Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Skąd się bierze antychrystianizm?

     Czy Kościół ma w dzisiejszej Polsce i Europie zbytnie wpływy w życiu publicznym, czy też przeciwnie, trwa ofensywa przeciw chrześcijaństwu? Jak się odnosi do Kościoła świat polityki i mediów?

     Gdy mowa o sytuacji kobiet, dowodem ich dyskryminacji bywa statystyka. Na rozmaitych stanowiskach jest ich sporo mniej niż połowa. A gdyby to rozumowanie zastosować do chrześcijan? W Polsce około 90 procent obywateli uznaje się za wierzących. Nie wydaje się doprawdy, by odpowiadał temu ich wpływ na politykę, biznes, media czy kulturę. Wyniki głosowań sejmowych na temat poprawek do konstytucji broniących życia poczętych dzieci dowiodły, że wśród polityków do wyboru chrześcijańskiego skłonnych jest znacznie mniej. Nie inaczej było w sprawie przywrócenia zniesionego przez komunistów święta Trzech Króli. A i tak Polska uchodzi za kraj, gdzie wpływ chrześcijaństwa na życie społeczne jest znaczny.

     Także polityka zagraniczna każe wątpić we wpływ chrześcijaństwa. W świecie prześladowania chrześcijan są zjawiskiem masowym, szczególnie w krajach muzułmańskich (Sudan!) i komunistycznych, a ostatnio w Indiach. Europejczycy słabo na to reagują. Potrafili jednak, poprzeć muzułmanów w Kosowie. Potem, po wkroczeniu wojsk zachodnich, wypędzali prawosławnych Serbów, od wieków tam zamieszkałych (Albańczycy to przybysze). Dziesiątkami palili kościoły i klasztory. A Polska szybciutko uznała niepodległość Kosowa, narażając zresztą własny interes, który wymaga obrony nienaruszalności granic w Europie.

     LAICKIE PAŃSTWO

     Czy źródło tego stanu rzeczy leży w chrześcijaństwie, czy gdzie indziej? Słabe i pozorne przekonania tych, którzy w ankietach podają się za wierzących, jak też różne słabości instytucji kościelnych, mogą być przyczyną sukcesów ofensywnej laickiej mniejszości - ale tylko jedną z przyczyn.

     Ważnym czynnikiem jest sama natura państwa. Jeśli instytucja ta jest rozbudowana, z natury rzeczy pozostawia mało miejsca innym. Obecne państwa europejskie zajmują się prawie wszystkim. Rządzące biurokracje, systemy odgórne, niechętnie odnoszą się do wspólnoty religijnej, opartej na przekonaniach i dobrowolnym uczestnictwie.

     Od czasów oświeceniowego absolutyzmu w Europie funkcjonuje zasada, że urzędnik, nauczyciel itd. jest najpierw przedstawicielem państwa, a potem chrześcijaninem. Na tym polega świeckość państwa, na zepchnięciu sumienia do sfery prywatnej. Kościół nie egzekwuje wprawdzie od wiernych, którzy pracują dla państwa, zasady wyższości prawa moralnego nad państwowym, ale świadomi chrześcijanie albo sami odsuwają się od władzy, albo są odsuwani. Nie zawsze dzieje się to jawnie, jak w komunizmie, nazizmie, za Kulturkampfu czy w laickiej Francji. Częściej po cichu. Najświeższy przykład: trzech Japończyków dostało nagrodę Nobla z fizyki za rozwinięcie odkryć Włocha, prof. Nicola Cabibbo, a jego pominięto. Dziwne? Cabibbo jest prezesem Papieskiej Akademii Nauk...

     Efektem tego jest również znaczne zmniejszenie, i to już od dawna, liczby chrześcijan w organach państwowych oraz uczynienie z nich czegoś w rodzaju laickiego lobby. Ogranicza to wpływ chrześcijaństwa na działania państw w dziedzinie oświaty, nauki, kultury, mediów. Pomniejsza też szansę życiowe wiernego swym zasadom chrześcijanina.

     Równolegle od stuleci państwa nowożytne - najpierw uczyniły to kraje protestanckie - odbierały majątek Kościołowi katolickiemu: likwidowały zakony, przejmowały ziemię itd. Majątek ten pochodził głównie z darów, a służył utrzymaniu tak duchownych oraz kościołów, jak i instytucji charytatywnych, szkół i misji. W Polsce w XVIII wieku przykładem było przejęcie dóbr należących do zakonu jezuitów, z których utrzymywali oni szkoły.

     Spowodowało to zmniejszenie możliwości działania Kościoła i dodatkowe obciążenie wiernych. Jedyną realną rekompensatą tego jest możliwość nauczania religii w szkole państwowej, choć w porównaniu z dawną siecią szkół katolickich trudno to uznać za szczególny przywilej. Skądinąd obowiązkowe szkolnictwo państwowe z natury wiąże się z dyskryminacją szkoły wolnej, jak we Francji słusznie się nazywa szkołę katolicką.

     W sferze prawa zasady chrześcijańskie są odrzucane. Naczelny dowód to zezwalanie na zabijanie dzieci poczętych i ludzi umierających. Chrześcijaństwo wolno lżyć w mediach pod pretekstem wolności słowa i sztuki, islam trudniej. Tymczasem krytyka homoseksualizmu jest tłumiona, a nawet karana. Rodzice nie mają zazwyczaj żadnego wpływu na świeckie treści nauczane w szkole. Takimi sposobami ogranicza się wolność przekonań.

     BLIŹNIACZE "ANTY"

     Blokowaniu aktywności chrześcijańskiej przez struktury państwowe towarzyszy aktywność laickiej mniejszości, której mentalność żywo kojarzy się z antysemityzmem. W warunkach polskich takie cechy przejawia antyklerykalizm. Jego rzecznicy przypisują księżom bogactwo, wpływ na politykę i rozmaite występki, w tym seksualne. To samo mówili o Żydach narodowi socjaliści! Politycy lewicy próbują uczynić z Kościoła kozła ofiarnego w najróżniejszych sprawach. Kiedyś wszystko zrzucano na Żydów...

     Jak przy antysemityzmie atakom towarzyszy nauczanie pogardy. Służą temu choćby pseudonaukowe dzieła o historii chrześcijaństwa, fałszowanie poglądów katolickich, nieproporcjonalne reakcje na pojedyncze występki duchownych. ,P>      Podręczniki historii są w wielu krajach tendencyjne. Zasady świeckie, jak prawa człowieka, sprawiedliwość społeczna czy postęp, kontrastowane są w nich z inkwizycją i ciemnotą. Nie mówi się, że owe zasady to przeróbki miłości bliźniego ani o tym, jakich zbrodni dopuszczały się w ich imię rewolucje i reżimy. Chrześcijanie oczywiście grzeszą, ale wypominanie im tego przez przedstawicieli ideologii tak zbrodniczej w skutkach i tak oszukańczej jak lewicowa, to doprawdy bezczelność.

     Oto cytat ilustrujący tę postawę (1962): "Rozrost indyferentyzmu religijnego jest, oczywiście, pożądany; (...) Z tego samego punktu widzenia pożądane są jednak również postępy, jakie katolicyzm otwarty czyni kosztem katolicyzmu fanatycznego i konserwatywnego. (...) Możliwe jest oddziaływanie społeczne, które zmierza do stopniowego przeobrażenia katolików ciemnych, fanatycznych i nietolerancyjnych w katolików tolerancyjnych i oświeconych (...). Znajdujemy się w sytuacji, w której potrzebne są nam ciągle przemiany elementarne - na tym samym poziomie w zakresie kultury umysłowej, co tępienie wszy i upowszechnianie mydła w zakresie higieny".

     Mniejsza o autora tych słów, nie chodzi mi o nazwiska, lecz o zjawiska. W głowach lewicowych intelektualistów czai się hasło "katolicy, tyfus, wszy". Niedawny przykład to nienawistna wobec religii, a intelektualnie wtórna i nieuczciwa książka "Bóg urojony", promowana bezczelnie jako dzieło wybitnego uczonego. Jak zauważył św. Augustyn, "nieuczony motłoch do większej jeszcze nienawiści podburzany jest przez uczone autorytety".

     Na poziomie brukowym odpowiada temu zalew rozmaitych kłamstw i zniewag, często pod szyldem fikcji literackiej. Popularność zyskał zajadle antykatolicki i kłamliwy "Kod Leonarda da Vinci", prezentowany u nas zwykle jako "dobra powieść sensacyjna" albo "fenomen". Inny przykład to irlandzki film, który przedstawił zakonnice wychowujące dziewczyny w poprawczaku jako potwory, a ich podopieczne jako pokrzywdzone, które trafiły tam przypadkiem.

     Kiedy ktoś sfilmuje prawdziwy zły państwowy dom dziecka w Polsce?

     SKANDALE SEKSUALNE

     W mediach co rusz mamy jakąś antyklerykalną sensację. Padają zarzuty, potem sprawa cichnie, dość często bez pełnego wyjaśnienia. Zacznę od przykładu importowanego: informacji o tysiącach oskarżeń o pedofilię wobec duchownych w USA. A oto sytuacja, o której mówi! mi kolega ksiądz: w zakrystii amerykańskiej parafii tłumacząc coś ministrantowi, położył chłopcu rękę na ramieniu. Przestraszona zakrystianka zaczęła go odciągać, tłumacząc, że to wystarczy do skazania za pedofilię.

     Istotnie może wystarczyć! W skażonej maniakalnym purytanizmem kulturze amerykańskiej za molestowanie uchodzą rzeczy, których w Polsce nikt o zdrowych zmysłach tak by nie pojął. Wysokie odszkodowania uzyskują osobnicy mający za jedyny dowód własne oświadczenie. Jest godne uwagi, że wszyscy twierdzą, jakoby ksiądz molestował ich na terenie kościelnym, a nie w mieszkaniu. Dlaczego? Tylko w pierwszym przypadku przepisy pozwalają na żądanie odszkodowania od diecezji jako pracodawcy...

     Nawet przy takiej nagonce skargi uzasadnione (które są w wyraźnej mniejszości), dotyczą zaledwie jednego księdza na kilkuset. Tymczasem skarg na seksualne molestowanie uczennic i uczniów przez nauczycieli jest ostatnio w USA ponad sto tysięcy rocznie, chociaż prawo przezornie nie daje możliwości dochodzenia wtedy odszkodowania od szkoły państwowej. Winni na ogół idą pracować w innej klasie czy szkole. U nas prasa doniosła o skazaniu za pedofilię księdza, chociaż świadkowie wycofali zeznania. Minęły czasy, gdy wątpliwości tłumaczono na korzyść oskarżonego. W gazecie, i to wcale nie brukowej ani lewicowej, można było przeczytać, że podejrzane skłonności znanego duchownego potwierdza to, że dziennikarzowi powiedział "jakiś ksiądz, że jakiś pan" mu powiedział, że otrzymał od owego duchownego niedwuznaczną propozycję. Bez nazwisk świadków, choć obwinionego wskazano z imienia i nazwiska.

     Nigdzie nie spotkałem w druku najprostszego wyjaśnienia: księża nie mając swoich synów, odnoszą się serdecznie do ministrantów i nie ma w tym nic niewłaściwego. Cała ta nagonka ma za cel podważenie zaufania do księży, a opiera się głównie na zmyśleniach. Rzeczywiste przestępstwa tego rodzaju oczywiście występują, ale są rzadkie.

     LUSTRACJA

     W Polsce tematem są ostatnio związki niektórych księży z bezpieką w okresie PRL. Warto wyjaśnić, dlaczego słuszny postulat lustracji wzbudził w Kościele obawy. Nie jest to tylko skutek intryg byłych agentów oraz chęci zatuszowania swoich słabości. Zacznijmy od zasady generalnej. Chrześcijaństwo wcale nie jest nastawione na wyłapywanie i sądzenie grzeszników, a spowiedź i pokuta nie mają charakteru publicznego. Mentalność mediów jest odwrotna.

     Sprawa lustracji w Kościele została zdecydowanie rozdmuchana. Znacznie mniej słychać było i jest na temat lustracji dziennikarzy, sędziów, profesorów. W końcu ich lustracja została utrącona. Dlaczego w gazetach co miesiąc pojawia się ksiądz, a nie moralizujący intelektualista ze stalinowską przeszłością? Albo ktoś z listy Macierewicza? Dlaczego właśnie Kościół miałby rozwiązywać problem lustracji, powstały przez opieszałość i sabotaż części polityków? Gdyby akta ujawniono kilkanaście lat temu, jak w Niemczech, sprawy by od dawna nie było. Kryteria wyboru tematu i terminu przez główne media są niejasne. W pewnych przypadkach współpraca już ujawniona ich nie zainteresowała. Występowały zarzuty nieprawdziwe. Zastanawia też, dlaczego żadnej takiej sprawy nie nagłośniono za życia Jana Pawła II? Czemu teczka arcybiskupa Wielgusa została upubliczniona dopiero po jego nominacji?

     Czytelnik czy telewidz często dowiadywał się o tych zarzutach bez kontekstu. Może zapomnieć, zwłaszcza ten młodszy, że Kościół i księża stanowili przeciwwagę dla systemu sowieckiego w Polsce. Że byli zwalczani bardziej niż ktokolwiek inny. Esbecy pojawiali się, gdy ksiądz miał cokolwiek do załatwienia, czemu towarzyszyły uciążliwe rozmowy. Księża podejmowali rozmaite pertraktacje, nie zawsze bezskuteczne. Oceny indywidualne nie zawsze są oczywiste. Czasem mamy jawne dowody, kiedy indziej tylko poszlaki. Obok świadomej współpracy występowało wyłudzenie czy wymuszenie podpisu, robienie TW z osób tego nieświadomych, współpraca udawana, kontakty za zgodą przełożonych, zbytnia rozmowność, bezwiedna niedyskrecja. Gdy władze bezpieczeństwa zniosły wymóg pisemnej zgody na współpracę, liczba agentów zaraz wzrosła. Czy dlatego, że w tej sytuacji chętniej zgadzali się na nią, czy też dlatego, że oficerom łatwo było mnożyć fikcyjnych donosicieli? Choć akta bezpieki są obfite i zawierają bardzo dużo przykrej prawdy, to przecież nie ma tam wszystkich informacji.

     Kościół powinien wyciągnąć konsekwencje wobec tych, którzy go rzeczywiście zdradzili (a tym samym nie można czynić zarzutów tym, którzy ich ujawniają). Nie musi się jednak tłumaczyć z tego, że był ofiarą agentury. Nigdy bowiem nie stał się jej narzędziem. W obecnej atmosferze trudno się jednak dziwić, że hierarchia nie odnosi się do lustracji z entuzjazmem i widzi trudność jej rzetelnego przeprowadzenia. Postulat lustracji wpisuje się często w kontekst współczesnej dyskryminacji Kościoła, a nie troski o Kościół. Służy podważaniu zaufania do duchownych. Odwraca też uwagę od treści chrześcijaństwa.

     WYJŚCIE

     Wracając od spraw bieżących, do głównego tematu: wielu chrześcijan, ulegając kompleksowi oblężonej twierdzy, myśli, że cała współczesna kultura jest zeświecczona, że otacza ich wrogi świat. Faktycznie chodzi o dwa ważne czynniki - o strukturalnie areligijne i zbyt daleko sięgające państwo oraz o agresywnie antyreligijną mniejszość, którą to państwo próbuje wykorzystać dla swoich celów. Jak powstrzymać dyskryminację chrześcijan wynikłą z tych źródeł?

     Pozytywne kierunki działania to cierpliwe głoszenie Dobrej Nowiny o Chrystusie każdemu człowiekowi, w kontekście życia społecznego i kultury. Jednakże jak długo państwo będzie głównym rozgrywającym w dziedzinie oświaty, nauki, mediów i twórczości, za pieniądze katolickich obywateli będzie forsowany laicyzm. W najlepszym razie będziemy mieli takie jak w Polsce partie centroprawicowe, umizgujące się do katolickich wyborców, ale zachowujące się dwuznacznie albo całkiem zawodzące.

     W państwie normalnym, które nie podpowiada obywatelom, co mają myśleć, lecz skupia się na swoim głównym zadaniu - zapewnieniu bezpieczeństwa i ładu prawnego przez wojsko, policję i sądy - chrześcijaństwo poradzi sobie samo. Gros omawianych tutaj problemów nie mogłoby w takim systemie powstać. Państwo ograniczone jest zresztą skuteczniejsze od przerośniętego w kategoriach gospodarki i bezpieczeństwa. W interesie chrześcijan leży zatem państwo minimum, gdyż natury państwa biurokratycznego nie zmienią, choćby je chwilowo opanowali.

     Konflikt z mediami również ma charakter strukturalny. Działają one na tym samym terenie co Kościół - i w ogóle religia - kształtując przekonania, i dlatego ze swojej natury z nim konkurują, jako swoisty świecki stan kapłański. Ich niezależność i rzetelność jest przeważnie fikcją. Media usiłują więc stać się forum oceny Kościoła, co może budzić obawy. Odpowiedzią mogą być media katolickie i wychowanie pracowników mediów.

     Świat zachodni nie idzie jednak w stronę większej wolności. Rosną wpływy państwa w ogóle, a w szczególności biurokracji. Wzrasta także znaczenie konkurujących z religią środków masowego przekazu. Dlatego ostrzeżenia przed nawrotem antychrześcijańskiego totalitaryzmu mają pewne podstawy. Uzasadnienia ideologiczne lewica ma gotowe, a europejskie biurokracje szykanować i prześladować potrafią.


Michał Wojciechowski


Tekst pochodzi z Tygodnika
Warszawsko-Praskiego "Idziemy"

25 stycznia 2009


Skrzydła dla duszy Skrzydła dla duszy
Norbert Lechleitner
Książka Norberta Lechleitnera to historyjki z morałem, które mogą zmienić sposób widzenia spraw pozornie oczywistych. Pozwalają dostrzec alternatywy i drogi wyjścia z beznadziejnych na pozór sytuacji.... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:
 Autor: 28.01.2009, 21:59
 "Mu odpuszczona"*
 Marek: 27.01.2009, 23:42
 90% księży odmówiło współpracy z SB, porównajcie sobie tę statystykę z innymi ważnymi osobami publicznymi. Pokazaliście że byliście z ludzmi, fajnie, pokażcie jeszcze że nie boicie się prawdy, pisał ksiądz o wybaczaniu, ale czy kradnąc auto bliźniemu, zostanie mi odpuszczona wina gdy go nie odda? Do tego okłamując go i mówiąc "że to wina sąsiada który źle uczynił"? Okej, możecie przełamać falę wzajemnych oskarżeń która jak wiecie do niczego dobrego nie prowadzi, to prawda że dziennikarze chcą rozliczać księży, sami się nie rozliczając, dlatego nie słucham ich wywodów na ten temat, Pokażcie klasę! Lustrując księży dacie upust atakom medialnym, a także pokażecie że jesteście instytucją która nie stawia własnych interesów na pierwszym miejscu, pokażecie że nie boicie się prawdy, a boją się jej dziennikarze i politycy! Obecna postawa do niczego dobrego nie prowadzi, a jedynie pogłębia szkodliwą dla wes i dla polaków dyskusję! Nie rozumiem także postawy innych księży wobec Ks. Isakowicza.
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej