Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Z Taize patrzymy na Polskę

     Z bratem Markiem ze wspólnoty z Taize rozmawia Alicja Wysocka

     W Brukseli właśnie zaczęło się Europejskie Spotkanie Młodych. To stolica zjednoczonej Europy, symbol Unii. Czy bracia biorą pod uwagę ten aspekt spotkania?

     Na pierwszym planie zawsze jest dla nas spotkanie z Chrystusem bez względu na miejsce i jego symbolikę. Mamy oczywiście nadzieję, że spotkanie będzie też znakiem duchowej jedności kontynentu. I że ten znak będzie przemawiać do osób odpowiedzialnych za losy zjednoczonej Europy. Staramy się, żeby to były spotkania popołudniowe, warsztatowe, także na terenie Komisji Europejskiej.

     Dlaczego bracia z Taize nigdy nie mówią o owocach swoich inicjatyw jako o zdobywaniu dusz dla Boga czy liczbie nawróconych?

     Naszą rolę widzimy przede wszystkim w tym, żeby zasiewać nadzieję, pragnienie pojednania w sercach młodych i wszystkich, którzy się z nami spotykają. A owoce, czyli wzrastanie tego siewu, to jest sprawa Ducha Świętego. Nam chodzi tylko o to, żeby nie zostawić niezasianych miejsc na polach, które Pan Bóg powierza nam do uprawy. Pan zna i widzi wszystko.

     Jak się odkrywa powołanie osobiste i do życia we wspólnocie?

     Pierwszą rzeczą, o której musimy pamiętać, jest to, że Boży projekt wobec nas jest planem miłości, zakładającym z góry wolność człowieka, szanującym tę wolność. Istotną rzeczą jest też modlitwa: prosta, pokorna, która jest wsłuchaniem się w głos Chrystusa. Druga rzecz to konfrontowanie swoich intuicji, leków i pragnień z kimś, kto ma doświadczenie, potrafi słuchać w sposób bezinteresowny. W moim życiu to było bardzo istotne. Spotkałem księży, którzy w przyjaźni potrafili wysłuchać moich dylematów i trudności, i pomogli mi rozeznać co jest tylko ludzką ułomnością, którą można przekroczyć. I co jest we mnie autentycznym darem. Trzecia sprawa w rozeznawaniu to szerokość spojrzenia na otoczenie. Czasem zadręczamy się tym, co mamy robić w życiu, a po prostu niewiele wiemy. Dlatego się boimy. Siedzimy w swoim kącie, w jakiejś małej grupce czy w swojej samotności i wtedy trudno podjąć decyzję. Żeby swoje miejsce rozpoznać, trzeba więc odważyć się wypłynąć na głębię, jak przypomniał Jan Paweł II. Pan Bóg daje nam szeroką perspektywę.

     Dlaczego młodzi ludzie z tzw. świata zachodniego odchodzą od wian w Boga, od Kościoła?

     Są najróżniejsze tego przyczyny, ale chcemy patrzeć na tę sytuację także z innego punktu widzenia. W młodych ludziach, nawet w tych, którzy odchodzą, zapominają, pozostaje jednak gdzieś głęboko pragnienie dobra, nawet dobra doskonałego. Musimy zawsze pamiętać, że każdego człowieka bez wyjątku stworzył Bóg. On się nie pomylił. Dlatego trzeba patrzeć miłosiernie na tych, którzy odchodzą i wciąż ich szukać. Widzimy, że nie potrzeba jakichś skomplikowanych metod i technik. Wystarczy tylko poruszyć głęboko oczekiwanie dobra. Służy temu cisza i bardzo prosta modlitwa. I spotkanie z drugim człowiekiem, który może już coś odkrył - także tym młodym. Taize jest maleńką wspólnotą, ale przez zaufanie do młodych ludzi, powierzanie im najróżniejszych zadań i odpowiedzialności, osiągamy bardzo wiele.

     Słowo "zaufanie" jest chyba kluczowym pojęciem dla wspólnoty z Taize?

     Tak. To był taki dar, umiejętność brata Rogera, naszego założyciela. On miał odwagę ufać ludziom. Pewnie to wypływało po prostu z zaufania do Boga. Jeszcze głębiej z pewności, że to Bóg ufa człowiekowi. I że wszystko na tym zaufaniu Boga do człowieka można postawić.

     Jak wyrażało się to zaufanie?

     Potrafił dostrzec poprzez jakieś okruchy i iskry potencjalne możliwości, i obdarzając zaufaniem, bardzo mobilizował. W latach 90., kiedy liczba młodych w Taize zaczynała wzrastać, kiedy także Polacy przyjeżdżali tutaj całymi tysiącami, nigdy nie mówił, że to już dość. Miał ogromne zaufanie, że Pan Bóg jest w tym obecny. Ale też zaufanie połączył z takim twórczym zaangażowaniem, z wyzwaniem. Wracając z jakiejś misji z niecierpliwością czekało się na spotkanie z bratem Rogerem, żeby mu wszystko opowiedzieć. Ten człowiek nie był obojętny.

     A brat Alois cechuje się takim twórczym zaufaniem?

     Długo przygotowywał się do swojego zadania, swojej misji wśród braci. Brat Roger powiedział mu o tym, że chce, by został jego następcą wiele, wiele lat wcześniej.

     I brat Roger nie straci! do niego zaufania przez tyle lat? I był wierny swojej propozycji-obietnicy?

     Ha, ha. Nie stracił, wręcz przeciwnie. To zaufanie ciągle się pogłębiało. Brat Alois opowiadał nam, że gdy po raz pierwszy otrzymał tę propozycję, odpowiedział: "Ależ ja jestem za młody". Potem przez wiele lat brat Roger w ogóle do tego nie wracał. Nie pouczał, nie dawał instrukcji. Brat Alois po prostu żył we wspólnocie nasiąkając jej duchem. Gdy na kilka lat przed śmiercią brat Roger chciał powiedzieć braciom, kto będzie jego następcą, rozmawiał znów z bratem Aloisem. I wtedy ten odpowiedział: "no, teraz to już jestem za stary". Ale brat Roger był wierny tamtej propozycji.

     Na początku grudnia w Polsce wspólnota z Taize prowadziła spotkania pod hasłem "Pauza dla zabieganych". Czy problemy młodych Polaków są różne od tych przeżywanych przez ich zachodnioeuropej skich rówieśników?

     O, te różnice coraz szybciej się zacierają, ale doświadczenia jeszcze są dość różne. Młodzi ludzie na Zachodzie są bardzo często już nasyceni, może nawet przesyceni dobrami materialnymi. W wielu miejscach widać intensywne poszukiwanie ducha. W krajach po tej stronie Europy to pragnienie nadrobienia potrzeb materialnych i konsumpcyjnych jeszcze się nie nasyciło, jest wręcz bardzo rozbudzone. Dlatego dzisiaj w Polsce trudniej dotrzeć do młodych ludzi. O wiele trudniej niż przed 10 laty. Na nasze spotkania przychodziły garstki, wielu nie miało czasu. W Niemczech natomiast obecnie odbywają się setki takich czuwań modlitewnych. Tam kościoły się zapełniają. Oczywiście, u nas też jeszcze nie zginęła wrażliwość na sprawy ducha. W Taize obserwuję często Polaków, którzy już się dorobili. Ci panowie 30-letni podjeżdżający dobrym samochodem mówią, że już są zmęczeni. I przypominają sobie czas, gdy jako 16-17-latkowie byli w Taize, więc teraz wracają, żeby znaleźć nową drogę. To dość szybko w Polsce się dzieje, jest więc nadzieja, że może ten materializm, konsumpcjonizm wcale nas nie wciągnie jak innych. My w Taize stale patrzymy na Polskę. W przyszłym roku nasz kraj czeka mała niespodzianka, o której powie w Brukseli brat Alois.

     Wielu młodych zastanawia się nad oceną metod ewangelizacji realizowanych przez Kościół. Jeden kierunek ewangelizacji polega na walce w obronie wiary i wartości z niej wypływających. Drugi, reprezentowany moim zdaniem przez wspólnotę z Taize - na pewnej bezbronności, zwracania uwagi nie na grzech w człowieku, lecz na tkwiące w nim mimo wszystko dobro. W którym kierunku iść?

     Jasne określenie, czym jest chrześcijaństwo i jego afirmacja na pewno jest potrzebne Kościołowi i szerzej - społeczeństwu. Jasne wyrażanie prawd wiary jest potrzebne, ale jednocześnie potrzebujemy przestrzeni ciszy, przestrzeni gdzie można spotkać Chrystusa. Bardzo poruszające są wypowiedzi ostatnich papieży: Jana Pawła II i szczególnie Benedykta, który odważa się napisać w swojej pierwszej encyklice, że u początku bycia chrześcijaninem nie ma wyborów etycznych ani wzniosłych idei, ale jest spotkanie. Osobiste spotkanie z Osobą, z wydarzeniem. To jest jasna wskazówka. Musimy też myśleć o tym, by taką przestrzeń spotkania stworzyć.

     Brat Roger napisał kiedyś, że Taize jest przypowieścią o wspólnocie. Co to znaczy?

     Brat Roger tak napisał w regule Taize. Codzienne życie ma być przypowieścią o wspólnocie, komunii. My jako wspólnota nie mamy gotowych rozwiązań ani na rozdarcie chrześcijan ani na duszpasterstwo młodzieży. Ale chcemy każdy dzień przeżyć w pojednaniu, umieć przyjmować młodych tak, żeby promień Bożej miłości ich rozgrzał. To jest ta przypowieść. Mały znak, może nawet niewidoczny, ale wrzucony w glebę, kiełkuje.

     Marek Durski - przed wstąpieniem do wspólnoty z Taize w 1977 r. ukończył studia ekonomiczne w Poznaniu. W 1999 r. przyjął święcenia kapłańskie. Był pierwszym Polakiem, który wstąpił do wspólnoty z Taize - pierwszej wspólnoty ekumenicznej założonej w 1940 r. przez Szwajcara brata Rogera. Skupia ona obecnie ok. 100 braci z 25 krajów świata, wywodzących się z Kościoła katolickiego oraz Kościołów ewangelickich. Niektórzy bracia dzielą życie ubogich w Bangladeszu, Brazylii i Senegalu. Od początku lat 60. w Taize odbywają się międzynarodowe spotkania, w których corocznie uczestniczy kilkadziesiąt tysięcy młodych ludzi. Poza tym, wspólnota animuje spotkania regionalne na 5 kontynentach. Najbardziej znane są Europejskie Spotkania Młodych organizowane na przełomie grudnia i stycznia w jednym z miast Starego Kontynentu. Trzykrotnie odbywały się one w Polsce - we Wrocławiu (1989, 1995) i w Warszawie (1999).

Tekst pochodzi z Tygodnika

28 grudnia 2008


W przyjaźni z Bogiem W przyjaźni z Bogiem
o. Roger Nicolas Visseaux
Autor napisał tę książkę w późnej starości, na progu Wieczności, kiedy w człowieku uspokajają się porywy wyobraźni i iluzje pragnień, a w ciszy zbliżającej się śmierci rozbrzmiewa już tylko jeden niemilknący głos – głos Słowa Bożego w Ewangelii... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej