Kartki Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Czat Opowiadania Perełki
Ósmy sakrament

     Z o. Tadeuszem Spornym SJ, pracującym w Polskiej Wspólnocie Katolickiej Matki Bożej Miłosierdzia w Londynie, rozmawia Małgorzata Glabisz-Pniewska

     Jak wyglądało duszpasterstwo wśród Polonii, gdy przyjechał Ojciec do Anglii pół wieku temu?

     Po skończeniu studiów teologicznych w Kanadzie zostałem posłany w 1955 r. przez moich przełożonych do Anglii, ponieważ tam istniała nasza jezuicka placówka wokół Sodalicji Mariańskiej. Nie było wtedy jeszcze polskiej parafii, ale mieliśmy możliwość odprawiania Mszy św. w niedzielę po polsku w parafiach angielskich. Emigracja powojenna była już wtedy nieźle zorganizowana, istniała Polska Misja Katolicka. Powoli Polacy tworzyli własne parafie, budowali kościoły. Kiedy II Korpus gen. Władysława Andersa został zdemobilizowany, z nim również przyjechali do Anglii kapelani wojskowi, którzy potem prowadzili ośrodki duszpasterskie. Dzisiaj na terenie Anglii i Walii jest około siedemdziesięciu polskich parafii, w których pracuje ponad stu księży.

     Można chyba mówić o kilku falach polskiej emigracji w Anglii?

Największa fala zorganizowanej emigracji nastąpiła po II wojnie światowej, złożona głównie z byłych żołnierzy, oficerów o nastawieniu wybitnie niepodległościowym. Było też sporo tzw. inteligencji, dlatego szybko powstały ośrodki kulturalne - teatr, związek literatów, związek kombatantów. Wydawano po polsku książki i czasopisma. Tzw. drugą falę emigracji, która przybyła do Anglii po stanie wojennym, stanowili ludzie dobrze wykształceni, którzy podobnie jak poprzednia emigracja opuścili swój kraj w pewnym sensie z przymusu. Nie mogli wracać do Polski ze względu na sytuację polityczną, gdyż działali w ruchu solidarnościowym. Obecna, trzecia fala, ma charakter wyłącznie zarobkowy. Ludzie opuszczają Polskę, bo nie mają pracy i głównie koncentrują się na zdobywaniu funduszy.

     Przed jakimi zadaniami duszpasterskimi stają księża wobec tak zróżnicowanej Polonii?

     Pierwsza fala emigracji była mocno związana z Kościołem, większość ludzi pochodziła z terenów wschodnich Polski. Myślę, że ludzie z Kresów byli zawsze nastawieni bardziej patriotycznie i religijnie. Pierwsza emigracja budowała życie społeczne zupełnie bezinteresownie. Miała świadomość, że jest na obczyźnie przymusowo i musi tworzyć polską kulturę. Obecna emigracja zarobkowa po prostu nie ma na to czasu.

     Czy to znaczy, że trudniej pracować jest z emigracją współczesną?

     Można tak powiedzieć, gdyż kontakty z pierwszą emigracją były w pewnym sensie familijne, łączyła nas wspólna idea niepodległościowa, spotykaliśmy się często. Biskupi angielscy stale mówią, że odwiedzanie parafian to ósmy sakrament, ale skąd na to znaleźć dziś czas? Według informatora Polskiej Misji Katolickiej, mamy kontakt tylko z dziesięcioma procentami Polaków przyjeżdżających obecnie do Anglii. Jak dotrzeć do pozostałych? Londyn to wielka metropolia, a nasz ośrodek nie jest parafią skupioną - jak to bywa w Polsce - wokół najbliższych ulic, ale obejmuje część północno-zachodniego Londynu. Na przykład wizyta u chorego, udzielenie sakramentu zajmuje dwie, a nawet trzy godziny. Drugi ogromny problem wiąże się z tym, że Londyn jest ogromną metropolią, jak ja to mówię - Babilonem. Mieszanka kultur i religii wpływa na to, że mamy sporo małżeństw mieszanych z problemami, z których często młodzi ludzie nie zdają sobie sprawy, wchodząc w takie związki.

     Czy można powiedzieć, że jednym z głównych zadań duszpasterskich jest wspieranie rodzin mieszanych?

     Pozostaje nam wspieranie, bo na pewno nie można temu zapobiec. Głównie chodzi o świadomość czym jest wiara i sakrament małżeństwa. Zdarza się, że ludzie, którzy w Polsce byli mocno zaangażowani w życie religijne, przyjeżdżając tutaj i wstępując w mieszane związki małżeńskie, oddalają się zupełnie od Kościoła i sakramentów.

     Dlaczego zdaniem Ojca obecna emigracja ma kłopoty z wprowadzaniem wiary w życie?

     Mam wrażenie, że okres komunizmu w Polsce w dużej mierze wyprał ludzi z dwóch uczuć: z patriotyzmu i ze świadomej postawy religijnej. Komunizmowi specjalnie na patriotyzmie nie zależało, promowany był jedynie folklor polski. Nasza religijność jest dziś bardzo sentymentalna, bez mocnych podstaw intelektualnych. Dlaczego wierzę i jakie są konsekwencje mojej wiary? Czy wierzę tylko dlatego, że pochodzę z rodziny katolickiej? A chodzi przecież o świadomość i umiejętność uzasadnienia swojej wiary, tym bardziej, że w Anglii znajdujemy się w środowisku ogromnego zróżnicowania religijnego. Odnoszę wrażenie, że ostatnia emigracja jest religijnie zaniedbana, chociaż ciągle się mówi, że Polska to kraj wybitnie katolicki, że mieliśmy Ojca Świętego Polaka. Na pewno, żeby tutaj praktykować swoją religię, trzeba w to włożyć więcej wysiłku. Należy znaleźć kościół katolicki, a jeszcze trudniej znaleźć polski. W naszej parafii jestem najstarszym seniorem, bardziej związanym ze starą, powojenną emigracją, bo z niej wyszedłem po Powstaniu Warszawskim. Dobrze, że mamy młodszych ojców, którzy na pewno lepiej rozumieją nową emigrację.

     Czy lepiej rozumieją też podziały wśród emigracji, która chyba na obczyźnie nie znalazła wspólnego języka? Z czego to może wynikać?

     Pierwsza emigracja jest trochę zamknięta w sobie, ale trzeba pamiętać, że dużo przeżyła: zsyłkę, wywóz do Rosji, tułaczkę, obozy koncentracyjne i powojenną frustrację związaną z niemożnością powrotu do Polski. Gdy przyjechałem do Anglii zobaczyłem, w jaki sposób zarabiali na życie wyżsi oficerowie po demobilizacji. Myli, na przykład, naczynia w hotelu, i dlatego to, do czego obecnie doszli, wypracowali długim wysiłkiem. Ostatnia emigracja chciałaby mieć to samo, ale natychmiast. Są duże różnice, wzajemne uprzedzenia i niezrozumienia. Gdy w czasach reżimu komunistycznego udało się jakiemuś księdzu przyjechać do pracy duszpasterskiej w Anglii, patrzono na niego bardzo podejrzliwie. Skoro dostał paszport to chyba kolaboruje z władzą, co było bardzo krzywdzące. Polacy nie stanowią zwartej grupy narodowościowej, jak na przykład Żydzi czy Ukraińcy, którzy są bardziej zżyci. My zaś - raczej skłóceni. Taki chyba mamy charakter, bo dziś w Polsce dzieje się podobnie...

     A jak wyglądają kontakty Polaków z Anglikami? Czy rzeczywiście nasi rodacy stanowią swoistą enklawę?

     Dużym problemem jest bariera językowa. Język angielski nawet dla mnie jest trudny i ciągle powtarzam, że nie leży w mojej psychice. Do dziś nie czuję się swobodnie rozmawiając w tym języku. Ostatnia emigracja ma jeszcze większe trudności z językiem angielskim ze względu na brak przygotowania. Dużo ludzi przyjeżdżających do Anglii nie zna języka, gdyż często wywodzi się ze wsi. Zatem do pewnego stopnie tworzymy enklawę, ale to cechuje wszystkie mniejszości na Wyspach Brytyjskich.

     Czy czasem nie jest tak, że to Anglicy się izolują?

     Rzeczywiście, Anglicy jako naród trudno nawiązują przyjaźnie i są mało otwarci na wszelką inność. Nie mają ponadto wielkich zdolności językowych, więc tym bardziej stronią od innych. Kiedyś przed laty powiedział mi jeden z oficerów II Korpusu gen. Andersa, że gdy był w wojsku pułkownikiem, miał bardzo dobre stosunki z oficerami i żołnierzami angielskimi. Ale gdy tylko skończyła się wojna, to wszystko gdzieś zniknęło.

     Czy Brytyjczycy mogą uczyć się czegoś od Polaków?

     Choć Anglicy mają duże wyczucie filantropii i otwarcia na potrzeby innych, to generalnie nie potrafią wyrażać swoich uczuć. Dotyczy to także wychowania dzieci, którym nie okazują takiej czułości jak w Polsce. Dlatego też, gdy tylko dzieci podrosną, jak najszybciej uciekają z domu. Nasi rodacy są na pewno bardziej rodzinni i związani ze swoimi dziećmi. Chciałbym jeszcze dodać, że Anglia zatraciła w dużej mierze swoje chrześcijaństwo, ale proces odchodzenia od korzeni, od kultury i postaw chrześcijańskich widoczny jest już w całej Europie, co z pewnością odbija się niekorzystnie na różnych sferach życia. Niestety, ten problem dociera również do Polski.


Małgorzata Glabisz-Pniewska


Tekst pochodzi z Tygodnika
Warszawsko-Praskiego "Idziemy"

26 sierpnia 2007


Wspólnota zakonna. Ideał a rzeczywistość Wspólnota zakonna. Ideał a rzeczywistość
Fabio Ciardi
Czy zakonnicy i zakonnice są naprawdę "ekspertami wspólnoty"? Czy jest to teoria czy praktyka? Możliwa czy pożądana rzeczywistość? Zaszczytny tytuł czy poważny i ciężki obowiązek? Próbując znaleźć odpowiedzi na te pytania, autor napisał tę prostą, ale szczerą książkę z silnym przekonaniem o wielkiej misji powierzonej życiu zakonnemu... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:
 on: 01.10.2008, 15:48
 mam 2 zatrzezenia co do tego tekstu : 1)"Pierwsza fala emigracji była mocno związana z Kościołem"- tak mocno sie zwiazali z kosciolem ze kosciol swiecil pustkami jeszcze 4 lata temu jak widac niepotrafili wychowac dzieci byli az tak zwiazani z kosciolem...chyba ...teraz kosciol jest pelny mimo ze i tak duzo osob nie chodzi biorac pod uwage moje doswiadczenia to okolo 10%moich znajomych chodzi a mam ich troche 2)Anglicy jako naród trudno nawiązują przyjaźnie i są mało otwarci na wszelką inność...i za to ich chwale to bardzo pozytywna cecha
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej