Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Rozważania na Święto Niepodległości

     Jak co roku, 11 listopada będziemy obchodzić rocznicę odzyskania niepodległości w 1918 roku. Dwa dni wcześniej Niemcy będą świętować dwudziestą rocznicę obalenia Muru Berlińskiego. To doskonała okazja, by się zastanowić, co zrobiliśmy z naszym darem wolności i czy dbamy o niego dzisiaj.

     Nasz kontynent przeszedł wielką demokratyczną przemianę. Polska jest członkiem NATO i Unii Europejskiej. Cieszymy się niespotykanym wcześniej w historii powszechnym dobrobytem. Żyjemy w przeświadczeniu, że epoka światowych kataklizmów wojennych i zbrodniczych totalitaryzmów bezpowrotnie minęła. Część z nas żywi też nadzieje, że liberalna demokracja ogarnie cały świat i ukróci wojny ideologiczne i lokalne konflikty, wysadzając z siodła peryferyjnych tyranów.

     SAMI SIĘ ROZBRAJAMY

     Mimo takiego mentalnego klimatu epoki, w której teraz przyszło nam żyć, trudno wyjść z zadziwienia intelektualną postawą dużej części Polaków, a zwłaszcza środowisk opiniotwórczych, wykazujących karygodny brak zrozumienia nie tylko elementarnych kwestii polityki międzynarodowej jako takiej, ale także istoty stosunków między państwami. Środowiska te odmawiają przyjęcia do wiadomości brutalnej prawdy, że światem rządzi naga siła. I zapominają o Clausewitzowskiej definicji wojny, według której jest ona niczym innym, jak tylko narzędziem przedłużenia polityki. To, że żyjemy w czasach względnego pokoju, bynajmniej nie oznacza, że zapanował utopijny ład, a państwa działają jak instytucje charytatywne. Wręcz przeciwnie, większość z nich zabiega jak może o swoje. Tymczasem znaczna część naszego społeczeństwa okazuje, podsycaną ogniem domowej walki politycznej, niechęć do "twardego" kursu polskiej polityki zagranicznej. Zdecydowana postawa w obronie naszych interesów wobec Brukseli, Berlina czy Moskwy budzi sprzeciw. Kręgi te nie lubią, gdy jesteśmy "krnąbrni".

     TRUDNE SĄSIEDZTWO

     A przecież, jeśli spojrzeć na Polskę w kategoriach długiego trwania, to jakby niewiele się zmieniło. Wciąż jesteśmy stosunkowo słabym państwem położonym między Rosją i Niemcami. Co prawda w przewidywalnej przyszłości nie grozi nam powtórka 17 września, ale marginalizacji naszej pozycji międzynarodowej nie można wykluczyć. Ewentualny wzrost zależności politycznej od silniejszych sąsiadów skaże nas na pogłębiający się niedorozwój.

     Nie są to czcze wymysły. Wystarczy przyjrzeć się polityce rosyjskiej, konsekwentnie zorientowanej na reintegrację imperium. Jesteśmy świadkami ofensywy gazowej Moskwy na skalę co najmniej europejską oraz wykorzystywania dostaw tego surowca jako instrumentu politycznego wpływu na sąsiednie kraje, co najlepiej ilustruje przykład Ukrainy. Wypadki w Gruzji pokazały, do czego mogą doprowadzić imperialne ambicje Rosji.

     Nie są to wszak metody stosowane i akceptowane - przynajmniej w teorii - przez współczesne demokracje. Do tego trzeba dodać zbrodniczą politykę w Czeczenii i podtrzymywanie przy życiu mafijnego "państwa", jakim jest w istocie tak zwana Republika Naddniestrzańska. Nadzieje, że w stosunkowo bliskiej przyszłości Rosja przejdzie demokratyczną metamorfozę, są szkodliwym złudzeniem. W żaden sposób nie możemy uznać za pewnik, że nasze zakotwiczenie w strukturach europejskich i euroatlantyckich zagwarantuje nam militarne i ekonomiczne bezpieczeństwo. Unijne potęgi wolą przecież dogadywać się z Moskwą w ramach rozmów dwustronnych, a nie za pośrednictwem brukselskich instytucji i realizować w ten sposób partykularne interesy kosztem dobra wspólnoty.

     NIC NIE TRWA WIECZNIE

     Historia uczy nas, że wszystko może się zdarzyć. Największe nawet imperia w którymś momencie zaczynają chylić się ku upadkowi i że w końcu przychodzi na nie kres. Owszem, zdarzały się i cuda. Nasi dziadowie czy pradziadowie byli świadkami cudownego odrodzenia Polski w 1918 roku, a my doświadczyliśmy tego dwadzieścia lat temu. Tylko żeby się odrodzić, trzeba najpierw upaść.

     Na naszych oczach następują przesunięcia w światowym układzie sił. Osłabieniu ulega rola Stanów Zjednoczonych, rośnie natomiast - ku zachwytowi lewicy - potęga chińskiego smoka. Pogłębiają się też konflikty kulturowe, zaś analitycy wieszczą nadejście epoki wojen o surowce.

     O tym wszystkim trzeba pamiętać i brać to pod uwagę, by późniejsi historycy nie zarzucili Polakom początku XXI wieku kwietyzmu i nie porównali nas z przodkami z czasów saskich. Nikt za nas niczego nie zrobi. Tak jak w życiu prywatnym powszechnie akceptujemy tezę, że sami musimy zadbać o własną karierę i dobrobyt naszych rodzin, tak w życiu publicznym powinnyśmy przyjąć logiczną konsekwencję poprzedniego i sami, jako Polacy, zadbać o interesy naszej Ojczyzny. Wszyscy przecież nie uciekniemy z niej na Zachód.

     Postawa taka wymaga jednak porzucenia błogiego poczucia samozadowolenia, wymaga też gotowości do poświęcenia się dla dobra ogółu. A przynajmniej dobrej woli i powszechnego zrozumienia zasad rządzących światem.

     Czy na to nas stać? Pierwsze kilkanaście lat Wolnej Polski osłabiło uczucia patriotyczne i wprowadziło światopoglądowy i pojęciowy mętlik. Na szczęście, ostatnio zaczęło się to dzięki właściwej polityce historycznej zmieniać. Pytanie tylko, na ile są to przemiany głębokie i trwałe.


Marek Krukowski


Tekst pochodzi z Tygodnika

8 listopada 2009


Mądrość Prawdy Mądrość Prawdy
Magdalena Korzekwa, ks. Marek Dziewiecki
Treść książki, którą oddajemy do rąk Czytelników, nie jest naszym wymysłem. Zdajemy sobie sprawę z tego, że sentencje wymyślone przez człowieka mogą być wzruszające, ale nie mogą być prawdziwe, gdyż nie jesteśmy twórcami, a jedynie obserwatorami rzeczywistości.... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej