Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Placek babci Jasi

     Zapach świeżego ciasta unosi się w całym domu. Dzieci już od progu czują, że babcia Jasia upiekła ich ulubiony placek. Placek, którego przecież miało nie być, bo kiedyś babci na amen odechciało się piec, a życie całkiem jej zbrzydło. Wszystko przez lewą nogę.

     Babcia, a właściwie prababcia, robiła okłady, smarowała, owijała. Wszystko na nic. Jeden lekarz, drugi, trzeci. Prześwietlenia, badania. W końcu diagnoza: rak kości. Trzeba nogę amputować. - Jak to, uciąć nogę? - Przeraziła się babcia. - I co, zostać kaleką, ciężarem dla innych? Jak bez nogi mam wsiąść na rower albo pójść do kościoła? O żadnej amputacji nie chcę słyszeć!

     Babcia nie wyobrażała sobie życia bez nogi, a lekarze nie dawali jej żadnych szans na życie z nią. Rak zjadał kolejne centymetry nad kostką, a ból stawał się nie do zniesienia.

     Dzieci przekonywały, prosiły, groziły, ale tylko sama babcia mogła podpisać zgodę na operację. Jak miała podpisać, skoro nawet nie zamierzała pojechać do szpitala. - Nie i koniec! Upierała się przez łzy. - W końcu koniec nadejść musi - tłumaczyła wszystkim.

     W szpitalu "zaklepane" łóżko czekało na nią dwa razy. Nie chciała słuchać, że trzeba działać szybko, bo są duże szansę, że amputacja raka powstrzyma. Odechciało jej się ludzi, odechciało bólu i życia. Cierpiąc gryzła poduszki, wyła, bo w oczach brakowało łez. Męczyła się tak wiele miesięcy, zdając sobie sprawę z tego, że ta noga do końca życia boleć nie przestanie. Czuła, że ten koniec już blisko.

     Z babcią nie można było nic na siłę. Tylko jak tu patrzeć na jej cierpienie, jak znosić ten bezsensowny upór, jak z nią razem czekać na śmierć? Rodzinne modlitwy coraz bardziej nerwowe, bo czas ucieka i z każdym dniem może być za późno na ratunek. A babci ciągle nikt nie mógł przekonać. Już nawet nie chciała słuchać.

     I zupełnie nagle, pewnej niedzieli, zadzwoniła do swojej córki z pytaniem, czy ta może ją zawieźć do szpitala. I pojechała.

     - Ależ pani to wszystko dzielnie znosi - chwalił chirurg na codziennym obchodzie. 1 A ona dziękowała i jemu tutaj, i świętej Elżbiecie gdzieś tam, bo właśnie do niej żarliwie się modliła. Czuła, że tak jak do Elżbiety, tak i do niej Matka Boska przyszła z pomocą. Kiedy babcia wracała do zdrowia, opowiedziała dlaczego znów zachciało jej się żyć, nawet w stanie niekompletnym. Tamtej niedzieli włączyła telewizor. Tak po prostu, choć dotąd wszystkie dźwięki ją drażniły i potęgowały uczucie bólu. Kiedy na ekranie pojawił się obraz, zobaczyła, że właśnie pokazują kogoś... bez nogi. Potem kogoś bez ręki i bez obu nóg! Babcia zaczęła oglądać już z zapartym tchem. To był program o ludziach, którym amputowano kończyny. Opowiadali o tym, jaki to był dla nich szok, jak się po nim zbierali od nowa do życia i jak teraz w tym życiu funkcjonują. Zobaczyła, że mają protezy, że chodzą o kulach, jeżdżą na wózkach i że się uśmiechają. Cieszą się? To naprawdę możliwe?

     Zobaczyła, jak wygląda rehabilitacja, i przyjęła, że nawet niepełnosprawność daje duże możliwości. Wyobraziła sobie, że nie ma nogi, a potrafi być sarńodzielna! Nareszcie umiała to sobie przedstawić, bo na ekranie widziała dowody na to, że można żyć i radzić sobie, a nawet być radosnym.

     Było, oczywiście, dochodzenie do siebie po zabiegu, codzienna żmudna rehabilitacja, uczenie się chodzenia, jeżdżenia na wózku czy choćby przenoszenia szklankrzi z herbabatą. To wszystko okupione ciężką pracą, także bólem. Którejś jesieni babcię przewrócił wiatr. Złamała rękę. Znów cierpienie i gips. Ale ręka w końcu się zrosła.

     Którejś zimy babcia przewróciła się we własnej kuchni. I choć może wydawać się to niemożliwe, złamała... kość w małym kikucie pozostałym po amputowanej nodze. I znowu wiele tygodni na wózku, długa rehabilitacja. I co?

     Miesiąc temu babcia skończyła 84 lata. Od dziesięciu żyje z protezą, którą codziennie zapina na kikut pod kolanem. Jest dzielna, uparta i ma w sobie wielką radość życia.

     Ma swój ogródek kwitnący latem. Kolorowe kwiaty, pietruszkę. - Sałata? Proszę bardzo! Fasolka? Też jest.

     Zupa ugotowana. Samodzielnie. Ale zakupy to zbyt wiele. Ktoś zawsze przyniesie ze sklepu, co trzeba. Są jajka, mąka, kakao, masło. Będzie placek babci Jasi, który tak bardzo lubią prawnuki. Strużka potu cieknie po skroni, bo przy tym całym pieczeniu trzeba się bardzo "nachodzić". Ale za dobrą godzinę już jest. Pyszny placek. Ten, którego miało nie być.


Elżbieta Szlęzak


Tekst pochodzi z Tygodnika

24 stycznia 2010


Mama - najlepszy zawód na świecie Mama - najlepszy zawód na świecie
Jill Savage
Och, gdybym poznała tę książkę lata temu, gdy porzuciłam pełnoetatową pracę w radiu, aby móc w pełni poświęcić się macierzyństwu! Byłam kompletnie do tego nieprzygotowana, i w dodatku przestraszona. I jeszcze zbyt zawstydzona, żeby przyznać się do własnej nieporadności i do tego, że potrzebuję pomocy, takiej jaka znajduje się właśnie w tej książce... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:
 autorka: 15.12.2014, 15:06
 Babcia Jasia kilka dni temu odeszła do Światłości. Jutro świętowalibyśmy Jej 89. urodziny. Do końca była pełna radości i ufności. Dziękuję za tak Kochaną Babcię! Jutro spróbuję upiec ciasto Babci Jasi...
 karolina: 24.09.2014, 14:34
 Piękne i wzruszające .jak ludzie w chorobie potrafią znaleźć tyle siły.
 karolina: 24.09.2014, 14:34
 Piękne i wzruszające .jak ludzie w chorobie potrafią znaleźć tyle siły.
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej