Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Dług wdzięczności za uratowanie życia

     Jesteśmy małżeństwem od 27 lat. Mamy troje dzieci: najstarszego syna Huberta i dwie córki Sylwię i Weronikę. Zawsze staraliśmy się z żoną o to, aby nasze dzieci uczęszczały do kościoła i na lekcje religii. Hubert był ministrantem od pierwszej klasy szkoły podstawowej. Robiliśmy wszystko, aby iść drogą wiary...

     A jednak zgubiliśmy dziecko

     Nie zauważyłem, kiedy straciłem kontakt z synem Hubertem, który po skończeniu podstawówki uczęszczał do szkoły zawodowej… Ważniejsza od rodziny była dla mnie praca, koledzy, ryby. Syn zaś, będąc nastolatkiem, szukał kogoś, z kim mógłby porozmawiać. Zaimponowali mu pewni koledzy, z którymi coraz częściej zaczął przebywać. Nie miał już czasu, by z nami gdzieś pojechać. By im zaimponować, zaczął palić papierosy, pić alkohol, a później brać narkotyki. O narkotykach powiedział nam sam, gdy zażywał już heroinę. Był w ciężkiej sytuacji, miał długi, nagabywali go wierzyciele, nie miał pieniędzy. Nie wiedzieliśmy, co robić, jak mu pomóc. Wstydziliśmy się o tym rozmawiać nawet z najbliższą rodziną. Zacząłem szukać w prasie informacji dotyczących wyjścia z uzależnień. I tak zaczęła się nasza wędrówka od terapeuty do psychologa. Jednak gdy coraz więcej wiedziałem o narkotykach, coraz bardziej wątpiłem, że nasz syn wyjdzie z tego… On się już z tym pogodził i poddał się, przestał walczyć o swoje życie.

     I nagle pojawiła się iskierka nadziei, gdy trafiliśmy do pani doktor, która przepisała synowi "blokery". Pomyślałem wówczas, że nasz problem z narkomanią syna jest już rozwiązany. Po czterech miesiącach syn jednak znowu sięgnął po narkotyki. Został skierowany do ośrodka dla narkomanów, w którym przebywał niecały miesiąc, opuszczając go na własne życzenie. Byliśmy załamani i powoli traciliśmy nadzieję, że Hubert kiedykolwiek z tego wyjdzie. Nieznośne były ciągłe kłótnie, wyzwiska, krzyki, przemoc fizyczna i psychiczna...

     Wszyscy musimy się zmieniać

     Jeden z terapeutów powiedział mi, że wyjście z nałogu narkomanii jest 500 razy cięższe niż z alkoholizmu. Zrozumiałem, że żaden lekarz ani terapeuta nie może pomóc mojemu synowi. Pojechaliśmy z żoną do Częstochowy, do Matki Bożej, z prośbą o uratowanie naszego syna, by nam pomogła i nie opuszczała nas w tych ciężkich chwilach. Zamówiliśmy Mszę świętą w intencji uzdrowienia Huberta.

     Tydzień później, podczas pobytu u swoich rodziców, dowiedziałem się o wspólnocie Cenacolo. Było to latem 2001 r. Chociaż nic nie wiedziałem o tej grupie, pomyślałem, że jest to ostatnia deska ratunku dla naszego syna. Wkrótce zacząłem jeździć z synem na kolokwia, które prowadzili wyleczeni narkomani. Rodzice w jednej sali opowiadali o swoich problemach, a nasze dzieci w drugiej sali opowiadały o sobie. Spotkania rozpoczynaliśmy modlitwą różańcową. Wcześniej nigdy nie modliłem się na różańcu i nie wiedziałem, jakie są tajemnice i jak się modlić. Tam po raz pierwszy zrozumiałem, jakim jestem katolikiem. Dzisiaj codziennie odmawiam różaniec i wiem, ile łask można wyprosić u Matki Bożej. Mam zawsze przy sobie różaniec. Rozmowa z Matką Najświętszą daje mi dużo sił i wiary w moim codziennym życiu.

     W dniu 25 października 2001 r. wprowadziłem Huberta do wspólnoty Cenacolo, zawożąc go do Chorwacji do Verbovca. Znajomym i rodzinie powiedziałem, że syn wyjechał za granicę do pracy. Pierwsze spotkanie z synem nastąpiło po siedmiu miesiącach w maju 2002 r. w Zagrzebiu, podczas corocznego święta wspólnoty Cenacolo w Chorwacji. Byłem bardzo pozytywnie zaskoczony tym, co wspólnota zrobiła z moim synem przez ten czas. Wtedy też po raz pierwszy spotkałem założycielkę wspólnoty Cenacolo - siostrę Elwirę. Byłem zachwycony jej spontanicznością, radością i wiarą, którą okazywała. Znała nasze problemy, z którymi nie mogliśmy się uporać, mówiła prostym językiem, dawała nam, rodzicom, wskazówki, jak mamy żyć. Mówiła: "Wasze dzieci się zmieniają, teraz czas na was, wy też musicie się zmieniać".

     Modlitwa i praca

     Obecnie mój syn jest od ponad sześciu lat we wspólnocie i obecnie przebywa w Polsce. Jest już wyleczony i pomaga innym, by spłacić dług wdzięczności za uratowanie życia. Mówi, że więcej otrzymuje od wspólnoty, niż daje. Każdy dzień we wspólnocie jest dla niego darem, jaki otrzymuje od Boga.

     Podstawowymi wartościami we wspólnocie są modlitwa i praca. Podczas pobytu w domu w Chorwacji, gdzie przebywał mój syn, zrozumiałem, dlaczego narkomani wychodzą z uzależnień - mają tam najlepszego lekarza i terapeutę, którym jest sam Jezus - w każdym domu jest kaplica z Najświętszym Sakramentem. Mają też wspaniałą siostrę Elwirę i księży, którzy się nimi opiekują. Wspólnota nauczyła mnie inaczej patrzeć na otaczający mnie świat. We wspólnocie przebywają nie tylko narkomani, ale też osoby uzależnione od alkoholu, komputerów, hazardu, wszyscy ci, którzy nie mogą znaleźć sensu w życiu. Obecnie na całym świecie jest ponad pięćdziesiąt takich domów, w Polsce zaś trzy: w Giezkowie koło Koszalina, Krzyżowicach koło Jastrzębia Zdroju i Porębie Radlnej koło Tarnowa.

     Wspólnota Cenacolo rodziców w Polsce istnieje we wszystkich większych miastach. Organizujemy wspólne spotkania, rekolekcje i wyjazdy do naszych dzieci. Wspólnie się modlimy, pomagamy sobie i tym, którzy są zagubieni i nie wiedzą, jak mają pomóc własnym dzieciom. Zapraszamy chłopców ze wspólnoty, którzy podczas Mszy świętej dzielą się swoimi świadectwami.

     Chcę też przestrzec wszystkich, którzy myślą, że narkotyki nie są takie groźne, że można z nich wyjść, wstępując do wspólnoty. Nikt z nas nie może przewidzieć, czy będzie możliwy pobyt we wspólnocie, czy Bóg będzie chciał go uzdrowić. Widziałem już wiele chłopców i dziewcząt, którzy bardzo chcieli wstąpić do wspólnoty, ale gdzieś się pogubili i do dziś są na ulicy albo już nie żyją. Pozdrawiam wszystkich, którzy są w trudnej sytuacji życiowej, którzy doświadczają, czym jest uzależnienie. Nie traćcie nadziei i uwierzcie, że to, co dzisiaj jest przekleństwem, z czym sobie nie możecie poradzić, jutro może być błogosławieństwem, bo dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych.


Tata Jurek z warszawskiej grupy Cenacolo


Więcej informacji o wspólnocie Cenacolo na stronie:
www.nie-narkotykom.sos.pl


Tekst pochodzi z Miesiecznika
Formacji Różańcowej "Różaniec"

lipiec-sierpień 2008




   


Z rodzicami spokojnie o… młodzieży. Z młodzieżą spokojnie o… rodzicach Z rodzicami spokojnie o… młodzieży. Z młodzieżą spokojnie o… rodzicach
Ks. Piotr Pawlukiewicz
Pisząc tę książkę sklejoną niejako z dwóch książeczek, chciałem, aby dzieci poznały punkt widzenia rodziców, a rodzice spojrzenie dzieci. Chciałem, aby rodzice przeczytali to, co piszę do ich dzieci, zaś dzieci to, co piszę dla ich rodziców... » zobacz więcej

Wasze komentarze:
 #$%&\=*: 03.06.2016, 12:52
 Najwazniejsze to chyba zainteresowac czyms.Dac komus cel w zyciu.Chlopaka zainteresowac jakas dziewczyna,a dziewczyne chlopakiem.Dazyc chyna do tego wlasnie,moze komus spodoba sie ornitologia chociazby,a komus innemu jeszcze cos innego.Wydaje mi sie,ze wiekszosc ludzi jest zniecheconych,wyalienowanych na swoj sposob,czuja ze nikt ich nie zrozumie,ze sa z tym sami,bo to ze rodzic siedzi obok ciebie nie oznaczac musi bliskosci poniewaz i tak nie wie co dziecko ma w glowie,metlik mysli,zlosc,brak zrozumienia,tumiwisizm,zal,itd itd mozna tak wymieniac i wymieniac,bo kazdy jest inny,ale laczy ich jedno,uzaleznienie i przewaznie to co ich ku temu pchnelo!Najwazniejsze to znalezc im cel w/zyciu i zainteresowanie czymkolwiek wydaje mi sie!
 mama kamila l.23: 02.11.2015, 04:23
 moj synjestw strasznym stanie,,zdjagnozowany z choroba dwobiegunowa ,,,trafia do szpitala ..przerywa leczenie ...robilismy z mezem wszystko lacznie z leczeniem w polsce ...zawsze bylam przy nim ...wspieralam ..tlumaczylam ..pomagalam itd...nie wiem co juz zrobic ..serce karze inaczej niz rozum...musze byc konsekwentna i tym razem dalam mu do zrozumienia ze jego zycie jest w jego rekach ....i musi cos zmienic zebysmy znow byli rodzina ...ale sa dni ze chce znow go przygarnac i pomagac bo kto jak nie rodzic moze wytrzymac wszystko i oddac wszystko zebu jego dziecku bylo lepiej ...pozdrawiam z wielkim szacunkiem wszystkich rodzicow dzieci uzaleznionych bozena
 Aśka: 23.04.2014, 11:45
 Ja również mam ogromne problemy z synem jest chory i samotny nie pozwoli się do siebie zbliżyć ja jako samotna matka dorosłego 23 latka jestem zagubiona i bardzo rozżalona, że nie potrafię mu pomóc. Sam się nie zgłosi na owyk. Jest bez pracy nie ma żadnego zajęcia. jestem poprostu bezsilna
 dziewczyna chloapka: 03.08.2011, 22:05
 Czy można stamtąd wyjśc po roku ???? prosze o szybką odpowiedz
 mama syna22 lata: 13.01.2011, 22:19
 Moj syn jest we Wspolnocie od 3 miesiecy,poszedl tam,poniewaz nie moze znalezc swojego miejsca w zyciu i jest nieszczesliwy,rozumie to,ale caly czas nie mam z nim zadnego kontaktu,zadnej wiadomosci,bardzo sie o niego martwie
 zona narkomana: 12.04.2010, 00:44
 To wspaniale, ze wasze dzieci "wyzdrowialy". Ja prosze mojego meza juz od kilku miesiecy aby wstapil do Cenacolo i nic. Prosze Pana Boga od switu do zmierzchu i tez nic. Nie mieszkamy razem wiec codziennie boje sie, ze otrzymam telefon z przykra informacja. Wciaz tak bardzo go kocham... Dopoki jest zycie jest i nadzieja. Prosze o modlitwe, bardzo prosze...i dziekuje.
 Bożena: 11.06.2009, 20:03
 My też mamy syna we wspólnocie już ponad rok. Z czego się bardzo cieszymy. Ma 19 lat. Spotkaliśmy się w Konstancinie , widzimy dużą wewnętrzną zmianę u niego. Od najmłodszych lat był ministrantem bo my też jesteśmy rodziną katolicką. Zawsze myślałam, że narkotyki dotykają innych,ale nie moją rodzinę, że to musi być rodzina patologiczna. Dziś wiem ,że tak nie jest. Wystarczy jakaś dysfunkcja w rodzinie i wrażliwe dziecko się gubi. W dzisiejszym zmaterializowanym świecie jest o to łatwo. Myślę , że za mało czasu poświęcamy dzieciom i za mało im okazujemy miłości , choć tak bardzo je kochamy. Uczmy się nawzajem jak ratować nasze rodziny. Pozdrawiam. Znam Huberta- wspaniały chłopiec(jeżeli można tak powiedzieć). Do zobaczenia.
 mama 20 l.Jakuba: 14.01.2009, 19:12
 mamy 4 doroslych dzieci,starsza trojka juz po studiach,bardzo odpowiedzialni,najmlodszy Jakub sie zagubil,ale wspolnie z mezem podjelismy szybka interwencje,zycze wszystkim Rodzicom,aby mieli sile,i duzo wiary,gdy zauwaza,ze z ich synem cos sie dzieje podjeli stanowcze kroki w kier.Cenakolo,dlatego,ze im dluzej sie czeka,tym jest trudniej.nasza droga do Wspolnoty byla szybka bo my znamy Wspolnote od 1999r.mysle,ze sam Pan Bog tak nami kieruje,ze jesli mu ufamy,On wskazuje nam droge,uczy pokory i daje nadzieje.Pozdrawiam Tate Jurka. Z Panem Bogiem,do zobaczenia na rekolekcjach w Konstancinie
 mama syna ze Wpolnoty: 14.01.2009, 18:30
 moj syn jest juz 3 lata we Wspolnocie,obecnie modli sie i pracuje w Giezkowie,ma 20 lat,nasz dom byl zawsze normalnym katolickim gleboko wierzacym domem,a jednak nasz syn zaczal cpac,tak wiec niech zadni rozice nie sadza,ze u nich to sie nie zdarzy,modlcie sie Rodzice i czuwajcie,Zly nie spi.
 JOANNA: 26.06.2008, 10:13
  TAK MODLITWA I PRACA TO WSPANIALE ZAJECIE DLA LUDZI KTORZY NIE WIDZA SENSU W ZYCIU ZYCZEWSZYSTKIM ABY ZNALEZLI NA SWEJ DRODZE POMOC PANA
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej