Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Zabawić się czy zbawić?

     Z ks. Janem Sochoniem, poetą i filozofem, rozmawia Małgorzata Glabisz-Pniewska

     Dopóki żyjemy, mamy szansę - i czas - aby się przemieniać ku temu, co szlachetniejsze.

     Po co człowiekowi czas?

     Ach, niespodziane pytanie, bo przecież samo bycie człowiekiem oznacza uwikłanie w czas. Najpierw w czas fizyczny, ale nie tylko, bo także inne "odmiany" czasu, dzięki którym uświadamiamy sobie coraz wyraźniej, kim jesteśmy, ku czemu zmierzamy i co mamy czynić, aby osiągnąć szczęście, także to religijnie pojęte. Żyjemy nie tylko ogarnięci linearnym czasem zegarów, obrotów ciał niebieskich, ale i na przykład czasem wewnętrznym bądź czasem pamięci. Czas poniekąd wydobywa z nas poczucie ograniczeń, wskazuje na naszą kondycję, że oto żyjemy w przestrzeni daru, że podążamy ku śmierci. Czas zmusza więc do zadawania pytań egzystencjalnych, odziera też z życiowych satysfakcji. Niemniej jednak przynosi możliwość przezwyciężania - na naszą miarę - tych niedogodności. I co najbardziej podstawowe: czas łączy nas z dziełem stworzenia, które, jako stworzone właśnie, wskazuje na swój początek, na zaistnienie w czasie, czyli ujawnia Stwórcę - źródło całego kosmosu.

     Czas jest dla człowieka przekleństwem czy błogosławieństwem?

     Czas może być przekleństwem dla tego, kto skupia się jedynie na doczesności. W takiej sytuacji stanowi swoistą pułapkę, zamykając człowieka w "tu i teraz", ograniczając jego widzenie, poznanie, refleksję do ziemskiej rzeczywistości, poza którą nie sposób już wyjść. Konsekwencją tego faktu jest depresja albo he-roiczny humanizm (praca dla ludzkości lub przyszłych pokoleń) lub wyraźny he-donizm, życie chwilą, w sposób zaborczy i pozbawiony jakichkolwiek skrupułów. Czas może być jednak i błogosławieństwem, kiedy umożliwia "twórcze gesty", osadza w realności, w konkrecie dni, oddalając niemożliwe do spełnienia miraże i marzenia. Wówczas jest warunkiem rozwoju, wskazuje na wieczność, przez co -określmy w ten sposób - zachęca do pracy nad sobą, przyjmowania darów, wy-pracowanyth przez zbawczy czyn Chrystusa.

     "Muszę poważnie traktować czas. Bo w jego głębi dzieją się najdroższe tajemnice. Chrystus w centrum czasu jako ostatecznie wszystko wypełniający" - pisał Ksiądz w swoim "Dzienniku z życia". Czym dla Księdza jest upływ czasu? Czy jest doświadczeniem traumatycznym?

     Raczej nie, przynajmniej na razie, ponieważ, mimo przebytej choroby serca mam poczucie, że czas nie ogołocił mnie jeszcze ze wszystkiego. Niemniej jednak wciąż muszę pamiętać i głośno powtarzać - choć czynię to z trudem - zdanie umierającej Małej Teresy: "Nie umieram, lecz wchodzę w życie". A ponieważ wiem i odczuwam, że czas zdejmuje ze mnie piękno cielesne, męską atrakcyjność, poczucie społecznej i - nie mogę ukryć - kościelno-akademickiej ważności - przeto mogę go przezwyciężać, wybijać się ponad czas, ku temu, co Boże, wieczne, nieśmiertelne. Dysponuję przecież zdolnością przekraczania tego, co przyziemne, wpisane w doczesny, kruchy status istnienia.

     Dzisiaj widoczna jest tendencja, aby "zabawić się" zamiast "zbawić" się. I ludzie się zabawiają choćby na śmierć. Dlaczego tak się dzieje?

     Na to pytanie nie potrafię odpowiedzieć w kilku publicystycznych skrótach. Należałoby się przecież zastanowić: jakie przyczyny kryją się za tym, że obecnie ulega zatraceniu chrześcijańska antropologia, rozpoznawanie człowieka jako stworzonego przez Boga, na Jego obraz i podobieństwo? Co takiego się stało w kulturze europejskiej, że wielu ludzi utraciło poczucie zakorzenienia w ewangelicznych wartościach i daje się ponosić fali liberalnych dowolności, nie chce podejmować trudu dorastania do poziomu życia, poświadczonego przez błogosławione dzieło Jezusa? Dlaczego chęć zatopienia się w szaleństwach i emocjach - estetycznych, erotycznych, a nawet politycznych i ekonomicznych - stała się mocniejsza od przeżyć ściśle religijnych? Cóż, przyglądajmy się obecnemu światu, czytajmy diagnozy filozofów, socjologów, teologów, sami rozmyślajmy - niech nasze działanie będzie sprzeciwem wobec owego pascalowskiego "zabawić się" zamiast "zbawić".

     W Księdze Koheleta czytamy, że wszystko w życiu ma swój czas. Jak rozpoznać czas właściwy? Co należy przyjąć, z czym się pogodzić, a o co bezwzględnie w życiu walczyć?

     Kohelet zapewne miał na myśli i to, że w naszym życiu nie należy niczego przyspieszać, wyprzedzać. Czas uczy mądrości, sprawia, że nabieramy, wraz z jego biegiem, doświadczenia i wiedzy; rozumiemy, że każdy moment istnienia ma swoje charakterystyczne cechy, trudności do pokonania, radości i swoiste piękno. Nie wypada na przykład patrzeć i oceniać czasu dziecięcego z perspektywy dorosłości. Czas to wewnętrzny rytm ludzkiej historii, trzeba więc baczyć na jego "dziejowy moment". Wiedzieć zatem, w jakim czasowym kolorycie aktualnie żyjemy. Należy zatem pracować w miejscu, gdzie teraz nas Bóg postawił, nie obrażać się na dane w tej chwili warunki bycia, godzić się na własne talenty, niemożności i ograniczenia. Nie wolno nam jednak poddawać się zgorzknieniu i zniechęceniu. Dopóki żyjemy, mamy szansę - i czas - na to, aby się przemieniać ku temu, co szlachetniejsze, pełne umiłowania, wrażliwe na biedy i potrzeby innych osób. Wystrzegajmy się tylko jednego: życia nie własnym życiem, życiem zapożyczonym 'Od innych, życiem sztucznym, pozbawionym osobistego żaru, które może krzywdzić innych, zadawać im ból. Nie upraszczajmy zanadto świata, pełnego tajemnic i w swojej zarozumiałości nie wierzmy, że ze wszystkim sobie sami poradzimy. Walczmy także i przede wszystkim o miłość, gdyż dopiero w jej blasku możemy być szczęśliwi i przyjęci w porządek nadprzyrodzoności.

     Kardynał Stefan Wyszyński mówił o cnocie nieskwapliwości. Nie musimy mieć wszystkiego i to natychmiast. Z czasem wiąże się też cierpliwość i dorastanie do pewnych rzeczy. Czy współczesny człowiek umie jeszcze czekać?

     W ogóle nie musimy wiele mieć. Mogą nas cieszyć i dawać estetyczne zadowolenie chociażby piękne rzeczy, meble czy secesyjne sztućce, ale przecież nie są one konieczne, aby odczuwać szczęśliwe pulsowanie życia. Powinniśmy natomiast pamiętać, że każdy nasz dzień przenika określona logika. Wydarzenia następują w swoim czasie. Sami siebie wciąż budujemy z codziennych, tych małych i tych wielkich, decyzji. Dlatego musimy być ludźmi cierpliwymi. Mamy dorastać do tego, co otrzymujemy, najczęściej niezasłużenie. Bóg wkracza w historię z góry, niejako pionowo, jak mówi Balthasar, przychodzi do wszystkich o jednakowej godzinie, o jakiej się Go nie spodziewają: dlatego mamy Go nieustannie oczekiwać. W oczekiwaniu streszcza się troska o to, o co wcale nie zabiega świat, dążąc do czysto ziemskich celów; to porzucenie takiego stylu bycia, w którym najważniejsze są "hulanki i pijatyki". Mając świadomość tego faktu, mamy normalnie, zwyczajnie żyć, ale - i to jest ważne - bez kłótni i wzajemnej nie-przyjaźni, otwarci na niespodziany powiew życzliwości, płynącej zarówno od ludzi, jak i od Boga. Należy tylko zdobyć się na coś, co kryje słowo "przekształcenie". Nasz egzystencjalny wzrost -jak wiadomo - nie jest przyrostem, tylko przemianą. Mężczyzna nie jest wielkim niemowlęciem, kobieta wielką dziewczynką, kłos pszenicy wielkim ziarnem. Bóg nie jest wielkim człowiekiem. Aby się przemienić, trzeba umrzeć i znów się narodzić. A do tego potrzebny jest czas.

     Czy można mówić, że pewien czas w życiu człowieka jest w jakiś sposób uprzywilejowany na spotkanie z Bogiem?

     Chyba nie. Jedni z nas idą do Boga ze spokojem w sercu, inni z nieufnością, wewnętrznym sprzeciwem i bólem. Łaska może objąć człowieka w każdym czasie, we wczesnej młodości, w wieku dojrzałym bądź tuż przed śmiercią, o czym jasno świadczy ikonografia chrześcijańska. Ryszard Przybylski zauważył, że na obrazie Andrea Montegniego "Pokłon Trzech Magów" widzimy mędrca starego, dojrzałego i młodego. Ustawieni w szeregu wyobrażają oni całe życie człowieka, ó"d zarania do zmierzchu. Znaczy to, że wiara może dopaść każdego z nas w każdej epoce życia.

     Ważną umiejętnością jest przeżywanie czasu tu i teraz. Dzisiejszy człowiek wciąż jest "po" albo "przed" - zawsze są jakieś ważne bądź mniej ważne wydarzenia. Człowiek nie tylko nie myśli o wieczności, ale i nie potrafi skupić się na teraźniejszości. Nie potrafi skoncentrować się na samym życiu?

     Badacze obecnych czasów, nazywanych ponowoczesnymi, sugerują co innego. Przekonują, że ludzie koncentrują się przede wszystkim na tym, co teraźniejsze, aktualnie do uchwycenia, żyją z poczuciem uziemionej transcendencji. Są na ogół roztargnieni i z trudem zdobywają się na chwile skupienia, które są wszakże warunkiem każdego autentycznego życia. Skupienie sprawia, że porzucamy myślenie peryferyjne i wpatrujemy się w głąb, niejako rzeczy tego świata i własnego życia ogarniamy wzrokiem z góry i nic nas już nie może całkowicie pochłonąć. "Nie zdołamy odpowiedzieć na pytanie: Czym jest czas? (...) Czas bowiem Ťdzieje sięť przede wszystkim w nas, w naszych sercach" - pisał Ksiądz w "Dzienniku z życia". Czy wszyscy ludzie w swoim życiu mają wystarczającą ilość czasu? Może każdy dostał tyle czasu, ile właśnie mu potrzeba, tylko nie każdy potrafi ten czas umiejętnie wykorzystać?

     Ważną cnotą człowieka powinno być wyczucie czasu i dobry użytek, jaki z niego czyni. Ktoś zauważył: "Czas jest darem Boga, nie może więc być sprzedany". Sądzę, że każdy z nas otrzymał od Boga swoją "miarę czasu", aby mógł wypełnić osobistą życiową powinność. Żyjemy między dwoma kosmicznymi punktami: narodzeniem Jezusa w ziemi palestyńskiej, a Jego powtórnym przyjściem, przy końcu czasu. Chrystus jest "celem" i "końcem" historii, dlatego nasza śmierć następuje zawsze we właściwym czasie. Warto o tej fundamentalnej zasadzie pamiętać.


Autorka jest dziennikarką
Polskiego Radia


Tekst pochodzi z Tygodnika
Warszawsko-Praskiego "Idziemy"

18 stycznia 2009


Niezawodna radość Niezawodna radość
Magdalena Korzekwa
Niniejsza książka jest zaproszeniem do wyruszenia w fascynującą podróż życia. Celem tej podróży jest poszukiwanie takich dróg życia oraz takich więzi i wartości, które prowadzą do niezawodnej radości. Kto wyrusza na spotkanie radości, ten przybliża się do raju, w którym Bóg umieścił człowieka na początku historii... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:
 ASIA: 21.01.2009, 11:32
 BARDZO MADRE I PIEKNE SLOWA BOZE DAJ NAM LASKI ABYSMY NIE MARNOWALI CZASU BO JEST NAWAGE ZLOTA
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej