Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Czego nie należy pokazywać w mediach?

     Łukasz Wojtusik: Czego nie należy pokazywać w mediach?

     Leon Knabit OSB: Śmierci, umierania, zabijania.

     Podczas II wojny światowej dokumentaliści angielscy stanęli przed etycznym dylematem: czy pokazywać w zbliżeniu ciała zmarłych w obozach koncentracyjnych?

     Materiały filmowe pełniły w tamtym wypadku zupełnie inną funkcję, chodziło zapewne o dokumentację zbrodni hitlerowskich. Współcześnie często śmierć pokazywana jest w mediach z pobudek finansowych. Ja pierwszy w swojej stacji pokażę śmierć naprawdę, zapowiem materiał w Internecie, wszyscy będą chcieli zobaczyć, choćby z ciekawości, co się wydarzy, sprawdzą, czy nie blefowałem, i ja zgarnę kasę za reklamy. Czwarta władza powinna być świadoma, że ma brudne ręce, jeśli epatuje śmiercią, by zarobić. To jest po prostu nieuczciwe.

     Dlaczego ludzie chcą kupować śmierć? Dlaczego kupują tabloid, który na pierwszej stronie pokazuje zdjęcia ciała zmarłej, kilkuletniej dziewczynki? Dlaczego tak bardzo chcemy uczestniczyć w spektaklu śmierci?

     To pytanie zadajemy sobie od wieków. Zmieniły się tylko technologie i skala rozpowszechniania tego typu materiałów. Dawniej gawiedź wyła z rozkoszy, gdy torreador zabijał byka, ale część widzów z nadzieją czekała na wypadek przy pracy, na porażkę torreadora.

     W Pasji Mela Gibsona jest scena, w której żołnierze rzymscy katują Chrystusa; widać, że sprawia im to przyjemność.

     Na filmach z egzekucji chrześcijan przez fanatyków z tak zwanego Państwa Islamskiego także widać pewien rodzaj satysfakcji z zadawania cierpienia. Ludzie cieszą się zabijaniem, niszczą w imię Allaha; Bóg kazał im zrobić coś, co napełnia ich dumą. Oprawcy z Auschwitz też kierowali się w swoim działaniu poczuciem sadystycznej przyjemności z zadawania bólu. Co ciekawe, w fabryce śmierci, którą zarządzali, próbowali jednocześnie prowadzić normalne życie. Mieli tam swoje rodziny, chodzili na spacery, bawili się ze zwierzętami domowymi, organizowali potańcówki, koncerty. Nie potrafię tego wytłumaczyć.

     W 2004 r. jeden z tabloidów opublikował zdjęcia ciała Waldemara Milewicza, korespondenta wojennego TVP, który zginął podczas pracy w Iraku. Fotografie wywołały ogromne poruszenie w środowisku dziennikarzy, stały się pretekstem do bardzo poważnej dyskusji o granicach tego, co nam, dziennikarzom, wolno.

     Warto zwrócić uwagę na zmianę we wrażliwości odbiorców i nadawców w mediach publicznych i komercyjnych w Polsce po 1989 r. Z innej kultury wyrośliśmy, w innej wychowujemy swoje dzieci. Mam wrażenie, że przez narodziny Internetu straciliśmy kontrolę nad mediami. Pluralizm jest wartością komunikacji w sieci, ale jednocześnie samoregulacja, autocenzura użytkowników Internetu jest utopią. Dzisiejsza młodzież zabija postacie w grach komputerowych, uśmierca swoich oponentów na portalach społecznościowych, publikując kompromitujące ich materiały. Cały czas próbujemy przekraczać granicę, sprawdzamy, czy ktoś nas ukarze, jeśli skopiemy staruszkę na ulicy. Przemoc stała się medialna. Chcemy walczyć z mową nienawiści, ale brakuje nam narzędzi, ponieważ Internet jest szybszy. Chcesz zobaczyć, jak zrobić w domu narkotyk, jak wygląda seks? Proszę bardzo! Wstukujesz hasło w wyszukiwarkę i po chwili masz co najmniej kilka odpowiedzi. Nie tylko tam przesuwa się granica, w głupich gazetach znajdujemy historie w stylu "chciałam zobaczyć, jak to będzie". Stąd już tylko krok do artykułu: Chciałem zobaczyć, jak to jest zabić człowieka? Zresztą i takie historie w ostatnim czasie w Polsce już przerobiliśmy.

     Co zrobić z tą przesuwającą się granicą, z przyzwoleniem na pokazywanie śmierci w mediach?

     Nie wiem. Przede wszystkim chciałoby się powiedzieć: "Ciszej nad tą trumną". Warto zmieniać przestrzeń, na którą mamy wpływ, dlatego zacznijmy od własnego podwórka. Zachowajmy większą ostrożność przy śmierci bliskiego. Dajmy sobie prawo do ciszy. O nieobecnych tuż po ich śmierci starajmy się nie mówić źle, lepiej pomilczeć. Skupmy się na relacjach, niekoniecznie tych w telewizji.

     Ale pogrzeb też stał się wielkim show. Uczestniczymy w ceremoniach pogrzebowych ikon popkultury, gwiazd, autorytetów. Długa jest lista pogrzebowych ceremonii, którym przyglądał się cały świat: księżna Diana, Michael Jackson, Jan Paweł II.

     Czułem, że Jan Paweł II znajdzie się w tym zacnym gronie (śmiech). Powiedzmy szczerze, ceremonia pogrzebowa połączona z Mszą św. po śmierci papieża była wielkim wydarzeniem, które zgromadziło przy telewizorach wierzących i niewierzących. Ponoć relację z tego wydarzenia oglądali ludzie z blisko dwustu krajów na świecie. Kto by pomyślał, że uroczystość religijna będzie cieszyła się takim powodzeniem! To był pewnego rodzaju cud.

     Wpisujący się jednak w konwencję medialnego spektaklu.

     Proszę wybaczyć, ale śmierć i pogrzeb Jana Pawła II nie miały nic ze spektakularności tego gatunku. Było wielkie theatrum, piękna oprawa, elementy reżyserii w sposobie relacjonowania wydarzeń na placu św. Piotra w Watykanie. Sama liturgia jest przecież formą przedstawienia, w dobrym tego słowa znaczeniu. Ale nikt tu nie rzucał się na trumnę, nie było protestujących grup, żarcików i anegdot z życia. Dominowały zaduma, liturgia, smutek i cisza.

     Jednak przed mszą świętą media anonsowały listę kardynałów przybyłych do Watykanu na uroczystości pogrzebowe, zapowiadały przedstawicieli państw, którzy przyjechali do Rzymu, by oddać zmarłemu hołd. To również elementy medialnego show.

     Tak działają media, która muszą czymś żywić swoją publikę nie tylko w czasie wydarzenia, ale również wypełnić czas przed i po nim.

     Jest tu jakaś granica, której nie można przekroczyć? Żeby medialnie też "ciszej nad trumną" było?

     Jak ją wyznaczyć? Ograniczyć czas transmisji, liczbę faktów, gości wspominających zmarłego? Zmienić ton wypowiedzi na bardziej wysublimowany? Przypominam, że korzystamy z dobrodziejstwa wolnych mediów, nie może być mowy o żadnych odgórnych ograniczeniach. Można po prostu niektóre rzeczy pokazać w stonowany sposób.

     Przyszło nam żyć w ciężkich czasach; gdzie ucho nie przyłożysz, tam zagadnienie okazuje się być bardziej skomplikowane, niż wydawało się na początku.

     Trudnych? A kiedy były łatwe? (śmiech).


Fragment książki Łukasza Wojtusika i Ojca Leona Knabita OSB pt. "Dusza z ciała wyleciała. Rozmowy o śmierci i nie tylko" - Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC


Ręce Marty i serce Marii Ręce Marty i serce Marii
Ks. Roman E. Rogowski
Nikołaj Gumilow, poeta i twórca poetyckiego prądu w Rosji na przełomie XIX i XX wieku, zwanego akmeizmem, jest autorem powiedzenia: "Wielka dama Teologia". Ale teologia nie tylko jest "wielką damą", ale także jest sztuką życia. Teksty zebrane w tej książce są tego ilustracją i dowodem... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej