Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Ten nieznośny trud

W królestwie reklam wszystko zdobywa
się bez najmniejszego trudu - wręcz
magicznie. Dlatego też może rośnie wśród
dzieci popularność magii, a coraz gorzej
widziany jest wysiłek, praca, samozaparcie.
Wszak "czarodzieje" nie pracują ani się nie
męczą, a mają, co tylko zapragną...

     Magia zawsze kusiła...leniwych i żądnych władzy czy bogactwa. Kusiła pozorną łatwizną w osiąganiu tego, do czego zwykle prowadziła droga przez trud, wyrzeczenie, zasługi. Kusiła władzą nad tajemnymi siłami, które miały służyć komuś wtajemniczonemu, a kończyło się na tym, że on im służył. Nawet Jezus był tym kuszony na pustyni... Teraz to kuszenie odbywa się na wszystkich prawie kanałach telewizyjnych, w większości rozgłośni i gazet. "Nie trudź się, a miej coraz więcej i żyj coraz wygodniej i leniwiej." Tej iluzji ulegają głównie dzieci, które oczekują magicznie łatwej nauki, magicznie cudownych osiągnięć, magicznie łatwego zdobywania wszystkiego, czym się ich kusi. A coraz więcej dorosłych bardzo się trudzi, by dzieci trudzić jak najmniej, a dać im jak najwięcej. I nie mogą zrozumieć, czemu te dzieci są coraz bardziej znudzone, zblazowane, bez chęci do czegokolwiek, nawet do życia. I oni nie pojęliby pewnej zasady wychowania: "niewiele było im dane, a wiele od nich wymagano."

*

     W tym domu założono, że dzieci będą miały wszystko. Dlatego poprzestano na dwojgu Majce i Kajtku, by warunki do mieszkania, nauki, sportu, rozrywki mogły mieć jak najlepsze. Warunki takie więc były, wyposażenie także, pomoc odpowiednia, bo i służąca, i korepetytorzy. Były też ulubione zwierzaki, basen, wycieczki. Przysłowiowego ptasiego mleka im nie brakowało. Jednak to wszystko nie miało w ogóle odzwierciedlenia w wynikach w szkole, czy nawet w sporcie. Ale rodzice byli nowocześni, więc niczego dzieciom nie narzucali, chronili przed nadmiernym stresem, przemęczeniem, zbytnimi wymogami. Sami byli bardzo zapracowani, ale dzieciom chcieli tego oszczędzić. Porządki, zmywanie, pranie robiła służąca, a dzieci miały się tylko bawić, uczyć, korzystać z dzieciństwa. Ale one nie miały żadnego dziecięcego wdzięku. Coraz częściej rozkapryszone, zbuntowane, znudzone, ironiczne, cyniczne, roszczeniowe i coraz trudniejsze do zniesienia. Nie pomagali psychoterapeuci, pedagodzy, lekarze. Mieli właśnie wyjechać razem na wakacje do Indii, gdy zdarzył się wypadek i rodzice znaleźli się w szpitalu. Majka i Kajtek nie bardzo kwapili się ich tam odwiedzać. Siedzieli teraz godzinami przy grach komputerowych, ignorując połajanki służącej. I wtedy przyjechał ich wuj Kuba. W pierwszy wieczór wyłączył prąd i po ciemku opowiedział im, że na jednym z niedalekich wzgórz jest ukryty jakiś magiczny kryształ dający niesamowitą moc i zabijający nudę. Można go zdobyć, ale trzeba bezwzględnie spełniać trudne warunki. Wujek Kuba na drugi dzień dał służącej wolny tydzień, wyłączył komputery, schował wszystkie słodycze i zarządził wymarsz. Pierwszy dzień miał być "bez jęku i bez słowa". Jeśli któreś jęknęło czy odezwało się, wracali do punktu wyjścia. Cały dzień wędrowali niedługi odcinek. Zdobyli jednak jakiś znak do owego kryształu. Tej nocy spali jak susły pod gołym niebem. Następny dzień miał być "o wodzie i głodzie". W południe, wspinając się na strome zbocze, marzyli o suchej kromce chleba. Gdy wieczorem z naznoszonego przez nich drewna, zapalili ognisko i do północy musieli czekać, by upiec kilka ziemniaków, mieli taki na nie apetyt, jakiego nie pamiętali. Na trzeci dzień wędrówka wiodła przez kilka kapliczek, przy których musieli tak długo klęczeć aż usłyszą szept Niewidzialnego i zasłużą na skarb. Trudno opowiadać następne.

     Dość na tym, że kryształu nie znaleźli, bo samo szukanie, zdobywanie, poznawanie siebie, było w końcu bardziej ekscytujące od niego samego. Kiedy przyszli z wujkiem do szpitala, wracający do zdrowia rodzice nie mogli ich poznać. Ożywieni, opowiadający jedno przez drugie, śmiejący się z siebie do łez, pokazujący z dumą zadrapania, otarcia, oparzenia, odchudzeni... Na pytanie matki, co jedli, Kajtek wyciągnął z chlebaka zawiniątko z taką miną, jakby to był ów magiczny kryształ... A był to...upieczony w ognisku, na pół spalony ziemniak, który został podzielony na części do poczęstunku, który rozpoczęła Majka modlitwą, mówiąc, że bezbożnie nie można zjeść daru Bożego i owocu pracy...

*

     I wędrówka po lesie w milczeniu, i długie klęczenie w nasłuchiwaniu, i zbieranie drewna, i jedzenie spalonych ziemniaków może mieć smak niebiański prawie, jeśli nie zabrakło odpowiedniego do tego smaku trudu, przygody, pracy, wyrzeczenia... Tego właśnie często brak teraz dzieciom, którym się zapewnia jakoby wszystko.

     Trudne jest bowiem wstępowanie wzwyż, o ileż łatwiejsze jest staczanie się. Ku czemu ma więc wieść wychowanie?


Brat Tadeusz Ruciński


Dorośli zbyt wcześnie Dorośli zbyt wcześnie
Doug Fields
Autor zachęca rodziców do lepszego poznania świata dzieci i realizowania ich prawdziwych potrzeb bez przynaglania do zbyt wczesnego wkraczania w dorosłość... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:
 KAsia: 14.09.2009, 15:21
 Tak jest niestety. Dzeciom daje się wszystko 0dbierając im możliwość wyksztacenia dobrych cech.
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej