Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Pycha i pokora

     CHOROBA PYCHY

     W tym rozdziale przybliżymy sobie chorobę, która dręczy człowieka, oraz sposób uwolnienia się od niej. Tą chorobą jest pycha.

     NA CZYM POLEGA

     Nie chodzi o usprawiedliwione pragnienie przezwyciężania siebie, które Bóg umieścił w sercu ludzkim: być lepszym, wiedzieć więcej czy więcej umieć. Istnieje ziarno nadmiernej ambicji, które zmusza nas do współzawodnictwa: być bogatszym niż drugi, mądrzejszym niż kolega, inteligentniejszym niż sąsiad, aby okazać swoją wyższość nad nimi. W ten sposób jest się wciąż niezadowolonym. Rozpustnik i skąpiec nigdy nie są usatysfakcjonowani, bo zawsze chcą więcej niż mają, więcej niż inni.

     CZŁOWIEK PYSZNY

     Jeśli mottem egoisty jest "wszystko dla mnie", to w przypadku pysznego: "ja jestem lepszy od ciebie". Żyje zawsze we współzawodnictwie, ale nie może cieszyć się swoimi zwycięstwami, bo wie, że zostały wytworzone z dymu próżnej chwały.

     Zazwyczaj człowiek pyszny jest bardzo tolerancyjny wobec swoich niedoskonałości; zawsze się z nich rozgrzesza, tłumaczy je albo neguje. Zawsze ma jakieś usprawiedliwienie dla siebie, ale jest bardzo wymagający wobec błędów i ograniczeń innych ludzi. Jego grzechy nigdy nie są grzechami, ale upadki innych są niewybaczalne, nie mają usprawiedliwienia, nie można o nich zapomnieć.

     Człowiek pyszny zawsze krytykuje swojego bliźniego, oczernia go, żeby zmniejszyć jego prestiż, bo nie dopuszcza nikogo, kto by mu zagrażał. Musi rozgłaszać błędy innych, by w ten sposób pokazać swoją wyższość. Nie pozwala, by ktoś się przy nim wybijał, by ktoś go zasłaniał. Dlatego zawsze pokazuje, powiększa, a nawet zmyśla cudze niedoskonałości.

     Jednak te braki, których najbardziej nienawidzi u innych, są takie same jak te, które znajdują się w nim samym. Człowiek pyszny nie akceptuje siebie jako człowieka z ograniczeniami, dlatego nie zgadza się na najmniejsze ograniczenie w sobie i z tego właśnie powodu wiele cierpi.

     Jeśli osiągnie stan, w którym inni zawsze mówią o nim dobrze, nie znosi krytyki ani nie dopuszcza uwag, nawet tych czynionych z miłości. Zawsze robi sobie reklamę, żyje na piedestale wśród dymu z kadzideł na swoją cześć, wytworzonego przez wyobraźnię.

     Człowiek pyszny nie jest zdolny do miłości ubogiego, odwiedzenia uwięzionego, ugoszczenia starca czy tego, kto nie wykazuje zewnętrznych oznak potęgi i posiadania. "Jest wyniosły, próżny, porywczy, skąpy, zazdrosny. Zmysłowość go pociąga, umartwienie go odpycha. Jest dwulicowy, fałszywy, samolubny, skłonny do szemrań i mściwy. Rzeczy Boże go nudzą, żyje w stanie znużenia duchowego i to przygnębienie czyni go ociężałym" (Conchita Armida).

     Człowiek pyszny nigdy nie otwiera swego serca na oścież, toteż żyje jedynie domysłami. Nie ma przyjaciół, tylko nieprzyjaciół, bo nikogo nie ceni, ze wszystkimi współzawodniczy i nigdy nie nawiązuje szczerych relacji, bo wciąż czuje się lepszy. Żyje w nieprzyjaźni z innymi, szczególnie z tymi, którzy mają pychę tego samego kalibru. Człowiek pyszny ośmiela się rywalizować nawet z Bogiem. Nie jesti zdolny przed Nim uklęknąć, bo przecież nie może uznać innej istoty za wyższą od siebie, mądrzejszą, potężniejszą i doskonalszą. Wreszcie - nie modli się, nie umie chwalić ani tym bardziej adorować Boga, bo wszystko to wymaga spojrzenia w górę.

     Miał całkowitą rację Tomasz z Akwinu, gdy twierdził, że największą przeszkodą w naszej relacji z Bogiem jest pycha. Jeśli mamy problemy z modlitwą, to zanim zaczniemy szukać jej nowych form czy metod, powinniśmy zbadać poziom naszej pychy.

     Człowiek pyszny, który stara się skończyć z innymi, kończy, poniżając siebie samego, choćby dlatego, że czuje się lepszy niż wszyscy, zatrzymuje się więc w procesie wzrostu i nieruchomieje na drodze świętości.

     - Przez pychę Lucyfer powiedział: "Nie będę służył Bogu". Nie mógł wytrzymać na drugim miejscu i założył królestwo, w którym właśnie on byłby numerem jeden.
     - Przez pychę Adam i Ewa nie zaakceptowali swego stanu stworzeń i chcieli być jak Bóg.
     - Przez pychę Kain zabił Abla, bo nie mógł się pogodzić z tym, by jego " ofiara była gorsza od ofiary jego brata. Powodem pierwszej śmierci na ziemi były sprawy kultu. Pycha atakuje w sposób szczególny tych, którzy próbują służyć Bogu.
     - Przez pychę uczeni w Piśmie i faryzeusze pogardzali całym światem i nie przyjęli nauki Jezusa. Ich problemem nie była czystość czy prawowierność, ale czysta zawiść.
     - Przez pychę uczniowie Jezusa spierali się o to, kto z nich jest pierwszy, nawet przy ostatniej wieczerzy.
     - Przez pychę Hitler chciał być liderem najwyższej rasy. Aby podporządkować sobie tych "niższych", wymordował ponad 6 min ludzi, dokładnie takich samych jak my wszyscy.
     - Przez pychę chwytamy się zewnętrznych oznak siły, którą daje świat: tytuły, znaki prestiżu, obfitość kart kredytowych itd.

     PROPAGANDA ŚWIATA

     Jeżeli przeanalizujemy propagandę, zauważymy, że nieustannie proponuje nam ona sposób, jak być lepszym od innych.

     Bombarduje się nas na wszelkie sposoby: od najsubtelniejszych aż do najbardziej bezczelnych, abyśmy tylko czuli się lepsi od drugich; jest to tlo, czasami nieświadome, ale obecne we wszystkich przekazach telewizyjnych i -na sugestywnych kolorowych obrazkach.

     - Ten proszek do prania czy ten telewizor jest najlepszy ze wszystkich.
     - Nie zadowalaj się byle czym, jeśli możesz pozwolić sobie na luksus posiadania lepszego...
     - Ten samochód albo posiadanie daczy w takim miejscu wyniesie twój prestiż ponad innych.
     - Poczujesz się najlepszy ze wszystkich, jeśli będziesz miał kartę kredytową, którą tylko niewielu może otrzymać.
     - Ten kosmetyk, tamto ubranie zmieni cię w kobietę najpiękniejszą. W rezultacie wciąż rozpala się współzawodnictwo i żądza wykazania wyższości nad innymi.

     Myślę, że u wielu bogatych najgorszym grzechem jest próżne chwalenie się swoimi bogactwami, gorszym nawet niż wielokrotne cudzołóstwa. Ileż razy zapraszają nas grzecznie: "proszę mnie odwiedzić", ale w głębi myślą: "proszę przyjść, by podziwiać mój dom".

     Piękno, samochód, modny ciuch, powodzenie czy znajomość takich to a takich osób używane są jako sposób okazania wyższości. Niewiarygodne są nieraz heroiczne poświęcenia i wyrzeczenia artystów i sportowców, aby zdobyć ten jeden moment chwały, który pozwala im czuć się lepszymi od innych.

     CHOROBA POWSZECHNA

     Wszyscy jesteśmy zarażeni pychą. Jednak, chociaż w innych potępiamy pychę, w nas samych staramy się ją przemilczać, tuszować czy maskować. Bardzo łatwo rozpoznajemy osobę pyszną, ale jest bardzo trudno uznać nas samych za takich. "Jest to choroba, którą zawsze się brzydzimy, gdy znajdujemy ją u innych, ale na którą wszyscy cierpimy, a jednocześnie choroba najtrudniejsza do zaakceptowania w nas samych" (C.S. Lewis).

     Pycha jest rzeczywistością wewnętrzną, nieodłączną od człowieka, jak nasza własna skóra, jakby tworzyła część naszej ludzkiej natury.

     Przeprowadzano kiedyś wywiad ze słynnym kompozytorem i dyrygentem Leonardem Bernsteinem. Ostatnie pytanie brzmiało bardzo niewinnie:

     - Na jakim instrumencie najtrudniej jest grać w orkiestrze symfonicznej?

     Uśmiechając się szelmowsko, mistrz odpowiedział bez wahania:

     - Drugie skrzypce. Wszyscy chcieliby grać pierwsze skrzypce i jest bardzo mało takich, którzy z tym samym entuzjazmem i zainteresowaniem chcieliby grać drugie. Wszyscy starają się być pierwszymi skrzypcami i niewielu rozumie wagę drugich. Najsławniejsze orkiestry świata to te, które mają lepsze drugie skrzypce, podczas gdy wszyscy liczą na wspaniałe pierwsze. Bez drugich skrzypiec nie ma harmonii..., a to samo można powiedzieć o drugiej trąbce czy drugim flecie.

     Rzeczywistość jest taka, że nikomu nie imponuje rola drugich skrzypiec w orkiestrze i dlatego walczy się na śmierć i życie, aby być "numerem jeden" i tak chwalić się zdobytym zaufaniem, które pozwala czuć się lepszym od innych. ,P>      Tego, kto jeszcze nie rozpoznaje swojej pychy, pytam: jak się czujesz, kiedy cię krytykują, czy to sprawiedliwie czy nie? Jaka jest twoja reakcja, gdy ktoś stara się okazać ci swoją wyższość w jakiejś dziedzinie? Jaką postawę przyjmujesz, kiedy przyznają innemu awans czy nominację, na którą miałeś nadzieję sam? Co myślisz, kiedy nie wybierają cię na takie miejsce? Co dzieje się z tobą, gdy gratulują czy mówią dobrze o kimś kogo ty cenisz nisko? Jak odpowiadasz, kiedy cię poprawiają lub przywołują do porządku? Co robisz, kiedy nie akceptują twoich planów albo nie biorą pod uwagę twoich opinii? W końcu, jak się czujesz, gdy ktoś cię ignoruje, traktuje z obojętnością czy patrzy na ciebie chłodno? Czy zgadzasz się być drugimi skrzypcami, aby zaistniała harmonia? Czy lubisz pokazywać oznaki siły i wpływów?

     Prawdą jest, chociaż zaakceptowanie tego wiele nas kosztuje, że jesteśmy bardzo pyszni. Być może najbardziej pysznym jest ten, kto nie rozpoznaje siebie jako takiego, ale sam siebie usprawiedliwia, zrzuca winę na drugich i nawet nie dopuszcza do siebie myśli o swych ograniczeniach.

     PYCHA APOSTOLSKA

     Na polu pracy apostolskiej pycha przejawia się w aktywizmie i indywidualizmie.

     Pycha kwitnię podczas współzawodnictwa liderów, rywalizacji między grupami i porównań z innymi ruchami apostolskimi. Pycha ujawnia się, kiedy-wykazujemy, że nasze plany apostolskie nie tylko są lepsze, ale w ogóle jedyne warte wzięcia pod uwagę, kiedy chwalimy się liczbą członków naszej wspólnoty, każdą aktywnością, którą realizujemy, czy pochwałą i wdzięcznością biskupa.

     Bardziej wyrafinowaną pychą jest ten rodzaj poszukiwania darów, który nie ma na celu służenia nimi braciom, a jedynie kolekcjonowanie ich jak orderów na piersi albo wykorzystywanie związanego z nimi prestiżu do narzucania się i dominacji.

     Na spotkaniu międzynarodowym odpowiedzialni za Odnowę w Duchu Świętym pytali mnie, z czego wynikają takie podziały między grupami i między liderami. Ja im odpowiedziałem:

     - Jest tylko jeden problem i dam wam odpowiedź w trzech słowach. Nie więcej, tylko w trzech: PYCHA, PYCHA, PYCHA.

     Oni oczekiwali odpowiedzi innego typu, bardziej opisowej, która zgłębiałaby przyczyny i analizowałaby problemy, ale słysząc moją wypowiedź, wszyscy zgodzili się ze mną.

     Czasami spotykamy osoby, które zapoczątkowują cudowne dzieła apostolskie. Jednak, już po niedługim czasie, zamiast cieszyć się, że inni robią to samo, zaczynają im zazdrościć. Źle się czują wobec sukcesów innych, bo chcieliby mieć przywilej wyłączności, być jedynymi pracującymina chwałę Pana.

     Człowiek pyszny nie umie przyjmować od innych, bo nie umie przyznać się, że ich potrzebuje. Uważa się za osobę konieczną i niezastąpioną. Dlatego zanurza się w wirze aktywności, która utrzymuje go w tym co powierzchowne. Ma "kompleks mesjanistyczny", czuje się oczekiwanym przez wszystkich, jedynym, który umie rozwiązać każdy problem wspólnoty. Jako że ma tak dużo pracy, nie wystarcza mu czasu na modlitwę. W głębi zaczyna wierzyć, że jest zdolny do pójścia naprzód o własnych siłach. Jezus nie jest jego Panem. On jest panem siebie samego.

     KONSEKWENCJE

     Pycha używa nas jako narzędzi do ranienia innych, a jednocześnie osłabia nas tak, że nas samych czyni podatnymi na zranienia do tego stopnia, że rani nas najmniejsza przeciwność.

     Pycha prowokuje pychę, przemoc, gniew, kłótnie, wojny i wszelkie rodzaje niesprawiedliwości. Jeśli można by zdefiniować piekło, to chyba, jako królestwo pychy, podczas gdy niebo byłoby królestwem pokory i miłości. I tak, jak do piekła nie może wejść ani trochę miłości, w niebie nie może być nic z egoizmu i pychy.

     Tego dnia, kiedy Jakub i Jan starali się otrzymać najważniejsze miejsca w Królestwie, wywołali gniew ze strony wszystkich pozostałych Apostołów (Mk 10. 41) i zaogniła się rywalizacja o pierwsze miejsce.

     Są grzechy wytwarzające pewną przejściową satysfakcję albo pewne pozorne zjednoczenie, ale pycha stwarza tylko podziały i konflikty. Nie istnieje w pysze żadna przyjemna rekompensata ani kompensujące dobro. Myślę, że jest to jeden z najbardziej szkodliwych grzechów, bo z natury powoduje podział.

     LEKARSTWO - POKORA

     Jeśli pycha jest tak groźną chorobą, która prowadzi nas nieodwołalnie do śmierci, jakie jest na nią lekarstwo? Gdzie jest lekarz zdolny uwolnić nas od tego nieszczęścia?

     Lekarzem jest sam Jezus Chrystus, a lekarstwem - naśladować Jego styl życia.

     POKORA

     O ile człowiek pyszny chce zagarnąć całą chwałę i uznanie dla siebie, pokorny zawsze oddaje chwałę Bogu.

     Być pokornym, to nie znaczy negować nasze wartości, ale przypisywać je Panu. Nie polega to nawet na stwierdzeniu: "Wszyscy są lepsi ode mnie", ale na uznaniu, że nasze dary zostały nam dane darmo. Jeśli mam dziesięć talentów, pokora nie polega na twierdzeniu, że mam ich tylko dziewięć, ale na oddaniu chwały Bogu za pomocą każdej z moich zalet. Pokornym jest nie ten, kto się nie wyróżnia czy nigdy nie robi rzeczy wielkich i ważnych, ani nie ten, kto się ukrywa. Pokornym jest ten, kto w tym wszystkim co robi, czy to będzie mało czy dużo, nie pozostawia chwały dla siebie, ale sprawiedliwie oddaje Bogu to, co się do Niego odnosi.

     Chodzi nie o sąd porównawczy: w czym widzę wyższość wszystkich innych nade mną, ale o to, bym dobrowolnie oddał na ich służbę wszystkie moje wartości. Znaczy to że, jak Chrystus, w sposób wolny przemieniam się w ich sługę. Naprawdę ważne jest to, abym maksymalnie wykorzystywał swoje talenty.

     U Boga nie ma faworyzowania osób. Dla Niego nie ma kategorii lepszy - gorszy, wszyscy jesteśmy Jego synami. Tytuły, czy to świeckie czy kościelne, nie oznaczają wyższości, ale sposób wypełniania naszej misji.

     Kiedy myślimy, że jakiś tytuł lub funkcja czyni nas wyższymi od innych, popadamy w poważny błąd. Dlatego św. Ignacy mówił, że pierwszy stopień pokory polega na tym, by nigdy nie kłamać, nie udawać tego, czym nie jesteśmy, nie nakładać masek czy makijaży, które sprawiłyby, że wyglądalibyśmy na lepszych niż jesteśmy.

     Papież Paweł VI stwierdził w 1974 r., że "chrześcijanin pyszny" to sprzeczność pojęć. Znaczy to, że nie można być chrześcijaninem i człowiekiem pysznym jednocześnie.

     JEZUS CICHY I POKORNY

     Święty Paweł podsumowuje życie Chrystusa jednym zdaniem: "uniżył samego siebie" (Flp 2.8). Z całkowitą słusznością Jezus opisuje siebie, kiedy stwierdza: Uczcie się ode Mnie bo jestem cichy i pokornego serca. (Mk 11. 29)

     Będąc Bogiem stał się człowiekiem, będąc bogatym stał się biednym i będąc Panem stał się sługą. Mógł wybrać jako swą matkę jakąś wielką panią, bogatą w wiedzę i klejnoty, wybrał jednak prostą dziewczynę z Nazaretu. Urodził się nie w pałacu, ale w grocie, wśród zwierząt. Nie było dla Niego miejsca nawet w gospodzie miasteczka. Lisy kryły się w swoich norach, ale On miał tylko niebo za dach. Będąc stworzycielem wszystkiego, mieszkał w ciemnym miasteczku galilejskim, pracując w warsztacie cieśli. Wszedł do Jordanu i otrzymał chrzest jak wszyscy grzesznicy. Wybrał na apostołów dwunastu ludzi prymitywnych i nieuczonych. Jadał z celnikami. Zawsze był otoczony biednymi i chorymi i nigdy nie odpędzał od siebie prostytutek, złodziei i grzeszników.

     Swoich uczniów traktował jak przyjaciół, będąc Mistrzem - umył im nogi. Wybaczył wszystkim, nie bronił się, gdy Go skazywali. Nigdy nie szukał czegokolwiek dla siebie, przeciwnie, zawsze oddawał wszystko... aż do najważniejszego dowodu miłości: umarł opluty, znieważony i obnażony na krzyżu, pomiędzy złodziejami, nie wstydząc się. Jego grób znajdował się między grobami złoczyńców. Wobec pokusy wielkości i chwały wybrał hańbę krzyża.

     I wreszcie zmartwychwstały, wywyższony mocą Boga, nie ukazuje się, by okazać swą chwałę, ale ukrywa się pod postaciami chleba i wina, przebiera się za żebraka, prosi o jałmużnę, nie ma nic do jedzenia ani ubrania, emigruje ze swego kraju do innego. Znajdujemy Go na łóżkach szpitalnych i za kratami więzień.

     Dlatego ojciec Karol de Foucaud mówi: "Jezus wybrał ostatnie miejsce i nikt nie mógł Go od niego oderwać".

     Pewnego dnia pytałem matkę Teresę z Kalkuty, dlaczego Bóg posługuje się ludźmi tak ubogimi i prostymi jak ona: "Bo nasz Bóg jest Bogiem pokornym" - odpowiedziała z całą prostotą.

     Na światowych rekolekcjach kapłanów w październiku 1984 r. pewna zakonnica zauważyła, że matka Teresa z Kalkuty nie ma żadnych potrzeb. Siostra zapytała ją:

     - Matko Tereso, jak Matka czuje się, gdy ją obdarzają takim uznaniem i podziwem?

     - Jednym uchem mi wchodzi, a drugim wychodzi. Nigdy nie pozwalam, by coś z tego zostało w moim sercu.
     - A kiedy mówią, że Matka jest święta za życia?
     - Jeśli jestem święta, jestem tym, czym winien być każdy chrześcijanin...

     Mamy tu przykład sługi ewangelicznego, który mówi: "Wykonałem, co mi polecono".

     Ponieważ Jezus był najpokornieszym z przechodzących przez ten świat, nie raniły Go zarzuty faryzeuszy ani żarty najwyższych kapłanów. Na Jezusie nie robiło wrażenia, gdy mówili, że jest opętany przez złego ducha czy że chodzi z kobietami złego prowadzenia. Bolało Go raczej to, że widział, iż lud, który tak umiłował, jest tak zamknięty i niezdolny do przyjęcia Wody Żywej, którą Bóg mu ofiarowuje. Na Górze Oliwnej płakał, widząc święte miasto Jeruzalem i zawołał przerywanym głosem: "Jeruzalem, Jeruzalem, ty zabijasz proroków i kamienujesz tych, którzy są do ciebie posłani. Ile razy chciałem zgromadzić twoje dzieci, jak ptak swoje pisklęta pod skrzydła, a nie chcieliście" (Łk 13.34).

     Kiedy zabijają pokornego, czynią mu największą przysługę. Dzięki swojej śmierci Jezus zwyciężył pychę całkowicie i dał światu zbawienie, przemieniając się w światło i nadzieję dla wszystkich. Z tego samego powodu św. Paweł twierdził: "dla mnie umrzeć to zysk".

     JA NIE MOGĘ, ALE...

     Jeśli człowiek pyszny - chełpliwy zawsze mówi o przeszłości: "byłem... zdobyłem... mogłem...", to człowiek pyszny - sfrustrowany odnosi się do przyszłości: "pójdę... zrobię... będę miał...".

     Tymczasem pokorny wyznaje: "ja nie mogę, nie jestem w stanie". Ale nie pozostaje w tym punkcie. Zwraca się ku górze i mówi: "pomóż mi mój Boże. Przyjdź Duchu Święty, abyś uczynił to, czego ja nie mogę zrobić". I wtedy głosi z absolutną pewnością: "Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia".

     Święty Paweł, który miewał wizje, był porwany aż do trzeciego nieba, pracował więcej niż inni, cierpiał obelgi, uwięzienia, niebezpieczeństwa śmierci dla Jezusa itd., wymieniwszy te wszystkie chlubne fakty, stwierdza: "Aby zaś nie wynosił mnie zbytnio ogrom objawień, dany mi został oścień dla ciała, wysłannik szatana, aby mnie policzkował - żebym się nie unosił pychą. Dlatego trzykrotnie prosiłem Pana, aby odszedł ode mnie, lecz Pan mi powiedział: "Wystarczy ci mojej łaski, Moc bowiem w słabości się doskonali"?'

     Dalej, podsumowuje absolutnie przekonany: "Najchętniej więc będę się chlubił z moich słabości, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa. Dlatego mam upodobanie w moich słabościach, w obelgach, w niedostatku, w prześladowaniach, w uciskach z powodu Chrystusa. Abowiem ilekroć niedomagam, tylekroć jestem mocny" (2 Kor 12, 7-10).

     Świadomość słabości, jaką odczuwa chrześcijanin, nie jest dana po to, by go pogrążyć w rozpaczy, ale by ukazała się w nim moc Boga. Psalm 147 mówi: "Bóg nie ma upodobania w goleniach męża". To znaczy, że Boga nie wywyższamy naszymi siłami. Bóg cieszy się naszą słabością, bo wtedy ukazuje swą siłę i moc.

     W momencie, kiedy jesteśmy najmniejsi, jesteśmy właśnie najwięksi, bo wtedy dajemy w nas miejsce mocy Boga. Tymczasem, gdy czynimy się^ wielkimi, jesteśmy właśnie najsłabsi, bo wtedy jesteśmy pozostawieni jedynie siłom stworzenia, jakim jesteśmy. Nie znaczy to, żeby Bóg chciał naszej słabości. On chce przede wszystkim naszego zawierzenia. Chodzi o to, że człowiek pyszny nie może zawierzyć innym, bo ich nie potrzebuje, jest samowystarczalny. Samowystarczalność jest największym ograniczeniem, bo nie pozwala wyjść do nikogo poza sobą.

     Pewnego dnia zapytano Jezusa, kto jest największy w Królestwie niebieskim. On wziął dziecko i powiedział: "Zaprawdę powiadam wam: Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego" (Mt 18, 1 - 4).

     Kim jest dziecko? Dziecko jest najbardziej ograniczoną z istniejących istot. To ono potrzebuje taty i mamy. Jezus chciał nam właściwie powiedzieć, że: "Jeśli nie staniesz się jak dziecko, potrzebujące swego taty, nie będziesz mógł doświadczyć miłości Boga". Jeśli wielkość Boga polegała na staniu się małym, nasza małość polega na pragnieniu wielkości.

     Pycha jest jakimś kłamstwem, bo ukazuje nas nam samym jako zdolnych i silnych; sprawia, iż błądzimy, myśląc, że mamy dzięki naszym własnym zasługom coś, co w rzeczywistości zostało nam podarowane przez Boga dla dobra innych.

     Pokora sprawia, że mówimy prawdę: "Potrzebuję Boga i bliźnich, aby uczynić cokolwiek. Jestem osobą ograniczoną, bo potrzebuję mocy Bożej. Jestem istotą, która jest częścią Ciała Chrystusa i ludzkości, bo potrzebuję innych". Jeśli nie mam pokory, nie mogę przyjąć pomocy ani od Boga, ani od bliźnich, szczególnie od tych, których uważam za odrzuconych, pogardzanych, głupich czy biednych.

     Człowiek pokorny nie jest nigdy "zakompleksiony". Przeciwnie, czuje się wywyższony przez Boga.

     Miałem okazję pracować z Matką Teresą z Kalkuty podczas Jubileuszu Młodzieżowego w 1984 r. w Rzymie. Kończąc moją przemowę, która poprzedzała wystąpienie Matki, powiedziałem do młodych:

     - Teraz przyjdzie pewna kobieta mała, raczej stara, która według wzorców piękności tego świata nie jest ładna, ale jest to najpiękniejsza kobieta, jaką można znaleźć na tej ziemi. Patrzeć na nią, to kontemplować blask pokoju i dobroci Bożej.

     Pierwsze co napotykamy, wchodząc do wielkich domów towarowych, są towary upiększające, ale dzisiaj poznacie kobietę, która bez żadnego z tych produktów jest naprawdę piękna.

     Za kilka lat zapomnimy o gwiazdach Hollywood i gwiazdorach futbolu, ale świat będzie pamiętał zawsze Teresę z Kalkuty, która służyła najbiedniejszym na świecie.

     POKORA - UZDROWIENIE DOGŁĘBNE

     Pokora jest źródłem całkowitego zdrowia osoby. Jest jak surowica, która przesyca nasze istnienie i dogłębnie naprawia nasze życie, aby nas uzdrowić i wzmocnić. Nasza siła, wolność, radość i pokój, nasze dobre stosunki z innymi i nasza modlitwa - zależą od stopnia naszej pokory.

     Pokora jest punktem wyjścia dla zdrowia psychicznego i duchowego, fundamentem odnowy i cementem świętości.

     Pokora uzdrawia nas, bo niszczy całą potrzebę rywalizacji. Kończy z walkami, subtelnymi lub gwałtownymi, które utrzymują nas stale na wojennej stopie. Uwalnia nas od uciskającego uczucia, że musimy zawsze być pierwsi na wszystkich metach i w centrum uwagi na wszystkich spotkaniach. Przekształca naszą nadwrażliwość, abyśmy nie cierpieli przy najmniejszych przeciwnościach.

     Pokora uzdrawia nas i wybawia ze wszystkich problemów, które napełniają kiesę naszych psychiatrów: z lęków, rywalizacji, niechęci, niepewności, kompleksów winy, braku akceptacji innych, a nawet nas samych. Uzdrawia nas z wrażenia, że cały świat jest przeciwko nam, że nikt nas nie kocha, że żyjemy zatopieni w samotności. Uwalnia nas od nienasyconej potrzeby posiadania więcej, pragnienia siły, żądzy udawania tego, czym nie jesteśmy, a nawet ze skrupułów. W końcu, uzdrawia nas na poziomach tak głębokich, że są one nieosiągalne dla żadnego psychologa ani psychiatry.

     Pokora opiera się na prawdzie: kim jesteśmy, a kim nie jesteśmy, kim możemy być, a kim nie, co robimy my, a co realizuje Bóg.

     Faryzeusz z Ewangelii porównywał się z całym światem, a nawet z Bogiem. Celnik natomiast uznawał swą sytuację człowieka grzesznego i dzięki temu został uzdrowiony całkowicie.

     Człowiek pokorny ma jasne poczucie bycia kochanym synem Boga, królem stworzenia, przyjacielem i dziedzicem Jezusa Chrystusa, świątynią Ducha..., a wszystko to uważa za otrzymane od Boga za darmo. Dlatego nie nadyma się próżnością, ale uznaje to za łaskę niezasłużoną.

     Najwspanialszym przykładem pokory jest Maryja, służebnica Pańska^ która uzyskawszy świadomość tego kim jest oraz swojej misji, wykrzykuje: "Wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmogący". Następnie, skierowuje do Niego swe uwielbienie: "Święte jest Jego imię". Przyjmuje i uznaje, że Bóg uczynił w jej życiu wielkie rzeczy. Nie neguje tego. Jednak całą chwałę oddaje Stworzycielowi.

     Bóg mógł zdziałać cudowne rzeczy w Maryi, bo ona otworzyła się na Niego bezwarunkowo, kiedy powiedziała: "Oto ja, służebnica Pańska, niech mi się stanie według twego słowa".

     Z drugiej strony spotykamy Jana Chrzciciela, który wyznaje: "On ma wzrastać, a ja się umniejszać" (J 3, 30). Poprzednik Chrystusa zrozumiał dobrze, na czym polega prawdziwa pokora.

     Pokorny uznaje, że nie jest zdolny kochać, ale przyznaje, że istnieje pewna zdolność, którą otrzymuje z Wysokości.

     Któż z nas może uwielbiać Boga tak, jak by wypadało? Nikt. Dlatego mówimy do Niego: "Pomóż mi chwalić i błogosławić Ciebie tak, jak na to zasługujesz".

     Dar języków nie jest niczym więcej, jak tylko uznaniem swej niezdolności do chwalenia i błogosławienia Boga i prośbą: "Przyjdź Duchu Święty, chwal i błogosław Boga tak, jak chcesz". Daru języków nie da się zrozumieć bez fundamentu pokory, która jest uznaniem naszej niezdolności do skierowania się ku Bogu. Dlatego człowiek pyszny go nie akceptuje i śmieje się z niego.

     Autentyczne charyzmaty zawsze czynią nas pokornymi: codziennie widzimy, że sami nic nie możemy i że osiągnięty owoc jest nieproporcjonalnie większy od naszych zdolności. Z jednej strony charyzmaty sprawiają, że "umieramy samemu sobie", oddając nas na bezwarunkową służbę drugim. Z drugiej strony, winniśmy zawierzyć i oddać chwałę Bogu, który darmo nam udzielił tego talentu.

     To jest orędzie Chrystusa, orędzie Kościoła: sami z siebie nie możemy, ale z mocą Boga - możemy. To jest szaleństwo krzyża. Podczas gdy świat głosi nam swoją mądrość: "musisz być numerem jeden, musisz być ponad innymi, ty, ty...", szaleństwo krzyża brzmi: "Ten, który wszystko mógł, stal się sługą wszystkich".

     Prośmy Boga o to głębokie doświadczenie życia naszą niemocą, złączoną z Jego mocą. Na doskonałej równowadze tego dwumianu opiera się tajemnica życia pełnego, szczęśliwego i zdrowego.

     Podstawa życia chrześcijańskiego składa się z trzech słów. Dwa pierwsze to NIE MOGĘ: nie mogę się nawrócić, nie mogę uczynić nowego świata, nie mogę ulepszyć siebie samego. Trzecim słowem będzie TAK: tak, Panie, Ty możesz i licz na mnie bezwarunkowo. Czasami dodajemy jeszcze czwarte słowo: tak, ALE; z warunkami, wskazując nasz sposób i formę, decydując i określając plan Boży: "Tak, ale jeszcze nie teraz", "Tak, ale proszę Cię o tę rzecz", "Tak, ale jeśli ta okoliczność się zmieni..." itd.

     To "ale" najbardziej szkodzi rozwojowi życia w Duchu, a przez to uniemożliwia Bogu działanie z całą Jego mocą, nam zaś utrudnia stanie się narzędziami budowy nowego świata.

     Podsumowując, możemy stwierdzić kategorycznie, że tajemnicą uzdrowienia całkowitego jest pokora. Pycha prowadzi nas do cierpienia, smutku i niepokoju, do wytworzenia w nas fałszywego obrazu człowieka, strachu itd. Pokora prowadzi nas do wolności, szczęścia, bezinteresowności i wesołości.

Modlitwa o pokorę

Ojcze, dziś chcemy uznać się za pysznych i niezdolnych do bycia pokornymi. Ojcze, Ty wiesz, że chcemy, by obraz Twego Syna był w nas widoczny A jednak jesteśmy chorzy na tego raka, który nas toczy, a którym jest nasza pycha. Najpierw chcę wyznać, że jestem pyszny: jestem osobą straszliwie pyszną, jestem złodziejem, który kradnie Twą chwałę, zawsze starając się być pierwszym i w centrum zainteresowania. Dziś wyznaję, że staram się nie tylko mieć więcej, ale mieć więcej niż inni, nie tylko wiedzieć więcej, ale wiedzieć więcej niż ktokolwiek inny. Nie tylko więcej móc, ale móc więcej niż inni. Przebacz mi, Ojcze pokorny, moją pychę, która powoduje, że jestem w ciągłej rywalizacji z innymi. Już nie chcę dalej bronić siebie samego: Ty jesteś moim obrońcą. Już nie chcę dłużej opierać się na własnych siłach: Ty jesteś moim wspomożycielem. Już nie chcę wyprzedzać innych: ale byś Ty wyprzedzał mnie. Już nie chcę wzrastać sam, Panie: ale byś Ty wzrastał we mnie. Ojcze, dziękuję Ci za me ograniczenia, bo dzięki nim poznaję, że potrzebuję Ciebie i że potrzebuję moich braci. Dlatego odważam się Ci powiedzieć: nie uwalniaj mnie z tych ograniczeń, dzięki Ci za nie, dzięki za te defekty i dzięki również za te grzechy, bo poprzez nie rozpoznaję, że ja sam nic nie mogę i potrzebuję Ciebie. Panie kontynuuj we mnie swoje dzieła. Jeśli, abym dobrze pełnił ważną służbę, pełen mocy Boga, jest konieczne abym zniknął, uczyń to Ojcze Być może Ty się nie ukazałeś w całej Twojej wielkości i mocy w moim życiu, bo nie mam tego fundamentu pokory, aby móc dobrze pełnić tę służbę tak wielką, Uczyń mnie pokornym Twoją pokorą, Ojcze. Już nie chcę żyć ja, ale by Chrystus żył we mnie.



Thomas Forrers, Jose H. Prado Flores
Jezus Chrystus uzdrowiciel mojej osoby
Archidiecezjalne Wydawnictwo Łódzkie


   


Duch święty działa dzisiaj Duch święty działa dzisiaj
Michele Giulio Masciarelli
Książka Michele Giulio Masciarelliego jest próbą przypomnienia dzisiejszemu chrześcijaninowi, ze Pan Jezus jest wierny swojemu słowu: "Ja jestem z wami przez wszystkie dni aż do skończenia świata".... » zobacz więcej

Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej