Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Bóg się nie mści

     Z ks. prałatem dr. Januszem Strojnym, wykładowcą Papieskiego Wydziału Teologicznego w Warszawie rozmawia Radek Molenda

     Po tragedii na Haiti pojawiły się opinie, że to kara boska. Haitańczycy mieli jakoby sprowadzić ją na siebie za oddanie się przed 200 laty diabłu w obronę przed wojskami Napoleona. Czy kataklizmy można uważać za karę za grzechy ludzi?

     Z biblijnego przekazu wiemy, że wszystko, co Bóg stworzy}, było dobre. Dlatego mówienie, że Bóg karze swoje dzieło, wydaje się co najmniej niestosowne. Natomiast jest problem grzechu. Gdy przez nieposłuszeństwo Bogu człowiek wszedł w grzech, ściągnął tym samym na siebie cierpienie, niepowodzenia, klęski... Ale nawet w tej sytuacji nie można posądzać Boga o to, że jest odwetowcem, że próbuje się na człowieku za jego nieposłuszeństwo mścić. To kompletne nieporozumienie.

     Ale w całym Starym Testamencie mamy mnóstwo przykładów na to, że Bóg nie oszczędza ludzi, okrutnie rozprawia się z tymi, którzy są Mu niewierni. Pokazują to choćby plagi egipskie.

     To nie jest tak, że Bóg postanowił zabijać ludzi. Plagi to obraz konfrontacji między Bogiem i działaniem zła. Mojżesz rzuca laskę, która zamienia się w węża. Magowie faraona robią podobnie. Jednak ostatecznie potężniejszy okazuje się Bóg. Podobnych przykładów jest więcej. Plagi przypominają, kto jest naprawdę Panem świata i kto powinien być naszym obrońcą.

     Takie wydarzenia, jak klęski, cierpienie czy choroba, przekraczają możliwości prostego, ludzkiego wyjaśnienia. Trudno jest jednak mówić, że Pan Bóg chce człowieka karać. Więcej nawet - w wydarzeniu krzyża - Jezus przyjmuje na siebie to doświadczenie, czyli "karę", ale przyjmuje ją w miłości Ojca. Krzyż jest "karą", ale jednocześnie zwycięstwem i źródłem życia. W tym była pełnia miłości Boga, a nie nienawiść czy przemoc zła. To, a niekoniecznie "kara boska", jest - moim zdaniem - problemem, z którym ludzie nie mogą sobie poradzić.

     Mamy jednak na kartach Pisma Świętego werbalnie nazwaną karę Boga.

     To pojęcie związane z prawem Starego Testamentu. Jeśli się człowiek do czegoś zobowiązuje, a z tego nie wywiązuje, ponosi tego konsekwencje, czyli - jak mówimy - karę. Bóg nie karze kogoś, bo go nie lubi, ale daje mu doświadczyć konsekwencji jego postępowania. Te konsekwencje to cierpienie, klęski, katastrofy, wojny itd., o których zresztą Bóg mówi, że będą miały miejsce. Może jednak wyprowadzić z nich dobro.

     Ale co innego, kiedy ludzie wywołują wojnę i się wzajemnie mordują, a co innego, kiedy na tysiące "Bogu ducha winnych" spada tsunami.

     To są sytuacje egzystencjalnie różne, ale w każdej takiej sytuacji ujawnia się grzech. Człowiek, dopóki żyje, związany jest z grzechem. Jeśli więc jest jakieś nieszczęście czy klęska - zawsze jest to związane z grzechem, jest jego konsekwencją. Kiedy człowiek świadomie wchodzi w grzech, uderza w samego Boga. Wtedy - patrząc od strony negatywnej - cierpienie jest wezwaniem do nawrócenia, do zmiany postawy, uświadomienia sobie, kim jest Bóg. Trzeba sobie uświadomić, że karą za grzech, który wszyscy musimy ponosić, jest śmierć. Jednak śmierć ciała nie oznacza śmierci duchowej ani śmierci na wieki człowieka. Dlatego patrząc na doświadczenie, jakim jest trzęsienie ziemi na Haiti, nie próbujmy od razu widzieć tego w ten sposób, że ci ludzie będą potępieni czy nie dostąpią zbawienia.

     Aleja ciągle nie wiem, czy tragedia na Haiti to była "kara boska"?

     Nie można tak mówić, ponieważ Bóg nie chciał śmierci tych tysięcy ludzi. Ale też nie można tego jednoznacznie wyjaśnić, dlaczego tak się stało. Nie znamy całej rzeczywistości nadprzyrodzonej, dzięki której moglibyśmy spojrzeć i powiedzieć: "to było tak i z takiego powodu".

     A historie z przeszłości?

     Ci, którzy - jak pan mówi - zawarli pakt ze złem, już dawno nie żyją. Czy ich potomkowie ponoszą tego konsekwencje - na to tak naprawdę nie ma odpowiedzi. Ale - jak mówiłem - nie o karę Boga tu chodzi, a o konsekwencje ludzkich czynów.

     A może jest odwrotnie, może to zemsta diabla za "niewywiązywanie się z paktu". Dziś na Haiti żyje ponad 60 proc. katolików i tylko 2,5 proc. praktykujących voodoo.

     No właśnie. To wszystko nie jest tak jednoznaczne. Najłatwiej sobie powiedzieć "kara boża" i mieć całe wytłumaczenie z głowy. Tak prosto nie jest. Jesteśmy wciąż świadkami walki, zderzania się dobra ze złem na świecie. Widzimy jej objawy, ale niedokładnie. Nie wiemy, czy to, co nas spotyka, to prowokacja zła, czy próba wiary.

     Wyznajemy, że Bóg jest Sędzią sprawiedliwym, który za dobro wynagradza, a za zlo karze. Za co konkretnie karze?

     Człowiek jest istotą rozumną, wolną i wezwaną do jedności z Bogiem. Tymczasem daje się zwieść, wchodzi w zło. I musi wziąć na siebie i ponieść konsekwencje, które na niego w związku z tym przychodzą. Nie ma innego wyjścia. Jest tak, jak w życiu - jak sobie układamy życie, takie to życie mamy, tak żyjemy. Bóg nikogo nie potępia. To ludzie się potępiają. Oczywiście - jak mówił Jezus - Bóg jest miłosierny i bardzo łagodny w tym względzie. Natomiast myślę, że Bóg nie akceptuje ludzkiego legalizmu, obłudy, dwulicowości.

     Jednak Kościół w tej prawdzie wiary przypisuje Bogu działanie karzące.

     Biblia nie podaje jasnych przykładów, że Pan Bóg wprost karze. Sformułowanie, o którym jest mowa, powstało dawno temu.

     Jak je dziś rozumieć?

     Bóg wynagradza za dobroć i za wierność Ewangelii. Ta nagroda, to życie wieczne. I odwrotnie - jeśli człowiek działa źle, nie liczy się z Bogiem, krzywdzi innych, wtedy ściąga na siebie nieszczęście w postaci kary, czyli oderwania się od Boga. To człowiek się odwraca od Boga, a nie odwrotnie. Przykładem jest choćby opis sądu ostatecznego u św. Mateusza, kiedy Syn Człowieczy mówi "[...] stańcie się dziedzicami królestwa, przygotowanego dla was od założenia świata. Bo byłem głodny, i daliście mi jeść..." (Mt 25, 31-46). To, co czynimy innym, czynimy Bogu. Z tego zostaniemy rozliczeni.

     Jest też napisane: "Kogo Bóg miłuje, tego karze. Chtoszcze każdego, kogo uznaje za syna" (Hbr 12, 6).

     Pan Bóg nie tylko zbawia świat, ale i wzywa ludzi do udziału w tym zbawianiu. Niektórym daje powołanie specjalne, aby to czynili przez wzięcie na siebie cierpienia. Jezus pytał siostrę Faustynę, czy będzie mu pomagała zbawiać świat przez swoje cierpienia i doświadczenia, które świadomie i dobrowolnie włączy w Jego krzyż. To samo ze św. Katarzyną Laboure, której Matka Boża objawiła Cudowny Medalik. Jednak za każdym razem, kiedy Pan Bóg powołuje, to daje odpowiednią łaskę i zrozumienie tego powołania.

     Ale są i tacy, którzy na cierpienie ani nie "zapracowali", ani czują się do niego specjalnie powołani. Nie traktują go jako ekspiacji.

     Niezbadane są plany Boga wobec człowieka. Z pewnością nikt nie dostaje takiego krzyża, którego by nie udźwignął. Być może Bóg wybrał Haiti, by uświadomić światu nasze grzechy, a Haitańczycy otrzymali poniekąd powołanie, by wziąć to na siebie. Czy tak jest, na pewno nie wiemy, ale oni, kiedy staną przed Bogiem, będą wiedzieli, dlaczego tak się stało.

     Przypomina się też pytanie uczniów Jezusa o niewidomego od urodzenia (J 9, 2-3): kto zawinił - on, czyjego rodzice?

     A Jezus odpowiada: ani on, ani jego rodzice, ale tak się stało, aby na nim objawiły się sprawy Boże. Myślę, że odnośnie do Haiti właściwe nie jest pytanie -"kto zawinił?", ale - "do czego Pan Bóg przez to wydarzenie wzywa?". Przez każde cierpienie Bóg nas do czegoś wzywa. Rodziców cierpiącego dziecka - być może, aby nauczyli się prawdziwej, większej miłości. Cierpiącego - by potrafił swoje życie włączyć w krzyż Chrystusa. Życie człowieka chorego, cierpiącego, upośledzonego nie jest ani puste, ani jałowe. Ono ma swój sens. Może być bardzo bogate wewnętrznie pod warunkiem, że człowiek włączy to cierpienie w krzyż Chrystusa. Dlatego dziś wiele mówi się o konsekracji choroby.

     Wspomniana św. s. Faustyna w swoim "Dzienniczku" pisała: "jeżeli wszystkie inne możliwości zawiodą, zatwardziałych grzeszników Bóg leczy spełniając ich pragnienia". Więc i tak Bóg "karze"?

     To dobra ilustracja tego, o czym mówimy. Bóg pozwala człowiekowi na działanie zgodne z jego wolą, ale i daje mu doświadczyć konsekwencji tych zrealizowanych pragnień. Ale co człowiek z tym zrobi - to jest istotne. Rzeczywistość obozów koncentracyjnych działała dwukierunkowo - jedni się w nich nawracali, inni tracili wiarę. Jak to prosto wytłumaczyć? To konfrontacja dobra ze złem - jak o. Maksymiliana Kolbe i komendanta Auschwitz Rudolfa Hoessa. Obaj rozpoczynali jako ministranci przy ołtarzu. Jeden zosta! świętym, drugi - jego katem. Czy to wina Pana Boga?

     Ks. Janusz Strojny (1939), kapłan archidiecezji warszawskiej, dr teologii dogmatycznej. Byty dyrektor Papieskiego Wydziału Teologicznego Sekcja św. Jana Chrzciciela w Warszawie (1994-1998) oraz byty prorektor warszawskiego Wyższego Metropolitalnego Seminarium Duchownego (1998-2007). Wykładowca akademicki, harcmistrz ZHR autor wielu publikacji oraz m.in. założeń teologicznych Dnia Dziękczynienia. Członek Warszawskiego Towarzystwa Teologicznego im. bł. ks. Romana Archutowskiego. Od 2007 r. rezydent parafii św. Stanisława Kostki na Żoliborzu

Tekst pochodzi z Tygodnika

7 lutego 2010


Liście, listki, listy Liście, listki, listy
Michał Zioło OCSO
"Liście, listki, listy" to pasjonująca lektura, którą można czytać jak żywą korespondencję autora kierowaną do przyjaciół... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:
 Joanna Chmielewska: 24.02.2010, 12:24
 nawiedzony dom
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej