Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Więcej tlenu dla twojego dziecka

     Być świętym to przede wszystkim znaczy kochać, bo bez miłości nie istniej e prawdziwe zwycięstwo nad grzechem, który jest wrogiem świętości. Świętość sprowadza się najpierw do miłości. Dziecko przychodzi na świat - i kocha. Jego szalona potrzeba miłości świadczy nie tyle o jej braku, co nadobfitości - o nieodpartym pragnieniu obdarzania innych miłością i czułością. Dziecko więc szuka niezmordowanie kogoś, kto byłby w stanie podzielić jego wyjątkową zdolność do kochania. Któż mógłby być nim bardziej niż sam Bóg - Ten, który dał nam całe swoje serce? Bóg i dziecko wspaniale istnieją dla siebie, bo potrafią się kochać. Któreż dziecko nie byłoby kochane przez Boga? Któreż nie potrafiłoby Go ukochać? Któreż więc dziecko nie byłoby powołane do świętości? Każde dziecko woła o respektowanie jego fundamentalnego prawa: do miłości i świętości! Woła tym głośniej, im bardziej świat głuchnie na czystość i szczerość głosu jego serca...

     Chociaż nie rozwinięte jeszcze pod względem intelektualnym, dziecko zdolne jest do prowadzenia autentycznego życia duchowego. Czyż nie otrzymało ono Ducha Świętego w sakramencie chrztu? Czyż nie stało się w pełni Dzieckiem Bożym? Jeśli tak, to w jego żyłach płynie życie Boże! Działa w nim ten sam Duch Uświęciciel, który prowadzi nas do poznania prawdy o Miłości i o grzechu. W sumieniu dziecka rozbłyska już światło Ducha Świętego, dzięki któremu czuje ono różnicę pomiędzy dobrem a złem. Nawet jeśli usiłuje nieraz oszukać swe sumienie (które już jest!), to ono swym delikatnym głosem broni się przed zaduszeniem. Nie, to nieprawda, że dzieci stać co najwyżej na głupoty. One popełniają swoje grzechy i wiedzą o tym doskonale. Księża, którzy spowiadają je, mogą zaświadczyć o ich rzeczywistej świadomości wobec dobra i zła oraz o realizmie toczącej się w nich walki pomiędzy dobrem a złem.

     Jezus uważa swych najmniejszych braci za tak wielkich, tak ważnych, że włącza ich w dzieło zwycięstwa miłości nad grzechem; w duchową walkę pomiędzy światłością a ciemnością, która rozdziera nasz świat. Weźmy przykład czteroletniego Natanaela: z powodu ostrego zapalenia ucha nie przestaje krzyczeć przez cały dzień. Momentami wije się z bólu na podłodze. Lecz kategorycznie odmawia, aby modlono się o jego uzdrowienie: chce ofiarować swoje cierpienie za Filipa - alkoholika, o którym nikt mu nie mówił,, ale którego widział w rozpaczliwym stanie. Gdy nadszedł wieczór, mały oznajmił: "Tak, możecie mnie teraz wziąć do kaplicy i modlić się o moje uzdrowienie". Powraca stamtąd zupełnie spokojny: "Boli mnie jeszcze. Jezus nie uzdrowił mnie całkiem..." Lecz nagle, po dwóch godzinach ciszy, wykrzykuje: "Jezus mnie uzdrawia teraz!" Z ucha wypłynęła ropa, a ból całkowicie zniknął. Z tej walki duchowej, w którą Bóg zaangażował Natanaela, Filip wyszedł zwycięsko. "Bardzo często zdarza się, że nasze dzieci wiedzą za sprawą Ducha Świętego, że Jezus z miłości toczy walkę o duszę jakiegoś nieszczęśnika, dlatego usilnie modlą się za niego" - zaświadcza Pascal Pingault, moderator wspólnoty Chleb Życia.

     Na naszych oczach duch nieczystości toczy zażartą walkę o przystęp do serc dzieci. O rozmiarach tej walki nawet nie wiemy, nie chcemy wiedzieć, ponieważ stanęlibyśmy oko w oko z naszym osobistym wezwaniem do walki duchowej. Powołani do miłości, do świętości, do współzwyciężania z Chrystusem, dzieci potrzebują niezbędnej broni w postaci modlitwy i sakramentów! Jeśli będą uzbrojone w Chrystusa, odnosić będą najbardziej niezwykłe zwycięstwa nad mocami zła. Modlitwa dzieci! Uzależnione są od niej przyszłość ludzkości i bieg wydarzeń politycznych o najwyższej wadze! Kto potrafi pojąć wartość, jaką ona przedstawia w oczach Boga? Nie jesteśmy nawet w stanie przeczuć, jak bardzo błaganie dzieci dotyka Serce Ojca... Bóg bierze je pod uwagę - On, który liczy na dzieci bardziej, niż myślimy...

Prawo dziecka do modlitwy

     Cały ten czas, kiedy zwleka się z uczeniem dziecka modlitwy w oczekiwaniu na to, aż ją zrozumie - jest czasem okrutnego głodzenia i oszukiwania jego serca. Dziecko całe jest w swoim sercu - miłość jest jego najpotężniejszą zdolnością. Serce wyprzedza rozum i przeciera mu drogę; najpierw sercem dziecko biegnie ku Bogu, a intelekt - w rytm swego ludzkiego rozwoju - podążą za sercem. Dlatego odwlekanie modlitwy i sakramentów na czas, aż dziecko je zrozumie, byłoby straszliwym błędem. Powiedzmy więcej: byłoby wychowaniem przyszłego ateisty, bo samym rozumem, bez miłości, Boga poznać nie można. Bóg jest Miłością, dziecko też jest miłością. Bóg i dziecko do siebie pasują.

     - Czyż więc pozbawiania dziecka tej MIŁOŚCI, która nigdy nie przeminie, nie oszuka i nie zawiedzie, nie byłoby okrutnym ranieniem jego serca, jego uczuciowości? Czy nie byłaby to zbrodnia?

     - Czy przysłanianie dziecku OBECNOŚCI, która wszędzie może być odczuwalna, nie byłoby wtrącaniem jego duszy w przepaść samotności, której nikt i nic nie zdoła wypełnić? Czy nie byłaby to zbrodnia?

     - Czyż oddzielanie dziecka od tej PRAWDY, bez której nie istnieje prawdziwy rozwój umysłowy, nie byłoby kaleczeniem jego inteligencji? Czy nie byłaby to zbrodnia?

     Prowadząc dziecko na spotkanie z BOGIEM, dostarczamy jemu niewzruszonego fundamentu życiowego. W przyszłości będzie potrafiło sobie radzić z największymi problemami i przeciwnościami, mając pod nogami niezachwiany grunt! Czyż Bóg nie jest skałą? Nie jest On prawdziwą osią ludzkiej egzystencji? Czyż nie przede wszystkim Boga dziecko oczekuje od swoich rodziców? A czy także Bóg nie ma świętego prawa do miłości ze strony swych najmniejszych? Kim my jesteśmy, abyśmy ważyli się Mu to prawo odbierać?

     Nic prostszego dla dziecka, niż modlitwa. Któreż dziecko nie potrafiłoby Bogu powiedzieć przynajmniej "dzień dobry" i "dobranoc"? Odbieranie mu prawa do modlitwy byłoby równoważne z pozbawieniem go tlenu dla duszy - znaczyłoby jej stłamszanie. "Moi rodzice uśmiercili mnie w dniu, kiedy nie chcieli - albo zapomnieli - nauczyć mnie modlitwy, gdy byłam jeszcze dzieckiem. Moi katecheci zadusili mnie wtłaczaniem wiedzy o moralności, seksie, sprawiedliwości społecznej, lecz nie dali mi poznać Jezusa! A teraz dziwicie się, że dostaję spazmów... Lecz mi brakuje tlenu!" - wyznaje studentka z Montrealu. Codzienne chwile modlitwy zakorzeniają dziecko w ufności, której nie dostarczy mu żadna inna rzecz; utwierdza je w poczuciu bezpieczeństwa, którego choć minimum potrzebuje do normalnego rozwoju. Nic nie jest w stanie tak uspokoić dziecka, jak wsłuchiwanie się w rytm bijącego serca OJCA. W przeciwnym razie, prędzej, czy później, zajdzie ryzyko, że będzie szukało pomocy u rozmaitych "psy"... Jak długo można żyć bez źródła życia, energii, światła, mocy? Od razu można rozpoznać dziecko, które jest przepojone duchem modlitwy. Promieniuje z niego pokój, dobroć, wewnętrzna uroda... Jeśli wzrasta w życiu modlitwy, dochodzi do wspaniałej dojrzałości duchowej. Będzie zdolne do zdumiewającej wspaniałomyślności, poświęcenia, do dawania się innym w miłości. A cóż powiedzieć o cudownej przemianie rodziców?! Nie można spoglądać wspólnie w stronę Boga, jeśli nie znosi się widoku drugiego. Każdego wieczora modlitwa stwarza błogosławioną okazję do przebaczenia - podarowanego i przyjmowanego. Ileż małżeństw, które stanęły na krawędzi rozpadu, zostało ocalonych poprzez modlitwę wraz z dziećmi. Modlitwa sprawia to, czego żadna psychoterapia dokonać nie potrafi: wskrzesić i ocalić miłość. Jak nie przyznać racji św. Proboszczowi z Ars, że: "Uniemożliwianie dzieciom modlitwy jest największą niesprawiedliwością w świecie!"

Prawo do przyjaciół

     Najpierw do największego z nich - JEZUSA W EUCHARYSTII. Uzależnienie momentu dopuszczania dziecka do Komunii św. od poziomu jego intelektualnego rozwoju sprzeciwia się pedagogii Bożej miłości. Bóg najpierw się udziela, a następnie prowadzi nas do coraz głębszego zrozumienia daru, jaki w nas złożyła Jego bezinteresowna miłość. Tylko przez przyjmowanie Eucharystii coraz głębiej będziemy ją przeżywać. Dziecko nie potrafi zrozumieć, ale umie przyjąć Jezusa; nie jest w stanie wytłumaczyć, lecz zdolne wyrazić swoją miłość - po swojemu, po prostu. Warto pamiętać, że w pierwotnym Kościele niemowlęta przyjmowały Chrystusa pod postacią wina. Posilanie się Ciałem i Krwią Pana jest przywilejem, płynącym ze chrztu, a nie z praw psychologii rozwojowej. Nie tyle więc intelektualna formacja katechetyczna, co klimat modlitwy i wiary w rodzinie usposabia duchowo dziecko do zjednoczenia się z Przyjacielem-Bogiem.

     Dziecko ma największe prawo do zakochania się w Maryi jako duchowej Matce. Odbieranie mu tego prawa byłoby rzeczą straszliwą! Absolutnie prostą i spontaniczną pobożność wobec Maryi każde dziecko nosi już w swym sercu. Rodzi się ono przecież z zaszczepioną relacją do Matki. Maryja jest Matką, lecz trzeba, aby matka i ojciec mu Ją wskazali na drodze modlitwy. Dziecko potrzebuje rozmaitych przedstawień Maryi: obrazków, ikon, figurek. Przyglądając się im - kontempluje je; kontemplując - otwiera się coraz bardziej na Jej rzeczywistą obecność. Ufne przylgnięcie do Maryi w okresie dzieciństwa będzie owocowało przez całe życie. Maryja już na zawsze pozostanie w jakiś sposób w sercu. Z pewnością nie zamilknie w chwilach, kiedy będzie ważyła się sprawa wiecznego zbawienia. Bóg jeden zna liczbę tych, których Ona ocaliła dla nieba... Jakże istotną rzeczą jest wprowadzenie dziecka w świat przyjaźni z tymi żyjącymi osobami, jakimi są Święci! Oni nigdy nie odmówią swego przyjaznego towarzystwa w momentach ludzkiej samotności. Święci pragną być rówieśnikami dziecka i razem z nim wyruszyć w życie. Dziecko też z głębi serca pragnie ich towarzystwa. Czy istnieją lepsze ilustracje Ewangelii od życiorysów świętych? Ileż dziewcząt w naszym stuleciu poszło śladami św. Tereski od Dzieciątka Jezus? Któż policzy małych naśladowców św. Franciszka z Asyżu? Moc przykładu świętych zatrważa ateistyczne rządy niektórych krajów. O. Daniel Ange przytacza przykład Węgier, gdzie nauczanie religii zostało umożliwione pod jednym warunkiem: zakazu mówienia o świętych! Niestety, dzisiejsza kampania deprawacji młodocianych posiada do dyspozycji doskonalszy sposób wyniszczenia chrześcijańskich wzorców: stworzyła bohaterów gier komputerowych i filmów animowanych. Skażenie wyobraźni dziecka scenami zabójstw i przemocy jest pewne! Zatrucie serca jadem nienawiści - zapewnione! Wychowanie przyszłych pionierów kultury śmierci - zagwarantowane! Sukces Złego w wielu domach! Pewien duszpasterz z Kanady dzieli się następującym doświadczeniem: zgłosiła się do niego matka z niespełna czteroletnim dzieckiem, które cierpiało na tajemniczą chorobę. Od trzech tygodni nie jadło i nie spało - podtrzymywane kroplówką. Pomimo olbrzymich wysiłków ze strony lekarzy, dziecko zmierzało ku wyczerpaniu i śmierci. Znalazłszy się w sali parafialnej, pochłonięte oglądaniem obrazów, każdorazowo reagowało krzykiem na to, gdy kapłan zaczynał modlitwę nad matką. W czasie modlitwy nad samym dzieckiem, ksiądz usłyszał w sercu słowa: filmy animowane. Nieco zdziwiony, zaczął modlitwę o uwolnienie spod wpływów złego ducha, którego imię kryło się za słowami, jakie w sposób charyzmatyczny otrzymał. W ciągu czterogodzinnej modlitwy dziecko wiło się i wydawało nieprawdopodobne wrzaski. W końcu spokojnie osunęło się w ramiona matki i zasnęło na kilkadziesiąt minut. Po przebudzeniu się zaczęło niecierpliwie wołać o jedzenie. Powróciło do zdrowia.

     Dlaczego by pozbawiać oczu dziecka wizerunków świętych na - rozmaitych obrazkach? Pod wzrokiem dzieci wizerunki te ożywają, wydarzenia z życia świętych przemawiają do wyobraźni dziecka, niosąc orędzie miłości, odwagi, pocieszenia... Czy pragnienie naśladowania Świętych w ich miłości nie jest głosem samego Ducha Uświęciciela? Podobnie rzecz ma się z Aniołami: jeśli ktokolwiek zdolny jest uchwycić prawdę o Aniołach, to jest to przede wszystkim dziecko. Nic dziwnego: pomiędzy nimi istnieje zdumiewające pokrewieństwo!

Prawo do ewangelizacji

     "Wiedzcie o tym, że jesteście powołani przez Pana Jezusa do stania się apostołami radości i budowniczymi nadziei we wspólnocie chrześcijańskiej (...). On pragnie uczynić z was dar dla całego kościoła i całej ludzkości" - przypomina Jan Paweł II najmłodszym chrześcijanom (Rzym, 18.10.1987). Dzieci, które są dorosłymi w Duchu Świętym, powołane są do otwarcia się na Jego dary dla dobra wspólnoty, które nazywamy charyzmatami. Dzieci mają prawo do tego, by pomóc im rozpoznać własne charyzmaty i służyć nimi wspólnocie. "Z podziwem przyglądam się odwadze dzieci, które w wielu 7-8 lat świadczą o swojej wierze wobec kolegów i koleżanek w klasie. Za cenę szyderstw i opluć. Są to ekipy małych dzieci, które głoszą Chrystusa poprzez śpiew w pociągach, głośną modlitwą na chodnikach, poprzez odgrywanie scen z życia św. Franciszka w więzieniach i szpitalach psychiatrycznych". Świadkiem zdumiewąjącego żaru apostolskiego dzieci był św. Franciszek-Ksawery, misjonarz w Indiach: "Jeśli chodzi o dzieci, to wykazują one wiele miłości i chęci do modlitwy i do uczenia jej innych. To dzieci uczą swoich rodziców, jak mają się modlić. Do tego stopnia nienawidzą jakichkolwiek idoli, że skłonne są do bójki z poganami i do gonienia ich ojców i matek za oddawanie się bałwochwalstwu. Kiedy dzieci donoszą mi o kultach pogańskich poza wioską, to gromadzę ich na tym miejscu. Rozprawiają się z idolami, ścierając je na proch! Dzieci potrafiące się modlić rozsyłam po domach z chorymi, aby zgromadziły wszystkich mieszkańców oraz sąsiadów na wspólną modlitwę, powtarzały z nimi wielokrotnie «Wierzę w Boga...· oraz mówiły tak do chorych: «wierz tylko, a zostaniesz uzdrowiony·! W ten sposób, dzięki mocy wiary i modlitwy wszystkich mieszkańców, Bóg udziela wiele łask chorym w postaci uzdrowień duchowych i cielesnych. Bóg okazuje wielkie miłosierdzie wobec chorych, których przygarnia do Siebie poprzez ich choroby, niejako siłą pociągając ich w ten sposób do wiary" (15.01.1544)

     Marta Robin jest wraz z Ojcem Pio jedną z największych postaci tego wieku, żyjących duchem wynagrodzenia i modlitwy. Sparaliżowana od 16 roku życia, w sposób mistyczny uczestniczyła w cierpieniach Zbawiciela. Naznaczona była stygmatami Jego Męki. Przez 50 lat nie spała i nie jadta, posilając się jedynie Eucharystią. Promieniowała wyjątkowym pokojem i dobrocią. Z jej charyzmatem związane są początki wielu ruchów chrześcijańskiej odnowy życia we Francji. Nikt już nawet nie liczy świadectw ludzi, którzy doznali mocy jej wstawiennictw u Boga.

     "Czyż serca małych dzieci nie są stworzone do modlitwy i miłości? Dlaczego więc tak mało z nich się modli?... Modlitwa dzieci jest wszechmogąca. Nic piękniejszego od dziecięcej modlitwy, która wznosi się do Boga. Dzieci, zjednoczone w modlitwie, działają cuda".

     "Mamy, róbcie wszystko, co tylko możecie, żeby wasze dzieci chciały się modlić, a w ten sposób dostarczycie największej radości Panu. Bądźcie pewne, że Aniołowie są u boku waszych dzieci i modlą się wraz z nimi".

Marta Robin (1902-1981)



ks. Andrzej Trojanowski TChr


Publikacja za zgodą redakcji

nr 1-2/1999






   


Wyobcowane pokolenie Wyobcowane pokolenie
Josh McDowell
Statystyki policyjne na całym świecie jasno pokazują, że w pokoleniu współczesnych nastolatków lawinowo rośnie przemoc, nieopanowana agresja i emocjonalna hermetyczność na wszelkie przejawy gwałtu i destrukcji. Josh McDowell, od lat zajmujący się problemami młodzieży, ukazuje w swojej książce nie tylko źródła tego zjawiska, ale i sposoby jakimi można temu zapobiegać. ... » zobacz więcej

Wasze komentarze:
 emi: 27.11.2009, 21:59
 Mądry, piękny i bardzo wzruszający artykuł. Dziękuję Ci Panie za Aniołka w osobie mojej córeczki. Nie miałam pojęcia, jak wiele znaczą dzieci
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej