Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Uzdrowienie wewnętrzne

     Najpiękniejsza rzecz, jaką spotyka się w odnowie charyzmatycznej, nazywa się "uzdrowieniem wewnętrznym". Podobnie jak nasze ciało atakowane jest licznymi chorobami, tak też możemy również być chorzy wewnętrznie na nerwice, kompleksy, niechęci, urazy i niepokoje. Ponadto wiele spośród chorób fizycznych, to tylko symptomy psychicznych urazów, po których uleczeniu następuje zanik choroby.

     Gdy zranione są nasze uczucia, jesteśmy wtedy nieufni. Jeśli pamiętamy komuś, kto nas zranił, czujemy złość do wszystkich. Niekiedy sprzeniewierzamy się miłości i od tego momentu nasze serce zamyka się na wszelkie przejawy kochania.

     Jednakże Jezus przyszedł, aby uzdrowić złamane serca i daje nam serca nowe. Cudownie jest odkrywać, jak bardzo Ewangelia pełna jest tego typu uzdrowień: uzdrowienie uczniów - Jezus uzdrowił ich z żądzy bogactwa i chciwości (Mt 19, 16 - 26), z despotyzmu (Mt 19, 27 - 30), z lęku śmierci (Mk 4, 35-41; Łk 12, 4-8), z trwogi (J 14, 1-6), z legalizmu (Mt 12, 1 - 8), z lęku przed niepowodzeniami (Mk 4, 30 - 32), z nienawiści, żalu i urazów (Mk 4, 30 - 32), z pychy (Łk 18, 9 - 14), z błędu (J 7, 31-33).

     Setnika z jego kompleksu niższości (Mt 8, 8 - 13), Samarytankę uzdrowił z nienawiści rasowej (J 4), Zacheusza zaś uwolnił od nieprawości (Łk 19, 1 - 10), kobietę cudzołożną od poczucia winy (J 8, 1 - 11), nierządnicę zaś z nieczystości (Łk 7, 36 - 50). I to, co najważniejsze: paralityka uzdrowił z grzechu, będącego korzeniem wszelkiego zła (Mk 2, 1 -12).

     Jakże często pragniemy się poprawić, a nie potrafimy! Nasza siła woli zostaje złamana, a nasz charakter nie jest zdolny do przezwyciężenia trudności.

     Innym razem wydaje się nam, że to inni powinni się zmienić i bezskutecznie tego wymagamy. Przeciwnie - odnosimy wrażenie, że problem zaostrza się.

     Powodem tego jest to, że wszyscy jesteśmy zranieni i nie mamy siły, aby wyjść poza nasze ograniczenia.

     Przeżyłem ową łaskę uzdrowienia wewnętrznego sam, osobiście.

     W czasie całego mego życia miałem kłopoty przy najmniejszym zetknięciu się z krwią. Kiedy musiałem iść do umierającego ze świętymi olejami, było to dla mnie wielkim poświęceniem, ponieważ od razu oblewałem się zimnym potem i mimo największego wysiłku, nie mogłem nad tym zapanować.

     Pewnego dnia wyświetlano film wojenny, na którym obficie lala się krew. Zacząłem się pocić, nie mogłem już dłużej patrzeć, zamknąłem oczy, gdyż myślałem, że zemdleję. Czułem się tak źle, że musiałem wyjść w połowie filmu.

     Któregoś razu przyjechał Ekscelencja Alfonso Uńbe Jaramillo, by poprowadzić rekolekcje. Podczas mszy świętej modlił się o uzdrowienie zranień pamięci, przechodząc przez kolejne etapy życia. Gdy modlił się o uzdrowienie urazów pochodzących z dzieciństwa, przypomniałem sobie, że mając pięć lat, pokłóciłem się z moim sześcioletnim bratem. Miałem w dłoni scyzoryk i rzuciłem nim. Trafiłem go w rękę i zaczęła obficie płynąć krew. Widząc jego rękę, która była bardzo czerwona, bardzo się przestraszyłem. Chociaż zapomniałem już o wypadku, problem pozostał, pojawiał się za każdym razem, gdy ujrzałem krew.

     Gdy Ekscelencja Uribe Jarmillo modlił się, przyszło mi na myśl to właśnie wydarzenie z okresu, gdy miałem pięć lat i prosiłem Pana, ahy uzdrowił mnie z tego zranienia.

     Chodziłem później po szpitalach, widział chorych z ciężkimi ranami po wypadkach i nie powodowało to reakcji hemofobii. Dzięki wewnętrznemu uleczeniu mnie, jestem zdrów.

     Pan uzdrowił ową ranę mojej pamięci i od tego uzdrowienia lepiej pojmuję znaczenie uzdrowienia wewnętrznego.

     Podobnie jak w moim przypadku złe samopoczucie było skutkiem widoku krwi, tak u innych zranienie emocjonalne powodowało złe samopoczucie w kontaktach ze zwierzchnikami, ponieważ niegdyś tata lub mama, albo też jakiś nauczyciel potraktował ich surowo. Wiele dzieci jest zbuntowanych z powodu zranionych uczuć. Ich bunt jest swego rodzaju obroną przed wszelkimi próbami narzucenia im cudzej woli.

     Musimy jednak poznać nie tyle korzeń problemu, ile jego rozwiązanie, a jest nim modlitwa o uzdrowienie wewnętrzne, która uwalnia nas od tego, co nas ogranicza. Pewien mały chłopiec miał tak subtelne rysy twarzy, że wszyscy mówili, iż przypomina dziewczynkę. Spowodowało to wielkie zranienie, chłopiec z jednej strony starał się okazywać wobec innych swą męskość, a z drugiej, zaczął odsuwać się od tych wszystkich kolegów, którzy go krytykowali i naśmiewali się z niego.

     Gdy wydoroślał, nie chciał znać również dziewcząt, ponieważ były one odbiciem tego, czym nie chciał być. Kiedy osiągnął dojrzałość, jego problem pogłębił się i popadł w homoseksualizm.

     Pewnego dnia, w czasie modlitw o uzdrowienie wewnętrzne, Pan uwolnił go od tego problemu, napełniając jego serce miłością, której był pozbawiony. Dzięki uzdrowieniu wewnętrznemu oraz mocy Pana, mógł się wydostać z homoseksualizmu. Dziś jest człowiekiem, który prowadzi normalne życie.

     Następne świadectwo ukazuje, w jaki sposób zranienie uczuć wywołuje fizyczne skutki, a gdy raz wnętrze zostanie uzdrowione, znikają problemy, jak to ilustruje w swoim liście siostra Madeleine-Daniele.

     Panie, w Twoich Pięciu Ranach jest uzdrowienie naszych ran.

     Jezus przyszedł po to, aby wydobyć mnie z mojej oziębłości, ale jeszcze bardziej z mojego grzechu.

     Znajdowałam się w opłakanym stanie: bóle w plecach, w kolanach, artretyzm, przeszkadzający mi klękać w kaplicy, migrena dwa lub trzy razy w tygodniu oraz przepuklina.

     Straciłam chęć do modlitwy i duchowej lektury. Odkładałam często spowiedź, a także nierzadko opuszczałam Eucharystię. Moją jedyną modlitwą były słowa: "Mimo wszystko Ty wiesz, że Cię kocham..."

     Właśnie w takich okolicznościach Jezus objawił mi Swoje oblicze.

     5 lipca 1981 r. przyszła do mnie przyjaciółka, by powiedzieć mi, że przybyła mnie zabrać na modlitwę za chorych. Pozostałam z tyłu kościoła. Pewien kapłan, o sympatycznym kanadyjskim akcencie, przeprowadzał rozmyślanie o Pięciu Ranach Jezusa z tak wielką wiarą, że zawsze będę je wspominać.

     Potem zaczął dziękować za uzdrowienie dokonane przez Pana. Powiedział:

     - Znajduje się tutaj pewna siostra zakonna, której serce zostało zranione i po wielu latach jeszcze się nie zgoiło. Jezus uzdrowił ją z tej rany serca i doświadcza ona radości, która nigdy nie zgaśnie.

     W tej chwili doświadczyłam w moim wnętrzu głębokiej radości. W mojej pamięci pojawiły się jasno okoliczności, które mnie zraniły.

     Na zakończenie kapłan udzielił od ołtarza błogosławieństwa. Uklękłam spontanicznie i ku memu zdziwieniu mogłam wstać o własnych siłach. Przyszło mi wtedy na myśl, że być może to właśnie ja zostałam uzdrowiona ze zranienia uczuć, ale naszło mnie zaraz zwątpienie, gdyż w kościele znajdowało się około dwudziestu zakonnic.

     Kiedy ojciec wsiadał do samochodu, podeszłam i powiedziałam:

     - Ojcze, jeśli żadna z sióstr zakonnych nie utożsamiła się z tym uzdrowieniem, to chyba byłam to ja.

     Ojciec zatrzymał się i po chwili spoglądania na mnie w milczeniu, odparł:

     - Mnie też tak się wydaje.

     Począwszy od tej chwili rozpoczęło się uzdrowienie. Pewnego dnia powiedziałam:

     - Jeżeli Jezus uzdrowił moje kolana, to może uzdrowić także moje stopy...

     Zostawiłam wkładki ortopedyczne, których używałam od czterech lat i chodziłam bez żadnego problemu.

     Rzecz jednak najbardziej zdumiewająca wydarzyła się wtedy, gdy ktoś zranił mnie w dawne, bolesne miejsce. Cierpiałam udręki. Przypomniałayi sobie jednak przypowieść o nielitościwym dłużniku. Czyż ja, którą Jezus obdarzył wielkim uzdrowieniem, nie jestem zdolna przebaczyć małego zranienia.

     Przebaczyłam i poczułam wielki pokój oraz radość.

     Wrócił zapal modlitewny. Migrena zniknęła i jestem nową osobą na służbie Pana.

     Gdy zobaczyłam, co Bóg uczynił w moim życiu, stwierdziłam, że naprawdę tym, którzy miłują Boga, wszystko służy ku dobremu i wyznałam z całego serca:

     - Panie, jak bardzo muszę podziękować osobie, która mnie zraniła! Napełnij ją Twoją miłością.

     Siostra Madeleine-Daniele

     Modlitwa o uzdrowienie przynosi podwójny skutek:

     - uwalnia nas od przyczyny, która na nas ciąży,
     umacnia nas do wytrwałości w dobrem.

     W naszym aktualnym zachowaniu odbijają się urazy z dzieciństwa. Alkoholik nie jest w stanie zaprzestać picia alkoholu, zanim nie zostanie uzdrowiony korzeń problemu. Porzuci picie, ale jeśli nie nastąpi uzdrowienie, to pojawi się nowy symptom tego samego pochodzenia.

     Pan przychodzi do głębin naszego życia, począwszy od ukrytych i odległych okresów dzieciństwa, aby odtworzyć to, co ciąży na teraźniejszości.

     Na kongresie w Caracas (Wenezuela) modliliśmy się o uzdrowienie wewnętrzne. Podeszła do nas siostra zakonna z Kanady, przebywająca na misjach w Hondurasie, prosiła nas o wstawiennictwo w jej intencji, ponieważ żyła w ciągłym smutku.

     Zaczęliśmy się za nią modlić. Od razu pewnej osobie z grupy nasunął się na myśl obraz. Zobaczyła ona pewną małą osamotnioną dziewczynkę, która płakała pośrodku lasu. Zapytaliśmy zakonnicę, czy coś jej to mówi. Rozpłakała się i powiedziała:

     - Gdy byłam mała, mieszkałam w Kanadzie. Pewnego dnia, gdy padał śnieg, wyszłam samotnie do lasu. Śnieg przykrył moje ślady i zgubiłam się. Gdy chciałam wrócić do domu, nie wiedziałam którędy i poczułam się opuszczona. Płakałam przez dwie godziny, aż znalazła mnie moja rodzina. Było to dla mnie bardzo bolesne przeżycie. Od tamtej pory zaczęłam miewać lęki.

     Wtedy pomodliliśmy się do Pana: - Panie, Ty wiesz jak ucierpiała... Daj jej odczuć, że przebywała w Twoich rękach, a Twoje oczy nigdy nie przestały na nią patrzeć, gdyż troszczyłeś się o każdy krok, który stawiała. Dla Ciebie nie istnieje przeszłość ani przyszłość - przed Tobą wszystko jest teraźniejszością. Oddajemy Tobie to, co wydarzyło się w lesie i prosimy Cię, abyś uleczył spowodowaną tym ranę uczuć.

     Po wielu latach, gdy udałem się do Tegucigalpa, ponownie spotkałem ową siostrę zakonną. Powiedziała mi, że jej życie uległo przemianie po tym uzdrowieniu wewnętrznym.

     Z drugiej zaś strony, osoba uzdrowiona jest zdolna stawić czoło wielkim przeciwnościom, podchodzi do problemu bez lęku, nie obawia się krytyki i nie jest zależna od "tego, co powiedzą".

     Ktoś, kto został uzdrowióny przez Pana, posiada duchową moc, zdolną do przeciwstawienia się gwałtownym atakom. Razem z Psalmistą może wyrzec: Chociażby stanął naprzeciw mnie obóz, moje serce bać się nie będzie; choćby wybuchła przeciw mnie wojna, nawet wtedy będę pełen ufności. (Ps 27, 3)

     Kolejne świadectwo ukazuje nam wyraziście, jak uzdrawiona osoba zdolna jest wytrwać w nowym życiu.

     W rodzinie żyłam w atmosferze zwyczajów i norm chrześcijańskich. Odbyłam naukę we wspaniałym kolegium, prowadzonym przez siostry zakonne, wypełniając często praktyki pobożne. Można powiedzieć, że przeszłam przez wyśmienitą informację chrześcijańską, lecz nie doświadczyłam chrześcijańskiej formacji, bo nie poznałam Boga żywego i nigdy nie doświadczyłam nowego życia, które Jezus dał światu.

     Mając piętnaście lat, gdy przystępowałam do Sakramentu Pojednania, zostałam głęboko zraniona przez kapłana. Był to powód, dla którego nie chciałam się już nigdy spowiadać:

     - Czemu mam spowiadać się przed kimś gorszym ode mnie?

     Nie przystąpiłam do spowiedzi nawet w dniu zawarcia Sakramentu Małżeństwa.

     Jak każda młoda kobieta, miałam fałszywe wyobrażenie o małżeństwie, spodziewałam się, że będę mogła wszystko ofiarować mężowi i wszystko od niego otrzymać. Miałam kilkoro dzieci, ale moje złudzenia stopniowo się rozwiewały. Żyliśmy w egoizmie i brakowało nam jednego, co konieczne: miłości.

     Różowe sny stały się koszmarem, a niebieska szczęśliwość, jakiej oczekiwałam od małżeństwa, obróciła się w piekło. Najgorszym piekłem nie są krzyki ani bicie, ani nawet nienawiść, ale brak miłości.

     Po siedmiu latach małżeństwa łaknęłam miłości, której nie otrzymałam od męża. Oddalając się coraz bardziej od Pana, nie szukałam Go, ale chciałam otrzymać miłość od kogoś, kto by mi pomógł. Myślałam więc, że nasycę się czymś próżnym, co za każdym razem się pogłębiało. Z tego powodu popadłam w niewierność małżeńską. To, o czym myślałam, że będzie rozwiązaniem, pogłębiło mój małżeński problem, gdyż coraz bardziej oddalałam się od męża.

     Czułam się źle, postępując w ten sposób, ale nie byłam w stanie uczynić nic innego. Upadłam po raz kolejny i wtedy nastąpiła katastrofa.

     Moje uczucia były zdruzgotane: nienawidziłam siebie i gardziłam sobą. Od tego czasu zaniedbywałam swój wygląd. Już nie interesowałam się swoją osobą.

     Z drugiej strony konflikty małżeńskie nasiliły się i zaczęłam tracić złudzenia co do swego życia. Chciałam się zabić, by już dłużej nie odczuwać I tej pustki w życiu, w którym nie istnieje miłość.

     Mimo to, usprawiedliwiałam się przed sobą, zrzucając winę grzechu na mego męża: "Gdyby mnie kochał, nie stałoby się to..." Zdarzało się także, iż f cieszyłam się ze swej niewierności, ale w końcu zawsze odczuwałam strach. Żyłam dwa lata w strachu, oskarżając się i obwiniając. Truchlałam, że inni się o tym dowiedzą, a mój mąż mnie zabije. Cóż jednak z tego, że inni nie wiedzieli o tym, skoro ja wiedziałam? Napawało mnie to straszliwą trwogą. Z każdym dniem czułam się coraz mniej człowiekiem, coraz mniej żoną. Gdy niekiedy chodziłam na mszę świętą, przystępowałam wtedy do I Komunii Świętej, nie zważając na słowa św. Pawła, że "kto niegodnie I spożywa Ciało Pana i pije Krew Pańską, spożywa własne potępienie". I Za każdym razem czułam się coraz bardziej winna, rozgoryczona bardziej niż poprzednio.

     W takim stanie wzięłam udział w rekolekcjach odnowy charyzmatycznej, j w czasie których otrzymałam Chrzest w Duchu Świętym. Sądziłam, że Duch Święty nie jest przeznaczony dla grzeszników, lecz usłyszałam, że Duch uzdalnia nas do przyjęcia nawrócenia i do proszenia Boga o przebaczenie. Już obwiniałam o grzech tylko samą siebie. Duch dał mi łaskę pokuty oraz pewność, że Bóg gotów jest mi przebaczyć.

     Podczas tych rekolekcji Pan obdarzył mnie darem języków. To wstrząsnęło mną jeszcze bardziej: "Jak to - mnie, taką grzesznicę. Bóg umiłował tak bardzo, że obdarzył odblaskiem Swojej tkliwości?"

     Nie mogłam pojąć takiej miłości, a to był dopiero początek. Coś we mnie mówiło mi, że brak mi najważniejszego.

     W następną niedzielę byłam na mszy świętej i choć zamierzałam, to nie byłam w stanie przystąpić do Komunii. Bóg powstrzymał mnie przed popełnieniem kolejnego świętokradztwa. Podjęłam wtedy trudne postanowienie ponownego wyspowiadania się, ale przypomniałam sobie przeżycie z okresu młodości.

     Ponieważ podczas pierwszej spowiedzi straciłam wiarę, dlatego musiałam wrócić przez tę samą bramę.

     20 lipca, choć o tym nie wiedziałam, było święto Marii Magdaleny, w czasie którego powróciłam po 15 latach do spowiedzi. Podeszłam nieśmiało do kapłana, niczym owa kobieta, która padła do stóp Jezusa, aby je obmyć łzami.

     Było to straszne: przypomnieć sobie to wszystko, czego nienawidziłam. Przeżywałam znów z całą intensywnością mój ból i pustkę. Ale gdy to zrobiłam, Pan zdjął ze mnie wielki ciężar, którego nie byłam już w stanie udźwignąć. W całej okazałości doświadczyłam miłości i przebaczenia Jezusa. Kapłanem nie był Emilien Tardif, ale sam Jezus Chrystus, który mnie z czułością przygarnął. Nie odrzucił mnie ani nie potępił.

     Była to dla mnie jakby miłość Jezusa do ewangelicznej grzesznicy.

     Pan mi przebaczył!

     Nie tylko otrzymałam przebaczenie, ale Pan także uzdrowił mnie z rany zadanej mi w czasie spowiedzi, jak również z niewierności oraz braku miłości. Spowiedź ta napełniła mnie miłością, której tak bardzo potrzebowałam. Czułam się nowym człowiekiem - byłam nowa i inna. Wróciła także miłość do męża.

     Uklękłam i ucałowałam stopy kapłana, oblewając je łzami. Wtedy ogarnął mnie tak całkowity spokój, że nie jestem w stanie go opisać. Tego popołudnia narodziłam się na nowo - ale tym razem z nadzieją, miłością i mocą. Godzinę później przystąpiłam do Komunii: to nie ja przyjęłam Jezusa, ale to Jezus mnie przyjął, zaakceptował, ukochał oraz wypełnił pustkę mojego życia.

     Dzięki tej błogosławionej spowiedzi, uzyskałam siłę do pokonania swojej słabości. Bardziej niż kiedykolwiek jestem świadoma swej ułomności, ale od tej chwili moje serce nie jest puste, nie muszę prosić o jałmużnę, gdyż znalazłam Drogocenną Perłę.

     Przedtem chciałam się zabić, gdyż nie znajdowałam sensu życia, teraz pragnę umrzeć z radości oglądania twarzą w twarz Pana, który był dla mnie tak dobry. Owa rana została uleczona i jestem nową żoną oraz kobietą - całkowicie nową, tak jak Maria Magdalena.

     Rok później spotkałam tę osobę. Gdy zapytałem ją, co słychać, odparła:

     Wszystko bardzo dobrze, dzięki Bogu! Nie wszystko było łatwe, ale o wiele trudniej jest żyć z dala od Pana, niż pod Jego panowaniem. Nie wróciło już osamotnienie i nigdy nie będę poszukiwać owej złudnej miłości, która burzy życie.

     Tekst opowiadający o uczniach idących do Emaus, wyśmienicie ilustruje, na czym polega uzdrowienie wewnętrzne.

     Tego samego dnia. dwaj z nich byli w drodze do wsi, zwanej Emaus, oddalonej o sześćdziesiąt stadiów od Jerozolimy. Rozmawiali oni ze sobą o tym wszystkim, co się wydarzyło. Gdy tak rozmawiali i rozprawiali z sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były niejako na uwięzi, tak, że Go nie poznali. On zaś ich zapytał: "Cóż to za rozmowy prowadzicie z sobą w drodze?" Zatrzymali się smutni. A jeden z nich imieniem Kleofas, odpowiedział Mu: "Ty jesteś chyba jedynym z przebywających w Jerozolimie, który nie wie, co się tam w tych dniach stało". Zapytał ich: "Cóż takiego!". Odpowiedzieli Mu: "To, co się stało z Jezusem Nazarejczykiem, który był prorokiem potężnym w czynie i w słowie wobec Boga i całego ludu: jak arcykapłan i nasi przywódcy wydali Go na śmierć i ukrzyżowali. A myśmy się spodziewali, że On właśnie miał wyzwolić Izraela. Tak, a po tym wszystkim dziś już trzeci dzień, jak się to stało. Nadto jeszcze niektóre z naszych kobiet przeraziły nas: były rano u grobu, a nie znalazły Jego ciała, wróciły i opowiedziały, że miały widzenie aniołów, którzy zapewniają, iż On żyje. Poszli niektórzy z naszych do grobu i zastali wszystko tak, jak kobiety opowiadały, ale Jego nie widzieli. Na to On rzekł do nich: "O, nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy! Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć, aby wejść do swej chwały?" I zaczynając od Mojżesza, poprzez wszystkich proroków, wykładał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego.

     Tak przybliżyli się do wsi, do której zdążali, a On okazywał, jakoby miał iść dalej. Lecz przymusili Go, mówiąc: "Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił". Wszedł więc, aby zostać z nimi. Gdy zajął z nimi miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im. Wtedy oczy im się otwarły i poznali Go, lecz On zniknął im z oczu. I mówili do siebie: "Czyż serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?" W tej samej godzinie wybrali się i wrócili do Jerozolimy. Tam zastali zebranych Jedenastu i innych z nimi, którzy im oznajmili: "Pan rzeczywiście zmartwychwstał i ukazał się Szymonowi". Oni również opowiadali, co ich spotkało w drodze, i jak Go poznali przy łamaniu chleba. (Łk 24, 13-35)

     Uczniowie mieli bardzo zranione serca, gdyż Jezus został skazany na śmierć i w ten sposób zostały pogrzebane wszystkie ich nadzieje oraz iluzje. Krzyż był dla nich czymś niezrozumiałym i zostały przekreślone wszystkie ich nadzieje odnowy. W wyniku tego zranienia, ich oczy stały się niezdolne do postrzegania rzeczywistości.

     "A myśmy się spodziewali" - bo teraz już się nie spodziewamy - "że Jezus miał być Zbawicielem Izraela". Jezus zaczął przypominać im Pisma, proroków i wszystko, co miało nastąpić. Pierwsza część uzdrowienia dokonała się dzięki Słowu.

     Słowo Boże oczyszcza, czyni bardziej przejrzystym oraz uzdrawia: "Już jesteście czyści" - powiedział Jezus do tych, którzy Go słuchali - "dzięki Słowu, które do was powiedziałem" (J 15, 3). "Nie zioła ich uzdrowiły ani nie okłady, lecz słowo Twe, Panie, co wszystko uzdrawia" (Mdr 16, 12).

     Pan żywi nas poprzez Swoje uzdrawiające Słowo, Słowo Boże, które zajaśniało z otchłani mroku światłem, oświeca nas i ożywia.

     Uczniowie przeszli 11 kilometrów w czasie trwania uzdrowienia. Ich leczenie trwało całą drogę, co należy rozumieć, że będąc w drodze, potrzebujemy uzdrawiającego Słowa Pana, które jest podobne do lampy.

     Jezus sprawiał wrażenie, jakoby miał iść dalej. Wtedy poprosili Go: - Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi.

     Jezus wszedł do ich domu i zasiadł za stołem, aby wieczerzać. Wtedy połamał chleb, błogosławił go, podzielił i podał im. Wówczas otwarły się im oczy.

     Eucharystia: Słowo i Chleb otwarły im oczy, aby zrozumieli tajemnicę cierpienia. To, co nas uzdrawia, to nie zniknięcie bólu, ale jego zrozumienie. Kiedy stajemy wobec Tego, który umarł na krzyżu, lecz zwyciężył śmierć, wtedy odzyskujemy nadzieję i nasze rany są uzdrowione. Uczestniczymy w zmartwychwstaniu, ponieważ odzyskujemy nowe życie. Jezus Eucharystyczny jest sakramentem uzdrowienia lub lepiej wyrażając to samo: Jego zbawcza obecność uzdrawia fizycznie, a tym bardziej uzdrawia serca.

     Gdy poznali Jezusa, ich postawa uległa przemianie. Ci, którzy zniechęceni i smutni przebywali w domu, otrzymali uzdrowienie owego rozgoryczenia i zwątpienia i otwarły się im oczy.

     Tysiące razy byliśmy świadkami tego samego zjawiska: zranienia uczuć powodowały zaburzenia fizyczne. Najczęściej spotykane, to: bezsenność, nerwice, paraliż, zaburzenia układu trawienia, z zaburzeniami wzroku włącznie. Jednak po uzdrowieniu korzeni problemu, objawy fizyczne znikały.

     Uzdrowieni uczniowie mieli już inny sposób myślenia, mieli nowe oczy, widzieli świat wyraźnie, nie byli już zrozpaczeni ani udręczeni, ale pełni pokoju, bo zobaczyli Jezusa Zmartwychwstałego. Od razu wstali i powrócili do Jeruzalem, by ogłosić Jedenstu, zamkniętym w wieczerniku, Dobrą Nowinę.

     Ktoś, kto jest uzdrowiony wewnętrznie, porzuca swoje przygnębienie. Nie może być taki sam, jaki był dawniej. Zmienia się w świadka i głośi Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa.

     Ten, kto został uzdrowiony, mówi nie tyle o swoim uzdrowieniu, ile staje się wiarygodnym świadkiem zmartwychwstania Jezusa.

     Dziś wielu ludzi ma pamięć tak bardzo zranioną przez doświadczenia z przeszłości, że potrzebują oni uzdrowienia, gdyż owo głębokie pęknięcie jest często powodem ich lęku i smutku. Spotkałem ludzi, których serca były pełne goryczy, sprawiającej, iż byli antypatyczni, a zarazem odrzucali wszelkie przejawy uczuć. Ludzie ci nie potrzebują byśmy ich unikali, ale byśmy modlili się w intencji tego, co stanowi korzeń ich problemu.

     Nie pragną oni cierpieć, ani też zadawać cierpienia, lecz są zranieni i dlatego też sprawiają ból każdemu, kto ich otacza.

     Jezus uzdrowi rany serc, jeśli go o to poprosimy. W Księdze Malachiasza czytamy: "A dla was, czczących, moje imię, wzejdzie słońce sprawiedliwości i uzdrowienie w jego promieniach" (Ml 3, 20).

     Jezus jest Słońcem Sprawiedliwości i może uzdrowić rany wynikłe z doświadczenia w życiu niesprawiedliwości. Podobnie jak leczenie ran skóry odbywa się za pomocą kąpieli słonecznych, tak samo przebiega uzdrowienie w naszym życiu zranionych uczuć.

     W miarę jak postępuje uzdrowienie, serce staje się wolne od uczucia nienawiści, żalu, zgorzknienia, a miejsce to zajmuje miłość obficie tryskająca z Serca Jezusa.

     Usiłujemy uwolnić się od tego żalu, lecz nie potrafimy tego dokonać - potrzebujemy większej mocy, która nas uzdrowi. Tę moc posiada Jezus, który jest odnowicielem złamanych serc.

     Następne świadectwo ukazuje, że uzdrowienie wewnętrzne nie jest żadną magią, ale wymaga ze strony chorego współpracy. Ukazuje również, że trzeba zapłacić cenę nawrócenia, cenę przebaczenia czegoś, co w konsekwencji prowadzi do pełni życia.

     Pewne małżeństwo miało poważne kłopoty. Ona opuściła dom i zaczęła żyć z innym mężczyzną. Po krótkim czasie uświadomiła sobie błąd i chciała wrócić do domu. Mąż nie chciał jej przyjąć, ale za namową swego proboszcza otworzył jej drzwi mieszkania, pozostawiając zamknięte serce... Nie potrafił jej przebaczyć oraz obdarzyć ją ponownie zaufaniem. Zerwał związek i jego serce było tak zranione, że stał się niepłodny.

     Odwiedzał różnych lekarzy, którzy przypisywali mu leczenie hormonami, wstrząsami elektrycznymi itp., ale bez pozytywnego skutku.

     W czasie modlitwy o uzdrowienie powiedziano mu, że powodem bezpłodności jest fakt, że nie może przebaczyć swojej żonie. Wyznał, że nie jest do tego zdolny. Wtedy pierwszą rzeczą, jaką uczyniliśmy, była prośba skierowana do Pana, by obdarzył go zdolnością przebaczenia. W rezultacie dokonał tego, podjąwszy stosowną decyzję. Było to tak mocne, że upadł zemdlony na ziemię i pozostawał w tym stanie przez kilka minut. Poterą wstał i wrócił do domu, miał już jednak inną twarz.

     Nazajutrz skomentował to: - Przeżywamy na nowo miodowy miesiąc, który jest lepszy od tego pierwszego.

     Człowiek ów nie potrzebował porady, ani też leczenia swojej niepłodności, potrzebował natomiast uzdrowienia korzeni problemu, którym było wybaczenie żonie. Gdy to uczynił i modlił się o swoje uzdrowienie wewnętrzne, problem zniknął.

     Pan chce obdarzyć nas sercem cichym i pokornym, podobnym do Swojego i właśnie dlatego potrzebujemy, by nas uzdrowił, podobnie, jak uzdrowił smutnych i zniechęconych uczniów idących do Emaus.

     W czasach Jezusa, gdy pojawiał się trędowaty, odseparowywano go ud wspólnoty, ponieważ niósł niebezpieczeństwo zarażenia innych. Jezus icdnak, który jest pełnią życia, dotknął trędowatego i nie zaraził się, tylko uwolnił go od jego cierpienia.

     Dlatego też prorok powiedział: On obarczył się naszym cierpieniem. On dźwigał nasze boleści (...) i w Jego ranach jest nasze zdrowie. (Iz 53, 4-5)

     Oto, co daje Jezus: życie, zdrowie, radość i pokój - ponieważ dla Niego nie ma nic niemożliwego. Jeśli jesteście osobami zranionymi, nie mówcie: "mój przypadek jest beznadziejny". Nie ma przypadków beznadziejnych: są tylko kobiety i mężczyźni, którzy nie mają nadziei, bo nie znają Jezusa. Ale w dniu, w którym przeżyjecie swoje osobiste spotkanie z Nim i odkryjecie Jego uzdrawiającą miłość, wszystko się zmieni.

     Jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą. (J 11, 40)

     I naprawdę ujrzysz ją w twoim życiu, ujrzysz dane ci nowe serce, nowe oczy i nowy sposób myślenia.

     Być może jesteś mężczyzną albo kobietą, zgorzkniałym(ą), nienawidzącym^), którego (którą) wszyscy krytykują, o którym (której) wszyscy mówią źle, dla którego (której) nie ma nic dobrego; rozwiązanie leży w tym, że Jezus przemieni twoje serce, sprawi, że będziesz mężczyzną (kobietą) napełnioną uczuciami Jego Serca. Wtedy będziesz mógł (mogła) stać się świadkiem Królestwa i mocy Boga. Wielu oskarża innych, mówiąc: - On jest przewrotny!

     Tak naprawdę, ludzie przewrotni nie istnieją: są to mężczyźni i kobiety, którzy walczą z przygniatającymi ich problemami. Lecz Jezus przyszedł, aby rozerwać nasze kajdany i przywrócić nam wolność. To, co wydaje się nam być przewrotnością, jest tym, co Jezus chce uzdrowić. Gdy łotr prosił Go na krzyżu:

     - Wspomnij na mnie, gdy będziesz w raju... Jezus nie odpowiedział:

     - Dobrze, ale przecież, byłeś zły, okradłeś i zabiłeś wielu ludzi, dlatego też zastanowimy się nad tym.

     Nie powiedział mu również:

     - Jutro rano zastanowimy się nad tym wspólnie z Ojcem... Jezusowi została dana wszelka władza na niebie i na ziemi, a tak w otchłani. Dlatego zapewnił łotra:

     - Jeszcze dziś będziesz ze mną w raju.

     Tak samo jest, gdy Duch Święty udziela nam owoców Swojej miłości. Są ludzie, których uczucia odmieniają się całkowicie i inni pytają:

     - Co się stało z tym, który był smutny, zgorzkniały i krytykujący, a teraz gdziekolwiek się udaje, to jakby był niesiony na skrzydłach: jest szczęśliwy i twierdzi, że Duch Święty dał mu udział w uczuciach Serca Jezusa?

     Nie możemy osądzać bliźnich. Zostali oni zranieni i dlatego zadają rany innym. Zamiast ich potępiać, winniśmy modlić się o uzdrowienie ich serc. Szybko spotkają nas wielkie niespodzianki. Zobaczysz, jak Pan użyje Ciebie, by uzdrowić ranę serca twego dziecka, twego męża, twojej żony.

     A oto dwa przykłady uzdrowienia wewnętrznego.

     Samarytanka: uzdrowienie nienawiści rasowej (J 4, 5 - 42)

     Kobieta ta została uleczona z odwiecznej nienawiści pomiędzy Samarytanami a Żydami. Zaraz po uzdrowieniu wewnętrznym, rozpoznała w Jezusie Mesjasza i udała się opowiedzieć o tym swoim przyjaciołom z Samarii:

     - Spotkała Jezusa i przyprowadziła do Niego swoich przyjaciół, a OA wszedł do miasta Samarytan.

     Piotr: uzdrowienie rany spowodowanej przez jego zaparcie się Jezusa (Łk 22, 54-62)

     Uzdrowienie Piotra zostało w Ewangelii szczególnie uwydatnione w odniesieniu do jego trzykrotnego zaparcia się Jezusa w Wielki Czwartek. W czasie, gdy Mistrz był przesłuchiwany przez Najwyższego Arcykapłana, służba i żołnierze rozniecili pośrodku placu ogień i grzali się wokół niego. Służąca odźwierna zapytała Piotra: "Czy może i ty jesteś jednym spośród uczniów tego człowieka?" On odpowiedział: "Nie jestem".

     Wkrótce potem podeszli inni i nastawali: "Czy ty jednak nie jesteś icdnym z jego uczniów?" On zaprzeczył. Po upływie prawie godziny, leszcze inny sługa powiedział: "Czyż nie widziałem cię razem z nim?" Piotr znów zaprzeczył i w tej chwili kogut zapiał.

     Pan obrócił się i spojrzał na Piotra, który przypomniał sobie słowa Jezusa: "Zanim kogut dziś zapieje, trzy razy się mnie wyprzesz". Wyszedł na zewnątrz i gorzko zapłakał.

     Piotr napotkał oczy Jezusa, które łagodnie na niego spoglądały. Był to wzrok wyrażający nie tyle wyrzut, ile zrozumienie i przebaczenie. Od tego spojrzenia rozpoczęło się uzdrowienie wewnętrzne Piotra.

     Ale gdy po zmartwychwstaniu Jezus ukazał się uczniom na brzegu Morza Tyberiadzkiego, osobiście rozpalił ognisko, by przygotować rybę na śniadanie. Odszedł z Piotrem na bok, aby go trzykrotnie zapytać:

     - Czy mnie miłujesz?

     I odpowiedź Piotra na każde zapytanie brzmiała:

     - Panie, Ty wiesz, że Cię kocham!

     Rana zadana przez trzykrotne zaparcie, została uzdrowiona trzykrotnym wyznaniem miłości. I tak, jak każde ognisko przypominało mu zawsze jego zaparcie się, tak ognisko wzniecone przez Pana nad brzegiem jeziora, zawsze przypominało mu miłość ku Jezusowi.


Thomas Forrers, Jose H. Prado Flores
Jezus jest Mesjaszem
Archidiecezjalne Wydawnictwo Łódzkie


   


Odnleźć pokój Odnleźć pokój
Jean Vanier
Życie w pokoju należy do najgłębszych ludzkich pragnień i potrzeb. Wszyscy tęsknimy za pokojem, ale czym właściwie jest pokój? Jak go odnaleźć i jak możemy wprowadzać pokój do naszego życia i do naszych społeczności?... » zobacz więcej

Wasze komentarze:
 No: 18.10.2017, 14:52
  przeczytanie tego już mały cud dlugi strasznie ten tekst. Mozna było streścić wiadomo co to wewnętrzne uzdrowienie a tak zbyt wyszło ; absurdalnie trochę tym odpisywaniem za dużo tych pytań sensownych??
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej