Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Mormoni w Warszawie

     Kontynent amerykański traktują jako nową Ziemię Obiecaną, ale współwyznawców szukają również w Warszawie.

     Młodzi, elegancko ubrani - zawsze biała koszula, krawat, zazwyczaj granatowa marynarka na jej klapie identyfikator. Można ich zobaczyć na ulicach, gdy dyskretnie zatrzymują przechodniów. Mówią z silnym, obcym akcentem. Chcą rozmawiać o Bogu, wierze, życiu wiecznym i szczęściu. - Przyjechaliśmy na misję do Polski na 2 lata - mówi Matthews z amerykańskiego Utah. Z nim w Warszawie mieszkają jeszcze Brown z Kalifornii i Tanner z Las Vegas. - Prorok naszego Kościoła zadecydował, że przyjedziemy właśnie tutaj - dodaje. Przerwali studia, zostawili rodziny i znajomych, aby głosić naukę i szukać nowych wyznawców swojego Kościoła. "Na miasto" wychodzą niemal każdego dnia. - Najczęściej spotykamy ludzi, rozmawiamy 0 tym, w co wierzymy, o Księdze Mormona. Oprócz tego organizujemy spotkania modlitewne w kaplicy, sporadycznie chodzimy po mieszkaniach - wyjaśnia Matthews. - Tu w Polsce jesteśmy misjonarzami pełnoetatowymi, lecz bez wynagrodzenia - podkreśla Tanner.

     Przed przybyciem odbyli dwumiesięczny kurs języka polskiego. - Ale niewiele nam pomógł - dodaje Matthews. - Na początku umiałem tylko powiedzieć: "jak się masz", "cześć" i "gdzie jest bankomat"

     - śmieje się Brown. Wyjazd na misje jest dobrowolny. Mogą je podjąć osoby od 19 do 28 roku życia, nieżonate. Wyjechali ze Stanów Zjednoczonych jako dziewiętnastolatkowie. Teraz, po kilkunastu miesiącach pobyt w Polsce to dla nich łatwizna. Niedawno w kaplicy odpowiadali na pytania 120 osób.

     ZŁOTE PŁYTY

     Kościół mormonów narodził się w pierwszej połowie XIX wieku w Stanach Zjednoczonych, a jego założycielem i pierwszym prorokiem był Joseph Smith - syn prostych farmerów. Jemu podczas modlitwy miał objawić się Bóg Ojciec i Syn. Od nich - jak twierdził - usłyszał, że wszystkie istniejące Kościoły są w błędzie oraz że Kościół utracił swe pierwotne idee i struktury tuż po śmierci ostatniego z apostołów.

Założyciel mormonów Joseph
Smith zaczerpnął z masonerii
wiele obrzędów i rytuałów.
     Niedługo po tym Smithowi ukazał się tajemniczy prorok Moroni, o którym ani Stary ani Nowy Testament nie wspominają. Nakazał mu odnalezienie złotych płyt, gdzie zapisano dzieje starożytnych ludów kontynentu amerykańskiego począwszy od roku 600 p.n.e. Wśród nich miała znaleźć się również Ewangelia, która powstała po rzekomym przybyciu Jezusa Chrystusa do Ameryki. Zapisy z płyt określane są Księgą Mormona - od jednego z jej starożytnych współautorów i jednocześnie proroka. Jest ona traktowana na równi z Pismem Świętym i uważana za księgę objawioną. "Mormoni" jest nazwą potoczną. Oficjalna nazwa brzmi:

     Kościół Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich. Prorok Moroni miał przekazać ukryte przed wiekami płyty, by ujawnić je właśnie w "ostatnich dniach".

     PROROK W SALT LAKĘ CITY

     Główna siedziba Kościoła znajduje się w USA, w Salt Lakę City w stanie Utah. Na całym świecie ilość wyznawców szacowana jest się na 13 min. W Polsce wspólnota liczy około 1500 wiernych, Warszawie ma pół tysiąca członków. - Z czego 400 praktykujących, bo wśród nas są osoby nieaktywne - wyjaśnia Matthews.

     - Jest wśród nas wielu, którzy odeszli od Kościoła katolickiego - mówi Matthews. Nie chce jednak zdradzić powodów ich odejścia. - Każdy z nich ma inny - dodaje. Droga, by zostać mormonem nie jest trudna. - Ktoś, kto chce do nas wstąpić, musi być przygotowany, rozumieć ewangelię, przestrzegać przykazań - zaznacza Mat-thews. Okres przygotowań może trwać 3 tygodnie lub przeciągnąć do kilku lat. Wszystko zależy od wewnętrznego poczucia zainteresowanego. Nowo wstępującym jest udzielany chrzest poprzez zanurzenie całego ciała. Na czele Kościoła stoi prezydent-prorok. Wybiera go forum 12 apostołów - członków Kościoła. Misjonarze działający w Warszawie to nie tylko przybysze zza oceanu. - Wśród nas są współwyznawcy z Portugalii i Niemiec. Polak z Warszawy pojechał do Anglii - wyjaśnia Tanner. Jednak misje to nie tylko rozmowy o wierze i religii. - Naszym zadaniem jest także służba. Ja pracowałem na cmentarzu żydowskim i przy remoncie mieszkania - podkreśla Matthews. Brown ostatnio robił zakupy starszej kobiecie. W tygodniu mają tylko jeden dzień wolny. Wtedy idą do muzeum, zwiedzają miasto. Nie mogą oglądać telewizji, pójść do kina, ani umówić się na randkę.

     TRZECH BOGÓW

     Mormoni uważają się za chrześcijan a swój Kościół za jedyny prawdziwy. Wierzą w trzy osoby boskie, posługują się Biblią, dokonują chrztów, cenią tradycyjne wartości. Za głowę swojego Kościoła uważają Chrystusa, wierzą, że dzięki Niemu zostaną zbawieni.

Chrztu udzielanego przez mormonów nie można uważać za ważny - stwierdziła w 2001 r. Kongregacja Nauki Wiary w komunikacie podpisanym przez jej prefekta kard. Josepha Ratzinge-ra i zaaprobowanym przez Jana Pawła II.
     - U mormonów istnieje pojęcie "trójcy świętej", lecz ma ona niewiele wspólnego z rozumieniem Trójcy przez chrześcijan. Ich koncepcja to tzw. tryteizm, gdzie nie tyle jest jeden Bóg w trzech osobach, ale trzech bogów - wyjaśnia o. Radosław Broniek OP, dyrektor Ośrodka Informacji o Nowych Ruchach Religijnych i Sektach w Warszawie. - Nie można nazywać ich chrześcijanami, chociażby dlatego, że ich rozumienie osoby Chrystusa jest specyficzne - dodaje. Rzeczywiście według ich nauki Jezus i Szatan są braćmi - synami Boga Ojca. Jezus jest też Bogiem, ale jednocześnie Bóg Ojciec jest od niego inteligentniejszy, zaś Duch Święty - neutralny. Z tego też powodu Kongregacja Nauki Wiary wydała w 2001 roku dokument podpisany przez kard. Josepha Ratzingera, iż chrztu udzielanego przez mormonów nie można uznać za ważny. Wielożeństwo wśród mormonów oficjalnie zostało zabronione w 1890 roku przez Wilforda Woodruffa - ówczesnego prezydenta Kościoła. Zmiana ta była potrzebna, gdyż stan Utah starał się o wstąpienie do Stanów Zjednoczonych. Sam Woodruff miał 5 żon, które urodziły mu 33 dzieci. Obecnie w stanie Utah jest wiele odłamów Kościoła, a wśród niech 25 rys. małżeństw poligamicznych. Joseph Smith - założyciel zaczerpnął z masonerii potępianej przez papieży jako wrogiej Kościołowi katolickiemu wiele obrzędów i rytuałów świątynnych. Zresztą sam byi członkiem Loży Masońskiej. Być może jest to powód, dla którego wstęp do głównej świątyni mormonów w Salt Lakę City jest pilnie strzeżony. Mogą tam wejść za pisemną zgodą jedynie wybrani członkowie.

     Ponadto w posiadaniu mormonów są największe na świecie bazy danych genealogicznych. Każdy nowo wybrany prezydent Stanów Zjednoczonych jest obdarowywany księgą zawierającą szczegółowe dane o jego pochodzeniu. O posiadaniu ogromnych wpływów w życiu publicznym może świadczyć obecność przynajmniej jednego ministra-mormo-na niemal we wszystkich ekipach rządowych USA od czasów II wojny światowej.

     KAŻDY PŁACI

     Kościół Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich jest organizacją dysponującą majątkiem liczonym w miliardach dolarów. Każdy z wyznawców jest zobowiązany do płacenia dziesięciny. Oprócz tego Kościół posiada gazety, stacje telewizyjne i radiowe, spółkę ubezpieczeniową, wydawnictwa, szkoły, sieci handlowe, udziały w największych amerykańskich spółkach i tysiące nieruchomości na wszystkich kontynentach. Właściciele sieci hoteli Mariott także są mormonami. Na świecie wspólnota znana jest z różnych przedsięwzięć charytatywnych. Mormoni podają, że w ostatnich latach wydali 600 min dolarów w ponad 140 krajach na edukację i żywność dla najbiedniejszych. Próbują również prowadzić dialog z innymi religiami. Uczestniczyli w spotkaniach organizowanych w,Warszawie z racji Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan, choć nie należą do Polskiej Rady Ekumenicznej. W ubiegłym roku zorganizowali spotkanie z wyznawcami judaizmu, a warszawską kaplicę mormonów nawiedził arcybiskup Sawa - zwierzchnik Kościoła Prawosławnego w Polsce.

     Religia mormonów jawi się jako dająca łatwe odpowiedzi na pytania dotyczące Boga i ludzkiej egzystencji. Jednak doktryna ta w swej historii była wielokrotnie zmieniana.

     Wątpliwości budzi także "Księga Mormona", w której doszukamy się wielu zapożyczeń-plagiatów z Biblii, a nawet literatury. Nie do pogodzenia z współczesnymi badaniami naukowymi jest także głoszone przez nich twierdzenie, że, Indianie są potomkami Izraelitów.

     A przy tym wszystkim Kościół Świętych w Dniach Ostatnich jest jednym z najbardziej ekspansywnych pośród nowych ruchów religijnych na świecie.


Piotr Bugajewski


Tekst pochodzi z Tygodnika

7 marca 2010


Książeczka o dobrym czasie Książeczka o dobrym czasie
Wilfrid Stinissen OCD
Jak sensownie zagospodarować czas tutaj na ziemi? Jak nauczyć się patrzeć na swoje życie i swój czas Bożymi oczyma? Jak żyć chwilą obecną, a równocześnie być niesionym wiecznością?... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:
 Anonimowy: 02.05.2012, 18:43
 Mormoni są ok. To bardzo szczęśliwi ludzie potrafiący doceniać w życiu proste przyjemności jak ładną pogodę, upieczenie smacznego ciasta, miły spacer popołudniu, udane zakupy, kawa z sąsiadem, poranny jogging, udaną robótkę ręczną. Są też wspaniałymi rodzicami i mają fantastyczne rodziny z 4 do 5 dzieci. Więzi rodzinne są wśród nich bardzo bliskie (nie ma zatargów o majątek, waśni), nie ma nałogów (nie nadużywają alkoholu, nie palą), mają dużo przyjaciół i są towarzyscy, są optymistami, są życzliwi i pełni empatii, pomocni, mają różne interesujące hobby, nie są fałszywi. Mam na ich temat bardzo dobre zdanie. Innymi słowy zaprzeczenie przeciętnego polskiego tzw. katolika. Źródło: Od lat podczytuję różne anglojęzyczne (i nie tylko) blogi, spośród których znakomita większość moich ulubionych okazała się być prowadzona przez mormońskie mamy z Utah, Arizony, Florydy, Saskatchewan, Berna itp. Fantastyczne osoby z fantastycznym życiem. Wciąż się od nich czegoś uczę. Nie jestem bardzo wierzącą osobą, ale dzięki nim zamarzyłam o licznej rodzinie (nie ze względu na jakikolwiek kościół czy jakąkolwiek wiarę, a dla samego wspaniałego życia rodzinnego), bo na przykładzie ich codziennego życia wiem jak prawidłowo funkcjonuje nowoczesna duża rodzina (nie patologiczna, ani nie stworzona ze względu na przekonania religijne, tylko ze zwykłej miłości do partnera, dzieci i radości z życia rodzinnego - rodzina bez sfrustrowanych pokrzykujących rodziców, bez zasiłków, bez nędzy, bez konfliktów, wdzięczna za każdego z maluchów i doceniająca siebie nawzajem). Dzięki nim jestem również otwarta na adopcję (w tym również międzynarodową). Niestety takiej postawy nie przekazuje się młodym pokoleniom ani w Polce, ani w kościele katolickim. Mormonem nie mam zamiaru zostawać, bo nie interesuje mnie przynależność do żadnych wspólnot ani ruchów wyznaniowych (mam własne zdanie na temat wiary, niezależne od ideologii kościołów), ale chcę podkreślić, że od każdego możemy wynieść coś wartościowego i się czegoś nauczyć. Nie znając języków i zadając się wyłącznie z naszymi rodakami nigdy w życiu nie wiedziałabym, że istnieją nie patologiczne, nie ubogie rodziny wielodzietne i nie płodzone przez nieodpowiedzialnych prostych, przesadnie interpretujących przesłania religijne rodziców - tak bardzo piętnowane przez polskie społeczeństwo. Rodzicielstwo kojarzyło mi się od zawsze z nieprzyjemnym obowiązkiem, mega wydatkami i maksymalnie 2-3 dzieci. Nie wiedziałam, że może dawać tyle radości i że zorganizowanie życia rodzinnego może być takie proste i do tego pełne radości, pomysłowości, zaradności i codziennej wdzięczności za to co mamy. Tego nauczyli mnie dopiero Mormoni, którzy w obecnym pokoleniu nie mają już tych dużych rodzin ze względów jakichś odgórnych nakazów religijnych, ale z własnej nieprzymuszonej woli, bo kochają życie rodzinne i życie w ogóle. Nauczyłam się też wielu innych wartościowych rzeczy od wyznawców Kościołów Chrystusowych, Luteranów i wyznawców wielu innych wyznań, a nawet ateistów. Dzięki nim stałam się szczęśliwszym człowiekiem, otwartym na potrzeby innych ludzi i doceniającym drobne przyjemności dnia codziennego. Ostatnią rzeczą którą nauczyłam się od mam należących do LDS to znajdowanie w ciągu dnia rzeczy z które jestem wdzięczna (tzw. "Counting blessings" lub "Today I am grateful for ..."). Przykład: siedzę na tarasie, jest ciepło i delektuję się pięknym widokiem - myślę sobie, że dziś jestem wdzięczna za tę chwilę relaksu, nawet jeśli miałam pracowity dzień; lub robię pyszne czekoladowo wiśniowe muffiny dla swojej sąsiadki, bo wiem, że uwielbia - i pomimo zmęczenia myślę, że jestem wdzięczna za to, że wyszły i że mogę służyć drugiemu człowiekowi i zrobić nimi komuś przyjemność. Chodzi o czystą afirmację życia i radość, której tak bardzo brakuje Polakom (bo frustracja, zazdrość, zgorzkniałość i depresja stały się chyba naszym narodowym motto ostatnich dekad - no i ta nieśmiertelna "stara bida" jako standardowa odpowiedź na każde zapytanie o samopoczucie). Myślę że polski kościół katolicki mógłby się wiele nauczyć od swoich współbraci innych wyznań i ideologii. Pozdrawiam.
 Anonimowy: 02.05.2012, 18:42
 Mormoni są ok. To bardzo szczęśliwi ludzie potrafiący doceniać w życiu proste przyjemności jak ładną pogodę, upieczenie smacznego ciasta, miły spacer popołudniu, udane zakupy, kawa z sąsiadem, poranny jogging, udaną robótkę ręczną. Są też wspaniałymi rodzicami i mają fantastyczne rodziny z 4 do 5 dzieci. Więzi rodzinne są wśród nich bardzo bliskie (nie ma zatargów o majątek, waśni), nie ma nałogów (nie nadużywają alkoholu, nie palą), mają dużo przyjaciół i są towarzyscy, są optymistami, są życzliwi i pełni empatii, pomocni, mają różne interesujące hobby, nie są fałszywi. Mam na ich temat bardzo dobre zdanie. Innymi słowy zaprzeczenie przeciętnego polskiego tzw. katolika. Źródło: Od lat podczytuję różne anglojęzyczne (i nie tylko) blogi, spośród których znakomita większość moich ulubionych okazała się być prowadzona przez mormońskie mamy z Utah, Arizony, Florydy, Saskatchewan, Berna itp. Fantastyczne osoby z fantastycznym życiem. Wciąż się od nich czegoś uczę. Nie jestem bardzo wierzącą osobą, ale dzięki nim zamarzyłam o licznej rodzinie (nie ze względu na jakikolwiek kościół czy jakąkolwiek wiarę, a dla samego wspaniałego życia rodzinnego), bo na przykładzie ich codziennego życia wiem jak prawidłowo funkcjonuje nowoczesna duża rodzina (nie patologiczna, ani nie stworzona ze względu na przekonania religijne, tylko ze zwykłej miłości do partnera, dzieci i radości z życia rodzinnego - rodzina bez sfrustrowanych pokrzykujących rodziców, bez zasiłków, bez nędzy, bez konfliktów, wdzięczna za każdego z maluchów i doceniająca siebie nawzajem). Dzięki nim jestem również otwarta na adopcję (w tym również międzynarodową). Niestety takiej postawy nie przekazuje się młodym pokoleniom ani w Polce, ani w kościele katolickim. Mormonem nie mam zamiaru zostawać, bo nie interesuje mnie przynależność do żadnych wspólnot ani ruchów wyznaniowych (mam własne zdanie na temat wiary, niezależne od ideologii kościołów), ale chcę podkreślić, że od każdego możemy wynieść coś wartościowego i się czegoś nauczyć. Nie znając języków i zadając się wyłącznie z naszymi rodakami nigdy w życiu nie wiedziałabym, że istnieją nie patologiczne, nie ubogie rodziny wielodzietne i nie płodzone przez nieodpowiedzialnych prostych, przesadnie interpretujących przesłania religijne rodziców - tak bardzo piętnowane przez polskie społeczeństwo. Rodzicielstwo kojarzyło mi się od zawsze z nieprzyjemnym obowiązkiem, mega wydatkami i maksymalnie 2-3 dzieci. Nie wiedziałam, że może dawać tyle radości i że zorganizowanie życia rodzinnego może być takie proste i do tego pełne radości, pomysłowości, zaradności i codziennej wdzięczności za to co mamy. Tego nauczyli mnie dopiero Mormoni, którzy w obecnym pokoleniu nie mają już tych dużych rodzin ze względów jakichś odgórnych nakazów religijnych, ale z własnej nieprzymuszonej woli, bo kochają życie rodzinne i życie w ogóle. Nauczyłam się też wielu innych wartościowych rzeczy od wyznawców Kościołów Chrystusowych, Luteranów i wyznawców wielu innych wyznań, a nawet ateistów. Dzięki nim stałam się szczęśliwszym człowiekiem, otwartym na potrzeby innych ludzi i doceniającym drobne przyjemności dnia codziennego. Ostatnią rzeczą którą nauczyłam się od mam należących do LDS to znajdowanie w ciągu dnia rzeczy z które jestem wdzięczna (tzw. "Counting blessings" lub "Today I am grateful for ..."). Przykład: siedzę na tarasie, jest ciepło i delektuję się pięknym widokiem - myślę sobie, że dziś jestem wdzięczna za tę chwilę relaksu, nawet jeśli miałam pracowity dzień; lub robię pyszne czekoladowo wiśniowe muffiny dla swojej sąsiadki, bo wiem, że uwielbia - i pomimo zmęczenia myślę, że jestem wdzięczna za to, że wyszły i że mogę służyć drugiemu człowiekowi i zrobić nimi komuś przyjemność. Chodzi o czystą afirmację życia i radość, której tak bardzo brakuje Polakom (bo frustracja, zazdrość, zgorzkniałość i depresja stały się chyba naszym narodowym motto ostatnich dekad - no i ta nieśmiertelna "stara bida" jako standardowa odpowiedź na każde zapytanie o samopoczucie). Myślę że polski kościół katolicki mógłby się wiele nauczyć od swoich współbraci innych wyznań i ideologii. Pozdrawiam.
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej