Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Pragnęłam niezależności...

     Pragnęłam niezależności jak każda nastolatka, tym bardziej, że pokój dzieliłam z dwójką młodszego rodzeństwa, a walka o prywatną przestrzeń była tyleż częsta, co nieunikniona.

     Początkowo poszukiwałam tej przestrzeni poza domem, spotykając się z przyjaciółmi i uczestnicząc w zajęciach pozalekcyjnych, np. w oratorium Sądzę, że właśnie dzięki mojemu zaangażowaniu w oratorium rodzice mogli być spokojniejsi o metody dzięki którym, dojrzewałem do samodzielności. Naturalnie nieuniknione były błędy, nieodpowiednie (z punktu widzenia dorosłych) znajomości etc Nie o wszystkim rodzice wiedzieli Jednak większość tych sytuacji potrafiłam z czasem we właściwy sposób ocenić i wyciągnąć naukę na przyszłość Sądzę, że przemożny wpływ na tę umiejętność miał właśnie salezjański wymiar mojego dorastania.

     W trakcie moich studiów tata z mamą musieli przyzwyczaić się do moich częstych wyjazdów, które pozwalały mi zniknąć z domu. Te wyjazdy, jak również przeróżne inicjatywy studenckie, w jakich uczestniczyłam, dawały możliwość choćby częściowego wyjaśnienia wątpliwości dotyczących mnie, życia i mojej przyszłości.

     W tym czasie rodzice zapewniali mi wsparcie, tata podwoził na stację kolejową, mama wypożyczała stroje z teatru na kolejny szalony pomysł grupy studentów. Oczywiście były ograniczenia, były też i moje żale Mimo to żartowałam zawsze, że nawet me mam okazji porządnie się zbuntować.

     O chęci mojej wyprowadzki do Krakowa (rodzice mieszkają w Łodzi) wiadomo było dość wcześnie Wiem, że rodzicom nie było z tym łatwo Tata - zawsze twardy - płakał, gdy odwoził mnie na miejsce Ale odwiózł Równie ciężko słuchało im się deklaracji, że to w Krakowie jest moje miejsce. Wiem, że mama wciąż miała nadzieję na zmianę tej decyzji, jednak nigdy nie zmuszała mnie do ponownego przemyślenia sprawy.

     Potem były przenosiny do Warszawy i znów był zapakowany samochód mojego taty Był też ślub Znalazłam człowieka na całe życie, ale wciąż poszukiwałam swojego (naszego) miejsca. Rodziców mogliśmy odwiedzać co weekend, choć odległość z Łodzi do Warszawy nadal nie była spełnieniem ich marzeń Zwłaszcza wtedy, gdy na świat miał przyjść wnuczek.

     Teraz mieszkamy w Łodzi Jak łatwo się domyślić, ojcowie pomagali w przewiezieniu rzeczy. Często spotykamy się z rodzicami, a oni zawsze są zachwyceni naszymi odwiedzinami, a przede wszystkim wnuczka. Pomagają nam, lecz nigdy nachalnie. Doradzają, lecz nigdy nie podejmują za nas decyzji.

     Mieszkamy w Łodzi, ale to też jest tymczasowe Za 2-3 lata mamy nadzieję przeprowadzić się do własnego domu. 35 km od mojego rodzinnego miasta Tata powiedział, że zbuduje nam dach I to chyba najlepsza ilustracja roli, jaką obrali moi rodzice, pozwalając na moje usamodzielnianie się, na odchodzenie od nich.

Agnieszka Rogala

Tekst pochodzi z pisma
Don Bosko nr 1/2010


Rozwód. Jak ratować dzieci Rozwód. Jak ratować dzieci
Archibald D. Hart
Książka zawiera wiele praktycznych wskazówek, jak sprawić, by dzieci nie tylko "przetrwały" ciężki czas rozwodu rodziców, ale by ich życie mogło stać się lepsze. Autor wykorzystuje wiedzę psychologiczną zdobytą w ciągu wielu lat swojej praktyki terapeutycznej, jak i własne doświadczenie dziecka rozwiedzionych rodziców... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej