Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Inwestycja w rodzinę sposobem na recesję?

"Jeżeli jesteś biedny, nie masz innej możliwości, musisz zainwestować w rodzinę!"

Charles de Gaulle

     "Naród prawdziwie suwerenny i duchowo mocny jest zawsze złożony z mocnych rodzin. Rodzina to najważniejsza i zarazem fundamentalna ludzka społeczność. Rodzina jest drogą Kościoła, drogą pierwszą i z wielu względów najważniejszą".

Jan Paweł II, List do Rodzin

     Polityka prorodzinna jest konieczna z powodów zasadniczych, o których często wspomina Jan Paweł II. Nie może być autentycznej osoby ludzkiej bez autentycznej rodziny, a społeczeństwo, "rodzina rodzin", nie może funkcjonować bez mocnych i zdrowych rodzin. W Polsce w okresie zaborów, niewoli hitlerowskiej i komunistycznej, właśnie na łonie rodziny zachowana została tożsamość narodowa, patriotyzm i kodeks etyczny odziedziczony po ojcach. Nawet polski język, kiedyś zagrożony, był broniony w tych dwóch filarach polskości: w polskim Kościele i w polskiej rodzinie.

     Wszyscy muszą stwierdzić, że tam gdzie rodzina jest rozbita, tam gdzie rodzą się dzieci nieślubne, tam gdzie zapomniano o wartościach moralnych, tam też jest największa nędza najwięcej bezrobocia najwięcej zabójstw, używania narkotyków. Jak wiadomo z badań, rozwód zwiększa 5 razy ryzyko, że dziecko będzie "patologiczne". Obecnie zagubione zostało poczucie wartości, godności osoby ludzkiej, sensu istnienia.

     Francuski badacz Philipe Sanit Marc, autor znakomitej książki "L'Economie Barbare" (Barbarzyńska gospodarka), podaje dane ilustrujące niektóre skutki upadku rodziny jako całości: we Francji osoba samotna konsumuje 3 razy więcej alkoholu niż osoba w związku małżeńskim, a wśród tych, którzy spowodowali poważne wypadki w stanie nietrzeźwym, duży procent stanowią kawalerowie. Tak samo liczba samobójstw na 100.000 mieszkańcó wynosi 33 wśród osób po ślubie, zaś 72 wśród kawalerów. Co więcej, człowiek żonaty popełnia 2 razy mniej przestępstw. Jego stan zdrowia jest również lepszy, z ryzykiem ataku serca 3 razy mniejszym niż u kawalera.

     Polityka pro-rodzinna jest konieczna dlatego, że bez niej nie ma sprawiedliwości społecznej.

     Polityka pro-rodzinna w rzeczy samej nie ma nic wspólnego z polityką socjalną, jak często podkreśla wybitny znawca tematu, prof. Dider Lecaillon. Rodzina nie potrzebuje zapomogi, opiekuńczości (prócz skrajnych przypadków). Polityka socjalna ma na celu złagodzenie dramatu, zła (nędzy, bezrobocia, choroby). Rodzina nie jest złem. Polityka pro-rodzinna zatem redukuje tylko nierówności między tymi, którzy żyją lepiej dlatego, że nie mają dzieci i nie przyczyniają się de przyszłego bogactwa narodu, a rodzinami z dziećmi. Ci ostatni tworzą "kapitał ludzki", od którego w coraz większym stopniu zależy rozwój kraju. Polityka pro-rodzinna jest jednym ze środków, które pozwalają zniwelować, przynajmniej w pewnym stopniu, ewidentną nie sprawiedliwość, jaką jest nierównomierne obciążenie rodzin.

     W tej sytuacji można wyrazić zdziwienie, że były minister Leszek Baleerowicz przyznał w tygodniku "Wprost", iż dużo słyszy o polityce rodzinnej, ale nie wie, co to takiego. Jeżeli do takiej niewiedzy przyznaje się jeden z przywódców kraju, czego można oczekiwać?

     Istnieje wiele definicji polityki pro-rodzinnej. Można zaproponować panu ministrowi finansów na przykład taką: "polityka pro-rodzinna to kompleksowa polityka oparta na afirmacji rodziny, tak, aby w pełni szanować godność każdej osoby, która ją tworzy i jednocześnie umożliwić harmonijny i ludzki rozwój społeczeństw, które są sumą rodzin".

     Jeżeli odrzucamy politykę pro-rodzinną, jaka pozostaje alternatywa?

     Jeżeli mówimy o inwestycjach i o pieniądzach, czy lepiej inwestować w politykę harmonijnego rozwoju, szanującą godność człowieka, czy wydawać potem pieniądze w beznadziejnej walce ex-post z konsekwencjami rozbicia rodzin, z narkomanią, zabójstwami i wszelkimi patologiami społecznymi? Czy lepiej inwestować w rodzinę, czy wydawać pieniądze na rozbudowanie służb policyjnych i budowę więzień? Czy lepiej gwarantować godność matki i ojca, czy pogodzić się z życiem w społeczeństwie "więziennym", gdzie nie tylko przestępcy są za kratkami, ale i bogaci żyją pod strażą służb ochronnych w zamkniętych gettach?

     Powinniśmy zrozumieć - a tu przykład Francji jest pomocny - że rodzina jest, jak twierdzi Lecaillon, "warunkiem dobrobytu".      Prosperująca rodzina nie tylko pracuje wydajnie, ale tworzy rynek na dłuższą metę, a więc zabezpiecza postęp biznesu.

     Nie ma tu sprzeczności, lecz komplementarność. Nawet liberalni ekonomiści, jak np. noblista Gary Becker, zrozumieli, że postęp i rozwój zależą od mocnej pozycji rodziny.

     Generał de Gaulle, realizował taką politykę od 1944 roku. Dzięki temu Francja, z kiepskiego powojennego poziomu startowego, zaznała 30 lat imponującego rozwoju - ku zaskoczeniu większości "mądrych" ekonomistów. Co do mnie i chyba nie tylko ze względów patriotycznych przyznam, że zdecydowanie wolę generała de Gaulle'a od Balcerowicza!

     Polityka pro-rodzinna i szacunek do wartości rodzinnych powinny znaleźć się w centrum zainteresowania mediów.

     Istnieje przecież odpowiedzialność dziennikarza wobec społeczeństwa! Skoro zadaniem rodziny jest kształcenie autentycznego i pełnego człowieka, który staje się również pełnowartościowym obywatelem, to więź między mediami a wartościami rodzinnymi jest oczywista.

     Wiemy jednak, że tak nie jest. Dlaczego? Bo dla wielu ludzi mediów zadaniem jest, jeżeli nie świadomie doprowadzić do demoralizacji, to po prostu zarabiać. Adresują swoje słowa nie do obywatela, któremu należy służyć, lecz do konsumenta, który jest źródłem zysku.

     Należy przypomnieć, iż rola pieniądza jest wieloraka. Z jednej strony właściciele pism czy telewizji myślą przede wszystkim o zysku i o zarobkach. Z drugiej strony, ich cel jest szczery. Propagują cywilizację dzięki której istnieją i prosperują: cywilizację, czy też pseudo-cywilizację materializmu praktycznego, konsumpcjonizmu i hedonizmu, faworyzowaną przez korporacje międzynarodowe.

     Musimy nazywać rzeczy po imieniu: gazety propagujące sensacje i pornografię, telewizje polujące na gwałt i przemoc, istnieją nie tylko z chęci zysku, ale ze świadomej woli deprawowania społeczeństwa, aby stało się ono przedmiotem, cywilizacji konsumpcji, a nie podmiotem własnej egzystencji.

     W tym szaleństwie jest metoda. Wielkie siły biznesu międzynarodowego nie potrzebują światłych obywateli, świadomych swoich praw i dążących do nadawania sensu swojemu życiu. Wolą mieć do czynienia z ogłupionymi konsumentami, żyjącymi odjednej pseudoprzyjemności do następnej.

     W takiej sytuacji, mamy do czynienia z "dymisją" a nie z "misją" mediów. Nic dziwnego więc, że stopień aprobaty dla działalności dziennikarzy waha się w granicach 17-18% i to zarówno w Stanach Zjednoczonych, Anglii, we Francji czy też w Polsce. Nic dziwnego również, że Jan Paweł II musiał podczas pielgrzymi do Polski w 1991 roku zadawać smutne pytania: "Czy podstawowe zasady wolności nie zostały 'wyrwane' naszej gleby przez Złego, który pod różnymi ukrywa się postaciami? Czy nie zostały "wydziobane " przez rozkrzyczane ptactwo wielorakiej propagandy, publikacji, programów, które igrają z naszą ludzką słabością"? I papież ostrzegał: "Nie dać się uwikłać całej tej cywilizacji pożądania i użycia, która panoszy się wśród nas, korzystając z różnych środków przekazu i uwodzenia..."

     Problem nie dotyczy jedynie polityki wobec rodziny.

     Nie chodzi bowiem o zmianę kilku parametrów. W rzeczy samej - chodzi o wybór modelu społeczeństwa. Jeżeli naprawdę chcemy realizować politykę godności człowieka, szacunku dla osoby ludzkiej, musimy wpierw zrezygnować z polityki liberalizmu, indywidualizmu, hedonizmu, dążenia do wygody za wszelką cenę, nadmiernej tolerancji i konsumpcjonizmu. Musimy pamiętać, że nie abstrakcyjne wskaźniki (jak wzrost PKB), nie krótkotrwałe zyski, nie dobro wąskiej mniejszości są dla nas ważne. Chcemy budować cywilizację godności człowieka, cywilizację solidarności i sprawiedliwości społecznej. Jednym słowem, chcemy - słuchając nawoływań Ojca Świętego - budować wreszcie "cywilizację miłości". Tylko w tym kontekście możemy szanować godność osoby ludzkiej, godność rodziny.

     Jesteśmy w Unii europejskiej. Czy będzie ona Europą nie tylko biznesu, ale przede wszystkim ducha i wartości? Czy jeszcze raz nasz kontynent będzie w stanie dać przykład i budować, jak pragnie Ojciec Święty, "cywilizację miłości"? Jedno jest dla mnie pewne: cel ten nie może być osiągnięty bez Polski. Ale jakiej Polski? Niezależnie od chwilowych załamań, od rozczarowań, jestem głęboko przekonany, iż Polska, Polska Ojca Świętego, który namawia do powrotu do tego etosu, może walnie przyczynić się do sukcesu sił walczących o godność osoby ludzkiej, o sprawiedliwość społeczną, o cywilizację miłości.


Bernard Margueritt


dziennikarz i przewodniczącym,
Międzynarodowego Forum Komunikacji,
mieszka w Warszawie.
za: Sprawy Rodziny, nr 57-58/2001


GŁOS DLA ŻYCIA
nr 2(55) marzec/kwiecień 2002



Wyobcowane pokolenie Wyobcowane pokolenie
Josh McDowell
Statystyki policyjne na całym świecie jasno pokazują, że w pokoleniu współczesnych nastolatków lawinowo rośnie przemoc, nieopanowana agresja i emocjonalna hermetyczność na wszelkie przejawy gwałtu i destrukcji. Josh McDowell, od lat zajmujący się problemami młodzieży, ukazuje w swojej książce nie tylko źródła tego zjawiska, ale i sposoby jakimi można temu zapobiegać. ... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej