Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Darem może być... brak

Czy dziecko m u s i mieć wszystko, czego
Potrzebuje? A jeśli ma już w s z y s t k o, to
Czego mu najbardziej brak? Czy brak c z e g o ś
Nie może prowadzić do daru k o g o ś?

     Wobec reklamy najbardziej bezbronne są dzieci, a więc i najbardziej jej posłuszne. Wskutek jej działania zaczynają myśleć w sposób: dobrze byłoby to mieć - powinienem to mieć - m u s z ę to mieć. I zaczynają się prośby, argumenty, a nawet szantaże wobec rodziców, których ambicją (i wyrazem miłości) jest zaspokajanie potrzeb dziecka. Oni też podzielają pogląd, że dziecko m u s i mieć to, tamto i owamto, w imię higieny, zdrowia, edukacji, dobrego samopoczucia etc. Jedynym ograniczeniem jest często tylko brak pieniędzy... A gdyby dziecku zafundować także...brak czegoś, co niby mieć musi? Czy to się mieści w myśleniu rodziców? W imię czego?

*

     Jest jeszcze miesiąc do świąt Wielkanocy, a Monika, Bartek i Daria przygotowują już spis oczekiwanych prezentów. Monika odkrywa swoją dojrzewającą kobiecość i urodę, więc dyskretnie dopytuje się ile mogą kosztować kosmetyki z magicznym zakończeniem nazwy "de Paris". Zrobiła także rozpoznanie w sklepie "Cotton Fields" i podszeptuje, jak byłaby szczęśliwa otrzymując komplet-wdzianko w "dobrym stylu". Bartek wprost mówi o "play-station" i zestawie gier z ostatniego filmu o Harrym Potterze. Daria nie chce być gorsza i udowadnia, że te lalki, które ma są "wieśniackie", a ten ostatni model Barbie jest tak podobny do niej, że już go kocha... Przekrzywia kokieteryjnie główkę i mowi: "Chyba jestem tego warta, Mamo, co?" Monika podchwytuje: "Tym bardziej ja...dziewczyny u nas nie takie rzeczy noszą...powinnam jakoś wyglądać!" Mama wzdycha ciężko. Niepotrzebnie wygadała się o podwyżce i premii męża. Dzieciaki już wiedzą, jak to "zagospodarować". Reklamy im to świetnie podpowiadają kilkadziesiąt razy dziennie. Nic jednak nie mówi, wykłada zakupy do lodówki (wg zapotrzebowań dzieci i reklam) i otwiera list z rosyjskimi znaczkami. Monika ociera się o jej ramię jak kotka. - "Mamo, czy nie jestem tego warta?"- szepcze przymilnie. - "A może ja wam też przedstawię listę, czego jestem warta - mówi i dodaje - jest list od Siostry Małgosi, pamiętacie ją?" Wszystkie podbiegają zaciekawione. - "Siostra pisze a Angarska, na północy Rosji...Tam jeszcze są 40-stopniowe mrozy. Dzieci mieszkają w kanałach, bo tam cieplej. A siostrom nie starcza chleba, by nakarmić kilkadziesiąt zmarzniętych głodomorów, jakie mają w swoim schronisku i jakie przychodzą codziennie do ich domu. Siostra prosi o pomoc...Myślę, że jest tego warta, jak i te dzieciaki, którym się nie śni taki obiad i taki dom, jaki wy macie." Dzieciaki czują, że z prezentów chyba nic nie będzie. Daria nagle dodaje: "A ta Kasia z parteru pytała, czy nie mogłaby przyjść do nas na obiad, bo ich tata wszystko z domu sprzedał i zasiłek się im skończył..."

     Mama patrzy na nią uważnie i mówi: "To idź, zaproś ją i jej brata. Jakoś nam starczy...Najwyżej zjemy po połówce kotleta. A potem pomyślimy, policzymy, pogadamy, czego my nie musimy mieć, żeby zapraszać tych dwoje na obiad i wysłać coś siostrze Małgosi." Daria biegnie na dół, Monika i Bartek odchodzą nadąsani. Włączają telewizor. Znów reklamy. Wzdychają ciężko. Ale na jednym z kanałów film o tych dzieciach z Rosji. Podarte rajtuzy, dziurawe adidasy, cieniutkie i za małe kurtki. Łapczywie pożerają ziemniaki, ciesząc się jakby nie wiem jakie podarki dostali. Monika szepcze: "Bartek, głupio nie, że oni tam...wiesz..."Bartek kiwa głową.

     Po 3 tygodniach siedzą wszyscy przy stole, razem z dwójką tych z dołu. Śmiech, gwar, dobrze im jakoś ze sobą, choć obiad skończyli z kwadrans temu. Mama otwiera nowy list. Podziękowanie od Siostry za ogromne serca i zdjęcie gromadki uśmiechniętych dzieciaków z Angarska. - "Macie tu trzydziestkę przyjaciół- czyta - Podpisali się tu niżej. Wybaczcie, dopiero się uczą pisać, a tam niżej całusy dla was za te ubrania, przybory i słodycze...Zapraszają was tutaj..." Monice szklą się dziwnie oczy, Bartek zadziera dumnie głowę, a Daria z Kasią już wybierają, które lalki powędrują w następnej paczce. Tato chrząka znacząco i podsumowuje: "Patrzcie, ile post, wyrzeczenie, zgoda na brak czegoś, mogą przynieść radości. Stokroć więcej niż te luksusowe cacka...Nie włączaj, Bartek, telewizora. Nie musisz się dowiadywać o tym ,co niby mieć musisz...Przecież sam odkryłeś, że nie musisz...No i co, a właściwie kogo możesz mieć w zamian."

*

     Serce rośnie, gdy znajdzie się w nim zgoda na brak czegoś w imię tego, że ktoś ma może o wiele mniej i można mu coś odstąpić ze swojego, bez tracenia dobrego samopoczucia. Serce jest wolne, gdy nie da się zahipnotyzować nowej nęcącej błyskotce, czy sztucznej potrzebie i z pogodą mówi: ja tego mieć nie muszę. Post właśnie tej wolności, tej wrażliwości i tej pogody uczy. Oddaje się coś, a zyskuje kogoś. Rezygnuje się z małego, a zyskuje coś lub kogoś większego i droższego. Może Boga samego, który przychodzi powiększać serca, co się kurczyć na sobie potrafią oduczyć. A wraz z Nim przychodzi radość, której nie znają ci, co sądzą, że mają wszystko i serce dla tego potracili.


Brat Tadeusz Ruciński



   


Czy dziadziuś poszedł do nieba? Czy dziadziuś poszedł do nieba?
Marie-Hélene Encrevé-Lambert
Autorka książki z delikatnością i wrażliwością podejmuje trudną dla wszystkich tematykę dotyczącą śmierci. Uświadamia, że dziecko od najwcześniejszych miesięcy życia doświadcza straty. Już w wieku dwóch lat wie, czym jest śmierć. Oto dlaczego trzeba rozmawiać z dzieckiem o śmierci z całą otwartością i szczerością ... » zobacz więcej

Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej