Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Z okien radiowozu

     Po kikudniowych staraniach o możliwość uczestniczenia w codziennej pracy policyjnego patrolu na ulicach Warszawy - jest wreszcie zgoda. W piątkowe południe melduję się w Stołecznej Komendzie Policji - Wydział Ruchu Drogowego przy ul. Waliców. Sierżanci Rafał Retmaniak i Artur Wasilewski zabierają mnie do swojego forda focusa. Przez kilka godzin mam możliwość podglądania ich pracy od środka.

     - Tu 111 823. Zgłaszam się.

     - Jest kolizja na Chłodnej, zderzył się seat z toyotą. Odbiór.

     - Przyjmuję wezwanie. Już tam jedziemy.

     - Jeśli ja miałbym się już z kimś zderzać, tp wolałbym rano, bo później to można czekać do wieczora - śmieje się sierżant Rafał Retmaniak, komentując dla mnie wezwanie.

     W policji pracuje już prawie cztery lata, ale każdy dzień jego służby wygląda inaczej. - Erzeżywamy tu czasami skrajne emocje: żal, złość, radość, frustracje. Chociaż to, jak będzie wyglądała służba, można czasem przewidzieć idąc rano do pracy i patrząc w niebo. Kiedy pada śnieg albo deszcz, jest mgliście, albo ciśnienie jest niskie, to wiadomo, że ten dzień nie będzie najłatwiejszy - opowiadają funkcjonariusze.

     NOC CUDÓW

     Najwięcej zawsze dzieje się jednak z soboty na niedzielę. W środowisku policyjnym nazywa się to "nocą cudów", bo wtedy na drogach mają miejsce rzeczy niewyobrażalne. - W tamtym roku, podczas rutynowych kontroli na drodze, jeden z kierowców nie zatrzymał się na moje wezwanie, włączyłem więc sygnał i zacząłem pościg. Było bardzo ślisko, więc mimo dość wysokiej prędkości, powoli traciłem go z oczu. Dogoniłem go dopiero po paru minutach. Swój ostatni wyścig zakończył na sygnalizatorze. Uderzenie musiało być na tyle silne, że kierowca wyleciał przez tylną szybę. Do tej pory nie wiem dlaczego uciekał - zastanawia się sierżant Wasilewski.

     - Właśnie to jest straszne, że w sytuacji, kiedy ktoś nie zatrzymuje się na nasze polecenie, my możemy go jedynie gonić - dodaje sierżant Retmaniak. -Ustawianie blokad, zwłaszcza w Warszawie, jest bez sensu, bo tamuje ruch, a ścigany i tak skręci na najbliższym skrzyżowaniu. To nie jest amerykański serial kryminalny, gdzie wszystko jest wyreżyserowane.

     Opowieść przerywa nam kolejne wezwanie. - Na Zajęczą, róg Dobrej, stłuczka dwóch samochodów dostawczych. Odbiór - wzywa dyspozytor. - 111 823. Przyjąłem - odpowiada sierżant Wasilewski i zawraca na rondzie, włączając się do ruchu w kierunku Powiśla.

     Czy warszawskiej policji zdarzają czasem sytuacje jak w filmie? - Miałem taki jeden dyżur, którego pewnie nigdy nie zapomnę. Było to nawet relacjonowane w Teleexpresie - mówi sierżant Retmaniak. - Goniliśmy gościa przez pół Warszawy. Był tak zdesperowany, że nawet kiedy na zakręcie stracił jedno koło i spod maski poszedł snop iskier, uciekał dalej. W końcu zatrzymał się pod komisariatem i zaczął krzyczeć na ratunek, że ktoś go goni i chce zabić. Okazało się, że był pod wpływem narkotyków, ale przyjechał na szczęście dokładnie tam, gdzie chcieliśmy go przywieźć - opowiada z uśmiechem Retmaniak.

     NA STRAŻY PRAWA

     Kiedy dojeżdżamy na ulicę Zajęczą, dwóch kierowców czeka już na skrzyżowaniu. Jeśli ktoś miał kiedyś stłuczkę, to potrafi sobie wyobrazić nastroje oczekujących na policję. Podenerwowanie perspektywą przeprawy z firmą ubezpieczeniową, mechanikami, spóźnienie do pracy...

     Kierowcy w skrócie opisują zajście. Stłuczka była spowodowana wymuszeniem pierwszeństwa przez pojazd wyjeżdżający z drogi podporządkowanej. Na początek jego kierowca dostaje 300 zł mandatu i 6 punktów karnych. Przedtem następuje jednak rutynowe badanie trzeźwości.

     - To pokrzywdzony decyduje o przebiegu postępowania. Na jego prośbę możemy odstąpić od tych czynności, ale wówczas wszelkie rozliczenia za szkody musi wtedy załatwiać z drugim kierowcą - tłumaczy sierżant Retmaniak. - Mandaty wlepiamy bez emocji, chociaż zdarza się, że próbujemy wyczuć sytuację -aby kara była dotkliwa, ale nie przekraczała możliwości finansowych winnego. To my jesteśmy dla ludzi, a nie odwrotnie, kary są jedynie dotkliwym przypomnieniem o równości wobec prawa.

     NAJGORSZE PAPIERY

     Na pytanie: "Co najbardziej denerwuje policję?", słyszę bez zastanowienia: "papiery!" - Cokolwiek by się nie działo, do każdej interwencji potrzebny jest inny druk - skarży się sierżant Wasilewski. - Kiedy zatrzymujemy nietrzeźwego kierowcę to mamy przed sobą 6 godzin na komisariacie. A to nie wszystko. Zdarza się czasem, że zanim w ogóle zaczniemy przesłuchania, trzeba go zawieźć na Kolską (Izba Wytrzeźwień - przyp. red). Potem rozprawa sądowa, na której trzeba powtórzyć swoje zeznania - opowiadają policjanci.

     Głównym zajęciem funkcjonariuszy z drogówki, oprócz łapania piratów drogowych i opisywania miejsc wypadków oraz kolizji, jest bowiem prowadzenie postępowań przygotowawczych. To niezwykle żmudna praca. Można sobie tylko wyobrazić, co się dzieje na komisariacie, gdy każda z policyjnych załóg złapie na ulicach nietrzeźwych kierowców.

     Dotychczas po ulicach Warszawy jeździło średnio około 25 załóg dziennie. Od listopada zmienił się grafik dyżurów. Policjanci przeszli na 12-godzinny tryb pracy, co pozwala na wysłanie w miasto więcej patroli niż dotychczas. Nie jest to duża ilość patroli, zważając, że w stolicy ma miejsce codziennie od 50 do 250 kolizji, a zadaniem policjantów w Wydziału Ruchu Drogowego jest jeszcze pilotowanie głów państw, pilnowanie bezpieczeństwa podczas ulicznych pochodów i wiele innych spraw.

     DZIEŃ JAK CO DZIEŃ

     Po przyjściu na służbę policjant zakłada służbowy mundur i pobiera broń z magazynu. Potem udaje się na odprawę, podczas której dowiaduje się, co ma robić danego dnia. Następnie odbiera radiowóz.

     - Dziś musieliśmy jeszcze umyć samochód i zatankować - mówi sierżant, dowódca patrolu. - Potem pojechali na ul. Kocjana, bo w związku z przebudową jezdni, kierowcy ciągle tam łamią przepisy. Przez godzinę policjanci przypominali więc o konieczności ich przestrzegania. Stamtąd zostali skierowani na misję specjalną na ul. Długą, gdzie sprzed katedry Wojska Polskiego ruszyła procesja. Od południa zajęli się już codzienną pracą, to jest patrolowaniem ulic. W razie wypadku wzywana jest sekcja kontroli ruchu drogowego i obsługi zdarzeń drogowych.

     - My tylko godzimy ludzi na drodze, sprawdzamy stan techniczny zarówno samochodu... jak i kierowcy - śmieje się sierżant Retmaniak. - Większość czasu i tak spędzamy jednak w korkach. To uczy przy okazji prawdziwej cierpliwości. Kiedy teraz żona pyta, kiedy będę w domu, odpowiadam: "jak dojadę" Pozytywnym aspektem stania w korkach jest to, że ciężko jest wtedy popełnić wykroczenie.

     Dziś funkcjonariuszom, którym towarzyszę, przypadł rejon trzeci, czyli Ochota. Po koniec dnia kierujemy się do bazy, czyli na ul. Karolkową, gdzie policjanci muszą rozliczyć się z wykonanej pracy, zdać broń i radiowóz. Ale nawet jadąc do bazy, są na służbie. - Nagły sygnał klaksonu. Kierujący Artur Wasilewski wychyla się przez okno radiowozu i grozi palcem młodej kobiecie przebiegającej przez ulicę: - Przejście dla pieszych jest trochę dalej! - krzyczy sierżant za beztroską panią, która szybko znika w tłumie. Radiowóz powoli rusza dalej.

     - To było upomnienie, ale być może w innej sytuacji dostałaby mandat. Do niedawna było to 250 zł, a według nowego taryfikatora 100 zł - tłumaczy mój przewodnik po policyjnych drogach. -Podczas zatrzymania każdy zachowuje się inaczej, jedni się awanturują, inni zwieszają głowy, jeszcze irini przyznają nam rację - ale to akurat zdarza się sporadycznie - śmieje się sierżant Wasilewski.

     Czy kierowcy często buntują się przeciwko Policji? - Najbardziej śmieszą nas te wszystkie bajki wymyślane przez kierowców. Według naszego rankingu, na pierwszym miejscu jest: "Pierwszy raz mi się zdarzyło dostać mandat", prawie każdy to mówi. Często słyszymy także: "Dlaczego wy polujecie na praworządnych obywateli, a nie ścigacie przestępców?".

     Generalnie rzecz biorąc, zawsze jesteśmy tam, gdzie nie trzeba, a nie ma nas tam, gdzie naprawdę nas potrzebują - komentuje sierżant Retmaniak. Do tego dochodzą jeszcze piraci drogowi. Wiadomo, przepisy o ograniczeniu prędkości do 50 km/h to sprawa umowna, więc jeśli ktoś mówi, że dla niego 160 km/h to jest bezpieczna prędkość, to jak mu to wytłumaczyć? Pewnie tak samo myślą jakieś 3-4 osoby, które codziennie giną na ulicach Warszawy.

     Kończę swój dziennikarski dyżur w radiowozie skołowana, z głową ciężką od hałasu i spalin. Tak wygląda służ-ba w Warszawie. Tu wszystko jest o wiele trudniejsze. Jestem jednak bogatsza o nowe doświadczenie. Do tej pory sama również często narzekałam na pracę stołecznej policji. Dzisiaj dane mi było dotknąć drugiej strony medalu.


Marta Troszczyńska


Tekst pochodzi z Tygodnika

14 grudnia 2008


   


Jacques Maritain i nowa cywilizacja chrześcijańska Jacques Maritain i nowa cywilizacja chrześcijańska
Jacek Grzybowski
Książka poświęcona jest jednemu z najwybitniejszych filozofów chrześcijańskich w XX wieku, prekursorowi neotomizmu – francuskiemu myślicielowi Jacquesowi Maritainowi, a zwłaszcza jego koncepcji cywilizacji chrześcijańskiej. Można odpowiedzieć, że odpowiada ona na wyzwanie Jana Pawła II, który apelował o to, by ludzkość budowała dziś cywilizację miłości, cywilizację życia... » zobacz więcej

Wasze komentarze:
 xxx: 12.01.2009, 20:01
 św. Teresa Benedykta od Krzyża (Edyta Stein) (+ 1942): "Świat stoi w płomieniach. Patrz na Ukrzyżowanego! Złączona z Nim stajesz się wszechobecna, jak On sam. Nie jedynie tutaj czy tam, możesz służyć potrzebującym jak lekarz lub pielęgniarka albo kapłan. Mocą Krzyża możesz być obecna na wszystkich frontach świata, we wszystkich miejscach bólu, dokądkolwiek cię poniesie twoja współczująca miłość"
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej