Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Bezdomność w wielkim mieście

     Wiesław znalazł się na zakręcie ponad 5 lat temu. Określa to trzema słowami: "alkohol, rozwód i ulica". - Czasem zdarza się, że masz poukładane życie, a w pewnym momencie coś gruchnie i zostajesz sam, z niczym. Wtedy dopiero dowiadujesz się, że nic tak naprawdę nie należy do ciebie, a najbliżsi ludzie stają się twoimi sędziami -opowiada 35-letni bezdomny.

     Z zawodu jest tokarzem-ślusarzem, dlatego teraz udziela się jako wolontariusz podczas remontu jadłodajni i przy innych pracach. Na Żytnią trafił po trzech latach życia na ulicy. - lak naprawdę to nie wiem, czy kiedykolwiek bym tu przyszedł, gdyby nie to, że potrzebowałem lekarza. Na początku dostałem koc i materac, teraz mam szansę na normalne życie - opowiada Wiesław. Bo marzeniem każdego bezdomnego jest mieć swój kąt, gdzie zmieściłoby się chociaż łóżko i może jakaś szafka. Ma dla kogo żyć, czasami kontaktuje się ze swoimi dwiema córkami i chociażby dla nich chciałby wreszcie wyjść na prostą.

     Liczbę bezdomnych w Polsce szacuje się na 100-300 tys. Rozbieżność wynika jednak z samej natury tego zjawiska. Ostatni spis powszechny z 2002 r., który objął bezdomnych, był przeprowadzany latem, kiedy trudno jest zlokalizować wszystkich. Dane z ośrodków również nie są miarodajne, bo wielu, szczególnie zimą, korzysta z różnych możliwości pomocy.

     BEZDOMNY CZY BEZCZYNNY

     - W naszym ośrodku przebywają głównie mężczyźni. W tym roku pomogliśmy 827 osobom, w 90% za ich los odpowiedzialny jest alkohol. Kobiety stanowią dziesiątą część tej statystyki, jednak w ich przypadku dominują choroby psychiczne. - mówi Krzysztof Cholewiński, kierownik noclegowni "Przystań II", prowadzonej na Żytniej przez Caritas.

     Przez całą zimę prowadzone są projekty wychodzenia z bezdomności, które mają na celu stopniowe usamodzielnienie mieszkańców i zaktywizowanie ich do pracy. W projekcie mogą uczestniczyć osoby, które podejmą terapię i decyzję, że chcą zerwać z dotychczasowym trybem życia. Mogą wtedy zamieszkać w jednym z kilku tzw. mieszkań chronionych, czyli samodzielnych dwu-trzyosobowych pokoi mieszczących się na wyższych piętrach noclegowni, mają zapewnione posiłki, odzież i pomoc terapeutów. Dodatkowo mogą także uczestniczyć w różnych kursach zawodowych organizowanych przez Centrum Szkolenia Ustawicznego. Są to na przykład: kursy gastronomiczne, komputerowe, budowlane i rolnicze. Kilka razy udało się nawet nawiązać kontakt z pracodawcami, którzy oferują również kwatery. Czasem udaje się tam komuś zatrzymać na dłużej, ale są to sporadyczne przypadki.

     - W największe mrozy znowu mamy komplet: 200 łóżek i 40 materacy można rozdysponować na jedną noc. Po rozłożeniu ich w świetlicy, łaźni i w holu, daje to dodatkowe miejsca do spania - mówi Cholewiński.

     - Każdego roku bezdomni, po przetrwaniu największych mrozów, idą z powrotem na ulice, dworce, klatki schodowe czy do opuszczonych ruder. Po wieloletniej tułaczce po prostu boją się wrócić do życia. Latem mogą zaczepić się przy jakiś budowach czy pracach dorywczych, zająć się zbieraniem puszek albo żebraniem, zimą trafią do nas - tłumaczy Cholewiński. - Nigdy nie odmawiamy pomocy potrzebującym. Nasze drzwi są otwarte całą dobę, z jednym tylko warunkiem: trzeźwości. Kiedy przyjmujemy kogoś, kto wraca któryś raz tylko po to, żeby się ogrzać i coś zjeść, zdaję sobie sprawę, że wtedy bardziej szkodzimy niż pomagamy, ale przecież nie wyrzucimy go, kiedy jest minus 20 stopni. To jego wybór i jego życie, my możemy jedynie wskazać kierunki działania. Kiedy bezdomny trafia do noclegowni, dostaje koc, miejsce do spania i posiłek. Może się tu także umyć. Następnego dnia powinien wypełnić ankietę, potem odbywa rozmowę z pracownikiem socjalnym, który przydziela ewentualne miejsce i sprawdza jego status. Pobyt w ośrodku powinien być nie dłuższy niż trzy miesiące, ale z możliwością przedłużenia, aby zmobilizować do zmian. Niektórym udaje się tak nawet przetrwać do śmierci. Miesięczny wydatek na jedną osobę to koszt rzędu 20-460 zł. Ale ci, którzy przebywa- ją tu dłużej, są w stanie odrobię to swoją pracą na rzecz ośrodka. Głównie bowiem pracują tu wolontariusze; poza sześcioma osobami z zewnątrz pomaga ich tutaj ponad 40.

     WROTA PATOLOGII

     Pierwsze wrażenie to specyficzny zapach bezdomności. W Warszawie panuje okres największych mrozów. Za oknem jest minus piętnaście, sala kominkowa jest więc wypełniona oczekującymi na pomoc.

     Pan Rysio, wolontariusz, zwija się jak w ukropie, aby każdy był jak najszybciej załatwiony i otrzymał to, po co przyszedł. Widać, że zajęcie sprawia mu radość. Kilka lat temu też potrzebował pomocy, teraz sam jej udziela, pracując na swoją niezależność. Wśród kilkudziesięciu wolontariuszy nieustannie pojawia się postać kierownika placówki, który z ludźmi bezdomnymi pracuje już od ponad sześciu lat. Nasłuchał się tysięcy historii o ludzkich tragediach. Wszyscy trafiają tu jednak przez te same wrota. Schemat jest podobny: brak nabytych umiejętności radzenia sobie z trudnościami, alkohol, kłopoty w domu, przemoc. Wszystkie inne problemy są już raczej wtórne. ,P>      W tej pracy nie mówi się raczej o sukcesach. Kiedy komuś uda się wrócić do normalnego życia, znaleźć pracę i mieszkanie, raczej nie obnosi się ze swoją przeszłością. - Parę razy zdarzyło się, że ktoś przysłał kartkę na święta z podziękowaniami albo pozdrowieniami od rodziny, do której wrócił. Kiedyś nawet jeden mężczyzna przyjechał tu własnym samochodem, mówił, że pracuje za granicą i całkiem nieźle mu się powodzi - wspomina kierownik palcówki. ,P>      Sukcesem jest jednak nawet włączenie się do życia ośrodka. A niektórzy poszli jeszcze dalej. Janusz (52 lata), trafił tu jako bezdomny, po pewnym czasie dostał mały pokój i pracę. Z zaoszczędzonych pieniędzy udało mu się kupić sprzęt grający, ćwiczył długimi godzinami, dawał prywatne koncerty. Udzielał się jako organista w miejscowej kaplicy. W tym roku kończy właśnie III rok muzykologii na Uniwersytecie Kard. S. Wyszyńskiego, wkrótce być może odejdzie na swoje.

     Najbardziej boli jednak upadek z wysokości. Wśród 1200 osób, które rocznie przewijają się przez noclegownię na Żytniej, jest mozaika wszystkich zawodów. Na ulicę może bowiem trafić każdy i wtedy każdy jest już równy. Nie ma się po co chwalić wyższym wykształceniem. Tacy są zwykle wyszydzani, nikt tu nie lubi poczucia wyższości.

     W łaźni w kolejce czeka starszy mężczyzna z długą siwą brodą i słuszną wagą. Od razu podrywa się z miejsca i wchodzi w dyskusję. -A poznaje mnie pani? Jestem św. Mikołajem! Co roku rozdaję prezenty w akcji "paka dla biednego dzieciaka" - śmieje się. - Zawsze dokładam do paczki stare numery "Idziemy", które zbieram ze szpitali, bo sam też lubię czytać.

     Przechodzimy do sortowni ubrań. Wielki magazyn w piwnicy budynku to istne muzeum odzieży ze wszystkich epok. Marynarki, zimowe płaszcze, letnie sukienki, każdy kto o to poprosi, może tu zamienić swoje dotychczasowe łachy na czyste ubranie. - Wszystko pochodzi od naszych darczyńców - tłumaczy Krystyna Sokołowska, szefowa "garderoby" - bez nich niczego byśmy nie mieli.

     - Panie Zbyszku, co dziś serwujemy? - pyta kierownik, wchodząc do jadalni, gdzie kilkunastu mężczyzn kończy właśnie obiad. - Dziś mamy zupę serową, wątróbkę po węgiersku, makaron, surówkę i kompot - recytuje kucharz. - Szczególnie polecam danie dnia - zupę serową, naprawdę się udała - dodaje z zadowoleniem.

     - W naszej małej kuchence króluje pan Zbyszek, który znalazł się tu jak każdy, z tego samego powodu. Pracuje już od kilku lat, codziennie zadziwiając nas swoimi oryginalnymi niepowtarzalnymi daniami - mówi kierownik.

     W stołówce zawsze czekają także świeże kanapki i herbata. W ubiegłym roku Caritas dostała wymówienie dla jadłodajni na Wolskiej, teraz boryka się z problemem lokalowym. Na Żytniej nie było do tej pory miejsca na kuchnię i jadalnię, wyremontowanie pomieszczeń piwnicznych pozwoli poczęstować gorącym posiłkiem nawet kilkaset osób.


Marta Troszczyńska


Tekst pochodzi z Tygodnika
Warszawsko-Praskiego "Idziemy"

18 stycznia 2009


Uzdrowienie Uzdrowienie
Christelle Javary
Autorka, zafascynowana uzdrowieniami fizycznymi, uświadamia nam, że — choć tego nie dostrzegamy — wciąż mamy do czynienia z tym niezwykłym zjawiskiem, i odkrywa przed nami jego głęboki, Boży sens... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej