Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Każdego dnia

     Podczas gdy jedni, by chronić zdrowie, gotowi są zabijać własne dzieci, inni doświadczają cudu życia.

     Naszą wspólną drogę rozpoczęliśmy 24 czerwca na św. Jana jubileuszowego roku 2000. Od początku chcieliśmy mieć dużą, liczną rodzinę. Jednak "nasze plany i nadzieje coś niweczy raz po raz" - śpiewamy w popularnej pieśni. Szybko zorientowaliśmy się, że coś nie jest tak. Zasięgnęliśmy porady lekarza, który potwierdzi! nasze podejrzenia i zapropono wał konsultacje w prywatnej przychodni leczenia niepłodności. Rozpoczęły się drogie wizyty, drogie lekarstwa, w końcu propozycja zabiegu inseminacji. Podjęliśmy decyzję zamiany przychodni na rekomendowanego lekarza w mniejszej miejscowości. Przy wykupieniu pierwszej recepty zdawało się nam, że nastąpiła pomyłka. Zapłaciliśmy 3 zł! I wizyty nie co tydzień, ale znacznie rzadziej. Okazało się, że problem istnieje, ale nie jest aż tak wielki, jak wcześniej nas przekonywano.

     CUD PIERWSZY - KUBUŚ

     Po pewnym czasie wspaniała diagnoza - ciąża. Jednak była bardzo słaba i z dużym prawdopodobieństwem poronienia. Magda pozostała w szpitalu. Tego samego dnia dowiedzieliśmy się, że tym razem nie udało się. Jednak - jak mówił lekarz - należy się cieszyć, że to dobry znak na przyszłość. "Bądź wola twoja" - modliliśmy się. Na drugi dzień konieczne usunięcie martwego zarodka. Do dziś nie wiemy, jak to się stało, ale na kilka minut przed tym zabiegiem któryś z lekarzy zadecydował: zróbmy dla pewności ostatnie badanie USG. I jakże wielkie zaskoczenie: jest życie! Można to nazwać przypadkiem. My nazywamy to cudem. Przez kolejne tygodnie modliliśmy się o tę 7-milimetrową istotę. Punkcik na monitorze - maleńki człowiek, któremu już wtedy wymyślaliśmy imię. Nasze pierwsze dziecko. Kubuś ma dziś 7 lat i chodzi do pierwszej klasy. Jak dziwne wydają się nam teraz, gdy wspominamy tamte chwile, publiczne dyskusje i pytania kiedy zaczyna się ludzkie życie, w którym momencie zaczyna się człowiek.

     CUD DRUGI - MACIEK

     Nasze trzecie dziecko (drugiej ciąży nie udało się utrzymać) urodziło się w 2006 r. W wieku dwóch lat Maciuś ciężko zachorował. W szpitalu coraz szybsze działanie, coraz więcej pytań. Podejrzenie sepsy. Oddział intensywnej opieki medycznej. Słyszymy: godziny zadecydują, czy dziecko przeżyje. Czas mija. Złe wyniki badań. Wreszcie bardziej konkretna diagnoza: ostra małopłytkowość, ale przyczyna nieznana. Przewożą nas na hematologię. Wokół wiele małych dzieci z chorobami nowotworowymi. Dowiadujemy się, że są tu już wiele miesięcy. Ich rodzice, silni i pełni nadziei, czuwają dzień i noc.

     Za oknem piękny majowy dzień. Maciuś budzi się i mówi: tato, zobacz, jakie piękne słoneczko! Pójdziemy dziś do lasu? W jego intencji modli się wiele osób. Nikt ich o to nie prosił. Dowiedzieli się, bo organista zniknął na parę dni i pytali księdza. Wiedzą tylko, że jest jakiś poważny problem. Podchodzą przed Mszą św. i po niej, pytają, ściskają. Mija czas. Nie znamy przyszłości. Codziennie kilkakrotne badanie krwi - koszmar zostawiający ślad na maleńkiej rączce i jeszcze większy na psychice dwulatka. Niepewność - aż do dnia, gdy lekarz wykluczył nowotwór. Jest też diagnoza - mutacja wirusa. Powrót do domu. Maciuś jakby przeźroczysty.

     Niechętnie oglądamy dziś zdjęcia z pierwszego spaceru po chorobie. Tyle dzieci zostało w szpitalu. Nam się udało. Wspominając te chwile staramy się myśleć w codziennym zabieganiu o każdym darowanym nam dniu życia - cudzie życia i stworzenia. "My się dzisiaj obudzili, byśmy Cię, Boże, chwalili".

     CUD TRZECI - SZYMUŚ

     Urodził się w ubiegłym roku. Już prenatalnie stwierdzono wadę układu moczowego. W drugim dniu po urodzeniu patrzyliśmy przez okno szpitalnego korytarza, jak w karetce-inkubatorze odjeżdża na specjalistyczne badania. Rozpoczęło się leczenie, poszukiwania i modlitwa. Odnowiliśmy kontakty ze specjalistami, którzy zajmowali się Kubą i Maćkiem. Sprzeczne opinie i zalecenia. Znów trzeba dokonać wyboru. Znajomy chirurg zalecił leczenie zachowawcze, oddalając zabieg chirurgiczny. Lekarstwa, systematyczne kontrole, regularne specjalistyczne badania i czekanie. Po roku kolejne badanie USG. Zdziwiony lekarz porównuje ostatnie wyniki z aktualnymi. - Było, nie ma - kręci głową. - Rzadko, ale się zdarza. Na kolanka i do Częstochowy - dodaje. Dopiero co wróciliśmy. Na Jasną Górę wpadamy w piątkę dość często. "Do Ciebie się uciekamy, o Maryja, Maryja!" Od pewnego czasu zamiast konkretnych intencji staramy się świadomie powtarzać: "Bądź Wola Twoja".


Opowieści Jacka Jackowskiego, ojca,
męża Magdy, muzykologa pracującego
naukowo w PAN i organisty w warszawskiej
parafii św. Michała Archanioła wysłuchał
Radek Molenda.


Tekst pochodzi z Tygodnika

18 października 2009


Wyobcowane pokolenie Wyobcowane pokolenie
Josh McDowell
Statystyki policyjne na całym świecie jasno pokazują, że w pokoleniu współczesnych nastolatków lawinowo rośnie przemoc, nieopanowana agresja i emocjonalna hermetyczność na wszelkie przejawy gwałtu i destrukcji. Josh McDowell, od lat zajmujący się problemami młodzieży, ukazuje w swojej książce nie tylko źródła tego zjawiska, ale i sposoby jakimi można temu zapobiegać. ... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:
 Jo: 23.10.2009, 13:19
 Alleluja! Chwała Panu :]
 KAsia: 21.10.2009, 10:46
 :) Jak dobrze, że jest Bóg
 Basia: 21.10.2009, 00:19
 tak bardzo chciałabym doświadczyć tego cudu... "Bądź Wola Twoja"...
 gocha: 20.10.2009, 20:49
 dziękuję za te słowa
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej