Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Jak dzisiaj mówić o Bogu?

     Żyjemy w czasach zwątpienia w możliwość poznania prawdy ostatecznej. Zwątpienia doktrynerskiego - bo nie wynika ono z poważnych a nieudanych poszukiwań, ale stanowi rodzaj uprzedniego założenia, że poszukiwań odpowiedzi na pytania ostateczne nawet rozpoczynać nie warto, gdyż i tak niczego się nie znajdzie.

     Zwątpienie co do prawdy ostatecznej systematycznie utrwalane jest za pomocą nowomowy, wypracowanej przez współczesną mentalność demokratyczną. Tym się ona różni od nowomowy używanej w systemach totalitarnych, iż nie widać, żeby była komukolwiek narzucana na silę. Toteż czujność wobec niej jest praktycznie żadna i z łatwością staje się ona naszym własnym językiem, gruntownie wypaczającym nasz ogląd rzeczywistości. A że nowomowa ta króluje w mass mediach, tylko ludzie nadzwyczajnej samodzielności i dojrzałości duchowej mogą się przed nią uchronić.

     Nowomowa społeczeństw demokratycznych polega, po pierwsze, na skorumpowaniu kluczowych pojęć, za pomocą których opisuje się rzeczywistość duchową, a zwłaszcza rzeczywistość relacji międzyosobowych; po wtóre, na wprowadzeniu do naszego języka innych pojęć kluczowych, które wręcz uniemożliwiają zauważenie w życiu człowieczym jakiegokolwiek sensu ponaddoczesnego.

     Miłość, prawda, wolność nie oznaczają już w naszej nowomowie ani w naszej świadomości tego, czym są naprawdę. To samo trzeba powiedzieć o takich pojęciach, jak dialog, pluralizm, tolerancja, prawa człowieka i wielu innych podstawowych pojęciach, których prawidłowe rozumienie mogłoby nam pomóc w naszym poszukiwaniu prawdy ostatecznej i ponaddoczesnego sensu naszego życia.

     UCIECZKI Z RZECZYWISTOŚCI

     Miłość w dzisiejszej nowomowie to raczej uczucie niż postawa moralna, raczej nieliczenie się z prawem moralnym niż jego najwyższy przejaw, raczej aprobata dla egocentryzmu niż poświęcenie się dla osoby kochanej. Podobnie przeinaczamy samo nawet pojęcie wolności: ileż to razy odwołujemy się do niego, kiedy próbujemy usprawiedliwić moralną anarchię, natomiast naturalną celowość wolności, czyli jej ukierunkowanie ku prawdzie, potrafimy piętnować jako jej zagrożenie albo nawet zaprzeczenie. Obrońcami praw ludzkich - że przejdziemy do następnego przykładu - nazywani bywają ci, którzy kwestionują najważniejsze z nich, prawo do życia.

     Dialog w tej nowomowie nie oznacza już wsłuchiwania się w cudzy punkt widzenia i w stojące za nim argumenty, nie oznacza już cierpliwego i życzliwego przedstawiania własnego stanowiska - dialog rozumiany jest dziś raczej jako wypowiadanie czegokolwiek, byleby w duchu moralnego relatywizmu i światopoglądowego agnostycyzmu. Przy takim rozumieniu dialogu wiara w obiektywne prawo moralne oraz w poznawalność prawdy ostatecznej z góry piętnowana jest jako postawa antydialogiczna.

     Skorumpowaniu i degradacji ulegają nawet pojęcia ukształtowane raczej przez tradycję wolnomyślicielską niż wewnątrz chrześcijaństwa, takie jak na przykład postęp, pluralizm czy tolerancja. Pluralizm w dzisiejszej nowomowie oznacza zazwyczaj równouprawnienie dla myśli poważnej oraz dla umysłowego szalbierstwa, równouprawnienie dla rzeczywistych argumentów oraz dla niefrasobliwego wypowiadania swoich "widzimisię". Skoro zaś pluralizm przemienił się w aprobatę dla intelektualnego chaosu i w wyznawanie metafizycznej dezorientacji, to nie może już, rzecz jasna, oznaczać naszego radowania się wieloaspektowością prawdy oraz przerastającym nas jej bogactwem. Podobnemu przeinaczeniu uległo pojęcie tolerancji. Tolerancja nie jest już dzisiaj uszanowaniem obcego, również wówczas, kiedy on błądzi; stała się obowiązkiem akceptowania błędu, nawet jeżeli zabija on twoje rodzone dziecko.

     Krótko mówiąc, żyjemy w czasach wielkiej ucieczki od rzeczywistości w świat pozorów. Ludzie naprawdę zaczynają się czuć jak bogowie: nieomylni, bezgrzeszni, nieśmiertelni i szczęśliwi. Nieomylni - bo mało obchodzi nas prawda, a tych, których ona obchodzi, ekskomunikujemy spośród siebie jako fundamentalistów i fanatyków (ułatwia nam to fakt, że istnieją również autentyczni fundamentaliści i fanatycy). Bezgrzeszni - bo nauczyliśmy się przyczyn zła dopatrywać wyłącznie poza sobą: w strukturach społecznych oraz w innych ludziach. Nieśmiertelni - bo samego nawet faktu śmierci potrafimy nie przyjmować do wiadomości, a od zawartego w ludzkim umieraniu wezwania moralnego umiemy uciekać za pomocą technik eutanatycznych. Szczęśliwi - bo nasz cel ostateczny umieściliśmy, po pierwsze, w życiowym "sukcesie", po wtóre, w zaspokajaniu możliwie wszystkich potrzeb, również tych, nad którymi powinniśmy raczej zapanować, po trzecie, w "realizowaniu siebie", nawet jeśli dokonuje się ono w poprzek prawa moralnego.

     Bóg jest Stwórcą rzeczywistości i nikt Go nie znajdzie w świecie pozorów. Dopóki przebywamy w tym naszym zafałszowanym świecie, nie pojawi się może nawet pytanie o Boga. Szczęśliwi ci, którzy, wykorzeniwszy się z autentycznej ludzkiej rzeczywistości, nie ulegli całkowicie duchowej nieprzytomności i odczują w końcu pustkę, bezsens i nieszczęście takiego życia. Takim uda się, być może, odnaleźć samych siebie i rozpoznać głęboki sens swojego życia. I tylko tacy mają szansę spotkać Boga Żywego.

     WIARA TO COŚ WIĘCEJ NIŻ ŚWIATOPOGLĄD

     Nie odnalazł jeszcze Boga ten, kto tylko uznaje Jego istnienie. Nie jest jeszcze człowiekiem wierzącym ten, dla kogo prawda o istnieniu Boga stanowi tylko element jego światopoglądu. Każda próba rozumienia Boga jako istoty pozaświatowej, każda również próba przedmiotowego traktowania Go - z pozycji obserwatora czy sędziego - czyni nasze rozumienie Boga czymś bezsensownym: nie Boga bowiem wtedy poznajemy, tylko nasze błędne o Nim wyobrażenia. Bóg Prawdziwy jest bowiem Tym, "w którym żyjemy, poruszamy się i jesteśmy" (Dz 17, 28), jest Kimś absolutnie podmiotowym i gruntownie nie podlegającym jakiemukolwiek uprzedmiotowieniu.

     Krótko mówiąc, człowiekowi współczesnemu trzeba cierpliwie wyjaśniać, jaka przepaść dzieli wiarę od światopoglądu. Boga Prawdziwego można spotkać tylko przez wiarę, czyli przez postawę zmierzania ku całoosobowemu zawierzeniu się Temu, który jest Źródłem wszelkiego bytu, wszelkiego dobra i wszelkiego sensu. Natomiast na drodze samego tylko poznania umysłowego można co najwyżej dojść do wniosku, że zdanie "Bóg istnieje" jest zdaniem prawdziwym.

     W czasach dzisiejszych, kiedy załamanie się aprobaty dla Dekalogu staje się zjawiskiem społecznym, niepodobieństwem wydaje się możliwość spotkania Boga Żywego, dopóki nie odbudujemy w sobie elementarnego szacunku dla życia ludzkiego, dla ludzkiej seksualności i małżeństwa, dopóki nie odbudujemy elementarnej uczciwości w stosunkach międzyludzkich oraz postaw solidarności i czynnej życzliwości, zwłaszcza wobec ludzi słabych, cierpiących, zagubionych i krzywdzonych. Uwierzenie w Boga nie jest przecież łaską, świadczoną Bogu przez człowieka, ale przeciwnie: to Bóg okazuje człowiekowi wielką i niezasłużoną łaskę, że raczy mu się udzielać - toteż człowiek winien się o tę łaskę czynnie ubiegać i usuwać wszelkie przeszkody, które czynią go niezdolnym do jej przyjęcia. Bałagan moralny, niezgoda człowieka z prawem moralnym, stanowi szczególnie groźną przeszkodę, utrudniającą rozpoznanie Boga i zawierzenie Mu samego siebie.

     BÓG NAPRAWDĘ DAŁ NAM SWOJEGO SYNA!

     Bóg Prawdziwy objawił się szczególnie i ostatecznie w Jezusie Chrystusie. Mentalność współczesna próbuje zbudować kwadratowe koło: nie uznawać tego objawienia, a zarazem nie odrzucać Chrystusa zupełnie. W ten sposób objawienie chrześcijańskie degradowane jest do poziomu zwyczajnej mitologii, za pomocą której ludzie po omacku, wśród błędów i niepewności, poszukują Boga.

     Otóż dziś szczególnie chrześcijanie powinni świadczyć o tym, że chrześcijaństwo nie jest jedną z tych - wspaniałych zresztą - religii, które powstały dlatego, że człowiek, stworzony przez Boga, tęskni za swoim Stwórcą, szuka Go po omacku i jakoś tam znajduje. Chrześcijaństwo jest owocem Bożego objawienia: to sam Bóg postanowił szukać człowieka, a w swoim poszukiwaniu nas posunął się aż do tego, że dał nam swego Jednorodzonego Syna. Świadczenie o tym jest szczególnie ważne dziś, kiedy społeczeństwa współczesne zalewane są przez stare i nowe propozycje religijne i parareligijne.

     Natomiast sytuacja współczesnego chaosu moralnego domaga się spokojnego i pełnego wiary świadectwa, że "Królestwo Boże w nas jest": że prawdziwe zwycięstwo dobra nad złem dokonuje się we wnętrzu poszczególnego człowieka i stamtąd powinno docierać do następnych ludzi oraz ogarniać struktury społeczne.


Jacek Salij OP





Tekst pochodzi z Tygodnika

6 września 2009


O Bogu i człowieku O Bogu i człowieku
Ks. Tomasz Jelonek
Książka jest zapisem rozważań nad problemami, które wciąż są aktualne: Czy Pan Bóg zbankrutuje? Czy Jezus jest mitem? Od małpy czy od Boga? - problem ewolucji na właściwym miejscu.... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:
 Agnieszka: 09.09.2009, 13:06
 dawno nie czytałam tak dobrego tekstu, który stawia sprawę tak jasno !
 Łukasz 26 lat: 06.09.2009, 20:36
 kapitalny tekst :)
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej