Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Abolicja dla kaligrafii

     Niektórzy ludzie kochają swoje dzieciństwo i młodość. Wszystko w owym czasie było dobre: słońce świeciło, ptaki śpiewały w lesie, ryby pływały w rzece. Żadnych problemów, żadnych trosk. Jest to oczywiście idealizacja, iluzja. Bezproblemowe dzieciństwo nie istnieje. Być może jako dziecko nie dostałeś prezentu, o jakim marzyłeś, albo inne dzieci stroiły sobie z ciebie żarty, a może twoi rodzice ciągle się kłócili. W literaturze można znaleźć wiele przykładów na to, że życie dziecka może być bardzo smutne. I nierzadko to właśnie szkoła uczyniła je takim. Thomas Mann wiele o tym napisał. W jego powieści "Buddenbrookowie" wrażliwa dusza dziecka miała wypadek w mechanizmie szkolnej dyscypliny i demonów osiągnięć. Także autor Ernst Junger, który został wypolerowany przez dwie wojny światowe, cierpiał przez całe życie z powodu wspomnień ze swoich nieszczęsnych lat szkolnych. Tak jak zresztą 75-letni holenderski pisarz Ceesnooteboom, który nie pasował do żadnej szkoły i szybko przestał w ogóle do niej uczęszczać. Jedynie jego wspomnienia o humanistycznie wykształconym księdzu, który był jednym z jego nauczycieli, pozostały dla niego pocieszeniem.

     Kiedy w Zachodnich Niemczech, w latach 70. i 80., rozmawiało się o edukacji i lekcjach w szkole, nie było mowy o surowości i dyscyplinie właśnie z powodu wyżej wymienionych przykładów szkolej tradycji. Dzieci, po 1968 r., powinny wzrastać w inny sposób: wolny i bez autorytetów, by tak rzec, w duchu Rousseau. Nie była już dłużej ważna nauka, ale dyskusja sama w sobie. Jednakże o czym tu dyskutować, jeśli się nic nie wie? Dobrze, że teraz w szkołach na nowo przywrócono demony wysokich osiągnięć. W całej Europie, także w Polsce. Być może szczególnie w Polsce. Zwłaszcza jeśli chodzi o młodzież współczesnego świata i nowoczesnych mediów. Bowiem polscy uczniowie muszą odrabiać swoją pracę domową na komputerze, a nie pisemnie w zeszycie. Niektórzy muszą oddać pracę domową przed wyznaczoną godziną, wysyłając ją e-mailem do nauczyciela. Niekiedy z dodatkowymi ćwiczeniami na CD lub mp3. Na pierwszy rzut oka wygląda to fascynująco. Ale potem można się zapytać, ile wolnego czasu pozostaje takiej dziesięciolatce lub dziesięciolatkowi, kiedy musi wysłać e-mailem pracę domową przed godziną 18? Albo kiedy jest klasowe spotkanie na czacie o godzinie 19, w którym zobowiązana/y jest uczestniczyć?

     Na lekcje baletu, jazdę konną lub inne hobby nie ma miejsca w takiej strukturze nauki. Dzieci są pozbawione wolności. Szkoły stają się internatami bez granic. Niekoniecznie trzeba być przeciwko temu, internat nie jest niczym złym. Ale można stać się sceptycznym, kiedy pójdzie się dalej: taka elektroniczna szkoła bez granic - jak może funkcjonować w rodzinie z trojgiem dzieci? Kto zapłaci za domowe komputery, aparaty cyfrowe, mp3, itp.?

     Jeszcze bardziej napawające sceptycyzmem, jeśli nie szokujące, jest to,, że nawet w szkołach katolickich dwunastolatki muszą tworzyć w Internecie swoje własne bazy danych wraz ze zdjęciami, np. na "gronie", gdzie każdy może wejść, aby przeczytać informacje i obejrzeć obrazki. Jaki sens ma zaszczepianie takich umiejętności w tak wczesnym wieku? Jaki sens ma wystawianie prywatnego życia dzieci i ich rodzin na internetowy pokaz? Czy nie byłoby właściwiej zastanowić się w krytyczny sposób, wraz z młodymi ludźmi, nad nowoczesnym utylitaryzmem naszych czasów, aby wychowywać ich do bycia wolnymi ludźmi o wyraźnym profilu intelektualnym?

     Szkoła bez żadnego krytycznego dystansu wobec aktualnych trendów naszych czasów nie zasługuje na to by być nazywana "katolicką". Co nie znaczy, że w katolickich szkołach nie powinno być komputerów. Nie. Ale od szkół katolickich powinno się oczekiwać czegoś więcej niż tylko redukowania dzieci do roli edukacyjnych zbiorników w czasach informacji. Chodzi tylko, zwłaszcza w XXI wieku, o to cenne dobro formacji serca - jak to nazwał Benedykt XVI w swojej pierwszej encyklice. Jeśli nie sieje się tego daru w młodym wieku, za jakiś czas może być już na to za późno.

     Formacja serca zawiera również wolność odkrywania własnych umiejętności. Bez presji, bez strachu, że się nie zdąży na następna szkolne spotkanie na czacie i blogu, czy nie wyśle się e-maila na czas. Nie zapominajmy, że wszystkie wielkie osobowości ludzkości były kiedyś dziećmi. Dziećmi, które grały w piłkę, marzyły, siedziały na koniu lub bawiły się w "bycie księdzem". Może ten czas zabaw ukształtował fundament ich powołania. W ten sztuczny sposób, za pomocą postępowych środków, nie można hodować ludzi o wielkim duchu. Nie zabierajmy naszym dzieciom dzieciństwa. Zabierajmy im częściej prąd elektryczny i baterie, tak aby nie mogły używać komputerów i całego tego elektronicznego sprzętu.


Stefan Meetschen


Tekst pochodzi z Tygodnika

6 września 2009


W poszukiwaniu pewności W poszukiwaniu pewności
Josh McDowell, Thomas Williams
W dzisiejszym świecie ludzie coraz mniej troszczą się o prawdę, a bardziej o pewność. Prawda jest dla nich pojęciem abstrakcyjnym, istniejącym gdzieś na zewnątrz, pojęciem, które być może ma niewielkie znaczenie praktyczne.... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej