjaźnionych panów w ramach inicjatywy Tato.net (więcej: www.tato.net) postanowiło w 2005 r. wynająć łódkę i ze swoimi synami ruszyć w kilkudniowy rejs po Mazurach. - Chcieliśmy poświęcić im czas i uwagę, przeżyć z nimi męską przygodę, wspólnie popracować i powyglupiać się. Być dla nich, ale też cieszyć się nimi - tłumaczy jeden z ojców. Od początku założono, że obok rekreacji, która zajmuje większość czasu, rejsy będą miały także charakter rekolekcyjny. Oprócz wspólnego żeglowania, jedzenia i spania była też co dzień wspólna modlitwa, Msza św. i konferencja.

     Pomysł okazał się wyśmienity, a że budził zazdrość pozostawionych w domu córek, rok później płynęli już ojcowie z dziećmi, a z czasem pojawili się też ojcowie ojców. Inicjatywa w ciągu kilku lat przerodziła się w prawdziwe przedsięwzięcie logistyczne. W ubiegłym roku z Giżycka do Piasków za Mikołajkami na ośmiu dużych jachtach mieszczących 8-10 osób każdy, popłynęło 17 ojców i prawie trzy razy tyle ich dzieci. Na tegoroczny rejs zamówiono już 10 lodzi, a że zainteresowanie jest duże, może będzie trzeba szukać następnych. Popłyną już piąty raz. Choć od 2006 r. towarzyszy im "duchowy ojciec" ks. Andrzej Rabij, a z każdym rokiem zgłaszają się do rejsu kolejni kapłani, program rekolekcji pod żaglami przygotowują i realizują sami świeccy.

     Jednym z "ojców założycieli" jest Jarek, mąż Doroty i tata piątki dzieci. Krzysiek (17 lat), Ania (14 lat) i Weronika (7 lat) nie wyobrażają sobie, że mogliby nie popłynąć z tatą. Andrzej jest wciąż za mały, a najstarsza Zosia (18 lat) dopiero w tym roku pozazdrościła młodszemu rodzeństwu. - Na co dzień poświęcam im za mało czasu, więc ten wyjazd im się należy - mówi Jarek. Surowszy jest tata Mikołaj. - Jeśli nie będzie wyników w nauce, nie pojadą - mówi z uśmiechem, bo wie, że jego trójka: Ola (13 lat), Michał (10 lat) i Gabrysia (7 lat) wszystko zrobią, by popłynąć. Tylko ich mama Kasia, która zostanie w domu z roczną Agnieszką, wzdycha, że czegoś im tam będzie brakować. Jednak niemal jednym głosem z Dorotą mówią: gdy ich nie ma, trochę od nich odpoczywamy, ale i zdążymy zatęsknić, i docenić ich obecność. Obie widzą, jak takie rejsy zmieniają ich wszystkich. - To dobra szkoła dla naszych panów. Przez kilka dni muszą z dziećmi radzić sobie sami. A po rejsach - radość bycia w komplecie i długie, wspólne wspomnienia, oglądanie zdjęć, opowieści, którymi żyje cały dom - mówi mama Kasia.

     Dla Weroniki najbardziej pasjonujące są szalone zabawy - oczywiście w kapoku - z tatą i noclegi w kajucie. - W czasie rejsu oprócz obowiązków na pokładzie jest też dużo czasu, żeby sobie z tatą pogadać na tematy, których na co dzień nie poruszamy. Poza tym fajnie jest go zobaczyć w roli taty i mamy - mówi Ola, córka Mikołaja. - Można do taty przyjść, zapytać o coś i mu nie przeszkadzać w pracy - mówi też córka Jarka. Najpiękniejsze jednak wydaje się to, co dzieje się między samymi ojcami i synami.

     - Na rejsach odkryłem, że Krzysztof jest odpowiedzialny, że można na nim polegać. Ma smykałkę do żeglowania i nie tylko do tego - mówi z dumą o synu Jarek. Krzysiek złapał żeglarskiego bakcyla, zrobił patent i w tym roku po raz pierwszy popłynie jako sternik. - Poznałem tatę z zupełnie innej strony. Choć pracuje głównie w domu, zamknięty w gabinecie jest pochłonięty robotą. A na łódce jest wspólna fizyczna praca, ale i wspólna zabawa - mówi z kolei Krzysiek. - Są ze sobą naprawdę związani. Już nie mówię o tym, że mają wspólne zainteresowania. Kupują i czytają te same gazety, wspólnie kompletują sprzęt na najbliższy rejs - mówi mama Dorota. Widać, jakim szacunkiem darzą się ci dwaj mężczyźni - ojciec i syn.

     Warto także wspomnieć o konsternacji, ale i szacunku, który na Mazurach armada ojców, dzieci i księży wzbudza za każdym razem, kiedy zawija do jakiejś przystani i odprawia Mszę św. Nawet nie trzeba wielkich słów, żeby opisać jaka to ewangelizacja. Po prostu strzał w dziesiątkę.


Radek Molenda


Tekst pochodzi z Tygodnika

22 marca 2009


Dziki ojciec. Jak wykorzystać moc inicjacji w wychowaniu Dziki ojciec. Jak wykorzystać moc inicjacji w wychowaniu
Szymon Grzelak
"Dziki ojciec" to nie jest książka dla ojców. Nie tylko. To książka dla rodziców, małżeństw i narzeczonych, którzy chcą rozwijać swój pomysł na rodzinę, na wychowanie. Rytuały inicjacyjne zawsze pełniły ważną rolę w życiu ludzi i społeczeństw.... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej