Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Opuszczenie matki i ojca

     Któregoś dnia Wiolecie zmieniono plan zajęć w szkole. Okazało się, że będzie miała dwie dodatkowe lekcje. Niestety nie zdążyła zatelefonować do mamy i uprzedzić jej, że nie będzie jej w tym czasie pod telefonem. Kiedy skończyła zajęcia od razu z niepokojem sprawdziła telefon - miała sześć nieodebranych połączeń. Wszystkie od mamy.

     Oddzwoniła do razu, a mama, jak zwykle w takich razach, popłakała się z ulgi, ze mc złego się nie stało Dopiero, uspokoiwszy mamę. Wioleta mogła (juz z włączonym telefonem) pójść odebrać syna z przedszkola, zrobić po drodze zakupy i szybko wrócić do domu, bo jeszcze ją dziś czekało sprawdzanie klasówek.

     Wybór żony, wybór męża

     Wioleta jest mężatką od dziesięciu lat Mieszka 200 km od swojej mamy. ale i tak każdego dnia musi ją informować o wszystkim - gdzie idzie, z kim się spotyka, co ugotuje na obiad, czy założyła czapkę, bo jest mróz Mąż juz się właściwie do tego przyzwyczaił choć nie było to proste Najbardziej doskwiera to jednak samej Wiolecie Jest nerwowa niecierpliwa i zmęczona Ale nie potrafi sobie z tym poradzić 7a każdym razem, kiedy próbowała choć trochę się uniezależnić, mama od razu była chora Raz nawet rzeczywiście trafiła do szpitala Więc Wioleta juz me próbuje, choć wciąż sobie obiecuje, ze kiedyś coś z tym zrobi, ze tak dłużej być me może...

     Marek, choć ma zonę i dwóch nastoletnich synów, tak naprawdę wciąż jest przede wszystkim dzieckiem swoich rodziców Pracuje wspólnie z mmi w rodzinnej firmie, dom wybudował tuz obok ich domu Jest jedynakiem Nigdy me miał wątpliwości, kogo wybrać, kiedy zdarza się, ze w tym samym czasie potrzebują go i rodzice, i zona. Dla niego oczywiste jest, ze to oni zawsze muszą być na pierwszym miejscu. Żona długo tłumaczyła, walczyła o swoje miejsce w jego życiu. Proponowała zmianę pracy, wyjazd do innego miasta Chciała nawet pójść do poradni rodzinnej. Z czasem me zostało jej nic innego nie pogodzić się, ze Marek nadal żyje w rodzime ze swoimi rodzicami, a ona obok nich ze swoimi synami Właściwie me może liczyć na męża, bo nigdy nie wiadomo, czy rodzicie nie będą go potrzebowali albo czy me zaproszą go na kolację Synowie dorastają właściwie bez ojca. ona nie ma męża, bo on me przestał być przede wszystkim synem.

     Wybór kapłaństwa

     Nie trzeba jednak zakładać nowej rodziny, zęby konieczne było opuszczenie domu rodzinnego Można życ samotnie, a mimo to powinien nastąpić moment "odcięcia pępowiny" Niezbędne jest to także, kiedy chce się zostać księdzem czy siostrą zakonną A jaka jest rzeczywistość?

"Różna - mówi ks. Jerzy Mikuła SDB mistrz salezjańskiego nowicjatu w Kopcu - bywa i tak. ze rodzice zarzucają nam ze zabraliśmy im synów Najpierw me chcą wypuścić ich z domów, później przyjeżdżają, dzwonią nieroztropnie często Ale to skrajne przypadki Generalnie chłopcy przychodzący do naszego zgromadzenia wiedzą, że muszą zostawić swój dom i rodziców i są na to gotowani Rodzice tak także. Najtrudniejszy jest pierwszy okres i pierwsze Święta Bożego Narodzenia spędzone poza domem Pewne dla rodziców także Kiedy jednak w czasie formacji nowicjusze pogłębiają więź z Jezusem, coraz bardziej się do Niego przybliżają, wtedy oddają Mu wszystko mne, także tęsknotę za domem rodzinnym i samych rodziców".

     Kiedy więzi w domu rodzinnym były prawidłowe, to odejścia me bywają dramatyczne Kiedy jednak więź była zaburzona, to i później bywa trudno Rodzice albo zupełnie nie interesują się synem i nawet jeśli odwiedzają go w nowicjacie, to tak naprawdę me obchodzi ich czym on żyje, albo interesują się nadmiernie Chcą wiedzieć o wszystkim, co robi co było na obiad, a jak zachoruje, to chcą być, zęby podać witaminę i poprawić poduszkę (bo któż to zrobi, jeśli nie oni).

     Rzecz w tym. ze nie można być ani dobrym salezjaninem, salezjanką ani mężem czy żoną, jeśli tak naprawdę me opuści się domu rodzinnego i to nie tylko w wymiarze fizycznym, ale może przede wszystkim psychicznym.

     W seminarium

     Po zakończeniu rocznego nowicjatu młodzi salezjanie trafiają do Lądu nad Wartą, studiować filozofię później na dwuletnią praktykę zwaną asystencją a następnie do krakowskiego Seminarium Duchownego Towarzystwa Salezjańskiego studiować teologię.

     Na kontakty z domem rodzinnym krakowscy seminarzyści nie mają zbyt wiele czasu. Są bardzo zajęci. Ich grafik zajęć pęka w szwach. Nauka formacja, duszpasterstwo. Zresztą w tym czasie jest ogromna pokusa, tak jak w okres e narzeczeństwa. zbytniego koncentrowania się na swoim nowym życiu i zaniedbywania więzów z domem rodzinnym. To czas, w którym trzeba się bardzo strzec zęby pielęgnować kontakty z domem. Tak samo jak w pierwszych latach kapłańskiej gorliwości, kiedy zadania wydają się być ważniejsze od odwiedzenia rodziców Ale o pielęgnowaniu więzi z domem rodzinnym wspominają Konstytucje Salezjańskie, zatem jest to obowiązkiem każdego salezjanina i w trakcie formacji zwraca się na to uwagę.

     Jednak klerycy z krakowskiego seminarium na luksus wyjazdu do rodzinnych domów mogą sobie pozwolić zaledwie kilka razy do roku I to rzadko kiedy w Święta, bo wtedy pomagają w placówkach salezjańskich A i czas dla wspólnoty trzeba znaleźć i na wspólną rekreację. Z domem na ogół kontaktują się telefonicznie kilka razy w miesiącu Czy tęsknią? Pewnie tak Za obiadkami mamy, za porządnym wyspaniem się. bez nocnego zakuwania do egzaminów, za ciepłem domu rodzinnego Ale me narzekają W końcu taką wybrali drogę.

     A co na to rodzice? Szczególnie trudno jest tym, którzy "oddali" swoje jedyne dziecko Ale na tym etapie juz me wydzwaniają, nie przyjeżdżają, me bywają nachalni Na ogół zaakceptowali wybór swoich synów, choć prawie wszyscy zapewniają ich. ze zawsze mają otwartą drogę powrotu "Tata powiedział, ze szanuje moją decyzję i dodał ze cokolwiek by się działo mam zawsze otwarte drzwi do domu - tłumaczy jeden z kleryków - A mama się rozpłakała i powiedziała, ze będzie się za mnie modlić. Nie proponowali mi innej drogi. Zawsze mówili, ze to moja decyzja i zależy im na tym, żebym był szczęśliwy. Tylko jeden z kleryków wspomniał, ze rodzice przez długi czas nie mogli się pogodzić z jego wyborem. "Może było im tym trudniej, bo jestem jedynakiem - zastanawia się - i wcześniej me mówiłem im o moich planach Po prostu był to dla nich szok. Sugerowali, bym się dobrze zastanowił czy to moja droga, ale tylko na początku, teraz już się przyzwyczaili i zaakceptowali mój wybór"

     Żyć swoim życiem

     Kiedy rodzice poświęcają swoje życie wyłącznie dzieciom, tak bardzo podporządkowują się ich potrzebom, ze me pielęgnują nawet własnej więzi małżeńskiej to gdy nadchodzi czas ich odejścia z domu rodzinnego, wszelkimi sposobami starają się temu zapobiec i nie zawsze czynią to świadomie Ba, bardzo często chcą naprawdę dobrze, zupełnie me zdając sobie sprawy, ze rujnują życie swojego dziecka, zamykając mu drogę do szczęśliwego dorosłego życia. Bo przecież wiedzą lepiej, bo przecież mają doświadczenie, z którego dziecko powinno korzystać A tak naprawdę nie godzą się na jego dorosłość, na jego odrębność, na jego wolność.

     A Katechizm Kościoła Katolickiego mówi wprost "Posłuszeństwo wobec rodziców ustaje wraz z usamodzielnieniem się dzieci, pozostaje jednak szacunek, który jest im należny na zawsze. Jakże trudno niektórym rodzicom pogodzć się z tym, jak trudno mentalnie "opuścić" swoje dzieci A wydawać by się to mogło banalnie proste Wystarczyłoby tylko, zęby to Bóg był na pierwszym miejscu dla rodziców, a me ich dzieci Bywa niestety, ze dzieci (szczególnie jedynacy) zajmują miejsce przynależne Bogu.

     Uporać się z pustką

     Jak jednak tak zwyczajnie, po ludzku, poradzić sobie z pustką w domu po odejściu dzieci? Nawet jeśli relacja ze współmałżonkiem jest prawidłowa to przecież odejście dzieci i tak boli Jak żyjąc dzień po dniu. Przez tyle lat opieką i troską o swoje dziecko, nagle z tego zrezygnować? Ne oddawać tak bardzo siebie dzieciom? Sztucznie tworzyć dystans, zęby później aż tak me bolało? Pielęgnować swój własny świat, zęby me żyć tylko życiem dzieci, a może zabezpieczyć się w jakiś inny sposób? Ale czy przed tym można i trzeba się zabezpieczać9 Czy można przestać się troszczyć, martwić o swoje dziecko, nawet jeśli jest juz dorosłe?

     Jedynym rozsądnym rozwiązaniem zdaje się być ciągła nauka miłości od Jezusa Tej miłości, która zaprowadziła Go aż na krzyż l taka chyba powinna być miłość rodziców. Tez aż po krzyż Bo to przecież oczywiste, ze odejście dziecka będzie boleć, ze me da się do tego przygotować, ze nie da się przejść przez to bezboleśnie A mimo to me wolno tego niepokoju, smutku, strachu przerzucać na dziecko i choćby me wiem, jak bolało, nie wolno go zatrzymywać dla siebie1 Wtrącać się do jego wyborów, żyć jego sprawami, komentować, radzić (bez prośby o to) Bo to juz me jest miłość.

     Odejście, me oznacza oczywiście zerwania więzi z domem rodzinnym Ale akcent musi być położony na nowej rodzime syna czy córki, czy na jego nowym życiu zakonnym czy kapłańskim To teraz zona i dzieci stają się rodziną, wspólnota zakonna, dopiero później jest mama i tata, choć oczywiście nie przestaje się ich kochać Biblia mówr "opuści człowiek oica i matkę" i naprawdę nie ma innej drogi, nawet jeśli ta jest bardzo trudna i bolesna.

     Ale jest tez pociecha im dzieci starsze, tym bardziej doceniają więzi z coraz starszymi rodzicami i tym chętniej je pielęgnują i dbają o kontakty.

     "Kilka lat temu, kiedy pracowałem w moim rodzinnym mieście odwiedzałem dom rodzinny o wiele rzadziej ma teraz - opowiada ks Dariusz Bartacha, wikariusz inspektora inspektom krakowskiej - teraz wpadam choćby na chwilę, kiedy tamtędy przejeżdżam. Oczywiście mama wciąż mówi, ze jestem za krótko i za rzadko, ale zawsze wiem. co się u niej dzieje i wszystkie sprawy dotyczące mamy zdrowia czy innych spraw konsultujemy z bratem wspólnie". A ks Jerzy Mikuła dodaje - "Mozę i mama nie rozwiąże moich problemów, te wolę przedyskutowywać ze starszymi współbraćmi ale zawsze wyczuje, kiedy jest mi dobrze a kiedy źle A ja z wiekiem coraz bardziej to doceniam, także chwile, kiedy choć na moment mogę wpaść do domu, uściskać coraz bardziej kruchą, schorowaną i coraz starszą mamę i sobie po prostu na mą popatrzeć".

ks. Marek Chmielewski

Tekst pochodzi z pisma
Don Bosko nr 1/2010


Pierwsza pomoc dla pokrzywdzonych dzieci Pierwsza pomoc dla pokrzywdzonych dzieci
Andreas Kruger
Każdego dnia na świecie wskutek wypadków, klęsk żywiołowych, dramatów życiowych, aktów gwałtu, wojen, dzieci doznają traumy. Głębokie urazy psychiczne - wypadek drogowy, w którym ginie ktoś z rodzeństwa czy śmiertelna choroba ojca - są dla psychiki dziecka wielkim obciążeniem.... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej