Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Wokół rodzinnego stołu II

     Uff! - można by westchnąć z ulgą, ale i z radością, dobrnęliśmy do czerwca. Jeszcze tylko kilkanaście dni i skończy się rok szkolny. Koniec z wczesnym wstawaniem, porannym pośpiechem, pamiętaniem o kanapkach do szkoły, terminach zebrań, klasówkach, egzaminach, odrabianiu lekcji itd., itd. Jeszcze tylko odebrać cenzurki, spakować walizki i... dzieciaki zaczną odpoczywać.

     Nie o dzieciach jednak będzie dziś przy rodzinnym stole. Pod koniec czerwca już się porozjeżdżają na wakacje, znikną zeszyty i książki porozrzucane po całym mieszkaniu, umilkną ich sprzeczki i przekomażanie się, umilknie nawet ich perlisty śmiech. Przy rodzinnym stole zostaniemy - ty i ja, mąż i żona. Tak, jak było na początku. Tak, jak było kilka tygodni, kilka miesięcy, kilka lat po ślubie - ty i ja, mąż i żona. Zanim pojawiły się dzieci, zanim zaczęliśmy powiększać naszą rodzinę - był mąż i żona, ty i ja. A z nami Bóg, Jezus Chrystus i Duch Święty.

     Ksiądz Maliński w swojej książce "Chodzący po morzu" napisał: "Najdroższą rzeczą dla każdego człowieka jest czas. I nad niczym tak nie drżymy, jak nad czasem. I niczego tak innym ludziom nie żałujemy, jak czasu. I nie ma większego daru, jaki możemy dać drugiemu człowiekowi, jak czas. A dać drugiemu człowiekowi czas, to znaczy starać się go wysłuchać, zrozumieć go, pomóc mu - stać się uczestnikiem jego życia. I jak miarą mądrości człowieka jest organizowanie swojego czasu, tak miarą miłości jest dawanie swojego czasu drugiemu człowiekowi." Dziś tym drugim człowiekiem jest Twój Współmałżonek. To jej/jemu ślubowaliśmy miłość, wierność i uczciwość małżeńską. Możć to dobry czas, aby zadbać o tę miłość, żeby ją odświeżyć, popie-lęgnować ją, przyjżeć się jej, zanurzyć się w niej, aby nasz rodzinny stół stał mocno na czterech nogach, gdy powrócą dzieci.

     Cały rok dajemy czas naszej rodzinie. Cóż więc innego miałoby być w tym wakacyjnym dawaniu czasu naszemu współmałżonkowi? Oczywiście robimy razem wiele rzeczy i tym samym spędzamy wspólnie czas - razem robimy zakupy, razem chodzimy do cioci na imieniny, razem odrabiamy lekcje z dziećmi, razem się kłócimy, gotujemy, sprzątamy, razem oglądamy telewizję. Ba! Nawet razem chodzimy do kościoła. Ale ile - tak naprawdę - spędźmy razem czasu - kiedy jesteśmy dla siebie tylko mężem i żoną? Kiedy cała nasza uwaga, miłość skupiona jest na tej wybranej przez nas osobie?

     A gdyby tak udało nam się nie patrzeć na męża jak na bardzo efektywną maszynkę do zarabiania pieniędzy, świetnego tragarza siatek z zakupami, szybkiego spełniacza naszych i dzieci zachcianek, idealnego wbijacza gwoździ (i to bez przypominania) czy super kierowcę omijającego wszystkie korki w Warszawie?

     A gdyby tak udało nam się nie patrzeć na żonę jak na doskonałą kucharkę, szybką prasowaczkę naszych koszul, idealnego krytyka męskich poczynań czy niezorganizowaną kobietkę, która każdego dnia chce coś innego?

     A gdyby tak usiąść przy rodzinnym stole - TY i JA, MĄŻ i ŻONA i ON-BÓG (bo przecież jest z nami cały czas, od dnia kiedy zaprosiliśmy Go do naszego małżeństwa) i przypomnieć sobie Jego naukę, Jego radę, Jego wskazania:

     - "zachęcam was..., abyście postępowali w sposób godny powołania jakim zostaliście wezwani, całą pokorą i cichością, z cierpliwością, znosząc siebie nawzajem w miłości" (Ef .4,1);

     - "nic nie znaczy ten, który sieje, ani ten, który podlewa, tylko Ten, który daje wzrost - Bóg" (1 Kor 3, 7);

     - "czyńcie dobro... niczego się za to nie spodziewając" (Łk.6, 35b). I wiele, wiele innych.

     O małżeństwo trzeba dbać, o jego jedność, o całość, o nie zepsucie. To jest jak skarb! Można robić razem różne rzeczy, ale nie spędzając razem czasu (ty i ja, mąż i żona) odzwyczajamy się od siebie. Odzwyczajamy się, jeśli tego nie praktykujemy -coraz trudniej razem być.

     Niektóre rzeczy w małżeństwie są stałe - i może właśnie wspólny czas dla małżonków powinien taką stałą rzeczą być. Może zmienia się forma, bo kiedy przyjdą dzieci, trudno jechać do Kazimierza na dwa dni. Ale pół godziny na spacer, gorąca czekolada w Wedlu czy lody - to naprawdę niewiele, ale tak dużo.

     A dzieci? Przyzwyczają się do naszych małżeńskich wypadów. Małe pomyślą, że tak musi być. A duże... duże będą się przyglądać, a potem... myślę, że będą z nas dumne. (Zresztą, kto z nas nie chciałby dla swojej córki męża, który raz w tygodniu zabiera ją na czekoladę lub żony dla syna, która potrafi oderwać się od sprzątania i iść z nim na spacer).

     Jeśli nasz rodzinny stół ma mocno stać na czterech nogach, ma chętnie gromadzić całą naszą rodzinę - to wykorzystajmy ten czas, kiedy zostaliśmy przy nim sami - TY i JA, MĄŻ i ŻONA. A razem z nami Pan Bóg, Jezus Chrystus i Duch Święty. A wtedy... "I jestem pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani potęgi, ani co wysokie, ani co głębokie, ani jakiekolwiek inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości... (Boga) (Rz 8, 38-39).


M.P.


Tekst pochodzi z pisma
"Królowa Apostołów" czerwiec 2008 r.




   


Rozwód. Jak ratować dzieci Rozwód. Jak ratować dzieci
Archibald D. Hart
Książka zawiera wiele praktycznych wskazówek, jak sprawić, by dzieci nie tylko "przetrwały" ciężki czas rozwodu rodziców, ale by ich życie mogło stać się lepsze. Autor wykorzystuje wiedzę psychologiczną zdobytą w ciągu wielu lat swojej praktyki terapeutycznej, jak i własne doświadczenie dziecka rozwiedzionych rodziców... » zobacz więcej

Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej