Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Kawalerowie maltańscy

     Liczący dziś około 10 tys. członków na całym świecie zakon kawalerów maltańskich wielokrotnie w swych dziejach dowiódł, iż stanowi swoisty fenomen w życiu Kościoła katolickiego. Także w dobie obecnej rysuje się przed tym szczególnym bractwem religijnym nowe wyzwanie. Historyk angielski H.J. Sire sądzi, że ów starodawny zakon dziś w znacznym stopniu powraca do swego w pełni religijnego powołania.

     Zakon rycerski szpitalników św. Jana Chrzciciela, zwany obecnie w skrócie zakonem maltańskim, założono w Palestynie podczas pierwszej wyprawy krzyżowej. W tamtych czasach zakony rycerskie cieszyły się szerokim społecznym uznaniem, szczególnie w środowiskach rycerskich i dworskich. Rycerze zakonni byli bowiem ucieleśnieniem dworskich ideałów męstwa, a ponadto nawiązywali do wczesnochrześcijańskich ideałów męczeństwa za wiarę.

     Szpitalnicy, zwani też joannitami od imienia swego patrona, niemalże od początku swego istnienia stanowili na tle innych zakonów rycerskich swoisty fenomen i takim pozostali do naszych czasów. Wyjątkowość zakonu św. Jana polega na tym, że od początku obok idei rycerskich obecny jest w nim również inny prąd duchowy. Joannici podjęli wezwanie do życia religijnego opartego nie tylko na walce i męczeństwie za wiarę w rycerskich potyczkach, lecz także na miłości Boga i ludzi. Wyraziło się to u nich w opiece nad chorymi i uciśnionymi. Pragnęli być rycerzami prawdziwie chrześcijańskimi, a więc nie tylko wojownikami, ale przede wszystkim obrońcami bezbronnych i szermierzami w obronie sprawiedliwości, o klęsce chrześcijan w Ziemi Świętej, w działalności joannitów przez ponad pięćset lat dominował jednak wątek polityczny. Osiedli oni na wyspie Rodos, tworząc tam swoje państwo zakonne, będące "przedmurzem chrześcijaństwa" w walce z Turkami. Wygnani z Rodos przez sułtana tureckiego, osiedli w XVI wieku na Malcie. Nadal stanowiąc "przedmurze", pełnili też rolę policji - jakbyśmy dziś to określili - "do walki z międzynarodowym terroryzmem". Dysponując flotyllą galer zwalczali głównie berberyjskich piratów paraliżujących szlaki handlowe na Morzu Śródziemnym. Jednakże nawet w czasach największego politycznego znaczenia zakonu nie zapominano w nim nigdy o powinnościach szpitalniczych. Zarówno na Rodos, jak i na Malcie joannici prowadzili jedne z największych i najnowocześniejszych szpitali w Europie.

     Pod koniec XVIII wieku Napoleon Bonaparte wygnał kawalerów z Malty. Na początku XIX wieku na fali zakonnej odnowy maltańczycy zrezygnowali ze swego znaczenia politycznego na rzecz "powrotu do korzeni". Za priorytet w swojej działalności przyjęli misję szpitalniczą i opiekuńczą - tę samą, która legła u ich początków w Ziemi Świętej. Lecz na tle innych organizacji charytatywnych i filantropijnych maltańczycy wyróżniali się swoimi przywiązaniem do rycerskich tradycji i silnym ich akcentowaniem, a także przywiązaniem do tradycji zakonnego bractwa Koścista katolickiego. Ma to zasadniczy wpływ na strukturę członków zakonu. Wymaga się od nich, by byli wyznania rzymskokatolickiego oraz by swą wiarę czynnie manifestowali, dając swą postawą i życiem osobistym przykład innym wiernym. Zdecydowaną większość członków od początku stanowili ludzie "dobrze urodzeni". Dla tych, którzy chcieli wstąpić w szeregi zakonu, a nie mieli "odpowiedniego" pochodzenia, pozostawiono jednak furtkę. "Szczególnie zasłużonych" dla zakonu ludzi, niebędących szlachcicami, przyjmowano w drodze łaski wielkiego mistrza. Ta zasada - znacznie rozszerzona - obowiązuje w zakonie do dziś, szczególnie w takich krajach, jak USA, Kanada czy Australia, gdzie żyje wielu zamożnych i oddanych sprawie zakonu ludzi, nielegitymujących się jednak szlacheckim pochodzeniem.

     W ramach XIX-wiecznej reformy wprowadzono również bardzo istotną, w porównaniu z wcześniejszym okresem, zmianę. Wcześniej wszyscy rycerze wstępujący w szeregi joannitów składali, tak jak inni zakonnicy, trzy śluby ewangeliczne: posłuszeństwa, ubóstwa i czystości. W nowych czasach te wymagania ograniczono tylko do wielkiego mistrza i jego najbliższych współpracowników. Masowo zaczęto przyjmować członków świeckich, jak to ma miejsce np. w franciszkańskim tercjarstwie. Do zakonu mogą wstępować również kobiety. Kandydat musi wykazać się m.in. swoją dotychczasową działalnością charytatywną lub chęcią i możliwościami (także finansowymi) prowadzenia takiej działalności. Także w naszym kraju współcześni polscy maltańczycy kontynuują tradycje filantropijne przedwojennego ziemiaństwa i arystokracji. Mające na Zachodzie długą tradycję stowarzyszenia filantropijne są organizacjami nadającymi i potwierdzającymi u swych członków wysoki status społeczny. Zasiadanie w radach różnego rodzaju fundacji dobroczynnych dodaje prestiżu. Do rad takich wybierani są ludzie o "nieposzlakowanej opinii", o "pewnym nazwisku" i dysponujący "pewnym źródłem finansów". Tacy ludzie są wiarygodnymi partnerami w interesach, a działalność publiczna tę wiarygodność potwierdza. Jakkolwiek te uwagi można z powodzeniem odnieść także do zakonu maltańskiego, to jednak tak dawniej, jak i dziś organizacja ta wymyka się stereotypowym uogólnieniom. Będąc elitarnym stowarzyszeniem, zakon ten pozostaje wciąż religijną instytucją, a status zakonu Kościoła katolickiego potwierdza wysoki poziom etyczny w prowadzeniu działalności charytatywnej. Ponadto "prawdziwy rycerz" powinien osobiście nieść pomoc potrzebującym. Tak właśnie - dając przykład innym - postępuje obecny wielki mistrz oraz wielu innych kawalerów i dam zakonu, w tym jego członkowie duchowni. Na przykład w czasie corocznych pielgrzymek do Lourdes opiekują się oni osobami niepełnosprawnymi. Maltańczycy organizują też ochotnicze ratownictwo na skalę ogólnokrajową m.in. w Irlandii i Niemczech oraz niosą pomoc podczas klęsk żywiołowych i wojen na całym świecie.

     Zakon maltański dzisiaj, w konfrontacji z demokratycznym i laickim światem, staje wobec dwóch możliwości działania. Pierwsza opcja, kompromisowa, "współczesna", przewiduje zrzeczenie się szlacheckich tradycji, wskutek czego przekształci się on w stowarzyszenie bogatych i wpływowych ludzi, usprawiedliwiających wystawny tryb życia swą działalnością. Na tę drogę zakon jest obecnie w znacznej mierze "zepchnięty", także w naszym kraju. Ta strategia wiąże się jednak z poważnymi niebezpieczeństwami. Solidarność grupowa europejskiej arystokracji dowodzi swej żywotności, ale gdy zakon osłabi więzi z tą grupą, może stracie jedno z głównych źródeł swej siły. Poważne niebezpieczeństwo wiąże się więc z liberalizacją zasad wstępowania do zakonu. Członkostwo z jednej strony na zbyt wielką skalę zacznie przypadać osobom, dla których wstąpienie w szeregi kawalerów maltańskich może być przedmiotem ambicji związanej z awansem społecznym, a z drugiej wielu wybitnym postaciom ze świata polityki i biznesu, lustrację tego problemu znajdujemy u angielskiego historyka zakonu maltańskiego H. J. Sirea. Podaje on w swej książce pt. "Kawalerowie maltańscy" przykład włoskiego finansisty Umberto Ortolaniego. Ten kawaler po łasce (a zatem bez "urodzenia") został mianowany ambasadorem zakonu w Urugwaju. Kiedy w 1981 roku wybuchł skandal związany z działalnością loży masońskiej P2, do której należały setki prominentnych postaci włoskiej socjety, wyszło na jaw, że Ortolani miał bliskie powiązania z wielkim mistrzem loży. Procesy kryminalne, które z tego wynikły, zakończyły się w kwietniu 1992 roku skazaniem Ortolaniego na dziewiętnaście łat więzienia z powodu udziału w oszukańczym bankructwie połączonym z krachem Banco Ambrosiano. Jak pisze Sire: "ponieważ w działaniach tego rodzaju starsza szlachta na ogół nie bierze udziału, zakon maltański otrzymał bardzo gorzką nauczkę".

     Przyszłość zakonu maltańskiego wydaje się w głównej mierze zależeć od tego, czy potrafi on, tak jak miało to miejsce w dotychczasowej jego historii, zachować swoją niepowtarzalność. Fenomen polegający na połączeniu "ducha rycerskiego" z obecnością w życiu religijnym Kościoła katolickiego. Powinien on zatem podtrzymać swój tradycyjny charakter religijnego bractwa Kościoła i podkreślać rolę swych członków duchownych, a wskutek tego nadal w praktyce opierać się na klasie, dzięki której ideał noblesse oblige wciąż jest ceniony.


Robert Luka


O Bogu i człowieku O Bogu i człowieku
Ks. Tomasz Jelonek
Książka jest zapisem rozważań nad problemami, które wciąż są aktualne: Czy Pan Bóg zbankrutuje? Czy Jezus jest mitem? Od małpy czy od Boga? - problem ewolucji na właściwym miejscu.... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:
 Ewa: 04.05.2012, 19:48
 Autor sugeruje, że pochodzenie szlacheckie jest gwarantem uczciwości, a zostanie kawalerem z nadania to przyjęcie "elementu" mniej wartościowego... smutne
 Realista: 19.01.2012, 12:53
 Zdaniem wielu ludzi, Kawalerowie Maltańscy to taki SKANSEN lub FOLKLOR, czy wyłącznie KÓŁKO ZAINTERESOWAŃ, które traktuje Kościół jako dobrą zabawę w starszym wieku, którzy nie wiedzą tak naprawdę co z sobą zrobić na co dzień... Są to ludzie w większości religijni a nie nowo-narodzeni duchowo, więc nie dostrzegają powołań duchowych, których dawcą jest Duch Święty, u Którego trzeba zabiegać o te cenne Dary duchowe!
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej