Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Koniec świata

     Brałem kiedyś udział w programie z Wojciechem Mannem i z mądrymi dziećmi o końcu świata. Kiedy pytano, jak one sobie wyobrażają ten koniec, to jedna dziewczynka odpowiedziała bardzo ładnie. Kiedy jej mamusia ma ileś tam kotletów, część z nich się spali i do tego przyjdzie jeszcze jakiś niespodziewany gość, to wtedy mama woła: "Koniec świata!". Sytuacja trudna, tragiczna, nierozwiązywalna. I tak na ogół dzieci mówiły, że rozumieją to pojęcie. Ale jak jest w rzeczywistości?

     Dawniej koniec świata widziano przez pryzmat Biblii: gwiazdy będą spadać z nieba, moce niebieskie zostaną poruszone, ludzie będą drżeć ze strachu, będą jakieś burze, znaki na niebie i ziemi i tak dalej. To jest jedna część prawdy, mówiąca, że to co istnieje, skończy się w ogniu i wodzie. I druga część - człowiek będzie musiał zdać egzamin ze wszystkiego, co było w ciągu jego życia, zdać rachunek, czyli prawda o Sądzie Ostatecznym. Bóg jest miłosierny, więc nie mamy pojęcia, jak to będzie wyglądało. Z pewnością Bóg powie, jak osądza ludzkie czyny. A potem zgromadzi się taka wielka widownia, zbiorą się wszyscy ludzie, jacy kiedykolwiek żyli. W jaki sposób dokładnie, tego nie wiemy, bo to będą miliardy ludzi, ale będzie też inny sposób postrzegania. No i wśród tych miliardów ludzi każdy będzie przez wszystkich oceniany, "wszystko tajne jawnym będzie" (por. Łk 8,17). I dopiero po tej wielkiej "pucówce", publicznej samokrytyce lub pochwałach (zależnie, kto na co zasłuży) będzie już ostateczne ustawienie. Jedni staną po prawicy Chrystusa sędziego, inni po lewicy. Taki pogląd panował przez dłuższy czas i jest w nim jakieś ziarno prawdy od strony teologicznej. Z całą pewnością będzie zdanie sprawy ze swojego życia, włodarstwa - mówiąc językiem biblijnym.

     Według nauki Kościoła, poprzedza je taki prywatny koniec świata. Następuje on dla człowieka wtedy, kiedy ten umiera. Ten świat pozostaje już za nim i wtedy czeka na niego wieczna pełnia radości, jeśli nie musi pokutować, albo czyściec, albo, nie daj Boże, wieczne potępienie, gdyby się od Boga odwrócił i nawet w ostatecznym momencie nie chciał zwrócić się do Niego na nowo. Odszedłby od Pana Boga, od miłości, prawdy, dobra, piękna, zdecydowane, bez jakiejkolwiek chęci nawrócenia. To właśnie ma być piekło, które zostało okraszone, w wierzeniach ludowych, strażami diabłów, smokami, widłami, kotłami ze smołą i tak dalej. Chociaż Jezus też mówi o ogniu piekielnym.

     Niezależnie od działalności człowieka proces formowania się Ziemi jeszcze się tak właściwie nie skończył. Wciąż jeszcze płyty tektoniczne na siebie nachodzą, wciąż magma wrząca, o gigantycznej temperaturze burzy się i czasem przebija skorupę ziemską, są potężne trzęsienia ziemi, wulkany, których działalność ma straszne konsekwencje, i niewykluczone, że koniec świata może być spowodowany tym, że te procesy przyczynią się do tego, że zginie życie biologiczne na Ziemi. Może być też sprawa jakiegoś ciała z zewnątrz - meteorytu czy komety, kto to wie, niech się martwią tym astronomowie. To coś może uderzyć w Ziemię z taką siłą, że to spowoduje zachwianie się równowagi, która na Ziemi jako tako istnieje i w efekcie zupełny zanik życia i kultur, jakie są w tej chwili na naszej planecie. I dzisiejsza nauka, która zajmuje się też tymi problemami, patrzy na to, co w Piśmie Świętym jest powiedziane, zupełnie trzeźwo i mówi: "Rzeczywiście, takie zjawiska mogą mieć miejsce, gwiazdy będą spadać czy przyjdzie jakieś uderzenie z zewnątrz, nastąpi szum morza - wystarczy parę takich większych tsunami i wiemy, ile to może szkody przynieść. Wspomniane już trzęsienia ziemi i wybuchy wulkaniczne to składa się na ostateczny scenariusz całości, która, już wymyślona przez Pana Boga, kiedyś z całą pewnością nastąpi.

     Kiedy? Nie wiadomo. Oczywiście ludzie wyznaczają te daty. W rozmaitych religiach, kulturach, sektach nawet, określa się, że wtedy i wtedy nastąpi apokalipsa. Pamiętam, że mówiono tak o roku 1970, ostatnio 2012. I nic z tego. A jeszcze może być jakiś prawdziwy koniec świata. Więc trzeba się z tym liczyć. Są to takie lokalne końce świata. Trzęsienie ziemi na Haiti, wielka powódź w Australii, która objęła teren mniej więcej równy, jak to mówią komentatorzy australijscy, obszarowi Niemiec i Francji razem wziętych. To jest nie do pomyślenia. W Australii to jest mała część, ale proszę sobie wyobrazić. To, że była taka mała liczba ofiar, to chyba wynikało ze zdyscyplinowania społeczeństwa, dobrego systemu ostrzegania i zorganizowania szybkich akcji ratowniczych. Dwadzieścia dwa miasta pod wodą, straty już w miliardach, zobaczymy resztę, jak woda opadnie. To jest taki lokalny koniec świata.

     Z tym że ci, którzy przeżyli, będą mogli wrócić po pewnym czasie, odzyskać przynajmniej część dóbr materialnych, które stracili. Natomiast przy końcu świata będzie szło o dobra duchowe. Trzeba pamiętać o słowach Jezusa, który mówił nam, żebyśmy czuwali i modlili się, bo nie wiadomo, kiedy ten dzień nadejdzie. Więc istotna jest sprawa gotowości na ten mój mały koniec świata, w każdej chwili mogę zginać. Zostawiam już polityczne i prawne zagadnienia związane z katastrofą pod Smoleńskiem, ale zwrócić uwagę na zwyczajną ludzką stronę. Oni wylecieli rano i mieli po południu wrócić. Niektórzy na wieczór czy na drugi dzień mieli już umówione jakieś sprawy, tymczasem okazało się, że to już ich koniec świata. Ile ludzi ginie w wypadkach - ci, co w nich zginęli, też coś załatwiali, z kimś się umawiali a nagle okazuje się, że nastąpiła katastrofa, rzeczywisty koniec świata.

     Jak to będzie tak do końca, to nie wiemy. Ale trzeba być gotowym na wszystko, bez "ostrożniactwa", z wielkim zaufaniem do Pana Boga, ale bez zawadiackiej pewności siebie. Głupcze - mówi Jezus - jeszcze tej nocy twojej duszy zażądają od ciebie; komu więc przypadnie to, coś przygotował? (Łk 12,20). Chcesz rozśmieszyć Pana Boga? Opowiedz mu twoje plany na najbliższy miesiąc, a czasem nawet na najbliższy dzień. Niech Pan Bóg się do nas uśmiecha, a my do Niego, ale nie rozśmieszajmy Go nieroztropnością. Czuwajcie i módlcie się, bo nie wiecie, kiedy przyjdzie ostatni dzień.


Leon Knabit OSB,
Ojca Leona słów kilka, Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC


   


W poszukiwaniu zagubionego ciała W poszukiwaniu zagubionego ciała
Mario Antonelli
Książka ta prezentuje świadectwa biblijne, teologiczne i poetyckie, które utraconemu ciału przywracają radość bycia ciałem: kobietą i mężczyzną. W świetle Zmartwychwstałego Ciała... » zobacz więcej

Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej