Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki
bp Stanisław Kędziora

     BISKUP POKORNY

     "Według słowa Twego" - wpisał kiedyś w swój herb bp Stanisław Kędziora. W uroczystość Objawienia Pańskiego przeszedł na zasłużony odpoczynek.

     - Jako świadek mogę powiedzieć, że jego biuro było miejscem kierownictwa duchowego. Iluż księży przychodziło, żeby z nim porozmawiać, wyżalić się, usłyszeć słowa wzmocnienia czy pocieszenia - powiedział abp Hoser SAC w praskiej katedrze. W czasie Mszy Świętej z licznie zgromadzonymi kapłanami i wiernymi dziękował za 23 lata biskupiej posługi ks. Stanisława Kędziory. - "Secundum verbum Tuum" - słowa Maryi w chwili Zwiastowania przyjęte przez ks. Stanisława jako biskupia dewiza są sekretem owocności jego posługi - powiedział abp Hoser.

     - Jesteś jak ojciec i dobry wychowawca, do którego mogliśmy i możerny przychodzić z tym, co raduje i z tym, co boli - dziękował w imieniu praskich kapłanów ks. prałat Lucjan Szcześniak.

     Padło też wiele słów o cierpieniu niesionym przez bp. Kędziorę, związanym z przewlekłą chorobą. - Biskup Stanisław wie, co to jest cierpienie krzyża, którego doświadcza każdego dnia. I krzyż ten niesie z uśmiechem i z pokorą - mówił abp Hoser. - Twoje cierpienie jest umocnieniem dla naszego kapłaństwa - zaznaczyli klerycy z Wyższego Seminarium Duchownego Diecezji Warszawsko-Praskiej.

     Biskup Kędziora podzielił się wspomnieniem ostatniego spotkania z Janem Pawłem II. - W 2005 r. abp Sławoj Leszek Głodź zabrał mnie do Rzymu. W święto Objawienia Pańskiego byliśmy na obiedzie u Jana Pawła II. Trzy miesiące przed śmiercią był bardzo cierpiący, nie mógł już mówić. Na prośbę abp. Stanisława Dziwisza udzielił mi błogosławieństwa. Uczynił znak krzyża. Takie spotkania zostają w człowieku na całe życie - opowiadał.

     Z LUDZKIEJ DOBROCI

     W zdrowiu i w chorobie, unikając mikrofonów i błysków fleszy, bp Kędziora służy tam, gdzie zostaje postawiony. Takie jest całe jego kapłaństwo.

     "W trudnych czasach doświadczałem wielkiej dobroci ludzi. To wszystko było dla mnie szkołą wrażliwości na ludzkie potrzeby, co jest tak ważne w posługiwaniu" - powiedział przed laty, pytany o swoje dzieciństwo.

     Pochodzi z Seligowa koło Łowicza. Rodzice prowadzili tam małe gospodarstwo rolne. "Wzrastałem na wsi, gdzie był klimat żywej, prostej wiary" - mówił dla tygodnika "Idziemy" w jednym z dwóch wywiadów, jakich udzielił w życiu. Ojca, który zmarł w czasie okupacji ciężko pobity przez Niemców, mało pamięta. "Miałem wtedy siedem lat, ale nigdy nie zapomnę jego modlitewnych śpiewów w maju przy figurze Matki Bożej, która stoi obok naszego rodzinnego domu. Nie zapomnę zimowych wieczorów, kiedy nam czytał żywoty świętych. Wiele lat po jego śmierci zaglądałem do jego starej i mocno zniszczonej księgi. To wszystko żłobiło moje wnętrze i przygotowywało do oddania się na przyszłą służbę Bogu i ludziom" - opowiadał.

     Mama po śmierci taty została na gospodarstwie sama z trzema synami. "Nigdy nie narzekała. Siłę czerpała z prostej, ufnej wiary, która ujawniała się w jej codziennej modlitwie" - wspominał bp Kędziora.

     Po wojnie sytuacja materialna rodziny pogorszyła się jeszcze bardziej, kiedy w wypadku na kolei zginął najstarszy brat. "Okazana dobroć ludzi już wtedy uczyła mnie dostrzegania dobra w drugim człowieku" - mówił po latach bp Kędziora. Dzięki pomocy finansowej sąsiadów z rodzinnej wioski mógł skończyć liceum ogólnokształcące w Łowiczu. Kiedy rodziny nie stać było na opłacenie stancji, 12-kilometrową trasę mógł pokonywać na rowerze, którego bez wsparcia innych ludzi by nie kupił.

     Marzył o wstąpieniu do seminarium, dlatego bardzo zabiegał, aby skończyć liceum. O kapłaństwie myślał od dzieciństwa. Ale przyznaje, że dopiero po maturze zaczął głośno zdradzać swoje plany. "W moim życiu nie było żadnych nadzwyczajnych wydarzeń, po Bogu najwięcej zawdzięczam w moim powołaniu rodzicom i kapłanom" - wspominał.

     Po maturze przez rok pracował w urzędzie gminy, gdzie dojeżdżał rowerem. Do warszawskiego seminarium wstąpił w roku aresztowania prymasa Stefana Wyszyńskiego, pamiętnym 1953. Wtedy, pod koniec września, pierwszy raz uczestniczył we Mszy Świętej w kaplicy seminaryjnej, sprawowanej przez prymasa, który tego samego wieczora został aresztowany. "Przez następne trzy lata w modlitwie i więzi duchowej byliśmy blisko naszego biskupa" - opowiadał bp Kędziora. W seminarium był jednym z najpilniejszych kleryków. "Liczyło się na notatki Stasia. Nie denerwował się, kiedy wypożyczony zeszyt długo nie wracał" - wspominali potem koledzy. "Czytaliśmy razem skrypty w seminaryjnym ogrodzie i przeważnie dostawaliśmy piątki" - dodawał ks. Zbigniew Brzozowski Diakon Stanisław Kędziora przyjął święcenia kapłańskie w dniu urodzin kard. Wyszyńskiego - 3 sierpnia 1958 r. Pierwsza parafia przypadła mu w Brwinowie. "Czekało na mnie dużo pracy i przyjąłem ją z entuzjazmem" - wspominał. W tym czasie na trzy lata wróciła do szkól religia. We wrześniu młody ksiądz rozpoczął pracę w szkole podstawowej, liceum i technikum, łącznie 40 godzin tygodniowo. Potem skierowany został na studia doktoranckie na Wydziale Teologicznym na KUL-u.

     WICEREKTOR WŚRÓD KLERYKÓW

     - To były piękne lata mojej kapłańskiej służby - mówi bp Kędziora o 21 latach pracy w Wyższym Metropolitalnym Seminarium Duchownym w Warszawie, gdzie był prefektem, potem wicerektorem i wykładowcą teologii dogmatycznej. Żartowano, że ma najdłuższy klerycki staż, bo nawet jako wicerektor był zawsze razem z alumnami.

     On sam podkreśla, że bardzo ważne jest przekazywanie młodzieży wiedzy i kapłańskiego doświadczenia, ale większe owoce przynosi ono wtedy, gdy połączone jest z obecnością wśród młodych. Ksiądz Jacek Bereziński, wówczas kleryk, a potem wykładowca, wspominał, że w dziejach seminarium ks. Kędziora zaznaczył się może jeszcze bardziej niż legendarny wicerektor ks. Eugeniusz Szlenk. Przez cały dzień ks. Kędziora przebywał razem z klerykami: na modlitwie w kaplicy czy w pracy fizycznej przy budowie seminarium na Bielanach. Także przy rozładowywaniu ciężarówki z zebraną w wiejskich parafiach żywnością dla kleryków. Towarzyszył im także w czasie posiłków, w refektarzu, co czasem ze względu na ich jakość, graniczyło z heroizmem. W czasach komunizmu z reglamentowanej żywności klerycy otrzymywali najgorsze i najniższe przydziały żywności. Pomoc żywnościowa płynęła nie tylko ze zbiórek we wsiach, ale też z darów z Zachodu. Nagromadzone zapasy trzeba było potem spożywać niezależnie od stopnia świeżości. Podawano więc na przykład jajka na obiad, śniadanie i kolację aż do wyczerpania. Zdarzało się, że niektórzy klerycy rezygnowali z posiłku. Ksiądz Kędziora nigdy nie kontestował, zawsze zjadał to, co podano na stół.

     Proboszczem został po raz pierwszy w 1982 r. w warszawskiej parafii Wszystkich Świętych. "Zastałem liczny Parafialny Komitet Pomocy Rodzinom Internowanych, wspomagający także biedne dzieci z parafii. Przeorganizowałem komitet do sześciu osób, pilnowaliśmy, by pomoc trafiała do naprawdę potrzebujących" - wspominał potem. W dużym kościele zaczęło tętnić życie. "Wprowadził promienność w stosunkach między parafianami a proboszczem" - mówił prof. Adam Strzembosz, mieszkający wówczas w parafii. Wielu ówczesnych kapłanów tej parafii wspomina braterskie i ojcowskie relacje. "Dla nas wikariuszy było czymś niezwykłym, że każdy mógł pracować zgodnie ze swoim charyzmatem, nie czując się w żaden sposób zagrożonym. Proboszcz nigdy niczego nie zazdrościł, nie przeszkadzał w pracy" - wypowiadał się ks. Henryk Małecki, wówczas wikary u Wszystkich Świętych.

     BLISKO CZŁOWIEKA

     Nie lubi splendoru. Kiedy otrzymał nominację na biskupa, chciał zwyczajnie wejść w posługę. "Po co ta cała oprawa - mówił przed ingresem - Zwyczajnie wyjdę z zakrystii i odprawię Mszę Świętą".

     Po nowym podziale diecezji w 1992 r. został biskupem pomocniczym w diecezji warszawsko-praskiej. Jako przewodniczący Wydziału Nauki Katolickiej troszczył się o każdego katechetę.

     - Biskupstwo go nie zmieniło - mówiono o nim. Zamieszkał w Domu Księży Emerytów przy ul. Ratuszowej. Można go było spotkać, jak spaceruje z księżmi czy odwiedza chorych w pokojach. Do pracy w kurii chodził pieszo przez park. W wolnych chwilach przychodził spowiadać do pobliskiego kościoła Matki Bożej Loretańskiej. Ksiądz Stefan Gwiazdowski, dawny proboszcz, wspominał, jak biskup zjawiał się i udzielał Komunii Świętej, kiedy przez pół roku było najtrudniej, bo proboszcz był sam w parafii. W tym czasie bp Kędziora pełnił normalną posługę biskupią. Zawsze opanowany, spokojny, także wtedy, kiedy musiał podejmować trudne decyzje. Ten spokój okupiony był wewnętrznym napięciem i dużym wysiłkiem, co biskup przypłacił chorobą serca. Ale nawet po wszczepieniu bay-passów nie oszczędzał się. Co roku wprowadzał na Jasną Górę warszawską pielgrzymkę. Potem zaatakowały go kolejne choroby. "Od dziewięciu lat doświadczam choroby nowotworowej. Gdy jestem w takim stanie, że trudno mi podjąć czynności duszpasterskie, ofiaruję Jezusowi moją modlitwę i cierpienie za wszystkich, do których jestem posłany, a zwłaszcza za kapłanów" - mówił przed dwoma laty dla tygodnika "Idziemy".

     W czasie Mszy Świętej dziękczynnej w praskiej katedrze zwrócił się do zebranych: - Może mnie nie być w parafii czy w konkretnym środowisku, ale zawsze jestem z wami, bo utożsamiam się z Kościołem i Kościół kocham. W obecnej chwili nic mogę już wiele pomóc, prowadząc aktywne duszpasterstwo, mogę tylko moją modlitwą i cierpieniem służyć Kościołowi. Tak chce Jezus i ja to wewnętrznie akceptuję. Nie boję się, uśmiecham się, bo moc płynie od Niego.


Irena Świerdzewska


Tekst pochodzi z Tygodnika

16 stycznia 2011


Bądźcie siewcami Słowa. Podręcznik misjonarza i rekolekcjonisty Bądźcie siewcami Słowa. Podręcznik misjonarza i rekolekcjonisty
Praca zbiorowa
Podręcznik misjonarza i rekolekcjonisty to doskonała pomoc w głoszeniu misji świętych. Zawiera m.in. listy misjonarzy skierowane do parafii, w której będą oni głosić misje, plan nabożeństw odbywających się w parafii przed rozpoczęciem misji, a także dokładnie rozplanowane dni misji świętych.... » zobacz więcej


   


Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




[ Powrót ]
 
Daj plusika:
[ Strona główna ]
 Partnerzy medialni:

O stronie... | Ogłoszenia | Konkurs | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2017 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej