Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Nie mam pokoju, czuję się niespokojny, nikt mnie nie rozumie

     POTRZEBA POKOJU

     Podczas pewnych rekolekcji młodzieżowych wielu rekolektantów przychodziło do mnie, by rozmawiać o swych problemach i potrzebach. Skargi, które najczęściej słyszałem, brzmiały: "Nie mam pokoju, czuję się niespokojny, nikt mnie nie rozumie".

     Ich zasadniczym problemem nie była nieczystość, ale brak pokoju na różnych poziomach życia: pokoju w sercach, pokoju w myślach, pokoju w relacjach międzyludzkich, pokoju w pracy, a przede wszystkim pokoju w rodzinie.

     Jednak jest to problem nie tylko młodych. Wydaje się, że w miarę dojrzewania w "latach i wiedzy" zaczyna się cenić pokój najbardziej ze wszystkich rzeczy. Pewne jest, że wszyscy szukamy pokoju. Nie podlega dyskusji, że potrzebujemy głębokiego pokoju w naszym sercu, naszym umyśle, i naszych stosunkach z innymi. Gdyby ktoś sprzedawał pokój w paczkach, stałby się bogatszy niż Arabowie z ich ropą naftową, bo świat potrzebuje pokoju bardziej niż ropy.

     POKÓJ ŚWIATA

     Jako że wszyscy ludzie szukają pokoju i gotowi są zapłacić zań każdą cenę, świat korzysta z tej naglącej i nieuniknionej potrzeby, obiecując nam zapełnić tę próżnię pewnymi "artykułami magicznymi", które przypuszczalnie dałyby nam ten tak upragniony stan.

     Oszukani przez tę propagandę, niektórzy wierzą, że odnajdą pokoi w alkoholu. Myślą, że kupują butelkę pokoju, a w rzeczywistości tylko powiększają problem, który wkrótce rozrośnie się straszliwie.

     Inni żyją w takim smutku, że szukają pokoju w ucieczce od rzeczywistości za pomocą narkotyków i środków oszałamiających.

     Są tacy, którzy uciekają od wojny, toczącej się w ich rodzinach w aktywność bez miary. Nie brakuje takich, którzy usiłują znaleźć upragniony pokój serca w rzeczach, posiadaniu, nienawiści i tanim seksie (pornografia i prostytucja).

     Supermocarstwa za pomocą metod zupełnie przeciwnych do metod Jezusa Chrystusa, który zrzekł się wszelkiej przemocy w celu osiągnięcia pokoju, zbroją się w rakiety nuklearne, a nawet militaryzują przestrzeń kosmiczną, opierając pokój na dominacji nuklearnej.

     Niektórzy niosą czerwone sztandary, by propagować gwałtowną walkę klas, która nigdy nie będzie w stanie zrodzić prawdziwego pokoju.

     Inni naiwnie wierzą, że będą żyć w pokoju, jeśli pomszczą się na swoich wrogach i oddadzą otrzymane ciosy.

     PRAWDZIWY POKÓJ - SZALOM

     Kiedy dwóch nie znających się Żydów spotyka się na jakiejś ulicy Nowego Jorku czy w jakiejś innej części świata, pozdrawiają się słowem "Szalom". Ktoś, kto przeżył wojnę lub obozy koncentracyjne i wraca do domu, zanim rzuci się w ramiona swych dzieci i zapłacze ze szczęścia, krzyczy "Szalom!" Miasto Mesjasza, gdzie Bóg zasiadał na tronie sprawiedliwości, jest miastem "Szalomu", Yeru Szalaim: Jeruzalem.

     Ostatnie słowo wypowiedziane przez Jezusa do uczniów i pierwsze po, zmartwychwstaniu brzmiało "Szalom".

     Pojęcie "Szalom" jest tak bogate w znaczenia, że nie możemy go oddać przez jedno słowo. Zawiera jednocześnie wiele elementów: radość, jedność, pełnię, zdrowie, pomyślność. W końcu Szalom niesie całość mesjańskich błogosławieństw Boga dla jego ludu, tak w sensie osobowym, jak wspólnotowym i społecznym. Bardzo trafnie możemy stwierdzić, że Szalom jest uzdrowieniem całej osoby.

     Szalom podsumowuje ideał Królestwa Bożego: doskonałą, intymną i stałą jedność Ludu Bożego, przejawiając się w relacjach sprawiedliwości i pokoju między ludźmi oraz zarazem panowania i szacunku wobec natury.

     JEZUS - SZALOM

     A co najcudowniejsze, Szalom nie jest czymś, ale Kimś. Jest osobą. Jezus: On jest naszym pokojem (Ef 2, 14). Tak Bóg umiłował świat, że dał nam Szalom w Chrystusie Jezusie. Jeśli moglibyśmy nazwać inaczej wcielonego Syna Bożego, nazwalibyśmy Go "Szalom".

     Jedno z najstarszych, a zarazem najważniejszych proroctw przedstawia Mesjasza jako "Księcia pokoju" (Iz 9, 6). Dlatego też, gdy Jezus przychodzi na świat w Betlejem, aniołowie śpiewają, że odtąd możliwy jest "pokój między ludźmi dobrej woli" (Łk 2, 14), a kiedy go opuszcza, darowuje nam ten właśnie pokój: Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat. Ja wam daję. (J 14, 27)

     To był Jego testament podczas Ostatniej Wieczerzy, przed śmiercią na krzyżu. Po trzech dniach pierwszy dar i pierwsze słowo do swoich brzmiało właśnie: "Szalom" (Łk 24, 36).

     Słusznie więc mówi się, że naszym pokojem jest Chrystus, który przyszedł ogłosić Ewangelię pokoju (Dz 10, 36), aby skierować nasze kroki na drogę pokoju (Łk 1, 79) i byśmy żyli w pełni Królestwem Bożym, które jest Królestwem sprawiedliwości, pokoju i radości w Duchu Świętym (Rz 14, 17).

     Darem, który zawiera wszystkie pozostałe łaski udzielone przez Jezusa Chrystusa, jest "Szalom". Moglibyśmy więc stwierdzić, że ten Szalom identyfikuje się z samą osobą Ducha Świętego.

     POKÓJ MESJAŃSKI

     Prorok Izajasz opisał pokój mesjański za pomocą trzech pięknych i sugestywnych obrazów:

     Wtedy swe miecze przekują na lemiesze,
     a swoje włócznie na sierpy.
     Naród przeciw narodowi nie podniesie miecza.
     Nie będą się więcej zaprawiać do wojny. (Iz 2, 4)

     Rozbrojenie będzie całkowite, nie będą już potrzebne narzędzia wojenne, ponieważ wojna zostanie zakończona na zawsze. Pokój mesjański oznacza zrzeczenie się wszelkiego typu broni, bo wszelka broń w jakis sposób przygotowuje nas do wojny.

     To samo uzbrojenie zmieni się w narzędzie służby. Pewien mąż stanu mawiał: najlepszą bronią jest ta, której się nie używa. Jednak to jeszc/r nie wszystko: najlepszą bronią jest ta, która przekształca się w dobro dziej stwo człowieka.

     Wtedy wilk zamieszka wraz z barankiem.
     Pantera z koźlęciem razem leżeć będą,
     cielę i lew paść się będą społem
     i mały chłopiec będzie je poganiał.
     Krowa i niedźwiedzica przestawać będą przyjaźnie,
     młode ich razem będą legały.
     Lew też jak wół będzie jadał słomę. (Iz 11, 6 - 7)

     Nie będzie już rządziło prawo silniejszego, będą szanowane prawa słabszych. Ani potężni nie będą się bogacić, ani słabi bać... zapanuje pokój oparty nie na zwycięstwie zwycięzców, ale na wzajemnym szacunku i sprawiedliwości.

     Niemowlę igrać będzie na norze kobry,
     dziecko włoży swą rękę do kryjówki żmii.
     Zła czynić nie będą ani zgubnie działać
     po całej świętej mej górze,
     bo kraj się napełni znajomością Pana,
     na kształt wód, które przepełniają morze. (Iz 11, 8 - 9)

     Poznanie Boga jest punktem wyjścia do pokojowego współżycia, które eliminuje wszelki typ przemocy.

     POKÓJ PRZEZ JEGO RANY

     Bardzo ważne jest, by odtworzyć w naszej wyobraźni ten chwalebnym moment, w którym Chrystus, dopiero co zmartwychwstały, daje obiecany i oczekiwany pokój uczniom: "Wieczorem owego pierwszego dnia tygodnia, tam gdzie przebywali uczniowie, gdy drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami, przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich: "Pokój wam!" (Szalom). A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie ujrzawszy Pana. A Jezus znowu rzekł do nich "Pokój wam!"..." (J 20, 19-21).

     Wieczorem pierwszego dnia tygodnia uczniowie zamknęli się w Wieczerniku z obawy przed Żydami. Zauważmy, że nie mieli pokoju ani wolności, światła ani nadziei. Ich dusze zalewał paraliżujący strach. Nagle pośrodku nich zjawia się Jezus. Unosi ręce i pokazuje im swój bok i swoje dłonie przebite gwoździami, a jednocześnie woła: "Szalom". Po czym, nie opuszczając rąk, powtarza jeszcze raz: "Szalom".

     W jedności tego gestu z głoszonym słowem odnajdujemy sekret zrozumienia transcendencji i głębi znaczenia tego czynu Chrystusa, bo zazwyczaj pomijamy to połączenie i w ten sposób tracimy bogactwo przesłania. Jezus mówi do nas poprzez znak fizyczny.

     Jezus przekazuje "Szalom", pokazując na swoich rękach cenę, za jaką go zdobył: swoje rany. Pokój został zdobyty po wojnie i rozlewie krwi, nie krwi niesprawiedliwych wrogów, ale najświętszej krwi Baranka Bożego, który przyszedł oczyścić nas ze wszystkich naszych grzechów.

     Jako łupy zdobyte na zwycięskiej wojnie pokazywane są teraz blizny po cierniowej koronie, sińce na ramieniu, a przede wszystkim rany po gwoździach i po uderzeniu włócznią, które otrzymał w bok.

     W Nim stał się pokój, gdy pojednał wszystko przez swą krew na krzyżu (Kol 1, 20).

     Jezus Chrystus zdobył Szalom dzięki następującej strategii.

     NIGDY NIE UŻYŁ PRZEMOCY

     - Trzy razy pokazał, że ma moc rzucić na ziemię, jedynie za pomocą swego słowa, tych którzy przyszli Go aresztować, ale wolał zdać się na łaskę swych prześladowców.      - Zamiast zawołać dwanaście zastępów anielskich, aby broniły Jego sprawy, wolał oddać się tłumowi, który protestował przeciw Niemu.      - Nie pozwolił, by bronił Go miecz Piotra, dlatego stanął bezbronny przed strażą świątynną, która przyszła uzbrojona w kije i kamienie.      - Herod był gotów uwolnić Go, gdyby zgodził się uczynić jakiś "cudzik", ale On zrzekł się już wcześniej wszelkiego typu obrony osobistej.      - Tym, którzy obdzierali go z płaszcza, oddał także i tunikę.      - Miał moc, by zejść z krzyża, zaprowadzić Prawo Boże i ukarać winnych, ale wolał cierpieć niesprawiedliwość, niż dochodzić sprawied liwości samemu.      - Nie bronił nawet swoich praw ludzkich, kiedy były gwałcone. Nie zmienił się w bojownika sprawiedliwości, kiedy była ona poniżana w Jego osobie podczas Jego procesu. Zrzekł się swoich praw ludzkich i zamiasl walczyć przeciw niesprawiedliwości, wziął ją na swoje ramiona.

     Jedyny raz widzimy Go z biczem w dłoni, gdy chodzi o usunięcie przemocy jeszcze większej: pogwałcenia praw Boga.

     PRZEBACZYŁ WSZYSTKO WSZYSTKIM

     - Zamiast wzywać do wojny, aby skończyć ze swymi nieprzyjaciółmi, wylewa łzy współczucia wobec zatwardziałości serca swego ludu.      - Zamiast odpowiadać na zniewagi i oplucia, szczerze rozgrzeszył tych, którzy Go obrażali: "nie wiedzą co czynią" - powiedział (Łk 23, 34).      - Nie obwiniał ani Heroda, ani Piłata. Rozumiał, że są tak uwarunkowani swymi ziemskimi przywiązaniami do władzy, że nie są w stanie zdecydować sprawiedliwie.      - Nigdy nie czuł urazy ani żalu w swoim sercu. Dlatego nigdy nie przeszła Mu przez głowę myśl o zemście.      - Jezus Chrystus, wolny w wyborze jakiegokolwiek sposobu zaprowadzenia pokoju, wybrał bezwarunkowe przebaczenie wszystkim, którzy Go w jakiś sposób krzywdzili: "Ojcze, wybacz im" (Łk 23, 34).

     PRZEZ JEGO RANY ZOSTALIŚMY UZDROWIENI

     Rany Chrystusa są zasiewem pokoju, ponieważ:

     On się obarczył naszym cierpieniem      On dźwigał nasze boleści...      On był przebity za nasze grzechy      zdruzgotany za nasze winy      spadła Nań chłosta zbawienna dla nas.      A w Jego ranach jest nasze zdrowie. (Iz 53, 4 - 5)

     Dopiero teraz możemy zrozumieć, dlaczego Chrystus zmartwychwstały, udzielając pokoju, pokazuje nam swoje ręce i bok - pokój przyszedł do nas przez jego rany. On pokonał przemoc, zgadzając się dobrowolnie być jej ofiarą.

     Jeśli dokładnie przeanalizujemy tekst ewangeliczny, odkryjemy, że pokój wyrastający z ran Chrystusa przemienił wszystko: niepokój zmienił się w wesołość, strach w wolność, a słabość w siłę.

     Pokój nie wytwarza przemocy, ale czyni nas zdolnymi do zmiany tak niesprawiedliwych struktur, jak i duszy każdej osoby.

     POSŁANIE UCZNIÓW CHRYSTUSA

     Po darowaniu pokoju swoim uczniom, Chrystus zmartwychwstały, jeszcze pokazując swoje rany, dodał:

     Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam: Weźmijcie Ducha Świętego. Którym odpuścicie grzechy są im odpuszczone... (J 20, 21-23).

     Jest to tekst wspaniały, pełen wskazań praktycznych.

     - Uczniowie Chrystusa biorą udział w tej samej misji co ich Mistrz: są niosącymi Szalom. Dlatego, kiedy posyłał ich jakiś czas wcześniej, aby ewangelizowali, przykazał im, żeby pierwszym, co przekażą domowi, w którym się zatrzymają, był pokój (Łk 10, 5). Ewangelizujący są heroldami, którzy obuci w gotowość głoszenia dobrej nowiny o pokoju (Ef 6, 15), przemierzają cały świat, ogłaszając ją.
     - Następnie powierza im tajemnicę i siłę potrzebną do zaprowadzenia pokoju. Ożywmy jeszcze raz tę scenę: Jezus jeszcze trzyma ręce uniesione, pokazując im otwory po gwoździach i blizny od koron y cierniowej, gdy stwierdza: "przebaczajcie tym, którzy wam zawinili".
     - Od razu uzdalnia ich do przebaczania i udzielania pokoju: "weźmijcie Ducha Świętego". Duch Święty jest mocą konieczną do przebaczenia. W tym fragmencie odnajdujemy tę bezpośrednią relację, jaka istnieje między darowaniem Ducha i przebaczeniem.
     - Jego rany pokazują dokładnie, co Jezus im przebaczył. Czy ktos cierpiał więcej niż On, żeby nie móc przebaczyć? Pewne jest, że nikt nic był tak niewinny jak Jezus Chrystus..., a jeśli On przebaczył, my...

     RANY CIAŁA CHRYSTUSA - ŹRÓDŁO POKOJU

     Rany Ciała Chrystusa są źródłem pokoju poprzez przebaczenie. Jezus przez swoje rany pokazuje nam, jak możemy być niosącymi pokój. Będziemy narzędziami pokoju Pana na tyle, na ile przebaczymy tym, którzy wobec nas zawinili.

     Oznacza to, że przez rany, które otrzymuje Ciało Chrystusa (czyli my) uzyskujemy prawdziwy pokój, którego świat wciąż szuka, a którego może udzielić tylko Jezus Chrystus, umarły i zmartwychwstały. Tylko jeśli poniesiemy na naszych barkach zło świata, nie odpowiadając prze mocą tym, którzy nas ranią, ani nie krzywdząc tych, którzy nam źle czynią, ale odpłacając dobrem za otrzymane zło, zaprowadzimy prawdziwy pokój. Czyli pokój zdobywa się tylko przez krew wypływającą z ran Ciała Chrystusa.

     Pewne jest, że bez przelania krwi nie ma sprawiedliwości ani pokoju (Hbr 9, 22). Wyjaśnijmy jednak, że nie chodzi o krew naszych ciemiężycieli czy nieprzyjaciół, ale o krew Ciała Chrystusa (czyli naszą) ofiarowaną tym, którzy nas prześladują. To nasza krew ma być przelana dla uzyskania pokoju, którego świat tak potrzebuje.

     Dlatego Jezus zaprasza nas do nadstawienia drugiego policzka temu, który nas rani niesprawiedliwie, ponieważ w ten sposób dostarczamy niewinnej krwi, zdolnej zaprowadzić sprawiedliwość i pokój. Pewne jest, że przebaczenie wytwarza pokój, zbawczy Szalom, tak dla nas samych, jak i dla innych.

     Rany Jezusa zmartwychwstałego mówią nam: "Weź pokój. Zwycięstwo już jest uzyskane. Moje rany wyglądały na śmiertelne, prawda? Ale popatrz, żyję. Wywalczyłem dla ciebie zwycięstwo".

     POKÓJ DLA NAS

     Rany (obrazy, zdrady, pogarda, niesprawiedliwość, samotność, niezrozumienie i każdy typ cierpienia fizycznego, moralnego czy psychicz3 nego) mogą być powodem ślepoty albo pokoju, to zależy od naszego nastawienia.

     Jeśli dyszymy żądzą zemsty z powodu tych ran, trwając w żalu i poszukując najlepszej okazji do oddania ciosu, wówczas jesteśmy w punkcie rozpoczęcia śmiertelnej wojny. Same rany nie pozbawiają nas pokoju, pozbawia nas go to, że ignorujemy fakt, iż w ranach Chrystusa mamy gwarancję zwycięstwa. Ale jeśli rozbrajamy się przed tym, kto nas atakuje, i przebaczamy, jak to uczynił Chrystus, wówczas poprzez te rany wchodzi od naszego serca pokój.

     Przebaczenie tym, którzy nas zranili, jest jakby naciśnięciem guzika, który powoduje eksplozję bomby niszczącej nienawiści, żale, pragnienie zemsty i wszelki typ przemocy. Odkładamy broń i kończy się walka, bo nieprzyjaciel już jest przyjacielem, wojna nie ma więc sensu. Jesteśmy w stanie pokoju z nami samymi. Nie napadają nas już pragnienia zemsty. Uspokoiły się urazy i znikła chęć odegrania się. Przebaczenie odnowiło nas całkowicie.

     Pokój, owoc przebaczenia, zaczyna się w nas samych. Ten kto przebacza, jest pierwszym błogosławionym, błogosławieństwem Boskiego Szalom.

     Tym, kto najbardziej cierpi, nie jest osoba znienawidzona, ale ten, kto nienawidzi. Osoba nienawidzona może dobrze się bawić w swoim życiu, podczas gdy urażony spala się w żarze żalu, pełen smutku i goryczy. Jedynym sposobem ugaszenia tego ognia wewnętrznego jest przebaczenie, które wyleczy wszystkie otrzymane rany. Podtrzymywanie żalu jest akceptacją jadu, który nie tylko przyprawia nas o choroby, ale prowadzi do śmierci. Świadectwo Blanki Ruiz, które chcę tu przytoczyć, jest jednym z najbardziej jasnych tego przykładów.

     Gdy miałam cztery lata, oddzielono mnie od moich rodziców i zawieziono do miasta moich dziadków ze strony ojca, żeby dać mi lepsze wykształcenie. Tego dnia umarła miłość do moich rodziców, za to zrodził się i szybko urósł w moim wnętrzu potwór, nie pozwalałam, aby ktoś okazał mi czułość czy pocałował mnie. Nigdy się nie uśmiechałam i zaczęłam nienawidzić rodzinę mojego ojca. Moi dobrzy dziadkowie starali się dać mi to, co najlepsze, ale ja byłam tak zraniona, że nie byłam w stanie przyjąć i docenić tej miłości. Jeśli nie była to miłość moich rodziców, nie chciałam przyjmować żadnej innej, a ponieważ jej nie doznawałam, zaczęłam nienawidzić wszystkich i sama siebie osądzać. Zrodziła się absolutna niechęć do moich ciotek, bo przez swoje postawy sprawiły, że moja matka straciła cały autorytet. Wciąż ją poniżały wobec mnie i w ten sposób zniszczyły moją relację bliskości do niej. Nie pamiętam, bym kiedyś obejmowała moją matkę ani bym otrzymywała jakieś pieszczoty, bo żyłam z wielką pretensją, której każde przypomnienie wywoływało cierpienie. Byłam osobą smutną i szorstką. Wszystko mi przeszkadzało, żyłam rozgoryczona, z usposobieniem twardym i nieustępliwym, powodującym problemy i konflikty. Wszyscy wydawali mi się żli, żyłam sama i czułam się samowystarczalna.

     Zostałam wychowana z wielkim poczuciem wyższości klasowej. Sprawiono, że wierzyłam, iż mam błękitną krew, co kazało mi czuć się lepszą od wszystkich innych. Dlatego nie miałam przyjaciół.

     Pojawiły się u mnie trzy choroby.
     - skurcz dwunastnicy: byłam kłębkiem nerwów,
     - migrena: odkąd pamiętam, cierpiałam na bardzo silne bóle głowy,
     - artretyzm w kręgosłupie: nieznośne bóle łokci, kolan i barków.

     Lekarze, po długich badaniach, prześwietleniach i analizach, oznajmili, że najpóźniej za rok zostanę przykuta do wózka inwalidzkiego, przewidując dezintegrację moich kręgów i zmianę moich kości w coś w rodzaju masy.

     Ale dziesięć lat temu poznałam osobiście Jezusa, który zmienił moje życie. Poznałam Go i zakochałam się w Nim. W Jego świetle zdałam sobie sprawę, że nie umiałam kochać, bo nie umiałam przebaczyć. Opowiem, co spowodowało moją przemianę.

     Pięć lat temu miałam rozmowę telefoniczną, w której oznajmiono mi, że moja matka jest w agonii. Natychmiast wsiadłam w samolot. Na lotnisku oczekiwała mnie już moja siostra, która zamiast skierować się do domu, poprowadziła mnie tam, gdzie mieszkały moje ciotki. Zaskoczona, gwałtownie zaprotestowałam. Akurat one były tymi osobami, które najmniej chciałam widzieć. Jednak moja siostra wytłumaczyła mi, że ciotki opiekują się moją matką. Pomyślałam: powinny przynajmniej pozwolić jej umrzeć w spokoju...

     W tym nastroju dotarłam do domu. Nie witając się z nikim, weszłam od razu do pokoju, gdzie leżała moja matka. Stopniowo zaczęłam zdawać sobie sprawę z miłości, delikatności i staranności ciotek wobec mojej chorej matki. Były dla niej tak czule i oddane, że zmusiło mnie to do reakcji.

     Przypomniałam sobie słowa Pana, które wiele razy głosiłam. Zawahałam się nieco i podjęłam decyzję: przebaczę i poproszę o przebaczenie. Było to bardzo trudne, ale z łaską Bożą możliwe. Podniosłam się i uścisnęłam każdą z moich ciotek, poprosiłam o przebaczenie i ucałowałam ich ręce. Potem powiedziałam im: "Teraz i wy mi przebaczcie. Wyznaję i żałuję za moją nienawiść do was".

     Z oczu mojej matki popłynęły łzy. Dom napełnił się pokojem i wszyscy zaczęliśmy się obejmować. Modliliśmy się, czytaliśmy Słowo Boże (Syr 27, 3 -10) i przekazywaliśmy sobie wzajemnie pokój. Wyglądało to tak, jakby wzeszło słońce, a w powietrzu czuło się jakąś słodycz i radość.

     Kilka dni potem wróciłam do Nowego Jorku. Ku memu zaskoczeniu nie wróciły już te straszne bóle głowy, znikły skurcze dwunastnicy i zostałam uzdrowiona (bez operacji i leczenia) z artretyzmu. Minęło już pięć lat i jestem całkowicie zdrowa, nie tylko fizycznie, ale przede wszystkim uwolniona od nienawiści i żalu. W stanie pokoju ze sobą samą, z otaczającym mnie światem i w pokoju z Bogiem.

     Nic we mnie nie pozostało z pychy klasy uprzywilejowanej i pychy oz powodu niebieskiej krwi, bo zostałam wykąpana i oczyszczona w drogocennej krwi Jezusa Chrystusa. Dzisiaj chwalę się i pysznię nie ze mnie, ale z Jezusa Chrystusa, który mnie zbawił. Już nie jestem tamtą kobietą zgorzkniałą, pesymistyczną i nieprzejednaną. Pan mnie przemienił i teraz głoszę wszędzie uzdrawiającą moc przebaczenia. Dzisiaj jestem nową kobietą. Pan nie zakończył swego dzieła we mnie, ale już mogę świadczyć o tym, że "wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia", i że On, który rozpoczął to dzieło we mnie, doprowadzi je pewnego dnia do końca.

     Przebaczenie uzdrowiło dogłębnie Blankę, która dziś głosi w wielu krajach moc przebaczenia.

     Jeśli nie przebaczamy, znienawidzona osoba zacznie stawać się centrum naszego własnego życia. Centrum naszego działania, myślenia i życia nie jest wtedy Jezus, ale ta osoba, którą nienawidzimy, zajmie tron naszych myśli i stanie się motywacją naszych działań. Na przykład, jeśli pada deszcz, natychmiast myślimy o osobie, której nienawidzimy i mówimy sobie: "oby była akurat na ulicy i zmokła". Jeśli złodzieje okradają sejfy w banku, natychmiast chcielibyśmy, aby ona była jedną z poszkodowanych... Nasze życie zaczyna się kręcić wokół niej!

     POKÓJ DLA INNYCH

     Pokój, który wyrasta z przebaczającego serca, rozchodzi się jak zapach wybornych perfum, który nasyca wszystko w swoim otoczeniu. Kiedy przebaczamy, mamy pokój nie tylko w naszym sercu, ale rozlewamy go na wszystkich, którzy nas obrazili. Następujący przykład pokazuje to jasno.

     Mąż wbiega do domu, żeby zjeść obiad i zaraz wrócić do biura. Jednak żona przypaliła obiad i zaczyna przygotowywać go od nowa. Mąż może zareagować na dwa sposoby.

     Unieść się gniewem i krzyczeć, uderzając pięścią w stół: "tyle osób na mnie czeka, więc ja nie mogę czekać!" I w gniewie wyjść z domu, trzaskając drzwiami. To sprawiłoby żonie jeszcze większą przykrość niż sam fakt przypalenia obiadu. "Jaki on jest dla mnie niesprawiedliwy. Nie bierze pod uwagę tych wszystkich sytuacji, kiedy przygotowałam mu jedzenie na czas. Poza tym nie przypomina sobie tych wszystkich sytuacji, kiedy w ogóle nie przyszedł na obiad, nawet nie dając mi znać. Teraz, kiedy wróci, powiem mu to wszystko, a w dodatku, na złość, nie przygotuję mu dziś kolacji..."

     Zupełnie inne rezultaty przyniosłaby taka postawa. Zbliżyć się czule do żony i powiedzieć jej: "Szalom. Wybaczam ci. Chodź, pójdziemy na obiad do jakiejś dobrej restauracji...".

     Która z tych dwóch postaw wytworzyła pokój, radość i miłość? Bez wątpienia ta, w której okazał przebaczenie i przyjął bez oporu "ranę", jaką było nieprzygotowanie obiadu na czas. W tym drugim przypadku sama "rana" stała się źródłem większej radości i miłości między nimi. Zamiast powodować chorobę, wytworzyła jedność i zdrowie większe niż to, które istniało przedtem.

     Potępiając jakąś osobę, stawiamy ją w takiej sytuacji, że nie jest w stanie się zmienić. Podczas gdy przebaczenie podnosi ją i umożliwia jej bycie lepszą. Dlatego Jezus, nasz pokój, nie przyszedł potępiać grzeszników, ale szuka ich by im przebaczyć.

     Poza tym, ten, kto doświadczył przebaczenia, czuje się zobowiązany do odpowiedzi miłością temu, kto nie oskarżył go, ale go zrozumiał.

     Następujące świadectwo pewnej osoby przeprowadzającej ewangelizację na Karaibach pokazuje Boży sposób postępowania, który winniśmy naśladować:

     Zawsze pogardzałam prostytutkami, uważając je za stracone. Jednak pewnego dnia zdarzyło mi się, że musiałam nieoczekiwanie udzielić rekolekcji grupie 47 z nich. Kiedy przygotowywałam swoją przemowę modliłam się i zaczęłam narzekać wobec Pana:

     - Ależ Panie, co ja powiem kobietom tego rodzaju?

     Pan mi odpowiedział:

     - Nie mów tak o nich. Ty jeszcze nie rozumiesz, bo jeszcze nie patrzysz na nie moimi oczami. Nie patrz na ich grzechy, bo każda z nich jest dla mojego serca jak biała lilia...

     Kiedy zaczęłam im przekazywać to, kim są dla Pana, wszystkie zaczęły głośno płakać. Słysząc, że każda z nich jest w oczach Jezusa jak czysta dziewica, że On nie patrzy na ich grzechy, nie mogły zrobić nic innego, jak tylko płakać ze szczęścia. Potem mówiły.

     - Te słowa nas przemieniły.

     - Zawsze byłam uważana za śmieć, jak przedmiot, którego używa się i o którym potem się zapomina, coś, co nie ma dla nikogo wartości, ale teraz, kiedy Pan mi powiedział, że jestem jak biała lilia przed jego oczami, wszystko się zmieniło. Nie mogę pozwolić, by mi się wymknął Jedyny, który naprawdę mnie kocha i uważa za wartościową, dla którego jestem drogocenna.

     Przebaczenie odnowiło je zupełnie. Podczas tych rekolekcji doszło do wielkich nawróceń i do dziś większość z nich wytrwała na nowej drodze. Niektóre z nich nawet zostały katechetkami.

     Na tyle, na ile poszkodowany przebacza, wprowadza pokój i umożliwia winowajcy nawrócenie. Nigdy jeszcze nasze osądzanie, niezrozumienie, a tym mniej potępienie, nie zmieniły życia innych. Przeciwnie, uniemożliwiają im poprawę. Podczas gdy przebaczenie, odnawiając zaufanie, uzdalnia do zmiany. W ten sposób rany wszelkich szkód zmieniają się, jak rany Ciała Chrystusa, w źródło pokoju.

     Kiedyś podczas modlitwy pewna kobieta bardzo prosiła Boga, niemal już bez nadziei:

     - Panie, już nie wiem, co robić z niewiernościami mojego męża. Wszystkiego próbowałam i nic nie pomaga.

     - Przebaczenie.

     - Ale ja już mu przebaczyłam tysiąc razy. Panie... już jestem zmęczona tym przebaczaniem!

     - Przebaczenie.

     - Jedyne co się dzieje to to, że on korzysta z mojego przebaczenia, by dalej mnie zdradzać.

     - Kiedy mówię ci o przebaczeniu, nie chodzi mi o to byś przebaczyła mu jego niewierność, ale byś ty poprosiła go o przebaczenie za to, że nic dałaś mu tego, czego tam szuka i również nie znajduje. Proś go o przebaczenie za to, że nie starasz się go zrozumieć, nie oczekujesz go z czułością, osądzasz go i potępiasz. Proś go o przebaczenie za to, że ty nie jesteś tym. czego on potrzebuje i za to, co jest twoim udziałem w spowodowaniu jego upadku.

     Podsumowując, kiedy przebaczamy, to my się zmieniamy: opuszczamy ów żar, który nas pali, i uwalniamy się z zależności od znienawidzonej osoby. Wraca radość, pokój i zdrowie. Jesteśmy wolni! Ale kiedy prosimy o przebaczenie, wtedy zmienia się druga osoba, bo rozbrajamy się przed nią, pokornie prosząc o przebaczenie.

     Chcemy się zmienić? Przebaczmy!>

     Chcemy by inni się zmienili? Prośmy ich o przebaczenie!

     Gdy przebaczamy tym, którzy nas skrzywdzili, nasze rany przemieniają się w źródło pokoju dla innych. Tylko przebaczenie tworzy upragniony pokój. To dlatego Pan wysłał nas jak owce międy wilki i bo tylko owce są zdolne do zasiewania pokoju. Wilki rodzą tylko bestie i dzikie i krwiożercze. Jeśli temu, kto nas krzywdzi, nadstawimy drugi policzek, wszystko się zmieni, bo choćby wymierzył nam drugi cios, zawsze będzie go gdzieś w głębi kłuło pytanie: dlaczego mi nie oddał? To, i tylko to, będzie w stanie go przemienić. Ale jeśli odpowiedzielibyśmy mu agresją, wzmocnilibyśmy w nim pretekst, którego szukał dla uzasadnienia swojej przemocy, potwierdzając zasadę, że przemoc zawsze wytwarza przemoc. Oto świadectwo pewnego ojca, które to potwierdza.

     Pewnego wieczora odpoczywałem przed telewizorem. Poderwałem się jak sprężyna, kiedy zobaczyłem, że mój półtoraroczny synek po raz kolejny rysuje po podłodze. Zabrałem mu kredkę i uderzyłem go nie raz, ale trzy razy w prawą rękę, która służyła mu do psocenia. On, nie płacząc, patrzył na to, co ja robię. Nie rozumiejąc mojego zachowania i być może myśląc, że sprawia mi to radość, wyciągnął ku mnie lewą rękę, bym także w nią uderzył. Jedyne co mogłem zrobić, to objąć go i ucałować. Wyłączyłem telewizor i bawiliśmy się razem. Tak zrozumiałem, dlaczego Jezus przykazał nam nadstawiać drugi policzek temu, kto uderzył nas w pierwszy, bo w teh sposób gasi się ogień przemocy, kończą się problemy i jednoczą się serca.

     RANNY RANI

     Czasami słyszy się wyrażenie: "zaatakował jak ranny lew". Ten obraz jest bardzo znaczący, ponieważ plastycznie pokazuje, jak zranione okrucieństwo atakuje bez hamulców czy kontroli. Tak samo dzieje się w stosunkach międzyosobowych: atakują nas ci, którzy sami zostali poturbowani przez życie. Jeśli będziemy w stanie zrozumieć ten rzeczywisty powód ich ataków, uwolni nas to od kompleksu ofiary i od spędzania całego życia na rozpamiętywaniu i dręczeniu się złem, które inni nam wyrządzili. Kiedy zrozumiemy, że nasz winowajca byl ranny, że to było powodem, dla którego nas skrzywdził, wszystko się zmieni: on nie potrzebuje naszej gwałtownej odpowiedzi ani naszego ataku za pomocą tej samej broni. Odkryjmy natomiast źródło, z którego płynie jego agresja.

     W miarę jak goić się będzie ta rana, zanikać będą wszystkie jej konsekwencje. Gdy zrozumiemy, że ten, kto nas skrzywdził, krwawi ze swoich jeszcze otwartych ran, w tym samym momencie jego złośliwość przekształci się dla nas w wołanie o pomoc, abyśmy pomogli mu uleczyć ranę, która przez to, że nie jest zagojona, każe mu ranić innych. Gdy przyjmiemy taką postawę, żadna krzywda nie zrani naszego serca śmiertelnie. Rany nie będą na tyle ciężkie, by uniemożliwić nam wyciągnięcie rąk, w miłości i zrozumieniu, na pomoc osobie, która jest tak poszkodowana, że nie umie prosić o pomoc inaczej, niż raniąc nas do krwi.

     Gdy przyjmiemy taką postawę, możemy dojść nawet do "radowania się w naszych cierpieniach" (Kol 1, 24), ponieważ są one okazją do odkrycia, gdzie możemy odnowić zranione serca.

     Następujący przykład jest typowy i ma zastosowanie do prawie wszystkich sytuacji życiowych.

     Pewna pani nie mogła się pogodzić z faktem, że jej mąż okazywał jej bardzo mało serca. To cierpienie wzrastało, gdy porównywała swoje małżeństwo z innymi, które wyglądały na kochające się bardziej. Próbowała wielu sposobów, aby wzbudzić u swojego męża czułość i korzystała z każdej okazji, aby mu czynić wyrzuty. Pewnego wieczora powiedziała mu:
     - Czy nie zauważyłeś, jaki nasz sąsiad jest czuły dla swojej żony? Zobacz jak co tydzień przynosi jej kwiaty, zawsze otwiera jej drzwi od samochodu i wciąż okazuje jej dowody miłości. Dlaczego ty nie postępujesz tak samo?

     - Bo jeszcze nie znam tej kobiety tak dobrze - powiedział.

     Jej taktyka, jak każda metoda, którą staramy się zmienić innych, zadziałała zupełnie przeciwnie.

     Po tym ostatnim doświadczeniu zdała sobie sprawę, że dzieciństwo jej męża było bardzo smutne, bez miłości, bez czułości. Urodził się w rodzinie, w której mężczyżni nie mogli w najmniejszy nawet sposób okazywać uczuć. Nigdy nie doświadczył od swego ojca uścisków czy pocałunków, nigdy też jego ojciec nie okazywał czułości swojej żonie w obecności dzieci.

     Odkryła w ten sposób coś cenniejszego niż złoto: jej mąż potrzebował czułośęil W tym braku okazywania jej miłości zdołała rozpoznać głos mówiący, zrozum mnie i pomóż mi!

     Ten przykład pokazuje nam drogę, którą mamy przejść, kiedy jesteśmy poszkodowani lub nie otrzymujemy tego, na co, jak się nam wydaje, zasługujemy: najpierw starać się zrozumieć naszego krzywdziciela, wejść w jego położenie i zanim zaczniemy od niego wymagać, pomóc mu uleczyć jego ranę.

     Chrześcijanin, kiedy w świetle wiary spojrzy na swoją ranę, skacze z radości, bo ma okazję odpowiedzieć miłością i przebaczeniem, które zdolne są uzdrowić samego chorego. Nasze przebaczenie i zrozumienie uwalnia i przywraca do życia naszych krzywdzicieli.

     Najwięcej cierpień powoduje nie sama krzywda, której się doznaje, ale fakt, że nie chcemy jej przebaczyć. Czasami jesteśmy tak zaślepieni przez nienawiść, że nie pamiętamy już przyczyny, która zapoczątkowała wojnę. Nienawiść jest otwartą raną, która szkodzi wszystkim, łatwo ulega zakażeniu i zawsze wytwarza ból.

     Kiedy jakaś para przychodzi do mnie, prosząc o pomoc w swoich małżeńskich problemach, prawie zawsze powtarza się ta sama scena: każde z nich stara się pokazać, że wina leży po drugiej stronie, a przynajmniej jej większa część. Dlatego powszechna jest wiara, że rozwiązanie opiera się na zmianie drugiej osoby. Najbardziej oszukuje się ten, który uważa się za niewinnego, bo to on jest tym, kto powinien się zmienić, czyniąc coś, czego nigdy nie czynił: przebaczyć i zrozumieć, aby zacząć służyć temu, kto go skrzywdził. Zmieniły się role: krzywdziciel, jako ż" jest ranny, zmienił się w najbardziej potrzebującego. Nie chodzi przede wszystkim o to, by dowiedzieć się, czyja wina jest większa, ale by każdy wyznał swoją winę, prosił o przebaczenie i przebaczył.

     FOTOSYNTEZA

     Fotosynteza jest jednym z najdziwniejszych zjawisk w naturze. Chociaż jest bardzo złożona, postaramy się przedstawić ją w sposób prosty.

     Dzięki światłu dziennemu rośliny przyswajają wodę i dwutlenek węgla, który jest związkiem trującym i szkodliwym. Pobudzone przez energię słoneczną przyjmują węgiel jako pokarm i uwalniają tlen, co jest korzystne dla życia naturalnego. Jednak podczas nocy, właśnie na skutek nieobecności światła, proces ulega odwróceniu: przyjmują tlen i wytwarzają dwutlenek węgla, który zatruwa otoczenie. Z tego powodu wiele osób przed zaśnięciem ma zwyczaj usuwać rośliny ze swych pokojów.

     Fotosynteza duchowa jest jeszcze cudowniejsza: dzięki światłu Jezusa Chrystusa nasze serce może przekształcić zło, niesprawiedliwość, samotność, niezrozumienie i wszelkiego typu choroby czy cierpienia w element sprzyjający życiu, pomagający mu wzrastać i wzmacniający je. Aby to zaszło, potrzeba również dwóch elementów: światła i wody.

     Światło. Tak jak promienie słoneczne pobudzają mechanizm komórkowy, który powoduje rozwój, tak światło nowego stworzenia zapoczątkowanego dzięki dobrowolnej ofierze Jezusa Chrystusa (dokładnie w momencie Jego śmierci pojawia się światło pośród ciemności, które otaczały ziemię) pozwala nam powtórzyć proces bezwarunkowego przebaczenia, jak to uczynił Jezus: "Ojcze odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią".

     Bez światła nie może być życia, a Jezus Chrystus jest światłością świata (J 8, 12), która nas zaprasza do bycia, tak jak On, światłością świata (Mt 5, 14). Woda. Roślina, przyjmując wodę wraz z dwutlenkiem węgla, jest zdolna uwalniać tlen. Jakaż to cudowna woda umożliwia nam takie przekształcenia? Ta, która płynie z otwartego boku Chrystusa na krzyżu. W Ewangelii według św. Jana, zawsze gdy jest mowa o wodzie, odnosi się to bezpośrednio do Ducha Świętego. Dzięki Duchowi Świętemu, który przebacza nasze grzechy, także i my jesteśmy zdolni do uwalniania pierwiastka, który nie tylko umożliwia życie, ale pomaga mu wzrastać.

     Dzięki duchowej fotosyntezie mamy możliwość przekształcać to, co na tym świecie najbardziej negatywne - w element ożywiający dla innych i dla nas samych. Jednak kiedy patrzymy na te same okoliczności od strony żalu nad sobą lub naszego kompleksu ofiary, rany ulegają zakażeniu i zaczynają zarażać innych, wytwarzając jad szkodliwy dla wszystkich.

     Z tego powodu Pan przykazał nam, by nad naszym gniewem nie zachodziło słońce (Ef 4, 26), bo w ciemnościach naszego serca tworzyłby się śmiertelny jad, który niszczyłby nas samych, co byłoby praktycznie samobójstwem.

     Poniższe świadectwo pewnej gwatemalskiej żony ukazuje nam cudowny przypadek fotosyntezy wiary.

     Moje życie przebiegało szczęśliwie, odkąd Bóg dał mi cudownego męża i trzech* synów. Mój mąż jest poważnym lekarzem, miłośnikiem sportu, a przede wszystkim dobrym człowiekiem, wspaniałym ojcem i przykładnym mężem. Nasze małżeństwo trwało już dwudziesty ósmy rok, kiedy wszystko zmieniło się w nieoczekiwany sposób.

     29 grudnia 1981 r. w południe do jego kliniki weszło kilku uzbrojonych ludzi, którzy uprowadzili go. Nigdy nie miałam żadnej wiadomości ani od porywaczy, ani od mojego męża. Zaczęłam odczuwać okropną niepewność co do jego życia lub śmierci. Pierwsze minuty były dla mnie wiecznością, a następne dnie i noce wydawały się nigdy nie kończyć.

     Stopniowo nadzieja odnalezienia go zmieniła się w pytanie: dlaczego to mnie spotkało, dlaczego mnie? Bardzo szybko rozwinęło się u mnie nadciśnienie tak, że wydawałam się chodzącym trupem. Musiałam pójść do psychiatry, ale problem trwał, mimo wszystkich środków antydepresyjnych, jakie brałam. Ciągłe bóle głowy dręczyły mnie nieraz przez wiele kolejnych dni, podczas gdy pożerała mnie gorycz.

     Po tej niekończącej się Kalwarii pewnej bezsennej nocy podniosłam się i powiedziałam Panu:

     - Panie, już dosyci Teraz chcę oddać Ci mego męża ostatecznie. Jest Twój. Składam Ci dzięki za wszystko, co się zdarzyło.

     Materialnie odczułam, że jakaś ręka usunęła coś, co uciskało mi pierś i doświadczyłam całkowitego uwolnienia. Czułam się lekka jak piórko i zaczęłam płakać już nie ze smutku, ale z głębokiego pokoju. Ta noc, jak noc Wyjścia z Egiptu, wniosła do mojego serca światło i wyzwolenie A Pan ochrzcił mnie Duchem Świętym i kilka dni potem mogłam przebaczyć porywaczom, co wytworzyło we mnie jeszcze więcej wolności i pokoju. Dotychczas, jako że ich nie znałam, w każdym nieznajomym widziałam potencjalnego porywacza. Życie w tej sytuacji było okropne, otoczona wrogami, podejrzewałam cały świat.

     Ale gdy przebaczyłam, wszystko się zmieniło. Skończyło się nadciśnienie i przestałam brać tabletki. Ustały straszne bóle głowy, a do mojego serca wróciła radość.

     Ludzie zaczęli pytać, co się ze mną stało, bo przestałam nosić żałobę, a moja twarz odbijała pokój i radość. Opowiadałam im o cudownym wyzwoleniu, jakiego Pan dokonał w moim życiu. Niektórzy płakali, inni mi gratulowali, a nie brakowało i takich, którzy nic nie rozumieli. Pewne jest, że Pan i przebaczenie przywróciły mnie do życia i uczyniły mnie narzędziem niesienia nadziei innym, którzy także znoszą niewyobrażalne cierpienia.

     W trzy lata po porwaniu mogę powiedzieć: błogosławiona rana, która krwawiła tak obficie, bo poprzez nią mogłam przynieść pokój wielu cierpiącym. Tamto pytanie, które łomotało mi w głowie: dlaczego? dlaczego mnie? otrzymało zadowalającą odpowiedź, chociaż mój mąż jeszcze nie wrócił.

     Mój mąż stał się narzędziem, dzięki któremu wielu przybliżyło się do Pana. Jego milczenie zmieniło się w okrzyki uwielbienia wielu innych ludzi. Nie uważam go za martwego, bo widzę znaki jego płodności duchowej i pokoju nawet w ludziach, którzy go nigdy nie znali.

     Ja sama odmłodnialam. Może z zewnątrz wyglądam trochę marnie, ale wewnątrz jestem odnowiona.

     70 x 7

     W pewnej wspólnocie przy drzwiach umieszczono wielki napis "70 x 7", czyniąc aluzję do tych słów Jezusa, w których przykazywał nam przebaczać siedemdziesiątkroć po siedem razy (Mt 18, 22) . Co oznacza przebaczać siedemdziesiątkroć po siedem razy? Oznacza przebaczać w następujący sposób:

     PRZEBACZAĆ WSZYSTKO WSZYSTKIM

     Przebaczyć wszystko, cokolwiek by to było. Od najmniejszej obrazy, aż do samej śmierci.

     Przebaczyć wszystkim ludziom, nie tylko braciom, których kochamy i których jesteśmy w stanie usprawiedliwić. Również nieprzyjaciołom, tym którzy nas nienawidzą, temu który źle o nas mówi, komuniście, protestantowi, prostytutce, w końcu tym, których uważamy za gorszych od siebie, choć być może przewyższą nas w Królestwie niebieskim.

     PRZEBACZYĆ TEMU, KTO NAS KRZYWDZI

     Choćby nie prosił nas o przebaczenie. Nie chodzi o przebaczenie temu, który żałuje, ale każdemu, kto wyrządził nam krzywdę. Nieważne, jak on się do nas odnosi, przebaczamy mu. Tak uczył Jezus w modlitwie Ojcze nasz: "jako i my przebaczamy naszym winowajcom".

     NATYCHMIAST I BEZWARUNKOWO

     Nie pozwalając, by nad naszym gniewem zachodziło słońce, aby nie pozwolić ciemności przebywać w naszych sercach. I bez uzależniania naszego przebaczenia od jakichś warunków, bez wymagania żadnego typu odpłaty, bez szantażowania czy sprawiania, by nasz krzywdziciel poczuł się złym człowiekiem.

     ZAPOMINAJĄC KRZYWDĘ

     Bez ponownego brania jej pod uwagę w przyszłości. Bez rzucania nią w oczy przy następnej okazji. Bez żadnego podejmowania odwetu wobec brata. Przebaczenie bez zapomnienia nie jest przebaczeniem. Problemem nie jest "zapomnieć materialnie", ale działać bez uwarunkowań, w które wprowadziłoby nas to, co nam wyrządzono. Jeśli my damy przykład przebaczenia, Pan napełni nas swoim pokojem.

     PRZYWRACAJĄC POCZĄTKOWE ZAUFANIE

     Powrócić do ufności wobec brata, jaką mieliśmy, zanim wobec nas zawinił, jak Jezus ponownie zaufał Piotrowi po jego potrójnym zaparciu.

     ODPOWIADAJĄC DOBREM NA DOZNANE ZŁO

     Ponieważ jedynym sposobem zwyciężenia zła nie jest znoszenie go z rezygnacją lub wybaczanie, ale odpowiadanie dobrem.

     PRZEBACZAJĄC Z SERCA

     To znaczy: nie tylko słowem, ale z miłością miłosierną i współczującą, bolejąc bardziej nad tym, że nasz brat stał się winowajcą, niż nad tym, że zostaliśmy skrzywdzeni.

     ...a jeśli w ten sposób doszliśmy do przebaczania aż siedem razy, uczniowie Jezusa powinni tak przebaczać zawsze.

     NIEMOŻLIWE STAJE SIĘ MOŻLIWE

     Przebaczać w ten sposób jest czynnością trudną, a wielu uważa ją nawet za niemożliwą, dlatego zakładają, że jest nie do zrealizowania, nie czują się zobowiązani do wcielania jej w życie. Dlatego mówią:

     - Mógłbym przebaczyć cokolwiek, oprócz...
     - To się nie zdarzyło nikomu...
     - Ja zawsze świadczyłem mu dobro, a on tak mi odpłaca...
     - Przebaczam, ale nie zapominam...
     - Tego nie można przebaczyć...
     - ... ale ty nie wiesz, co on mi zrobił...

     Inni myślą, że przebaczyć oznacza stracić i jako że nie są gotowi tracić, nie chcą przebaczyć.

     Widać jasno, że my nie mamy siły przebaczyć. Właśnie dlatego, kiedy Chrystus wysyłał swoich apostołów, by przebaczali, powiedział im: "Weźmijcie Ducha Świętego, który uzdolni was do tego, czego nie możecie uczynić o własnych siłach".

     PODSUMOWANIE

     Pokój ginie, kiedy istnieje jakakolwiek forma agresji, nieporozumienia lub brakuje miłości. Pojawia się wzburzenie i niepokój, które chwytają nas, kiedy rzeczy nie układają się po naszej myśli. Przemoc pojawia się jako skutek niesprawiedliwości, którą ktoś nam wyrządza. Wszystko to powoduje w nas rany.

     Jedynym sposobem, w jaki naprawdę odzyskujemy tak pokój wewnętrzny, jak i zewnętrzny, jest przebaczenie winnemu, nawet jeśli jest to nasza własna osoba. Na ile zamiast obnoszenia się z naszymi ranami, aby usprawiedliwić naszą zemstę, zamienimy je w źródła pokoju dla naszych braci, właśnie poprzez przebaczenie, na tyle staniemy się całkowicie zdrowi, staniemy się przekaźnikami zdrowia dla innych, twórcami pokoju dla świata i będziemy mogli żyć mesjańskim Szalomem, który Chrystus przyniósł i zaprowadza poprzez rany swojego Ciała mistycznego, którym jest każdy z nas.

     Jeśli jest w nas jakiś smutek czy brak satysfakcji, szukajmy w głębi naszego serca, aż znajdziemy korzeń: zawsze odkryjemy, że jest to coś, czy ktoś, komu nie przebaczyliśmy. Oczywiście, nie po to, aby jątrzyć stare rany, ale jak chirurg usunąć guz, który niesie śmierć.

     Chcemy być szczęśliwi? Nie zwracajmy uwagi na głosy świata. Wysłuchajmy jeszcze raz tajemnicy Tego, który osiągnął szczęście, a nam podał skuteczną receptę: Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój albowiem oni będą nazwani Synami Bożymi. (Mt 5, 9)

     Zdrowie wewnętrzne, a nawet fizyczne, udziela się nam w miarę jak przebaczamy wszystkim, którzy wobec nas zawinili. Przebaczenie jest lekarstwem, które leczy wszystkie nasze cierpienia, szczególnie smutki, urazy, zazdrości i usuwa wszelkiego typu zemstę i przemoc.


Thomas Forrers, Jose H. Prado Flores
Jezus Chrystus uzdrowiciel mojej osoby
Archidiecezjalne Wydawnictwo Łódzkie


   


Wierzyć, kochać, żyć nadzieją dzień za dniem Wierzyć, kochać, żyć nadzieją dzień za dniem
Alessandro Pronzato
"Wierzyć, kochać, żyć nadzieją", to teksty rozważań na każdy dzień roku, które – czytane codziennie – budzą czytelnika z letargu; jednak witalność, którą mu ofiarowują, jest równoznaczna ze skruchą i z rachunkiem sumienia; pocieszenie w nich zawarte jest skuteczne, ponieważ nie jest powierzchowne, ale bogate w zaczyn i drogowskazy ku nowym drogom... » zobacz więcej

Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej