Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Przepis na młodego bandytę

     Od pewnego czasu często słychać o zbrodniach dokonanych przez młodych ludzi. Wszyscy są zaskoczeni! Jak to możliwe, by dzieci, te niewinne istoty, w tym wieku już dokonywały takich czynów? Jak to możliwe, by ta dziewczynka z warkoczami i niebieskimi oczkami była w stanie z zimną krwią zadźgać koleżankę nożem? Jak to możliwe by ten chłopczyk o wyglądzie aniołka, mógł udusić własną siostrę?

     W człowieku od urodzenia zakodowana jest niechęć do zabijania. Zabijanie wymaga treningu.

     Co za absurd? Kto z nas trenuje dzieci do zabijania? Jak się dowiedziałam, robimy to prawie wszyscy. W jaki sposób? Stosując odpowiednie metody, a mianowicie: "brutalizację, warunkowanie klasyczne, warunkowanie operatywne (zwane inaczej sprawczym lub instrumentalnym) i kształtowanie wzorców do naśladowania..."

     Te metody po kolei omawia David Grossman, amerykański psycholog wojskowy, ekspert w dziedzinie psychologii zabijania.

     "Brutalizacja ma na celu złamanie twoich obecnych wartości moralnych i norm etycznych i akceptację zestawu nowych wartości, które przyjmują zniszczenie, przemoc i śmierć jako sposób życia. W końcu obojętniejesz wobec przemocy i uważasz ją za normalną i konieczną umiejętność potrzebną do przeżycia w twoim brutalnym nowym świecie."

     Taka brutalizacja na naszych oczach dokonuje się w mediach. "Zaczyna się w wieku osiemnastu miesięcy, kiedy dziecko po raz pierwszy jest w stanie rozpoznać, co się dzieje w telewizji. W tym wieku dziecko może naśladować to, co widzi. Ale dopiero kiedy skończy sześć lub siedem lat, włącza się ta część mózgu, która pozwala mu zrozumieć, skąd pochodzi informacja. Chociaż więc małe dzieci rozumieją w pewnym sensie co to znaczy udawanie, nie są na tyle rozwinięte, aby wyraźnie rozróżniać fantazje od rzeczywistości. Kiedy małe dzieci widzą w telewizji, że ktoś do kogoś strzela, atakuje go nożem, gwałci, poniża czy morduje, sądzą, że dzieje się to naprawdę.

     Jeśli pozwala się trzy-, cztero- czy pięciolatkowi oglądać film grozy, to najpierw zapoznaje się on z bohaterem, potem pierwsze dziewięćdziesiąt minut ma na polubienie go, w ostatnich trzydziestu minutach natomiast przygląda się bezradnie, jak nowy przyjaciel jest ścigany i brutalnie zamordowany. To to samo, gdybyś zapoznał twoje dziecko z przyjacielem, pozwolił na wspólną zabawę, a potem pozwolił zarżnąć przyjaciela na oczach twojego dziecka. Oczywiście mówi się dzieciom: 'Ej, to tylko dla zabawy. Spójrz, to się nie dzieje naprawdę, to tylko telewizja'. A one kiwają głowami i mówią 'w porządku'. Jednak nie są w stanie tego odróżnić". Na tym etapie rozwoju marzenia, rzeczywistość i telewizja mieszają się ze sobą.

     Znów dręczymy te biedne media i demonizujemy. Jednakże badania na temat wpływu przemocy w telewizji opublikowane w "Journal of the Americam Medical Association" wykazały, że po wprowadzeniu telewizji nastąpiła natychmiastowa eksplozja przemocy na placach zabaw, a w ciągu piętnastu lat podwaja się liczba morderstw. Dlaczego po 15 latach? Tyle czasu trzeba, aby po brutalizacji trzy- pięciolatków osiągnęli oni swoją "szczytową dojrzałość kryminalną".

     Klasyczne warunkowanie przypomina znany eksperyment z psami Pawłowa: zwierzęta nauczyły się łączyć dźwięk dzwonka z jedzeniem i gdy raz zostały tego nauczone, nie mogły powstrzymać wycieku śliny, kiedy go słyszały... Nasze dzieci oglądają wyraźne obrazy ludzkiego cierpienia i śmierci i uczą się kojarzyć je z ulubionym napojem i tabliczką czekolady czy zapachem perfum swojej dziewczyny."

     Po tragedii w Jonesboro, gdzie 24 marca 1998 r w strzelaninie szkolnej zginęły z rąk dwóch chłopców, 11 i 13 letniego, cztery dziewczynki i nauczyciel, w jednej ze szkół średnich uczniowie na wieść o tragedii zareagowali śmiechem. "Podobna reakcja ma miejsce w kinach zawsze wtedy, kiedy pokazywane są sceny przemocy i leje się krew. Młodzi ludzie śmieją się, komentują, jedzą popcorn i piją colę. Wychowaliśmy pokolenie barbarzyńców, którzy nauczyli się kojarzyć przemoc z przyjemnością, jak Rzymianie, którzy jedli i wznosili okrzyki dopingujące, gdy w Koloseum mordowano chrześcijan".

     Trzecia metoda to warunkowanie instrumentalne, czyli proces bodźca i reakcji. "Kiedy ludzie są przestraszeni lub rozgniewani, zrobią to, do czego zostali uwarunkowani. W czasie ćwiczeń na wypadek pożaru, dzieci uczone są opuszczania szkoły w zorganizowany sposób. Pewnego dnia pożar jest prawdziwy i dzieci są zupełnie przerażone; jednak robią dokładnie to, do czego zostały uwarunkowane i ratuje im to życie.

     Za każdym razem, kiedy dziecko bawi się w jakąś "wymierz i strzelaj" grę komputerową, uczy się dokładnie takich samych odruchów warunkowych i umiejętności motorycznych jak żołnierze, którzy uczą się strzelać do realistycznych sylwetek w kształcie ludzi. To jest stymulacja. Rekruci mają tylko ułamek sekundy na osiągnięcie celu. Strzelanie do celu staje się reakcją odruchową. Bodziec - reakcja, bodziec - reakcja, bodziec - reakcja: żołnierze czy policjanci ćwiczą to setki razy (dzieci na komputerze też). Później, kiedy żołnierz jest na polu walki lub policjant patroluje swój rejon i ktoś ukaże się z bronią w ręku, będą strzelać odruchowo; strzelać by zabić.. A dzieci? Często spotykamy się z takimi sytuacjami - dzieci, które nigdy wcześniej nie miały w ręku broni, biorą prawdziwy pistolet i są niesamowicie precyzyjne. Dlaczego? Gry wideo."

     Pozostają jeszcze wzory do naśladowania. Dzisiaj te wzory dostarczają media, a są nimi nie tylko nie szanujący prawa socjopaci prezentowani ciągle w filmach i programach telewizyjnych. Media zachęcają też do naśladowania przestępstw pokazując je ze szczegółami. Badania przeprowadzone w latach 70. ukazały problem tzw. gronowych samobójstw - po relacjach lokalnych telewizji o samobójstwach nastolatków następowały niejako kopie tych samobójstw. Podobnie rzecz się ma z morderstwami. Kiedy zdjęcia nieletnich zabójców ukazują się w telewizji, gdzieś tam ogląda je potencjalnie agresywny mały chłopiec. W ten sposób mamy skopiowane morderstwa.

     Na tym można by zakończyć trening. Potencjalny złoczyńca jest już przygotowany do działania.

     Zarówno w mojej rodzinie, jak i w większości rodzin, które znam, zwraca się uwagę na to, by dzieci nie oglądały drastycznych scen. Ale z własnego doświadczenia wiem też, że na wiele scen przemocy pokazywanych w mediach jestem już zobojętniała. Może się więc zdarzyć kiedyś, że nie zareaguję odpowiednio wcześnie i moje dziecko ujrzy w jaki sposób skutecznie pozbawić kogoś życia.

     Problem jest bardzo poważny. I to nie jest tylko kwestia wyłączania telewizora o właściwej porze. To nie jest już tylko problem kontroli, jakie filmy oglądają w telewizji nasze dzieci, skoro przed "Dobranocką" trafiam na zwiastuny kina nocnego z wybranymi co efektowniejszymi scenami brutalnych i okrutnych mordów. Sceny okrucieństwa mogą pojawić się w każdej chwili przed oczami naszych pociech. Wszystko po to, by przyciągnąć jak największą widownię, nie ważne jakim kosztem.

     A może trzeba szerokiej, społecznej "awantury" od dołu, masowych listów i zdecydowanych żądań, by doczekać się skutecznych rozwiązań systemowych w tym zakresie?


Danuta Dymaczewska


Tekst pochodzi z pisma formacyjnego
Ruchu Światło-Życie "Wieczernik"




   


Nieporadnik małżeński Nieporadnik małżeński
Jerzy Grzybowski
"NIEPORADNIK" – dlatego, że na ogół jesteśmy bardzo nieporadni w naszym codziennym życiu małżeńskim. Nie potrafimy kochać, nie potrafimy rozmawiać ze sobą, nie rozumiemy siebie nawzajem, jesteśmy nieprzygotowani do małżeństwa...... » zobacz więcej

Wasze komentarze:
 Zosia: 19.03.2013, 14:20
 Nie mam telewizji. Po prostu nie ma prawe nic wartościowego. No może tylko w godzinach porannych trafi się coś sensownego i w niedziele programy przyrodnicze. Czasami to nawet nie pamiętałam co oglądałam przed reklamami. Zresztą na reklamach to spokojnie można posprzątać mieszkanie. Raz to nawet udało mi się w trakcie reklam odwieźć dziecko do przedszkola i wrócić i jeszcze była końcówka reklam:)
 Irena: 19.11.2012, 09:38
 Nauczny dzieci sluchania radia. Tam ciagle jeszcze są wartosciowe audycje a telewiror spokojnie można usunąć z domu zyskamy dodatkowe miejsce w pokoju :)
 shooter: 28.07.2012, 13:33
 świetny artykuł.
 ML: 08.03.2010, 19:43
 Ubolewam niestety mocno nad fragmentami reklam brutalnych filmów tuż po dobranocce, które zdarzają się czasami też przed dobranocką. Ostatnio telewizja uznała, że przed dobranocką konieczne jest wyemitowanie spotu wiadomości. Jakby informacje o rzekomym końcu świata czy wybuchu wojny były istotne zarówno dla oczekujących na bajkę dzieci jak i rodziców próbujących spędzać z dziećmi wartościowo i relaksująco czas. Taaak, na pewno bardzo wtedy pragnę słyszeć zapowiedzi nieszczęść tego świata i narażać na to dzieci. Po takich rewelacjach i w obliczu wszelkich zagrożeń i nieszczęść przestaję mieć ochotę na chwilę relaksu z dzieckiem. Czy naprawdę nie można z tym poczekać do 19:30? Czy wszelkie wiadomości ze świata, do tego, niepozytywne wiadomości, bo przecież na takich skupiają się media - muszą być wszechobecne i bombardować nas całą dobę? Może by tak chwila wytchnienia przed dobranocką?
 anna: 13.02.2010, 20:50
 Badania kryminologiczne pokazują, że najczęście przestępstwa popelniają sprawcy między 17 a 28 rokiem życia i TV nie ma tu nic do rzeczy...
 Anka: 03.08.2008, 22:33
 Jestem przerażona od dłuższego już czasu natłokiem treści seksualnych i agresywnych w telewizji... Mamy troje dzieci i w przeciagu 10 lat posiadaliśmy telewizor tylko 4 lata. Czas bez telewizji był znacznie bardziej wartościowy i rodzinny!!! To prawda, że nie jesteśmy w stanie skontrolować tego co widzą nasze dzieci, to prawda, że reklamy filmów nie dla dzieci w trakcie wartościowych programów to norma! TO JEST STRASZNA PRAWDA. Jest nam cudownie bez telewizji. Mamy internet i oglądamy to, co chcemy, dzieci nie siedzą przed komputerem ani telewizorem, my też mamy stałe zasady z nim związane. I TAK JEST DOBRZE. CZASU NA WZAJEMNY KONTAKT I TAK MAMY ZA MAŁO, CO BY BYŁO GDYBYŚMY MIELI TV???
 Gwiazdka: 28.07.2008, 23:56
 Oho - mam zadatki na bandytę. A tak całkiem poważnie, to wcale mnie to nie śmieszy, to jest smutne, bardzo smutne...
 Anna: 12.07.2008, 15:04
 Oczywiście, że do czytania potrzebny jest większy wysiłek intelektualny. Nie napisałam nigdzie, że jest inaczej. Dziecku może się nie podobać, że nie może obejrzeć "Tańca z gwiazdami" itp, i zapewne tak właśnie będzie. Ale edukacja w tym zakresie ma prowadzić do tego, aby dziecko (a później dorosły) nie było biernym odbiorcą. Należy uczyć jakie programy wybierać. Wiadomo, że dziecko nie wie jak wybrać to, co wartościowe, i tu jest rola rodziców, wychowawców. Oni mają dziecku tłumaczyć. Przyznaję, że nie pomyślałam zanim napisałam o "najmłodszych dzieciach", bo oczywiście nie popieram sadzania przed telewizorem niemowlaków. Może źle to ujęłam. Chodziło mi o edukowanie dzieci na tyle, na ile są one w stanie zrozumieć TV. Jeśli dziecko nie będzie uczone, co jest dobre w TV (i wszystkich innych mediach), to jako dorosły też będzie miało problem z wyborem rozwijających programów. I zapewniam, że dobre programy da się oddzielić od medialnej papki, aczkolwiek wymaga to wysiłku. W tym temacie polecam 3 książki bp. A. Lepy o mediach: "Media a postawy", "Funkcja logosfery w wychowaniu do mediów", "Pedagogika mass mediów".
 Dietrich: 12.07.2008, 10:17
 Anno, jakkolwiek zgodzę się, że jest pewna cześć wartościowych programów, są one nie do oddzielenia od medialnej papki. O ile osoba dorosła i ukształtowana wie, jak dokonywać wyboru, dziecko tego nie rozumie. I nie musi mu się podobać, że, obejrzawszy program o przyrodzie Afryki, nie może popatrzeć na "Taniec z gwiazdami". Poza tym, zaznajamianie dziecka od małego z tym "cudem techniki", jakim jest telewizor, wyrabia w nim postawę biernego odbiorcy. Ile wysiłku potrzeba przy czytaniu? A ile przy oglądaniu?
 Anna: 11.07.2008, 13:11
 Nie zgadzam się z Wami. Jasne, że w TV jest całe mnóstwo złych, nierozwijających programów, ale są też pozytywne. Są programy przyrodnicze, naukowe, religijne, informacyjne, są dobre filmy. Trzeba tylko umieć w dobry sposób korzystać z tego medium. Poza tym należy korzystać ze zdobyczy techniki, korzystać z nich w dobry sposób, edukować w tym zakresie już najmłodsze dzieci. Trzeba też ludzi, którzy chcą zrobić coś dobrego i pięknego w mediach (w tym przypadku w TV). To jest według mnie podstawa, a nie "wyrzucanie telewizora przez okno". Zgadzam się z tezą postawioną przez autorkę w ostatnim zdaniu. Zmieniłabym je tylko na zdanie twierdzące a nie pytające. Bo takiej inicjatywy z pewnością bardzo potrzeba.
 Ldr: 10.07.2008, 19:51
 zgadzam się z przedmówcą :) ja od roku nie mam telewizora, nie z własnej winy ani chęci, ale już się przyzwyczaiłam, choć początki były trudne- nagle dzień wydłużył się o dobre 2 godziny z którymi nie miałam co zrobić! teraz już nawet gdybym mogła, nie chciałabym go mieć. życie jest o wiele ciekawsze bez telewizora. polecam.
 Dietrich: 08.07.2008, 18:09
 Dlaczeg więc trzymać w ogóle w domu telewizor? Nie widzę w tym żadnego sensu. Oglądnie telewizji to marnowanie czasu, narażanie się na defromacje i zubożenie wyczucia estetycznego. Poza tym, do samego zawodu aktora chrześcijaństwo tradycyjnie podchodziło nieufnie- i czy ktoś powie, że nie miało racji? Przecież np. taka cnota, jak wierność małżeńska jest u aktorów w zasadzie nieobecna, o ile w ogóle małzeństwa zawierają. Co powiemy o rozwiązłości? O lekkim traktowaniu życia? Naprawdę, warto wyrzucić odbiornik TV. Dobre radio jest tutaj o wiele lepsze.
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej