Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Moje Zielone Święta

     W 1971 r. pewien dominikanin udzielił rekolekcji charyzmatycznych w Republice Dominikany. W tych rekolekcjach brał udział mój wiceprowincjał i odniósł tak dobre wrażenie, że zaprosił tę samą ekipę do Puerto Rico. Przyjechało pięć osób: dwóch księży, jedna siostra dominikanka i dwóch metodystów: pastor oraz świecki.

     Wiceprowincjał mojego Zgromadzenia zaprosił mnie, mówiąc, że będą to "katolickie rekolekcje zielonoświątkowe". Nie pojmowałem, co rozumiał przez zwrot "katolickie zielonoświątkowe". Po raz pierwszy usłyszałem te dwa słowa razem. Wiceprowincjał opowiedział mi o swoim doświadczeniu, nie zagłębiając się co prawda za bardzo w szczegóły. Zapewnił tylko, że dla mnie będzie to przeżycie wyjątkowe.

     Przybyłem na rekolekcje, nie wiedząc nic o Odnowie w Duchu Świętym czy o doświadczeniu zielonoświątkowym. Nie wyobrażałem sobie, co może się stać. Było nas 88 osób, w tym około 20 kapłanów, 40 sióstr zakonnych, a pozostałą część stanowiły osoby świeckie. Pośród nich był pewien młody Amerykanin, który wyrażał się w sposób, z jakim nigdy się dotąd nie zetknąłem: "Jestem tutaj, ale nie chcę otrzymać daru języków".

     Prowadzący rekolekcje rozpoczęli spotkanie od złożenia swego własnego świadectwa, które nie różniło się od doświadczenia pierwotnego Kościoła. Po raz pierwszy usłyszałem oświadczenie: "przeżyłem swe osobiste Zielone Święta".

     Być może moja formacja kapłańska doprowadziła do tego, że nie byłem w stanie oczekiwać żadnego mistycznego doświadczenia, dlatego słuchałem tych świadectw w postawie głębokiego powątpiewania. Zacząłem myśleć: "Po co w ogóle tu przyjechałem? Tracę weekend na słuchanie takich rzeczy, zamiast pracować w mojej parafii".

     Jedynym, co pozwoliło mi wytrwać, były wartości ludzkie i duchowe, które promieniowały z każdej z osób dających swoje świadectwa. Jeden z prowadzących kapłanów był rektorem seminarium. Drugi był prowincjałem ojców Świętego Krzyża. Zakonnica była kobietą bardzo inteligentną i dobrze przygotowaną. Metodyści byli pogodni i zarażali wszystkich swoją radością. Zostałem tylko dlatego, że oni wszyscy zasługiwali na głęboki szacunek.

     Jeden z nich na podstawie Biblii mówił o Chrystusowej obietnicy zesłania Ducha Świętego, o tym jak przygotowywali się do Jego otrzymania pierwsi chrześcijanie. Miałem wiele wątpliwości, ale postanowiłem na wszelki wypadek nastawić się tak, jakby coś miało się wydarzyć. Odbyłem szczerą spowiedź, głębszą niż zwykle, szukałem przede wszystkim korzeni moich grzechów: wyznając nie tylko takie czy inne winy, ale uznając moją postawę grzesznika. Łaska Boża zaczynała działać we mnie, pomimo wszystkich moich wątpliwości.

     Zakonnica podeszła do świeckiego metodysty i poprosiła, by się za nią pomodlił, potrzebuje bowiem więcej Chrystusowego pokoju. Użyła określenia katolickiego "proszę, niech się pan za mnie pomodli". Jednak ten świecki, zamiast odpowiedzieć, ustawił krzesło, posadził na nim siostrę i w tym samym momencie zaczął "modlić się nad nią".

     Kiedy metodysta modlił się za siostrę, zbliżył się młody Amerykanin, aby dołączyć się do jego modlitwy i w tym samym momencie zaczął wypowiadać dziwne dźwięki, zupełnie dla mnie niezrozumiałe.

     Niektórzy przestraszyli się tego. Wchodząc do salonu, zobaczyłem tę siostrę z twarzą promieniejącą pokojem i radością, podczas gdy ów młodzieniec na kolanach wysławiał i chwalił Boga z wielkim spokojem, w tym dziwnym języku. Z ich twarzy biły: zaskakująca radość i pokój.

     Następnie zorganizowano grupy modlitwy wstawienniczej. Wszyscy modlili się z wielką spontanicznością, co było dla mnie jeszcze jednym nowym doświadczeniem. Ludzie mówili do Boga głośno, jak gdyby Go widzieli. We wszystkich wyczuwało się pewność wysłuchania przez Boga. Zaczynałem odczuwać większą wolność oraz możliwość czynienia podobnie. Później różni ludzie dawali swoje świadectwa o tym, jak oni doświadczyli Zielonych Świąt podczas tego weekendu. Te świadectwa wywarły na mnie jeszcze większe wrażenie niż świadectwa osób prowadzących rekolekcje. Opowiadali ze szczegółami, jak podczas modlitwy za nich otrzymali Ducha Świętego, a wraz z Nim dar języków, o którym ja nigdy dotąd nie myślałem.

     Zaraz potem zaproszono wszystkie te osoby, które wyraziły ochotę, aby przeszły do środka, by pomodlono się za nie. Jako pierwsi zgłosili się niektórzy świeccy, nikt bowiem z dwudziestu kapłanów nie miał odwagi tego zrobić.

     Dwie siostry nalegały na mnie, bym zgodził się na modlitwę nade mną. Ja opierałem się. To krzesło wydawało mi się gorsze od krzesła elektrycznego. Jednak pod ich naciskiem usiadłem i pomodlono się za mnie.

     Byłem pierwszym kapłanem, który się zdecydował. Gdy usiadłem, natychmiast zbliżyło się do mnie kilka osób i nałożyło na mnie ręce. Było to bardzo miłe: czułem się naprawdę dotknięty przez miłość czystą i chrześcijańską. Oznaczało to dla mnie pragnienie tych ludzi, bym został pobłogosławiony przez Boga... Oprócz tego nie czułem nic więcej, tylko słodkie odczucie samej modlitwy. Wstałem z krzesła, uważając, że nic specjalnego nie nastąpiło.

     Następnego dnia, gdy powtórzyła się sytuacja, znów usiadłem, tym razem już z własnej woli. Nastąpiło to samo: delikatne odczucie miłości duchowej moich braci, ale nic poza tym.

     Te dwie modlitwy zrodziły we mnie pragnienie szukania i doświadczania tego, co mi Bóg obiecał, i o czym opowiadało tyle innych osób. Ale okoliczności nie układały się tak jak planowałem i zacząłem myśleć, że wymyka mi się okazja osobistego doświadczenia Zielonych Świąt.

     Rekolekcje skończyły się. Na zakończenie wielu wypowiedziało swoje świadectwa, wszystkie bardzo piękne. Ja również wstałem i powiedziałem, że choć nie dostąpiłem Chrztu w Duchu Świętym, otrzymałem za to trzy łaski:


     - łatwość, zainteresowanie i zdolność do modlitwy, wyjeżdżam z rekolekcji z głodem modlitwy;
     - nowy entuzjazm wobec Słowa Bożego; Biblia nie była już dla mnie zwykłą historią, odczuwałem ją jako objawienie żywe i osobowe;
     - miłość uniwersalną, ekumeniczną; przedtem rezerwowałem swoją miłość tylko dla katolików, uważając, że trzeba być katolikiem, by zostać świętym, ale w czasie tych rekolekcji zdałem sobie sprawę, że owi dwaj metodyści głosili Słowo Boże tak, jak robiło to niewielu w moim życiu. Teraz kochałem także niekatolików i cały świat.

     Wyjeżdżałem z rekolekcji w kierunku mojej parafii w mieście Fajardo (Puerto Rico) pełen miłości i z radością, której nie potrafię opisać. Jeszcze tej nocy biskup mojej diecezji zapytał mnie o rekolekcje. Odpowiedziałem mu po prostu, że były wielkim doświadczeniem i że jestem pełen pokoju. Chociaż uważałem, że nie otrzymałem Chrztu w Duchu Świętym, żyłem w obecności Boga, nie analizując tego.

     Następnego dnia, wierny portorykańskiemu zwyczajowi sjesty, zmęczony weekendem starałem się ją odbyć. Położyłem się, wziąłem Biblię w ręce i zacząłem czytać niektóre Psalmy.

     Pamiętam, że dawniej nużyło mnie czytanie brewiarza po łacinie. Ale tego popołudnia, leżąc w łóżku, byłem tak rozentuzjazmowany chwałą Boga, Jego dobrocią, Jego doskonałością i wspaniałością, że nie mogłem zasnąć. Wszystko zmieniało się. Przedtem, czytając Psalmy, zasypiałem; teraz, czytając je, nie mogłem zasnąć w żaden sposób. Przedtem podczas modlitwy miałem dużo rozproszeń, teraz wyraźnie chciałem szukać jakiegoś rozproszenia, by móc odpocząć. Wziąłem więc numer czasopisma "Time", zacząłem je czytać, ale zamiast zasnąć, jeszcze raz złapałem się na myśleniu tylko o Bogu. Najdziwniejsze było to, że zacząłem śpiewać! Mam tak zły głos, że nawet powiedziałem na rekolekcjach: jeśli zobaczysz mnie śpiewającego, to możesz być pewny, że Duch Święty naprawdę mnie dotknął, potrzebny jest bowiem cud Boży, żebym ja śpiewał.

     Gdy tylko przypomniałem sobie te słowa, które wypowiedziałem żartem, zdałem sobie sprawę, że śpiewam w nowym języku, który nie jest moim. Z ust wychodziły mi serie dźwięków z niezapomnianą wewnętrzną żywością. Śpiewałem w dziwnym języku, nie rozumiejąc ani słowa. Mogę tylko powiedzieć, że spędziłem cztery i pół godziny w łóżku, doświadczając miłości Boga do mnie osobiście, miłości, która zmieniła radykalnie moje życie.

     Tego popołudnia Pan mówił do mnie dwa razy i powiedział mi, że uczyni ze mnie lidera charyzmatycznego. Nie rozumiałem, co chciał przez to powiedzieć. Myślałem, że odnosi się to do mojej funkcji proboszcza. Po kilku latach obciążono mnie wieloma funkcjami w Odnowie, ale wraz z każdą nową działalnością Pan pokazywał mi, że to jest właśnie to, co chciał mi powiedzieć przez słowa "uczynię cię liderem charyzmatycznym".

     Tego samego wieczora Pan zapytał mnie o moje problemy ze zdrowiem. Wymieniłem Mu pięć i On odpowiedział mi, że uzdrowi mnie z nich wszystkich.

     Powiedziałem Mu o bólu w krzyżu i w kolanie, chronicznej chorobie nosa, jeszcze jednej chorobie i o raku skóry, który wytworzył mi wielki i wstrętny guz na twarzy. Pan obiecał wyzwolić mnie ze wszystkich tych chorób. Powierzyłem mu moje zdrowie całkowicie, niech się dzieje, co chce.

     Dwa z tych bólów znikły natychmiast. Pozostałe zmniejszały się w ciągu następnych tygodni. Myślałem, że choroba skóry zniknie w ten sam sposób. Ale guz zamiast maleć, rósł aż do tego stopnia, że z powodu natężenia bólów głowy dostawałem nudności. Moi parafianie tak się przestraszyli, że zorganizowali ciągłe modlitwy o uproszenie dla mnie zdrowia. Przez sen usłyszałem pieśni i modlitwy moich parafian. W tym momencie ustały bóle głowy, ale guz pozostał.

     Mój superior polecił mi iść za wskazaniami lekarza. Wiedziałem, że jego polecenia są ukazaniem woli Pana i usłuchałem ich. Przeszedłem kurację naświetlania promieniami X, która wyleczyła mnie w tak zaskakujący sposób, że sam lekarz powiedział mi:

     - To nie ja cię wyleczyłem. Zrobił to Duch Święty.

     Następnie, pełen satysfakcji, zaprosił innych lekarzy i pielęgniarki, aby zobaczyli doskonałość kuracji, mówiąc, że niewiele razy widział wyzdrowienie tak doskonałe.

     Była to dla mnie nowa lekcja dotycząca uzdrowienia. Zrozumiałem, że Bóg może uzdrawiać tak jak chce: bezpośrednio lub poprzez swe narzędzia (Syr 38. 1-4), natychmiast lub poprzez długie leczenie. W każdym przypadku uzdrowienie przychodzi od Niego.

     Tego samego popołudnia miałem jeszcze inne doświadczenie: Pan obiecał mi dar uzdrawiania, charyzmat, którego zawsze pragnąłem. Zdaję sobie sprawę, że nie mam go w tym zakresie, w jakim ma go ojciec Emilien Tardif, ale rozeznaję, że Pan dał mi dar zrozumienia, że osoba zdrowa to ta, która żyje tak jak Jezus Chrystus.

     Nie potrafię szczegółowo wyjaśnić tego, co zdarzyło mi się tego popołudnia, ale stałem się tak szczęśliwy i zadowolony, że po wstaniu z łóżka zacząłem skakać po moim pokoju; taka była potrzeba wyrażania radości z bycia dotkniętym przez Boga osobiście.

     Potem wykąpałem się i wyszedłem, by odprawić mszę o 1715. Wszystkim ludziom wydawałem się jakiś dziwny. Jak to możliwe, żeby on przespał cztery godziny? Nie wiedzieli, że nie spałem nawet minuty.

     Rozpocząłem mszę. Ludzi było niewielu. Ja, z tak głębokim i świeżym doświadczeniem Boga w moim życiu, nie mogłem się opanować podczas odprawiania. Unosiłem się emocjonalnie, chociaż z pewnością to nie emocja wytwarzała we mnie przekonanie, że Bóg mnie kocha osobiście; to Jego miłość powodowała moje rozemocjonowanie.

     W wyniku mojego zachowania ludzie zaczęli mówić:

     - Ojciec Tomasz był na rekolekcjach i załamał się, zwariował... Ta wiadomość rozeszła się po całej parafii.

     Cały następny dzień Pan mnie oświecał i dawał mi doświadczenia i pouczenia na temat, co oznacza "wierzyć". Powiedział mi:

     - Wierzysz albo nie wierzysz. Wiara jest decyzją absolutną, a jeśli wierzysz, to działasz i żyjesz według tego, w co wierzysz. Niebezpiecznie jest wierzyć, bo to zmusza cię do życia zgodnia z tym, czego oczekujesz...

     Wróciłem do domu o północy. Był tam ojciec Gerardo, który również odprawił rekolekcje podczas tego weekendu. Chciałem z nim pomówić, ale był bardzo zajęty rozmową z innym kapłanem. Czekałem aż skończą rozmawiać o rekolekcjach. Nagle obydwaj podnieśli się i poszli spać. Wtedy poprosiłem Pana:

     - Panie, niech Gerardo wróci. Ja wiem, że mnie słuchasz.

     Modliłem się z wiarą i dlatego musiałem tam zostać, aż Pan odpowie na moją modlitwę. Siedziałem piętnaście minut, pół godziny, a ojciec Gerardo nie wracał. Zaczynałem się niepokoić. Siedziałem jak obłąkany, bezwładnie, nie wiedząc co robić. Przejęty tym, co się działo, powiedziałem sobie: "Jeśli wierzę, nie mogę postępować w sposób przeciwny do tego, czego oczekuję". Natychmiast Pan zaczął mówić do mnie przez następne cztery godziny.

     Opowiem, co się zdarzyło. Każdy może w to wierzyć lub nie. Pan zaczął odkrywać przede mną zło znajdujące się na świecie i misterium swej wszechogarniającej miłości. Z pewnością nie spałem ani nie byłem obłąkany. Słyszałem hałas samochodów i szczekanie psów, podczas gdy trwałem w głębokiej rozmowie z Nim.

     To drugie doświadczenie uzupełniło pierwsze i wraz z nim zmieniło kierunek mego życia. Były to godziny wspaniałe, których nie jestem w stanie opisać. Jednak nie brakowało również pokory: siedziałem, czekając aż wróci ojciec Gerardo. Wiara wymagała tego ode mnie. W ciągu nocy, gdy pewien ksiądz wstał i zobaczył mnie siedzącego w podkoszulku, zaczął litować się nade mną, utwierdzony w przekonaniu, że ja naprawdę zwariowałem. Po pewnym czasie, pozostali budzili się kolejno na poranną mszę. Wszyscy wydawali mi się zdziwieni, a nawet zaniepokojeni. Ostatnim księdzem, który wyszedł, był ojciec Gerardo; Bóg odpowiedział na moją modlitwę! Musiałem poczekać na nowe doświadczenie Boga, by mieć się czym podzielić z przyjacielem.

     Na następny weekend zaplanowaliśmy już wcześniej rekolekcje parafialne. Ale teraz, po moim doświadczeniu charyzmatycznym, rekolekcje musiały być charyzmatyczne. Popełniłem wiele głupstw i błędów, naciskając ludzi, by przyjmowali Chrzest w Duchu Świętym. Jedna z zakonnic, ta, która nakłaniała mnie bym pozwolił pomodlić się nade mną, powiedziała, upominając mnie, że nie dzieje się to w ten sposób. Dzięki jej radzie utemperowałem się trochę i zmieniłem metodę. Mówiłem jasno o Zesłaniu Ducha i zapraszałem ludzi, by otrzymywali Ducha Świętego. Rekolekcje, mimo wielu błędów, wywarły duże wrażenie.

     Dzisiaj żartuję, że napiszę książkę pod tytułem: "Moje błędy w Odnowie w Duchu Świętym". Wiem, że niewielu mogłoby ją przeczytać choćby dlatego, że byłaby zbyt gruba. Ale właśnie przez wszystkie je pomyłki uczyłem się.

     Podczas kolejnego weekendu mieliśmy następne rekolekcje. Dzięki wrażeniu wywołanemu przez pierwsze, przyszło więcej ludzi. Rozpoczęliśmy nasze spotkanie modlitewne, które trwało trzy godziny. Moc Boga ukazała się tak wspaniale, że po ośmiu tygodniach grupa gromadziła przeszło tysiąc osób. O cudach dokonujących się w mieście pisano na pierwszych stronach gazet.

     Kiedy nadszedł czas zmiany proboszczów i przełożeni skierowali mnie na parafię w Aguas Buenas, prosili mnie, bym pracował w sposób "mniej sensacyjny". Odpowiedziałem im:

     - Ależ ja nie mogę ręczyć za to, co zrobi Bóg. Gdy On dokonuje rzeczy sensacyjnych, co mogę zrobić ja?

     Z tymi zastrzeżeniami przybyłem do parafii Aguas Buenas w niedzielę wieczorem. Akurat wtedy odbywały się rekolekcje dla młodzieży i poproszono mnie, bym, jako nowy proboszcz, zszedł przywitać się z chłopcami. W chwili gdy wchodziłem do sali, dwóch młodzieńców otrzymało Chrzest w Duchu Świętym i zaczęli mówić językami. Ja powiedziałem memu towarzyszowi żartem:

     - Zastrzegam się, że nic nie zrobiłem. Dopiero co przyjechałem i nie zdążyłem nawet otworzyć ust. Ale już wiem, że i tak winę zwalą na mnie.

     W Aguas Buenas założyliśmy grupę modlitewną. Przy muzyce pomagała nam grupa dojeżdżająca z Fajardo. Jedna z dziewcząt ze wspólnoty wstała i powiedziała jako proroctwo, że mam odwiedzić wiele krajów, w różnych częściach świata. Wówczas również i tego proroctwa nie zrozumiałem, tak jak nie zrozumiałem tamtego o zostaniu liderem charyzmatycznym. Dwa tygodnie później zaproszono mnie do Kolumbii i do jeszcze jednego kraju, do którego nigdy nie spodziewałem się pojechać. Myślałem, że te zaproszenia były wypełnieniem tamtego proroctwa. Dziś okazuje się, że odwiedziłem około 80 krajów. Jeżdżę do Afryki, Ameryki i Azji. Przemierzam kraje, których wcześniej nie umiałbym znaleźć na mapie, i ciągle jeszcze nie wiem, czy rozumiem wszystko, co Bóg chciał mi powiedzieć.

     W Aguas Buenas rozpoczęliśmy rekolekcje Odnowy. Stopniowo to niewielkie miasto zaczęło być centrum Odnowy dla Puerto Rico, a nawet dla całej Ameryki Łacińskiej. Mógłbym mówić więcej o moim życiu osobistym: zwycięstwach i uwolnieniach z grzechu, umiejętności stawiania czoła swoim słabościom, nowym życiu modlitwy, umiejętności życia nową misją Chrystusa. Chciałbym tylko dodać, że Pan wysłał do mnie braci roztropnych i mądrych, którzy mnie poprawiali i uczyli, dzielili się ze mną tym, co w swoim czasie otrzymali od Niego.

     Chcę zakończyć to świadectwo stwierdzeniem, że przez całą wieczność będę chwalić Boga i dziękować Mu za te "katolickie rekolekcje zielonoświątkowe". Dla mnie było to moje Zesłanie Ducha Świętego: Chrystus wylał na mnie swojego Ducha, wszedł do mego wnętrza ze swoim światłem i pozwolił mi trochę poznać życie syna Bożego, życie, które mi daje przez swego Ducha Świętego.

     Od czasu do czasu przeraża mnie myśl, jakie dzisiaj byłoby moje życie, gdybym nie otrzymał tego wielkiego błogosławieństwa od Pana. Teraz nie mogę nie świadczyć o tym, co zobaczyłem i usłyszałem. Ta książka jest tylko syntezą tego, czego Pan mnie nauczył o całkowitym uzdrowieniu osoby.


Thomas Forrers, Jose H. Prado Flores
Jezus Chrystus uzdrowiciel mojej osoby
Archidiecezjalne Wydawnictwo Łódzkie


   


Być wielkim jak dziecko Być wielkim jak dziecko
o. Leon Knabit OSB
Rozważając radosne tajemnice różańcowe znany mnich doszedł do oryginalnych, często zaskakujących wniosków... » zobacz więcej

Wasze komentarze:
 mirek: 16.10.2017, 19:26
 a ciebie to nie stać płacić tak jak w plebani nie zapłacił ksiundz robotnikom tylko bóg ma za wszystko płacić nauczta się i wy płacić nierzetelne
 ewa: 11.10.2017, 10:45
 Bóg Zapłać Amen.
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej