Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Trudna polskość

     Z Bernardem Marguerittem, dziennikarzem i przewodniczącym International Communications Forum, rozmawia Radek Molenda

     W marcu 2003 r. na lamach "Tygodnika Solidarność" pokazywał Pan aktualność postulatu, "żeby Polska była Polską". Czy dziś apel ten jest spełniony?

     Nie. Jan Paweł II w 1999 r. goszcząc w Sejmie RP mówił, że solidarność jest nadal przed nami, a nie za nami. I ta sytuacja trwa. To, czy bez Okrągłego Stołu przemiany w Polsce byłyby możliwe, pozostaje wielkim znakiem zapytania. Może nie było innej drogi, ale w gruncie rzeczy było to porozumienie socjalistów różowych z czerwonymi. Miał powstać ustrój socjaldemokratyczny, ale wizja ta przetrwała sześć miesięcy. Potem nowi włodarze Polski rozpoczęli budowę systemu dzikiego kapitalizmu, który trwa już od ponad 20 lat, a który ma niewiele wspólnego z tym, o czym marzyli gdańscy robotnicy wierni ideałom Sierpnia. Oni nie rzucali kamieniami, ale dążyli do budowania cywilizacji szacunku do osoby ludzkiej, modlili się, żyli nauką Jana Pawła II. Byli ani na prawo, ani na lewo. To rzecz unikatowa w historii świata. Ale to się dotąd nie spełniło.

     Co więc ważnego się dokonało?

     Nie można zaprzeczyć, że przez minione 20 lat w kilku dziedzinach dokonał się pewien postęp, ale jakim kosztem? W Polsce mamy dramatyczną nierówność społeczną. Z jednej strony jest 15 proc. Polaków, którzy w III RP świetnie prosperują i żyją w luksusie, z drugiej - połowa polskich rodzin z trudem dociąga do pierwszego. Niemal wszystko - z bankami i mediami na czele - odsprzedano za granicę. Panują korupcyjne układy. Liderzy mediów rządzą krajem przynajmniej na równi z ludźmi biznesu i polityki.

     Inna bolesna dla mnie sprawa: na początku cały ten polski ruch wyzwolenia był ruchem chrześcijańskim, opartym na nauce Jana Pawła II, a teraz najwięcej do powiedzenia mają ludzie, którzy nie mają nic z chrześcijaństwem wspólnego. Jak to się ma do Solidarności?

     Rzadko się zdarza, żeby Francuz rozprawiał nad polskim patriotyzmem.

     Niedawno Krzysztof Zanussi powiedział mi żartem po lekturze felietonu "Polskość? Jaka polskość?" ("Tygodnik Solidarność" z 29 czerwca 2010 - przyp. RM), że jestem ostatnim mesjanistą w tym kraju. Aleja myślę, że dziś taki mesjanizm jest w Polsce na miejscu. Dzisiejszy świat się zagubił. To, co dzieje się we Francji, nazywam kliniczną śmiercią duchową. Mamy tam wojującą laickość, zatracenie jakichkolwiek reguł moralnych, a w dodatku kryzys ekonomiczny. Ludzie nie wiedzą, dokąd iść. A podpowiedzi są, i to dla całego świata! Twierdzę, że to, co na świecie w ciągu ostatnich 50 lat było naprawdę ważne, to ideały Solidarności i nauka Jana Pawła II, która je wspierała. To pochodzi właśnie z tej ziemi, z Polski. Czując się po trosze Polakiem powiem, że powinniśmy być z tego bardzo dumni. To nie my mamy być drugą Irlandią czy trzecią Japonią, ale odwrotnie - mamy moralny obowiązek dawać światu nowego ducha. Europa tak długo nie będzie Europą, jak długo Polska nie będzie Polską.

     Tymczasem - jak Pan pisze - mamy "przyćmienie" własnej tożsamości?

     Nie wszyscy, ale niektórzy tak. Wystarczy zacytować Donalda Tuska, który pytał: "co zostanie z polskości, gdy odejmiemy od niej cały ten wzniosło-ponuro-śmieszny teatr niespełnionych marzeń i nieuzasadnionych urojeń? Polskość to nienormalność. Polskość wywołuje u mnie odruch buntu: historia, geografia, pech dziejowy i Bóg wie co jeszcze wrzuciły na moje barki brzemię, którego nie mam specjalnej ochoty dźwigać" ("Znak", nr 11-12/1987 -przyp. RM). Nie rozumiem, jak Polak może coś takiego myśleć i pisać. Ja od przynajmniej 40 lat idę mozolnie ku polskości, bo uważam, że to droga ku lepszemu. Uważam, że stosunek Polaków do polskości jest kwestią fundamentalną. Może dlatego nie rozumiem ludzi, często naprawdę zacnych, którzy ostatnio odeszli z PiS-u. Koniecznie chcieli dążyć do porozumienia z "palikotami", którzy cieszą się, że dziś Polska staje się wreszcie krajem w cudzysłowie "normalnym", "nowoczesnym", z przyzwoleniem na aborcję itp., dla którego najwyższym celem jest uzyskanie "błogosławieństwa" Europy.

     Czym więc jest dla Pana polskość?

     To przede wszystkim wierność wartościom i ideałom, które - jak na Zachodzie - nie zostały jeszcze w Polsce wykorzenione. Polskość to też zadanie. Nie bez racji Cyprian Kamil Norwid pisał: "Ojczyzna to wielki zbiorowy obowiązek", a Jan Paweł II w 1990 r. na Zamku Królewskim podkreślał: "Polacy mogą albo wejść po prostu do społeczeństwa konsumpcyjnego albo też przyczynić się do ponownego odkrycia wielkiej, głębokiej, autentycznej tradycji Europy, proponując jej jednocześnie przymierze wolnego rynku i solidarności".

     W wywiadzie o inwigilacji za komuny zachodnich korespondentów twierdził Pan na tamach Biuletynu IPN, że przełom lat 70. i 80. mimo wielu utrudnień był dla Pana jako dziennikarza okresem dopingującym do działania. Dziś czuje Pan to samo?

     Nie, i to jest przykre. Za komuny był protektorat Rosji, ale wielu polityków lawirowało, starało się czasem coś dobrego dla Polski załatwić. Dla dziennikarza to były ekscytujące czasy. Nawet w "Trybunie Ludu" czytaliśmy miedzy wierszami. W moim domu w Zalesiu Górnym - dokładnie tu, gdzie teraz rozmawiamy - w 1987 r. ścierali nieoficjalnie swoje stanowiska wicepremier Franciszek Rakowski i ks. Alojzy Orszulik z komisji mieszanej państwo-Kościół. Dziennikarze z mozaiki różnych źródeł informacji tworzyli prawdę o tamtych czasach. To doświadczenie zupełnie unikatowe. Polska była jednak w bloku państw socjalistycznych krajem wyjątkowym. Niby teraz Polacy mają możliwość decydować o własnych sprawach. Ale oznacza to, że dzisiejszych polityków i dziennikarzy także powinniśmy sądzić innymi kryteriami - jak tę wolność wykorzystują? I widzę u wielu kompletny brak odpowiedzialności, a nawet zainteresowania sprawami ważnymi dla Polski.

     Jest Pan prezesem największego na świecie stowarzyszenia dziennikarzy. Jak International Communications Forum ocenia media w Polsce?

     Nie najlepiej. Te media najczęściej nie są polskie. Tak jak we Francji, już dawno większość z nich przestała być na służbie obywateli.

     Z własnego podwórka wiem, że istniała grupa, do której należeli np. Michnik, Smolar i Geremek, kreująca przez lata w mediach obraz Polski na Zachodzie. Doprowadziła do tego, że Francuzi mieli i nadal mają niemal kompletnie wypaczony obraz Polaków. Świadczy o tym choćby to, co mówili na temat prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Polska za czasów PiS-u była dla Francuzów zacofana, zabobonna, prawie faszystowska, wroga dla wszystkich. Zafałszowanie widać było zwłaszcza zaraz po katastrofie pod Smoleńskiem, gdy z dnia na dzień polskie media odkryły m.in., że Kaczyński był profesorem, a nie "burakiem". Ale media przechodzą kryzys na całym świecie. Oczywiście w Polsce nie brakuje także bardzo dobrych, solidnych dziennikarzy.

     Jak Pan ocenia obecne czystki w TYP, zdjęcie z anteny "Misji specjalnej", programu Bronisława Wildsteina, a nawet zupełnie niepolitycznych "Niepokonanych" Krzysztofa Ziemca, kojarzonego z prawicą?

     Zmian tych trudno nie zauważać. Jestem przerażony sytuacją, ale ona nie jest nowa. Wśród postulatów gdańskich trzeci dotyczy przestrzegania gwarancji wolności słowa, druku i publikacji. Jednak już na początku lat 90. Lech Wałęsa powiedział mniej więcej: mamy władzę, to teraz należy opanować telewizję, zrobić tam porządek. W bardzo krótkim czasie ludzie walczący o wolność mediów, kiedy dostali do ręki władzę, zaczynali media zagarniać do walki z przeciwnikami politycznymi.

     We Francji także z wolnością mediów są problemy, ale przynajmniej jest rada, która szybko reaguje, a ludzie w niej zasiadający są ogólnie uznanymi autorytetami moralnymi. I jest ogromna presja społeczna na to, by władza nie wykorzystywała mediów do swoich celów.

     Ma Pan opinię dziennikarza, który lepiej niż sami Polacy umie dostrzegać nasze interesy w polityce międzynarodowej. Co przyniosła nam wizyta w Polsce prezydenta Rosji?

     Zawsze lepiej mieć z innymi krajami stosunki dobre, niż złe. Dotyczy to oczywiście także Rosji. To wielki kraj z wielkimi tradycjami, który należy szanować. Jednak iluzja, że bratając się z prezydentem Miedwiediewem rozwiążemy jakiekolwiek problemy Polski - jest więcej niż śmieszna. Jest pożałowania godna. Rosjanie zawsze szanowali tylko tych, którzy umieli twardo bronić swoich własnych racji. Co do innych - uśmiechają się do nich, ale ich lekceważą. Prezydent Kaczyński dobrze to rozumiał i był w Rosji - ale także w Brukseli - za swoje twarde stanowisko szanowany. Miłym uśmiechem nic w polityce międzynarodowej się nie osiąga. Przedstawianie jako wielkiego sukcesu tego, że Polska będzie mogła eksportować tysiące ton ziemniaków do Rosji? Za komuny eksportowaliśmy do ZSRR jeszcze więcej. A tragedia smoleńska nadal pozostaje niewyjaśniona i nie widać, by Rosjanie - mówiąc łagodnie - mieli ochotę ją wyjaśnić.

     Jak spędzi Pan nadchodzące święta?

     W Polsce, w domu. Przyjadą dzieci, które mieszkają i studiują we Francji. Staramy się połączyć tradycje polskie z francuskimi i pod względem kulinarnym, i religijnym. Będzie wielka choinka, prezenty do butów przed kominkiem i wspólne wyjście na pasterkę. Co do dań na stole - proszę pytać żony.

     Jakub Płażyński (1984), absolwent Wydziału Prawa Uniwersytetu Gdańskiego i LLM Uniwersytetu Amsterdamskiego. Aplikant adwokacki przy Okręgowej Radzie Adwokackiej w Warszawie. Mieszka w stolicy.

Tekst pochodzi z Tygodnika

19 grudnia 2010


Uzdrowienie Uzdrowienie
Christelle Javary
Autorka, zafascynowana uzdrowieniami fizycznymi, uświadamia nam, że — choć tego nie dostrzegamy — wciąż mamy do czynienia z tym niezwykłym zjawiskiem, i odkrywa przed nami jego głęboki, Boży sens... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej