Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Ring własnego życia. Czyli z młodymi o patrzeniu na własne życie i otaczających nas ludzi

     Umiłowani przyjaciele Pana Jezusa, dzisiejszego wieczoru spotkamy się z następną fenomenalną postacią naszych niebieskich książek. To niesamowite, że słowa napisane prawie 2000lat temu są nadal aktualne i przez nie i w nich nadal Pan Jezus chce się wydarzać w naszym życiu. Pan Jezus wyobraźcie sobie, nadal podróżuje do Jerozolimy, w której poniesie śmierć. Nadal spotyka ludzi i przewraca ich świat do góry nogami. Zawsze zastanawiam się nad cierpieniem Jezusa, który idąc do Jerozolimy wiedział, że umrze. To niesamowite, ale na pewno gdzieś wewnętrznie to musiało go boleć. Niektórzy mówią, że cierpienie Jezusa na drodze krzyżowej, owszem było okrutne, ale jest niczym w porównaniu z cierpieniem ludzi, którzy latami są głodni albo więzieni czy przebywali w obozach koncentracyjnych. Jednak kochani zauważcie jedną rzecz. Jezus idzie do Jerozolimy i pomimo uśmiechu na twarzy i uzdrawianiu jakie dokonuje wśród ludzi, musi mieć świadomość swojej śmierci czyli świadomość celu do którego zmierza. Z każdą minutą jest bliżej tego celu. Przypomnijcie sobie sytuacje ze swojego życia, kiedy czekaliście na jakiś zabieg albo operacje. Tak na serio to sama operacja nie była najgorsza. Najgorszy był czas kiedy mieliśmy świadomość zabiegu. Jezus ma świadomość zabiegu jakiego ma dokonać. Jest to zabieg zbawienia świata. Jezus jest najlepszym lekarzem i idąc dokonać tej największej operacji swojego życia, po drodze wykonuje mniejsze, ale również potrzebne dla ludzi, których spotyka. I tak na drodze do Jerozolimy, przybywają do Jerycha. Spotykają tam wielu ludzi. Jednak jedna spotkana tam osoba, zajmuje w sercu Jezusa miejsce szczególne. Nie był on "nadziany" nie był vipem… Jednak Jezus poświęcił mu najwięcej uwagi. Dlaczego? Przeczytajmy fragment Pisma... Ewangelia wg. Św. Marka 10, 46-52

     Spróbujmy nakreślić sobie tę sytuację i przez chwilę zobaczyć "o co kaman"? Pan Jezus i jego ekipa apostołów idą do Jerozolimy. Przybywają do Jerycha, trochę pewnie wożą się po mieście, obczajają klimat, patrzą na fajniejsze lokale w Jerychu. Wiemy, że przez Jerycho idą "na buta" Chociaż znając tamte realia pewnie trafniejszym byłoby stwierdzenie "na sandała" Gdyby mieli fury to podejrzewam, że apostołowie na pewno jechaliby przez Jerycho metodą "zimny łokieć" Wieść o Jezusie rozeszła się już po całej tamtejszej okolicy. Jezus był więc vipem. Podejrzewam, że na pewno poważni biznesmeni i inwestorzy z Jerycha wyszli mu na powitanie. Przywitał go też pewnie Burmistrz Jerycha. Jezus jednak przechodzi przez Jerycho bezrefleksyjnie. Ewangelista nie notuje ani jednego zdania odnośnie pobytu w samych murach miasta. Przeczytać możemy tylko, że z Jezusem wychodziły z miasta całe tłumy. Ludzi było mnóstwo. Bogaci, biedni, z problemami finansowymi, grzesznicy i celnicy. Po prostu wszyscy. Cała paleta ówczesnego społeczeństwa. I nagle ewangelista notuje, że gdzieś przy drodze siedzi niewidomy żebrak. Najprawdopodobniej pod słyszał, że drogą idzie Jezus i zaczyna krzyczeć. Może wcześniej słyszał o Jezusie. Jezus był już popularny. I krzyczy: "Jezusie, synu Dawida, ulituj się nade mną" Skąd o tym wiedział kim jest Jezus? Niewiadomo, być może gdzieś słyszał, jak mówią o nim. Użył on bowiem tytułu mesjasza. Wyobraźcie sobie te wszystkie tłumy. Jak tam musiało być głośno. Szły za nim setki ludzi i każdy coś krzyczał. Każdy chciał go dotknąć, zobaczyć. Podejrzewam, że było tam głośniej niż na niejednej wiejskiej dyskotece. A niewidomy żebrak zaczyna krzyczeć. Krzyczał tak głośno, że jego kumple, którzy stali niedaleko zaczęli go uciszać. Bartymeusz- bo tak było mu na imię, nie raz w życiu usłyszał wiele gorzkich słów. Siedział przy drodze za miastem. Był wyłączony ze społeczności. I teraz też kumple mówią: Gościu, zamknij się i tak cię nie usłyszy! A on zaczyna drzeć się jeszcze głośniej. I co? Jezus usłyszał niewidomego żebraka! Przystanął i powiedział, aby go zawołali. Wtedy jego kumple zmieniają taktykę. Mówią mu- idź Jezus Cię woła, bądź dobrej myśli. Typowi koledzy. Popatrz na swoją szkołę, podwórko. My też znamy takich ludzi, którzy nie życzą nam najlepiej, ale jak znajdziemy się w wyższych kręgach to nas pocieszają i są naszymi najlepszymi przyjaciółmi. Bartymeusza woła sam Jezus, a więc Bartymeusz jest kimś, nagle oni się do niego przyznają i jeszcze go pocieszają. A nóż może Jezus go kimś mianuje i wtedy Bartymeusz ich ustawi. Jezus pyta co chcesz, abym ci uczynił? A On mówi: Rabbuni. Mój mistrzu, abym przejrzał. Bartymeusz. Jaki to był gość. Jaką on miał wiarę. Poszedł pod prąd opinii społecznej, tego co powiedzą kumple i przyszedł do Jezusa. Ewangelista notuje, że uzdrowiła Bartymeusza wiara. Przejrzał natychmiast i poszedł za Jezusem. Niesamowita to scena. Jezus wyrywa go z marazmu jego życia, wyrywa go z jego choroby, a on jako wotum wdzięczności idzie za nim.

     Moi kochani, my również, tak jak Bartymeusz jesteśmy niewidomi. Każdy z nas ma obszar w życiu, którego nie widzi, albo którego nie chce widzieć. Widzimy, że Jezus ma moc, aby uzdrowić nasz wzrok. Ale pytanie jest inne. Czy ja chce, aby Jezus uzdrowił mój wzrok? A może dobrze mi w moim świecie grzechu, w którym siedzę sobie przy drodze poza murami i żyje z dnia na dzień. A może już tak się przyzwyczaiłem, że nie wierze, że może być inaczej? Droga do uzdrowienia jest tylko jedna. Musze zacząć drzeć się w stronę Jezusa i prosić o uzdrowienie. Niektórzy katolicy myślą, że do Pana Jezusa krzyczeć nie można. A już broń Boże kłócić się z nim. Chrześcijanin, który nie ma pragnień, który nie chce droczyć się z Bogiem, krzyczeć w jego stronę, to żaden chrześcijanin. Pamiętacie Jakuba ze Starego Testamentu? Potrafił bić się o błogosławieństwo. "Wstań i wiedź ze mną spór, Ja Cię usprawiedliwię" "Oto wyryłem Cię na obu mych dłoniach" (Iz 49,16) Pan Bóg chce się droczyć z człowiekiem, bo wyrył go na obu swych dłoniach.

     Pewnego razu, młody ksiądz wybrał się wieczorem do kościoła, aby się pomodlić. Kościół był zamknięty. Wziął więc klucze i wszedł od strony zakrystii. Zamknął za sobą i będąc sam w kościele usiadł w ostatniej ławce osuwając się na kolana tak, że zza ławki wystawały mu tylko oczy. Nagle w zakrystii słyszy jakiś huk. Okazało się, że siostra zakonna również miała klucze i przyszła się pomodlić. Nie zauważyła jednak księdza, któremu zza ławki wystawały tylko oczy. Uklęknęła z przodu przed krzyżem Pana Jezusa i głośno krzyknęła: Ty Żydzie! Taki wstyd na cały zakon! Do jutra wszystko ma być załatwione! Po czym wykonała znak krzyża i wyszła z kościoła. Moi drodzy w naszym życiu czasami, aby przejrzeć na oczy, wcale nie można być poprawnym politycznie. Czasami trzeba mieć w sercu pragnienie spotkania Boga. Ono może dokonać się tylko wtedy, jeśli ty na serio będziesz chciał go spotkać. Pan Bóg będzie pod to spotkanie Cię podprowadzał. I nie patrz na kumpli czy kumpele. Oni będą się z ciebie śmiać. Tak jak z Bartymeusza. Jednak uwierz mi, uwierz Słowu Bożemu, Jezus ma moc, jeśli zdobędziesz się na odwagę by wbrew opinii świata o te moc poprosić. Ty i Pan Jezus jesteście jak para zakochanych, która pomyliła miejsca spotkania. Pragniecie się spotkać, ale się rozmijacie. Jednak to nie Jezus myli miejsce. Czasami to my po prostu celowo omijamy go, bo boimy się spotkać. Boimy się co powiedzą w domu, co powiedzą na podwórku. Chcesz iść na różaniec czy spotkanie wspólnoty, a kumple idą na piwo. Boisz się, że jak się dowiedzą gdzie chodzisz to zostaniesz uznany za dewota. Za zacofanego, staroświeckiego. Koleżanki idą do galerii na zakupy w niedziele, a Ty chciałabyś pójść do kościoła. Nie pójdziesz, no bo co one powiedzą?

     Drogi bracie, siostro…Jeśli masz już dosyć siedzenia przy drodze swojego życia. Jeśli znudziło Ci się bezsensowne siedzenie w kościele. Jeśli chcesz w końcu zakumać o co tu chodzi, to zrób jedno. Idź do Jezusa i zacznij się drzeć. Wykrzycz całe problemy swojego życia. Powiedz mu co ci się nie podoba, z czym sobie nie radzisz. Zostaw przed jego ołtarzem całe swoje życie. Wszystkie marzenia i pragnienia. Zostaw całą swoją seksualność. Jeśli chcesz pójść zanim, musisz dać się uzdrowić. Jezus wychodzi dziś z Jerycha Twojego życia, przechodzi koło Twojej drogi. Świat krzyczy, kupuje błyskotkami, najnowszymi reklamami i poglądami. A Jezus idzie przy drodze Twojego życia. On kątem oka zerka na Ciebie i czeka, byś wyraził chęć spotkania z nim. Tobie wydaje się, że już nie ma ratunku, że już za bardzo utonąłeś w brudzie grzechu. Wydaje Ci się, że dzisiejszy świat jest za głośny, że za bardzo zlaicyzowany. Jednak On wie, że Ty tam siedzisz i idąc czeka na Twój krzyk. Świat chce Cię uciszyć. Czy chcesz wejść na ring i bić się ze światem, aby to właśnie na Ciebie spojrzał Jezus. Bartymeusz pragnieniem spotkania Jezusa wygrał całe swoje życie. Czy Ty chcesz wołać w stronę Jezusa? Wybór należy już tylko do Ciebie…


Kl. Tomasz Jankowski
Wyższe Seminarium Duchowne Diecezji Toruńskiej.


Myśli nieuczesane wszystkie Myśli nieuczesane wszystkie
Stanisław Jerzy Lec
W "Myślach nieuczesanych" Lec kontynuuje tradycję gorzkiego żydowskiego humoru i intelektualnej gry, prześcigając lapidarnością i esencjonalnością swych aforyzmów niekwestionowanego mistrza gatunku, wiedeńczyka Karla Krausa... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej