Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
Od kościoła do kościoła

     Stary diabeł Krętacz, ucząc swego bratanka Piotuna, jak wodzić człowieka na pokuszenie, mówił: "Pokaż mu wady parafii, do której należy. Powinno go to doprowadzić do tak wielkiego niezadowolenia z księży i innych parafian, wystroju świątyni, stylu kazań i duszpasterstwa, że będzie chodzić od jednego miejsca do drugiego w poszukiwaniu idealnego kościoła, nieskazitelnej wspólnoty".

     Dziś aż 80 proc. mieszkańców dużych miast uważa, że na niedzielne Msze Święte wcale nie trzeba chodzić do własnej parani. Coraz więcej osób starannie wybiera sobie kościół, zanim pójdzie na niedzielną liturgię. Duszpasterze mówią o powszechniejącym zjawisku "churchingu". Tak jak dubbing polega na zwyczaju odwiedzania wielu lokali tego samego wieczoru przez tę samą grupę ludzi, tak churching to chodzenie co niedziela do innego kościoła w poszukiwaniu najlepszej dla siebie "propozycji".

     Polski rekordzista w tej dziedzinie - jak wynika z badań - potrafi pokonać ponad 80 km, aby dotrzeć do kościoła, gdzie jego duchowe potrzeby zostaną zaspokojone na poziomie, jakiego oczekuje. - Zjawisko to dotyka przede wszystkim mieszkańców dużych miast, gdzie gęsta sieć parafii pozwala swobodnie wybierać kościół na niedzielne Msze, spowiedź, odpusty parafialne czy nabożeństwa - mówi ks. prof. Sławomir Zaręba, socjolog z Uniwersytetu Stefana Kardynała Wyszyńskiego. Zespół socjologów UKSW pod jego kierunkiem przeprowadził badania "Kultura i kultury mieszkańców Warszawy 2010" w ramach serii badawczej Polski Pomiar Postaw i Wartości. Badanym postawiono m.in. pytanie: "Co Pan/i sądzi na temat uczęszczania mieszkańców Warszawy na niedzielną Mszę Świętą poza swoim kościołem parafialnym?". Za stwierdzeniem "Każdy ma prawo wyboru kościoła, w którym się dobrze czuje" opowiedziało się aż 84,7 proc. mieszkańców Warszawy. Były to głównie osoby wierzące, między 18. a 34. rokiem życia, z wyższym wykształceniem. Co ciekawe, za dowolnym wyborem kościoła na niedzielną liturgię znacznie częściej optowały kobiety niż mężczyźni. Z kolei za stwierdzeniem "Powinno się chodzić tylko do własnego kościoła parafialnego" opowiedziało się jedynie 5,6 proc. badanych. W tej grupie znaleźli się głównie ludzie deklarujący się jako głęboko wierzący (17,6 proc), robotnicy (13,2 proc), osoby w wieku 65 lat i więcej (13,1 proc.) oraz respondenci z wykształceniem podstawowym (11,3 proc).      - Zjawisko to coraz bardziej się upowszechnia, ponieważ zwiększa się zapotrzebowanie na przeżycie religijne. Choć księża diecezjalni starają się uatrakcyjniać liturgię, wiele osób wybiera Msze u zakonników - franciszkanów, dominikanów czy jezuitów - ponieważ odpowiada im charyzmat poszczególnych zakonów - tłumaczy ks. prof. Zaręba. W jego opinii taka kościelna turystyka nie jest zupełnie nowym zjawiskiem. Tak było także dawniej. Do kościoła Wizytek na Krakowskim Przedmieściu przyciągał swoim intelektem i poczuciem humoru ks. Jan Twardowski, kapłan diecezjalny, który od 1959 roku pełnił tam funkcję rektora. Artyści korzystają z kościoła Środowisk Twórczych, prowadzonego przez ks. Wiesława Niewęgłowskiego (dawniej siedzibą duszpasterstwa twórców był kościół seminaryjny na Krakowskim Przedmieściu, teraz kościół św. Andrzeja Apostola i św. Brata Alberta Chmielowskiego przy Placu Teatralnym).

     Własne parafie tradycyjnie omijają także studenci. W zamian koncentrują się w prężnie działających duszpasterstwach akademickich, które sięgają lat dwudziestych ubiegłego stulecia. W Warszawie od lat studenci gromadzą się licznie przy kościele św. Anny, u jezuitów na Rakowieckiej, u dominikanów na Freta i Dominikańskiej czy ostatnio na Skaryszewskiej u pallotynów.

     Churching to dalszy ciąg historii rozwoju religijności. Głównym powodem omijania w niedziele kościoła parafialnego nie są już wyłącznie tzw. duszpasterstwa specjalistyczne. Czasami przyczyny są prozaiczne. Niektóre świątynie przyciągają obszernymi parkingami. Inne są wygodne dla matek z dziećmi, bo maj podjazdy dla wózków. Ewa, dziennikai ka jednej z warszawskich stacji radiowycl wybiera kościoły, w których są wydziek ne miejsca dla maluchów. Tam czuje si lepiej, bo nie jest narażona na karcąc spojrzenia innych, kiedy jej trzyletnia córeczka nie wytrzymuje 45 minut w jednym miejscu. Dla starszych ważny jest dostęp do ołtarza, by łatwo mogli podejść do Eucharystii. Wiele osób na zimę przenosi się do świątyń, które są ogrzewane. Niektórzy dopasowują czas niedzielnej Mszy Świętej do innych punktów dnia i zachodzą na nią będąc na spacerze lub po drodze do kina czy teatru. Inni wybierają Msze Święte dla dzieci, bo są krótsze i mniej nużą.

     HOMILIA Z BONUSEM

     Większość wiernych w dużych miastach poszukuje jednak ciekawej i głębokiej "oferty duchowej". - Nie jestem fanką churchingu, ale czasami mam potrzebę, żeby na niedzielnej liturgii znaleźć się w miejscu innym niż moja parafia. Kryterium wyboru to dla mnie kazanie, które nawiązuje do Ewangelii, jest wskazówką do życia, wzbogaca. Pewnie, że istotą jest Eucharystia. Jednak dobra homilia to "bonus". Dla mnie jest on ważny - mówi Anna Kmieciak, psycholog.

     Waldemar Pawlikowski, pracujący student teologii, mieszka na Żeraniu, ale zwykle na niedzielną liturgię przyjeżdża do jezuickiego sanktuarium św. Andrzeja Boboli. - Zawsze odprawia ten sam kapłan. Kiedy o czymś mówi, ma się przekonanie, że świetnie się na tym zna. Homilie są niebanalne, a liturgia opatrzona w treściwy komentarz teologiczny. W moim odczuciu jezuicka duchowość jest bliska życiu - opowiada.

     W czasach, w których w każdej dziedzinie podkreśla się troskę o wizerunek, wiele osób zwraca uwagę nie tylko na treść, ale także na formę. Dlatego liturgie Monastycznych Wspólnot Jerozolimskich, które w Polsce są obecne zaledwie od roku, przyciągają coraz więcej wiernych z różnych parafii. Bizantyjskie śpiewy bez fałszowania, cytra i harfa zamiast organów, czasem eksplikacja czytań liturgicznych za pomocą skromnych, ale wymownych scen teatralnych, rozdawane każdemu zapisy nutowe kanonów, zgrzebna elegancja zakonnych strojów mniszek i mnichów, subtelnie zbierana taca przy wyjściu - wszystko to sprawia, że "oaza ciszy i modlitwy w sercu metropolii" - jak określają swój klasztor mnisi i mniszki - co niedzielę tętni żywą religijnością.

     Zbigniew Moskal, aktor przygotowujący do publicznych wystąpień, przyznaje, że wybiera te kościoły, w których nie razi go fałszywy śpiew, teksty liturgiczne są czytane z dobrą dykcją, a homilia jest wygłaszana zgodnie z zasadami sztuki nie tylko oratorskiej, ale i aktorskiej, dzięki czemu przekaz staje się atrakcyjny dla słuchających. - Nie chodzi o dawanie prymatu formie, ale o uwypuklenie treści za pomocą formy. Seminaria powinny przykładać większą wagę do kształcenia księży na tym polu - przekonuje.

     Wielu wiernych przyznaje, że bardziej im odpowiadają Msze Święte prowadzone przez księży zakonnych. Są tacy, którzy chcą wziąć ślub u franciszkanów w Niepo-kalanowie, bo tam jest idealnie dopracowana liturgia, ale na rekolekcje chodzą do jezuitów, bo ci mówią interesujące kazania, a w niedzielę wybierają Msze Święte "dla spacerowiczów" u dominikanów.

     Diecezjalni proboszczowie tłumaczą, że księża prosto z seminariów idą do parafii tam, gdzie ich pośle biskup. Predyspozycje mają drugorzędne znaczenie. Zakonnych księży "rozdziela się" na ogół według ich talentów. Dobry kaznodzieja idzie tam, gdzie się głosi dużo kazań, dobry spowiednik głównie spowiada. Jest mniej przypadkowości. Prócz tego księża zakonni są mniej obciążeni wielością i różnorodnością zadań. Do absolutnych wyjątków należą sytuacje, kiedy ksiądz zakonny obsługiwałby parafię w pojedynkę. W przypadku księży diecezjalnych jest to dość częste. Dlatego parafie prowadzone przez zakonników mogą być uznawane przez wiernych za bardziej atrakcyjne.

     Dominikanin o. Tomasz Kwiecień, liturgista, przyznaje, że liturgia powinna być atrakcyjna, ale "nie atrakcyjnością rodem z popkultury". Uważa, że pokusa wprowadzania do kościołów elementów popkultury jest błędem duszpasterskim. Liturgia powinna być z natury inna, bo właśnie jej inność jest atrakcyjna. Ojciec Kwiecień zachęca, by brać sprawdzone wzorce z tradycji Kościoła. - Nie możemy mówić językiem popkultury o tajemnicy krzyża, ponieważ ta tajemnica się w tym języku nie zmieści, nie ma w nim właściwych form wyrazu - podkreśla.

     KOŚCIÓŁ A LA CARTE

     - Dobrze, jeśli ludzie szukają miejsca, w którym dobrze im się rozmawia z Panem Bogiem. Gdy popycha ich do tego rzeczywista tęsknota duchowa, poszukują głębi, to pięknie. Nie można zgadzać się na duszpasterską miernotę. Kapłani powinni dociągać do tęsknot duchowych ludzi - twierdzi ks. Tomasz Zaczkiewicz, proboszcz parafii św. Wincentego Pallottiego na warszawskiej Pradze. W zjawisku churchingu zauważa jednak negatywne strony. - Powinienem się cieszyć, że mamy u siebie w kościele całą Warszawę. Jesteśmy otwarci dla wszystkich, nie sprawdzamy paszportów. Warto jednak mieć świadomość, że czasami takie poszukiwanie odpowiedniej dla nas liturgii jest podszyte niedojrzałością. Żyjemy w czasach epizodyczności i przygodności. Chcemy często zmieniać pracę, partnerów. I podobnie - kościoły. Szukamy atrakcji i mocnych wrażeń. Przykładem są piesze pielgrzymki. Niektórzy każdy etap wędrówki na Jasną Górę przebywają w innej grupie. Taka wspólnota wtedy obumiera, nie jest żywa - konkluduje ks. Zaczkiewicz, który przewodniczy Czerwono-Żółtej "Siedemnastce".

     Socjologowie takie postawy określają "mentalnością supermarketową": szukaniem miejsca, gdzie można kupić taniej i w przyjemnej atmosferze. Coraz bardziej widoczne jest podejście do wiary a la car-te. Choć wiara to nie produkt, a wierny to nie klient, także członkowie Kościoła katolickiego mają silne poczucie, że funkcjonują na "wolnym rynku" parafii. Myślenie konsumenta przenosi się więc na postrzeganie parafii. Ma ona posiadać te same zalety, co rynek. Oferować szeroki wybór towarów i częste promocje, a klient wybiera to, co mu się podoba. Doświadcza tego ks. Kazimierz Seta, proboszcz parafii Miłosierdzia Bożego w Otwocku. Przyznaje, że część jego parafian ucieka z niedzielnych Mszy Świętych do sąsiedniego kościoła. Jasno mówi, że jest to wynik niezrozumienia, czym jest chrześcijaństwo.

     - Kiedy przychodzi do mnie para ludzi żyjących w związku niesakramentalnym i chce ochrzcić dziecko, staram się najpierw odnieść do ich wiary. Rozmawiam z nimi, tłumaczę, jaką mają przejść drogę. Często wtedy się oburzają, mówiąc, że stwarzam problemy. Nieraz idą do sąsiedniej parafii i tam otrzymują usługę, o którą im chodzi - mówi. Jego zdaniem takie zachowanie to traktowanie kościoła jak "punktu usługowego", w którym obsługują nas miło, szybko i tanio.

     Kapłani przyznają, że niejednokrotnie staje przed nimi para młodych ludzi, którzy chcą wziąć ślub "w tym kościele, bo im się podoba". "Przecież to XXI wiek, jesteśmy w Unii Europejskiej i w Strefie Schengen, chyba w Kościele nie ma granic. W każdym kościele jest ten sam Pan Bóg" - argumentują. Jedynie głęboko wierzący potrafią dostrzec następstwa takiej postawy. - Trzeba zauważyć, że osoby w obcej parafii, w której jednorazowo korzystają z sakramentów, są tam traktowane jak goście. Niczego się od nich nie oczekuje. Ale też nie mają możliwości zaangażowania się we wspólnotę wiary.

     Tymczasem proboszcz jest odpowiedzialny za wiernych, za ich rozwój religijny, formację. Dlatego musi wymagać. Jak w rodzinie, bo wspólnota parafialna jest jak dom - tłumaczy ks. Seta. Przyznaje, że coraz więcej osób nie toleruje uwag dotyczących ich życia czy moralności, nawet jeśli mają bezpośrednio związek z ich życiem. Nie chcą, żeby ktoś ich pouczał, mówi! o aborcji, homoseksualizmie, in vitro czy o sprawach społecznych, co niektórzy błędnie nazywają "mieszaniem się do polityki". - Tacy pójdą tam, gdzie ich głaszczą-dodaje.

     Kościoły w niedzielę nie pękają w szwach w dzielnicach pełnych nowo powstałych osiedli. W takiej sytuacji jest parafia Bożej Opatrzności w Wilanowie. - Nowi mieszkańcy nie zawsze mają świadomość, że budująca się świątynia Opatrzności Bożej to ich parafia. Czasami dowiadują się o tym dopiero podczas kolędy - mówi proboszcz parafii ks. Krzysztof Mindewicz. Parafia według kartoteki liczy 3 tys. parafian, ale na Msze Święte przychodzi jedna trzecia. - Niektórzy chodzą do sąsiedniego kościoła św. Anny, bo tam jest więcej Mszy Świętych i mogą wybrać dogodną dla nich godzinę. Część mieszkańców ze względów sentymentalnych, ale i praktycznych jeździ do swoich dawnych parafii. Czy jest sposób, żeby ich przyciągnąć do nas? Zorganizowaliśmy dla dzieci kącik z zabawkami, żeby rodzice mogli spokojnie uczestniczyć w liturgii. Kiedy przybyło parafian, musieliśmy zrezygnować, bo zabrakło miejsca. Planujemy wrócić do tego pomysłu, kiedy Msze Święte zaczną się odbywać w panteonie. Wtedy znów znajdzie się miejsce na kącik dla dzieci. To może przyciągnąć wiernych - mówi proboszcz. Uważa jednak, że w miastach trzeba się pogodzić z tym, że ludzie będą sobie wybierać kościoły. - Wiele zależy od duszpasterzy, na ile potrafią swoją osobowością i stylem kazań przyciągnąć innych. Ja w czasie wizyt duszpasterskich odbieram sygnały, że to, co robimy, podoba się parafianom. Podkreślają, że ważne dla nich są relacje osobowe z kapłanem, na ile jest on otwarty na parafian. Typ zgorzkniałego urzędnika na pewno nikogo nie przyciągnie - dodaje. Zauważa jednak, że kiedy trzeba wezwać księdza do chorego czy umierającego, wierni biegną nie do ulubionego kościoła, tylko do własnego proboszcza.

     LITURGIA NA WOLNYM RYNKU

     Ksiądz Adrian Galbas SAC, przełożony pallotyńskiej Prowincji Zwiastowania Pańskiego Stowarzyszenia Apostolstwa Katolickiego, twierdzi, że potrzeba towarów i usług wysokiej, a wręcz najwyższej jakości jest pozytywem naszych czasów. - Ludzie przyzwyczaili się, że mogą wybierać. To ich prawo. Z byle czego więc nie skorzystają i byle czego nie kupią. To dotyczy także ponadmaterialnych potrzeb. Także w ich zaspokajaniu byle co się już nie przebije. Włącznie, a może przede wszystkim, z sakramentem pojednania.

     Jak wykazało badanie "Kultura i kultury mieszkańców Warszawy 2010" kryteria wyboru ..produktu", jakim jest spowiedź, mogą być różne. Na pytanie: "Czym przede wszystkim kieruje się Pan/i w wyborze miejsca spowiadania?" prawie 7 proc. badanych odpowiedziało, że najważniejszy jest dla nich wystrój świątyni, a 28,6 proc. - że spowiednik. Niespełna 6 proc. korzysta ze spowiedzi tam, gdzie jest stały dyżur w konfesjonale, a dla ponad 14 proc. najważniejsze jest poczucie anonimowości.

     W małych miejscowościach lub we wsiach, gdzie nie ma takich możliwości, ludzie po prostu przestają praktykować, gdy poziom oferowanych przez lokalną parafię "usług" jest dla nich niewystarczający. - To stawia w nowej sytuacji parafię jako podstawową jednostkę działalności i życia Kościoła - podkreśla ks. Galbas. Także jeśli chodzi o kondycję finansową.

     W czasach intensywnego churchingu najbogatsze są nie te parafie, które liczą najwięcej wiernych, ale te, które posiadają najciekawszą "ofertę". W archidiecezji warszawskiej parafie przekazują podatek do kurii od tzw. dominicantes, czyli uśrednionej liczby wiernych obecnych na niedzielnej Eucharystii. Jednak są diecezje, w których proboszcz płaci podatek od liczby parafian zapisanych w księgach parafialnych. Kiedy nie ma ich na niedzielnej Mszy, tym samym unikają odpowiedzialności za parafię, także odpowiedzialności finansowej. Czy to oznacza, że los kapłanów jest w ich własnych rękach? Używając języka reformy zdrowotnej wprowadzanej w Polsce przez kilku latami, można by rzec, że "pieniądze idą za księdzem" - tym, który najbardziej odpowiada wiernym. - Parafianie jednak muszą mieć świadomość, że kiedy odchodzą od swojego kościoła, parafia ubożeje i trudniej zaradzać wszystkim jej potrzebom materialnym - mówi ks. Seta.

     PYCHA GUBI

     Pustoszejące kościoły w niektórych parafiach powinny być znakiem dla duszpasterzy, że trzeba coś zmienić - uważają socjologowie. Grzegorz Polak, dziennikarz, zachęca, by zanim się ucieknie z własnej parafii, porozmawiać z księdzem. - Czasami gubi nas pycha i myślimy: "Co za głupoty ten ksiądz opowiada". Tymczasem, jeśli nie podobają nam się kazania, uważamy je np. za zbyt polityczne, możemy o tym księdzu powiedzieć - podpowiada. Przyznaje, że dawniej sam uprawia! churching. - Męczyło mnie, że w mojej parafii, dość dużym kościele, czułem się anonimowo, a ksiądz przed Mszą "katował" wszystkich Różańcem. Lubię odmawiać tę modlitwę, ale jej kontekst zupełnie mi wtedy nie pasował - wspomina. - Od kilku lat jestem jednak wierny swojej nowej parafii, świetnie się tam czuję, doświadczyłem, co to znaczy "życie parafialne" - opowiada.

     Kodeks Prawa Kanonicznego mówi, że "parafia jest określoną wspólnotą wiernych, utworzoną na sposób stały w Kościele partykularnym, nad którą pasterską pieczę, pod władzą biskupa diecezjalnego, powierza się proboszczowi, jako jej własnemu pasterzowi" (kan. 515). Dalej głosi, że "z zasady ogólnej parafia powinna być terytorialna, a więc obejmująca wszystkich wiernych określonego terytorium". Rolę parafii dowartościował także Sobór Watykański II. Podkreślał, że jest ona jednocześnie wspólnotą i organizacją, podstawową strukturą chrześcijańską, najmniejszą pastoralną jednostką Kościoła i zwyczajnym miejscem wzrostu życia chrześcijańskiego.

     Dzisiaj jednak zmienia się nasze postrzeganie parafii. To, jak ją traktujemy, z pewnością weryfikuje działalność proboszczów i wikariuszy. Jest jednak także poważnym sprawdzianem naszej wiary. Czy churchingowi należy przeciwdziałać?

     - Zjawisko to pokazuje, że zmienia się nasza religijność. Inna jest religijność społeczności zurbanizowanej, a inna tradycyjnej. Ta pierwsza nie będzie związana z przynależnością do kościoła parafialnego - tłumaczy ks. prof. Zaręba. Jego zdaniem istnieniu parafii jednak nic nie zagrozi. Zjawisko churchingu poprzestanie na tym, że mniej tradycyjni wierni z miast będą niejako uzupełniać swój rozwój religijny, korzystając z zasobów innych parafii. Ale o swojej parafii nie zapomną.


Monika Florek-Mostowska


Tekst pochodzi z Tygodnika

5 czerwca 2011


Chleb dający życie. 365 myśli o Eucharystii Chleb dający życie. 365 myśli o Eucharystii
Wilhelm Muhs
Autor proponuje krótkie refleksje o Eucharystii na każdy dzień roku. Teksty czerpie z bardzo różnych źródeł - od Ewangelii, przez wielkich świętych, wybitnych pisarzy i myślicieli religijnych, aż po sentencje sformułowane przez współczesnych. Wszystkie zbliżają do wielkiej tajemnicy Eucharystii... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:
 Ania: 04.12.2012, 15:43
 Akurat ks. Zaczkiewicz jest najmniej dojrzały z nas wszystkich, więc niech najpierw dostrzeże belkę w swoim oku.
 
(1)


Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej