Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Sukces po katolicku

     Z Carlem Andersonem, Najwyższym Rycerzem Kolumba, rozmawia Alicja Wysocka

     Napisał Pan książkę o tym, co każdy katolik może zrobić, by zmienić świat. Od czego więc trzeba zacząć?

     Od budowy cywilizacji miłości. Podstawą tej cywilizacji są Boże przykazania, które trzeba wziąć na poważnie, trzeba je po prostu wprowadzać we własne życie. Przykazania są pomostem, po którym chrześcijanie idą do siebie nawzajem, ale też do ludzi innych religii i niewierzących. Jan Paweł II zbudował swoją koncepcję cywilizacji miłości odwołując się także do doświadczenia solidarności, która ma swoje źródło chrześcijańskie, czyli ma zdolność przemieniania kultury. Taka była polska Solidarność w 1980 r.

     Skoro jesteśmy przy Polsce: dlaczego Rycerze Kolumba postanowili zaszczepić tu swoją działalność?

     Jeśli chodzi o Europę wydaje się, że Polska staje się obecnie najważniejszym krajem katolickim. Patrząc wstecz dziejów widzimy, że poszczególne kraje miały w swojej historii szczególny potencj ał duchowy, z którego czerpali inni. Dobrym przykładem wydaje się Irlandia w wiekach średnich czy Hiszpania w okresie kontrreformacji. Gdy zaś patrzy się na Polskę przełomu tysiącleci, to widać energię duchową, która mogłaby szerzej wpływać na Kościół. Macie wspaniałe dziedzictwo brata Alberta Chmielowskiego, siostry Faustyny, ojca Kolbego i oczywiście Jana Pawła II. Z drugiej strony Polska może zyskać na obecności Rycerzy Kolumba. Naszą misją jest przecież aktywowanie mężczyzn do podejmowania ról w Kościele, angażowania się w życie parafialne, włączania w projekty charytatywne.

     W jakim miejscu jesteśmy na drodze ku cywilizacji miłości? Po ataku z 11 września 2001 r. mówiło się, że Ameryka wróciła do wartości chrześcijańskich. Ale czy nie odwróciła się od nich w ostatnich wyborach prezydenckich?

     Ludzka wolność jest swego rodzaju dramatem. Odnosząc to do wyborów w USA, trzeba pamiętać, że bardzo dużo grup wyborczych kierowało się pragnieniem zmiany, także wycofania Ameryki z zaangażowania militarnego w Iraku. A czy wy, patrząc na Polskę 30 lat po pierwszej pielgrzymce Jana Pawła II, jesteście bliżej cywilizacji miłości, czy nie? Być może nie jesteście do końca zadowoleni, ale przecież dokonało się tyle dobra. To jest postępujący proces, mimo wszystko...

     W Polsce wielu katolików zastanawia się: czy zmieniać świat metodą protestu i konfrontacji z pozbawionym wartości otoczeniem, czy raczej przyjąć postawę pokornego sługi, nadstawiającego drugi policzek?

     Tu nie chodzi o sytuację "albo-albo", lecz raczej "raz tak-raz tak". Podstawową sprawą dla katolika jest budowa cywilizacji miłości, dlatego liczy się każdy krok w tym kierunku. Najważniejsze wciąż pozostaje świadectwo życia. Są sytuacje, kiedy trzeba wstać i nie oglądając się na konsekwencje, odważnie powiedzieć, że coś jest złem. Świat potrzebuje świadków prawdy. Weźmy przykład z ostatnich miesięcy. Otóż gdyby w Stanach Zjednoczonych dwa-trzy lata temu ktoś, dysponujący wiedzą, odważnie zaprotestował przeciw chciwości bankierów, dziś nie byłoby globalnego kryzysu ekonomicznego.

     Gdzie są granice dialogu katolików z ludźmi reprezentującymi odmienne, czasem wrogie katolicyzmowi wartości? Czy doktorat honoris causa dla prezydenta Baracka Obamy, przyznany przez katolicki uniwersytet Notre Damę w Indianie, jest próbą prowadzenia takiego dialogu?

     Jak angażować się w dialog, który jest pełen szacunku i chęci zrozumienia drugiej strony, ale zarazem nie promuje wartości, z którymi się nie zgadzamy? Oto podstawowe pytanie. Jeśli chodzi o wizytę prezydenta Baracka Obamy na uniwersytecie Notre Damę, to uderza, że była to bardziej okazja do uhonorowania prezydenta, celebracji jego osoby niż wchodzenia z nim w dialog. Na przykład nie znalazł się nikt, kto po przemówieniu Obamy przedstawiłby katolicką perspektywę widzenia postawionych przez prezydenta problemów. Z drugiej strony jednak jest też pozytywny efekt tej wizyty. Otóż przeprowadzone bezpośrednio po niej badania sondażowe pokazały, że więcej Amerykanów zainteresowało się problemem ochrony życia dzieci nienarodzonych i więcej zbliżyło się do postawy "pro life" (za życiem - przyp. aw). W USA wzrasta społeczne poparcie dla ochrony życia. Trzeba też pamiętać, że ruch "pro life" ma w Ameryce wiele płaszczyzn działania: to nie tylko protest przeciwko niesprawiedliwemu prawu zezwalającemu na aborcję, ale też pomoc kobietom, które chcą poddać się aborcji, pomoc tym, które już dokonały tego czynu oraz pomoc dzieciom, które udało się uratować.

     ,B>Katolicy coraz częściej czują się zniechęceni gorszącymi sytuacjami w Kościele. Mam na myśli chociażby ostatni raport nt. wydarzeń w katolickim szkolnictwie irlandzkim. Jak sobie radzić z tak przygnębiającymi wiadomościami?

     W Stanach Zjednoczonych przechodzimy przez podobne doświadczenia. Wydaje mi się, że nagłośnienie, sensacyjne podawanie tych informacji w mediach wcale nie przyczynia się do dobrych rozwiązań. Nie chodzi oczywiście o ukrywanie przed opinią publiczną tej dramatycznej rzeczywistości, ale o przedstawianie jej we właściwym kontekście. Na przykład przeprowadzone w USA badania wykazały, że odsetek księży-pedofilów nie jest wyższy niż wśród protestanckich pastorów czy rabinów. Okazało się też, że do wykorzystywania seksualnego przez nauczycieli dochodzi częściej w szkołach publicznych niż w ośrodkach katolickich, jednak te dane rzadko są przytaczane w mediach. Musimy jednak pamiętać, że pojawiające się w Kościele problemy powinny pobudzać nas do poczucia odpowiedzialności, żeby coś z tymi niesprawiedliwościami zrobić. Dlaczego do takich zgorszeń dochodzi, dlaczego nasza wiara wystawiana jest na taką próbę? - nie wiem. Ale wiem, że nawet w takich wydarzeniach może przyjść ogromne dobro ze strony katolików, którzy poważnie traktują swoją wiarę. Przecież wielcy święci - Dominik, Franciszek, Ignacy, działali w czasie niszczących kryzysów, grzechu i zgorszenia w Kościele.

     Czy jednak próbuje się wypracować jakieś mechanizmy, które ograniczałyby gorszące zjawiska?

     Owszem, rysują się dwa podejścia: pierwsze to swoisty sekularyzm, czyli patrzenie na Kościół tylko przez świeckie okulary, a w konsekwencji zastosowanie do organizacji kościelnej modelu świeckiej korporacji. W USA jest silna tendencja, żeby zasady i przepisy obowiązujące prezesów dużych kampanii przenieść na biskupów. Ale przecież to nie jest ta sama rzeczywistość. Wybór i służba biskupa ma zupełnie inną naturę. To nie jest ktoś na wzór prezydenta państwa czy prezesa dużej korporacji. Drugie podejście to chęć zastosowania do Kościoła katolickiego modelu organizacji Kościoła protestanckiego.

     Jak Rycerzom Kolumba, milionowej organizacji z ogromnymi funduszami, udało się ominąć rafy afer i skandali?

     Jesteśmy organizacją z bardzo silnym poczuciem wspólnoty. Elementem tego poczucia jest rozbudowany system kontroli, dzięki któremu uniknęliśmy wielu problemów. Wielkie znaczenie ma też fakt, że towarzyszący nam kapłani mają mocną formację pastoralną.

     Jak kryzys ekonomiczny odbił się na kondycji finansowej towarzystwa ubezpieczeniowego Rycerzy Kolumba?

     W naszym towarzystwie ubezpieczeniowym dokonujemy inwestycji tylko najwyższej jakości. Nie inwestujemy w firmy farmaceutyczne, które sprzyjają aborcji bądź antykoncepcji, ani w firmy medialne promujące pornografię. Na giełdzie nowojorskiej jest ponad 70 firm, w które nie będziemy inwestować. Skutkiem tej filozofii biznesowej jest między innymi to, że obecny kryzys dotknął nas w mniejszym stopniu niż innych z tej samej branży ubezpieczeniowej.

     Czy katolik może być człowiekiem sukcesu, skoro o Bogu mówi się, że jego imieniem nie jest sukces?

     Jedną z fundamentalnych spraw związanych z byciem katolikiem w biznesie jest to, że można robić coś na rzecz innych. To jest pierwotny, podstawowy powód i przyczyna działania w biznesie, a nie tylko akumulowanie maksymalnej sumy pieniędzy. Bo dobra usługa zawsze przyniesie zysk.

     Carl Anderson, stoi na czele Zakonu Rycerzy Kolumba, największej światowej braterskiej organizacji katolików świeckich, założonej w 1881 r. w Stanach Zjednoczonych z inicjatywy ks. Michaela McGivneya. Rycerze Kolumba prowadzą przede wszystkim działalność charytatywną. Organizacja liczy ok. 1,75 min członków, głównie w USA, a ponadto w Kanadzie, Meksyku, na Filipinach. Od niedawna jest również w Polsce, gdzie ma już kilkuset członków. Anderson był specjalnym asystentem prezydenta Reagana. Wykładał w powołanym przez Jana Pawła II Papieskim Instytucie Studiów nad Małżeństwem i Rodziną w Rzymie, założył jego waszyngtoński oddział. Jest członkiem Papieskiej Rady ds. Rodziny, Papieskiej Rady ds. Świeckich i Papieskiej Akademii Życia, konsultorem Papieskiej Rady ds. Środków Społecznego Przekazu oraz Komisji "lusticia et Pax". Jego książka pt. "Cywilizacja miłości. Co każdy katolik może zrobić, by zmienić świat" zajmuje 7. miejsce na liście bestsellerów "New York Timesa". Podczas swojej wizyty w Polsce Carl Anderson otrzymał od wybitnego polskiego kompozytora Henryka M. Góreckiego partyturę utworu dedykowanego Rycerzom "Na Anioł Pański biją dzwony".

Tekst pochodzi z Tygodnika

21 czerwca 2009


   


Skosztujcie i zobaczcie, jak dobry jest Pan Skosztujcie i zobaczcie, jak dobry jest Pan
ks. Tadeusz Chromik SJ
Niniejsza książka zawiera wybór tych fragmentów z Pisma Świętego, które mówią o miłości Boga miłosiernego do człowieka. Można po nią sięgnąć zarówno w chwilach smutku czy zniechęcenia, jak i w chwilach szczęścia, aby kontemplować Boga, który jest dobry, miłosierny i łaskawy... » zobacz więcej

Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej